Jestem z mężem od 4lat. I od 4 lat nic się nie zmienia tylko stale obiecuje. A konkretnie chodzi mi o to, że flirtuje z innymi kobietami przez smsy. Powtarza tylko, że to koleżanki. Ok mogłyby być, Ale czy do koleżanek pisze się skarbie, kochanie, kotku czy nawet kocham cie. Nie wiem czy on nie potrafi zrozumieć tego, że mnie to boli? A cały czas powtarza, że tylko mnie kocha. A może to choroba?
I ty to tolerujesz?
Powinnaś mu jasno i wyraźnie powiedzieć/zabronić tak robić.
On obiecuje a ty to tolerujesz. Bądź bardziej stanowcza.
Jak ja to znam, znam takie pseudo kolezanki, juz na samo slowo kolezanki dostaje szalu.
Tak bardzo Cie rozumiem, nie aj sobie wmowic prosze, tych glupot z kolezankami.
Pisanie, czy mowienie takich slow do innych kobiet, to zwyczajnie zdrada psychiczna.
Przeczytaj moje, czy innej uczestniczki forum posty.
Nie jestes sama z takim problemem i walcz.
Napewno jak go zapytasz dlaczego to robi, to odpowie "nie wiem", sztandarowa odpowiedz
Skoro Ty wprost mówisz mu, że Cię to boli, a on dalej to robi mimo Twego bólu - to tak czy inaczej krzywdzi Cię i rani, a tak nie powinien postępować mąż wobec żony.
Nie wierzę, że jesteś w takim związku?! A macie dzieci? Jeśli nie to najlepiej rozwieść się bo potem będzie ciężko ;/ Gratuluję wytrwałości naprawdę
Skoro widzi, że Ty robisz niewiele poza powiedzeniem, że Ci się to nie podoba, to on ma to w nosie.
Musisz być stanowcza, bo inaczej będzie coraz śmielej sobie pozwalał.
Nie powinnaś tego absolutnie tolerować to bardzo niepoważne z jego strony to zdrada psychiczna. Nie chcę Cię ranić ale sądzę, że on się z nimi spotyka. Kategorycznie zabroń mu tego!!!
Ciężko jest zrozumieć takiego faceta. Znam to z autopsji. Te flirty są jak nałóg, z którego oni nie mogą wyjść. Czasem zastanawiam się czy to jest niskie poczucie wartości, czy jakieś szukanie adoracji ze strony kobiet i podbudowywanie swojego ego. Mój "jeszcze" mąż do dziś to robi (pisze z "koleżankami" smsy i rozmawia z nimi przez telef.)i nic się nie zmieniło.....
Takim facetom wydaje się, że nic złego nie robią, dziwią się, że ich żony/partnerki to rani i boli i co najgorsze jest coraz więcej takich flirciarzy, którzy uważają, że to nic złego...
Wszystkie macie rację. Mam dziecko teraz jestem w ciąży z drugim, myślałam, że to coś zmieni... Błąd... Dzisiaj zadałam mu pytanie czemu tak robi? A on nie wiem. To ja mam wiedzieć? Wiem, że się nie zmieni... Ale nie chcę rozwodu, boję się co dalej. Może będę miała gorzej? W końcu 2 dzieci będę miała bo za żadne skarby bym mu ich nie oddała. Fajne jest te forum Kobiet. Nie wiedziałam, że takie problemy mam tylko ja. Współczuję wszystkim...
Przeczytaj sobie moje posty pt."Facet kobieciarz" i "Facet co kocha wszystkie kobiety"...i nie tylko Ty z tym problemem spotkalas sie... ja probowalam raz jednego faceta zmienic,walczylam o te zmiane 10miesiecy,najpierw delikatnie zartem,rozmowa,pozniej nie wytrzymalam to i kłótnie z tego powodu były,nie zmienił sie,tacy faceci maja to we krwi,to jest jak nałóg,zostawiłam go(nie tylko z tego powodu)i dzis jestem sama,jest mi lepiej ,a Ty sie zastanow jaką droge chcesz wybrac,i wybierz taką,ktora bedzie dla Ciebie najwłasciwsza,przemysl to i zastanow sie dobrze
Bardzo co współczuję, bo życie w takim związku jest naprawdę trudne, a rozumiem, że czujesz się w sytuacji bez wyjścia. Diagnoza Liwii jest według mnie trafna - dodałabym, że to jakaś niedojrzałość psychiczna. Mam jednak pytanie, co zrobiłaś za pierwszym razem? Czy mówisz, mówiłaś mu o tym, co czujesz? przemawiasz do wyobraźni (np. gdybym ja zaczęła tak pisać, co być powiedział), zażądałaś, aby przestał, pokazujesz mu swoje uczucia to, jak bardzo Cię rani? Pytam o to, bo wydajesz się być przestraszona, że jak mu zrobisz awanturę to on odejdzie i dlatego nie wyznaczasz granic. Może on Twoją łagodność bierze za słabość i jak mu się w końcu postawisz zacznie Cię szanować?
