To złożony problem... Mam chłopaka od 2 lat i studiuję od zeszłego roku w jego mieście, mamy po 20 lat. Przeszliśmy wiele razem, ale jednego problemu nie mogę się pozbyć... Jego matki... Mieszkają razem w mieszkaniu, ja w akademiku. Na początku było wszystko ok, nocowałam często u nich, a raczej u niego. Kiedy tam byłam gotowała też dla mnie, zostawałam tam nawet jak chłopak był w pracy i kiedy byłam tylko jego matka i ja, to nieraz rozmawiałyśmy sobie w kuchni o byle czym. Na nowy rok przygarnęła sobie kota i wprost się w nim zakochała i wydawało się, że wszystko jest ok. Tyle że ona jest trochę niezrównoważona... Potrafi wszcząć awanturę o byle co.
No i stało się, akurat jak nocowałam drugi chyba dzień, była po chyba 2-3 piwach (ja twierdzę, że jest alkoholiczką, ponieważ pije praktycznie codziennie, małe ilości, ale jednak pije) i zaczęła czepiać się o niepozmywane naczynia. Jak później oznajmiła, to miała być próba dla mnie, której nie przeszłam. No więc zaczęła najpierw do chłopaka z pretensjami, że naczynia 2 dni stoją i nikt ich nie ruszy. Powiedział jej na spokojnie, że pozmywa jak zjemy kolację. Spokój. Po chwili wraca i znów czepia się o to samo i znów ta sama sytuacja. Za trzecim razem poddał się i poszedł zmywać... Powinno być ok... Tyle że ona zaczęła się czepiać, że to nie JA zmywam... bo, cytuję: "to dupa jest od zmywania a nie chłop... chce wpier*** to niech zmywa". Byłam w szoku... Mogła po prostu poprosić mnie wprost, ale wolała wszcząć awanturę... Potem jej totalnie odbiło i co chwila wyzywała mnie albo chłopaka, mówiła że jestem dziw***, bo muszę mu dawać (wiadomo co) kiedy on sobie zażyczy, a ona jest wolna i daje ... kiedy ONA chce, w związku z czym zaklasyfikowała mnie do marginesu społecznego, bo nie zmyłam naczyń... Chłopak próbował to olać i mówił, żebym ja też ją ignorowała, ale w końcu nie wytrzymał i zaczął ją wypychać ze swojego pokoju, szarpali się... w końcu udało mu się ją wypchnąć i zamknąć drzwi, ona waliła pięściami w drzwi, ja postanowiłam, że dosyć tego i zaczęłam się ubierać (mieliśmy iść już spać bo było ok 12 w nocy)... Potem wyrzuciła nasze kurtki za drzwi, chłopak wziął je z klatki do pokoju, za to wypchnął ją (!) za drzwi mieszkania i zamknął od wewnątrz.. To był jakiś koszmar... Straszyli się nawzajem policją, ale w końcu był jakiś moment "zawieszenia broni"... chłopak zadzwonił do dziadka, jej ojca, ale w efekcie rozmawiał z babcią, która zaczęła go uspokajać (znali już zagrywki jego matki, więc są po jego stronie). Potem "teściowa" wróciła po modem, oznajmiając, że odłącza mu internet, wyrzucała jego zdjęcia i takie tam... Szkoda się rozdrabniać.. Rano wznowiła awanturę, co poskutkowało otworzeniem okna w pokoju chłopaka, żeby jej ukochany kot miał którędy uciec. Wyła jak oszalała, płakała, błagała go żeby zamknął okno. Widok był szokujący i żałosny....Po tym zajściu była długa cisza, podział w domu na to, co jest jej i co jest jego... Nie odzywałyśmy się, z czasem zaczęłam tylko mówić "dzień dobry" i "dowidzenia", choć uważałam i nadal uważam, że to upokarzające...
Teraz na wakacje jestem w domu, ale zbliża się rok akademicki i akurat tak wyszło, że muszę załatwić coś na uczelni + akademik i postanowiliśmy oboje, że posiedzę tam 5 dni, bo tak czy siak, tęsknimy, więc to idealna okazja. Wczoraj powiedział matce, że przyjeżdżam, a ona się nie zgodziła. Nie podała powodu... "Nie, bo nie" + zagroziła awanturą jeśli przyjadę. Obraził się na nią i powiedział mi rano, że i tak przyjadę, a jak będzie awantura to trudno... Problem w tym, że ja nie chcę tej awantury powodować... Bo niby po co ja mam tracić nerwy, po co on ma tracić nerwy? W związku z tym wkurzyłam się, że mi proponuje przyjazd w takich okolicznościach... Więc powiedział "no to nie przyjeżdżaj"... Mówi, że nic nie może na nią poradzić. Z jednej strony wiem to, ale z drugiej... Wiem, że ona próbuje nas rozdzielić... I udaje jej się... Nie mam zamiaru walczyć o chłopaka z jego matką... Co mam zrobić, żeby ona zniknęła? Nienawidzę jej i wiem, że nigdy już jej nie polubię. Chcę, żeby ta kobieta zniknęła z naszego wspólnego życia, zanim wszystko przepadnie...