Witam wszystkie netkobiety i netfacetów (bo zauważyłem, że tacy też tu są).
Mam do Was pytanie dotyczące związków z policjantami. Czy któraś z Was jest w takim związku? Jak Wam się układa?
Może najpierw co nie co o mnie. Mam na imię Robert. Mam 24 lata. Od 20 roku życia ? funkcjonariusz Policji. Najpierw służyłem w ogniwie patrolowo-interewencyjnym. Poprzez upór i na prawdę ciężką prace trafiłem do pionu kryminalnego Policji. Można powiedzieć, że z policjanta awansowałem na psa, Takiego 100% psa. Oprócz tego jestem zaocznym studentem fizyki na jednym z uniwersytetów. Pochodzę na pierwszy rzut oka z normalnego domu. Ojciec, matka, siostra i ja. Może nigdy nie byliśmy bogaci, nie jeździliśmy co rok na wakacje ale mimo to niczego mi nie brakowało. Niby wszystko było ok. ale to było raczej takie szorstkie wychowywanie. Nie pamiętam, żebym będąc chłopcem pojechał z ojcem na ryby czy w ogóle z rodzicami i siostrą gdzieś za miasto. Rodzice przychodzi z pracy do domu i praktycznie całe dnie siedzieli w 4 ścianach. Dużo czasu spędzałem na podwórku biegajac za piłką jednakże, gdy ojciec kazał być w domu o 20 to byłem puntkualnie o 20. W mojej rodzinie wszystko zawsze było takie na pokaz. W niedziele do kościoła, bo tak wypada. Wyjazd do wujka czy ciotki na imieniny czy na jakąś impreze też takie wymuszone. Wszystko w tej rodzinie jakieś takie sztuczne. Tak naprawdę jedynie z siostrą mam naprawdę dobre kontakty.
Jeśli chodzi o związki z kobietami to mimo mojego wieku nigdy nie miałem stałej partnerki. Odkąd siostra wyszła za mąż na każdym rodzinnym spotkaniu pojawia się jakieś pytanie czemu ja wciąż jestem sam? I tak naprawdę ja sam nie umiem znaleźć odpowiedzi. Odkąd mieszkam sam to nawet rodzice zaczęli mnie bombardować takimi pytaniami. Właściwie uświadomiłem już sam sobie, że miłość nie jest dla mnie i nie zamierzam płakać z tego powodu. Jeżeli ktoś ma być szczęśliwy w związku to ktoś musi być sam. Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko. W całym moim życiu były 3 kobiety na których mi zależało. Jak można się domyślić nic z tego nie wyszło. Z tej pierwszej i drugiej jeszcze jakoś ?się wyleczyłem?. Problem był z tą trzecią. Mijały dni, miesiące a ona nadal w moim sercu. No ale czas w końcu jakoś zabliźnił rany. Po tej trzeciej stwierdziłem, że nie będę się pchał w żadne związki. Najgorsze jest jednak to, że zawsze gdy zaczynałem te podchody do danej dziewczyny ZAWSZE pojawiał się jakiś inny na horyzoncie. I ZAWSZE się kończyło, że każda z nich wybierała tego drugiego a ja nie wiedziałem dlaczego. Ta ostatnia powiedziała mi nawet, że wg niej jestem zimnym i bezuczuciowym facetem. I generalnie wszyscy mają o mnie taką opinię. Na służbie podsłuchałem ostanio rozmowy dwóch pracowniczek Policji. Słyszałem jak mówią o mnie, że wydaje im się takim zimnym facetem, który kompeltnie nie ma uczuć wyższych. Nie wiem z czego to wynika. Być może z dzieciństwa, które też było dość specyficzne. Przyznaje się, że na pierwszy rzut oka mogę robić takie wrażenie. W końcu taka robota, że codziennie widuje w niej wiele zła i okrucieństwa. Na własne oczy widzę ludzki ból, strach, cierpienie, śmierć. To w człowieku gdzieś zostaje i nie można przejsć obok obojętnie. Oprócz tego zaczęły się problemy z erekcją co w moim wieku nie powinno mieć miejsca. Nie wiem czy to specyfika tej roboty na to wypłynąła czy coś innego.
Wak więc jeszcze taz ponawiam moje pytanie o Wasze związki z policjantami. Mówi się, że policjanci to źli partnerzy. I chyba coś w tym jest. Co Wy na to?