Podzielam zdania koleżanek, że powinnaś jasno bez ogródek przedstawić mu swoje zdanie. Nie pozwolić mu na stwierdzeniu ,, nie wiem" czy ,,to tak samo jakos" albo ,, to nie tak jak myslisz" poprzestac. Tym bardziej, że od smsow moze sie dopiero wszystko zaczynac.
wyprowadz sie na tydzien.
i chodzbys wychodzila z siebie to nie wracaj przez 7 dni.
przed wyjsciem powiedz dla czego wychodzisz i ze dajesz czas do przemyslenia,
albo jakikolwiek inny pomysl
daje 1000000% pewnosci ze to sie nie skonczy jesli on nie dostanie pozadnie postawiony do pionu, przeciez to juz pewnie tyle razy si ezdazylo ze on i tak wie ze co nie zrobi to ty i tak wybaczysz, przeciez wystarczy ze obieca ze sie poprawi
Dokładnie wyjedź na tydzień. Pokaż że potrafisz być stanowcza, najwidoczniej widzi że ty pogadasz pozniej Ci przejdzie nie daj sobie na głowe wejsc:)) !
15 2010-08-02 10:00:08 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-08-02 10:01:23)
Mysle, ze moze to byc prawda i to sa tylko kolezanki.
Dziwne jest natomiast to ze on wie iz to Cie rani i nic sobie z tego nie robi... albo moze jeszcze ostentacyjnie prowokuje Cie do zazdrosci...(?)
Zapytaj go czy uwaza, ze macie w malzenstwie rowne prawa? i jesli powie, ze tak... to nie pozostanie Ci nic innego jak znalezc sobie kolegow i wysylac im smsy "kocham Cie" etc
Wyprobowalam ta metode. Dziala.
Jak zaczyna skupiac uwage na tym co Ty robisz.. to juz mu sie odechciewa odpisywac na smsy.
Musisz tylko powiedziec bardzo dobitnie i wyraznie, iz nie masz na to ochoty a robisz tylko dlatego by sprawdzic czy rzeczwiscie jest to takie fajne i czy rzeczywiscie jest to niegrozne dla Waszego zwiazku.
Musisz podkreslac na kadym kroku, ze Wasz zwiazek ma byc sprawiedliwy... ustalcie zasady
On moze miec seks pozamalzenski-Ty tez mozesz.
On ma kolezanki-ty masz kolegow
Ustalcie co Wam wolno...
Obiecuje, ze w czasie ustalania rownych praw, zapali mu sie czerwona lampka.
Rozmawiaj tylko spokojnie
Zgadzam się z zazdrością. Też bym tak zrobiła. On wykorzystuje Twój lęk, wie, że nie odejdziesz od niego i ewidentnie narusza granice. W moim małżeństwie też się bałam wielokrotnie - wyniosłam ten strach z domu i mój mąż chciał to wykorzystać. Jestem jednak dość charakterna i kiedy mówił to się rozstańmy - mówiłam ok., ale na moich warunkach, albo kiedy przekroczył granice znajdował swoją walizkę za drzwiami. Zareagował na to śmiechem, wiem na pewno, że mu zaimponowałam, opowiadał o tym potem znajomym za każdym razem sobie z tego żartując. Moje problemy się skończyły. Nie namawiam Cię żebyś zrobiła tak jak ja, ale po swojemu, biorąc pod uwagę swój charakter. Musisz być dla niego przekonująca. Życzę powodzenia.
Wygląda na to, że facet potrzebuje się dowartościować.
Mój też tak miał - generalnie koleżanek nie miał za dużo, ale te, z którymi utrzymywał kontakt, były co najmniej dziwne (tzn. te kontakty były dziwne - mimo że sporadyczne, to jednak nawet po jednym na pół roku niby nic nie znaczącym sms-ie zapalała mi się w głowie czerwona lampka). I co? Nie ważne, że kontakty były raz na parę miesięcy, nic nie znaczące... Z kim mnie zdradził? Oczywiście z taką "koleżanką", bo to doskonały materiał na skok w bok - jest pod ręką, za bardzo starać się nie trzeba, a jeszcze zrozumie, po główce pogłaszcze, jak się będzie wyżalał, jak to "żona go nie rozumie, wcale ze sobą nie śpią". Nadmienię, że ja kolegów miałam mnóstwo, spędzałam z nimi czas, ale ani mi, ani mojemu eks by do głowy nie przyszło, że mogłabym go z którymś zdradzić. To chyba kwestia tego, jak jesteś pewien tej drugiej osoby.
Dlatego wyznaczenie granic albo "oko za oko" nie zawsze się sprawdzi. On może potraktować to, że i ty zaczniesz spotykać się / flirtować z kolegami jako ciche przyzwolenie na dalsze kontakty z "koleżankami".
Najpierw przemyśl, jakie on ma do tego podejście. Jeśli wie, że ty nie przekroczysz nigdy zakazanej granicy z kolegami, to układ "ja moge, ty możesz" na pewno tu się nie sprawdzi. Albo zasiejesz w nim trochę niepewności - a to na pewno ustawi go do pionu, gwarantuję! - albo nie tędy droga.
Jeśli twoje próby uświadomienia mu, jak cię to rani, nie dają rezultatu, to bez stanowczych kroków się tu nie obejdzie.
Na razie to być może są koleżanki, ale wiesz, jak to jest - okazja czyni złodzieja... Tak jak napisałam na początku - dla mnie to wygląda na próby dowartościowania się, udowodnienia sobie, jakim to nie jest samcem alfa, supermenem ściągającym na siebie uwagę kobiet... Gdyby cię z nimi zdradzał, prawdopodobnie tak łatwo byś się o tym nie dowiedziała, dlatego akurat zdrady nie uważam tutaj za pradopodobną (na razie...).
Acha, i to JEST rodzaj choroby.
Hm... Ciekawe jest to co napisaliście... Nigdy nie broniłam mężowi koleżanek, ani też pisania z nimi do czasu gdy pierwszy raz mnie zawiódł. Oczywiście były awantury z mojej strony bo na spokojnie bym nie umiała tego rozwiązać. I było super kontakty się urwały. I był spokój na pewien czas. I tak za każdym razem. Z jedną na pewno się spotykał bo razem pracowali i do dziś dzień nie wiem czy coś ich nie łączyło. Muszę wierzyć na słowo jej i jemu, tym bardziej, że ona również ma męża i dzieci i jest starsza od niego jakieś10 lat. No, ale jak tylko się dowiedziałam o tych smsach zadzwoniłam do jej męża i wszystko się skończyło. Kolejne obietnice i słowa, że tylko mnie kocha a to były nic znaczące smsy. Zwolnił się nawet z pracy niby dla mnie bo groziłam rozwodem. I znowu był spokój i to na dość długo jak dla mnie bo rok spokoju był tzn zbystrzył się uczył się nr na pamięć,wszystko kasował. Aż pewnego dnia wróciliśmy z imprezy i już telefonu nie dopilnował bo nie był w stanie... I kolejny szok... Awantura, płacze i telefon do moich rodziców i mój tata przyjechał po mnie i mojego synka. I chciałam rozwodu i rodzice mnie w tym wspierali. Po 2 miesiącach nie widzenia się z nim uległam i wróciłam do niego. Przez ten okres cały czas pisał, dzwonił, przepraszał i powtarzał, że rozwodu i tak mi nie da. Zmienił nr telefonu, znowu razem i cisza w końcu zaczęłam być szczęśliwa. I kolejny rok mija i znowu tzn w tą sobotę się zaczęło. Tylko tym razem już nie wiem co robić... Nie mam żadnego pomysłu... Stwierdził, że to koleżanki i tylko pisze i może i mówi prawdę bo dzwoniłam pod te nr z mojego telefonu i powiedziały, że nie muszę się martwić bo nic ich nie łączy bo mają swoje rodziny... Trochę chaotycznie to wszystko napisałam, ale tego naprawdę jest dużo. Siostra, która zna moją historię to powiedziała, że jak dla niej to on szuka osoby do pisania... Nie powiem bo dba o mnie, nie widzę by podrywał inne kobiety. Gdyby nie te smsy to by był idealnym mężem...
Tym razem spróbuje korzystać z jednej z waszych rad. OKO ZA OKO. Choć nie wiem czy zadziała bo dzisiaj powiedział, że ja też mogę i bronić mi nie będzie. Ale zobaczymy jak to będzie wyglądało w praktyce...
Wiesz nie jestem zwolenniczką trzymania chłopa na smyczy, pod kluczem itp,uważam że każdy ma prawo swobody ale twój mąż zdecydowanie przesadza.
On najzwyczajniej flirtuje,nie może nie najzwyczajniej tylko z przesadą flirtuje. Nikomu nigdy nie zaszkodził flirt,uważam że nawet nie powinien zaszkodzić osobą które są w zwjązku małżeńskim i robią to z klasą i umiarem.
Poza tymi smsami o których pisałaś w początkowych postach doszło u ciebie to że już cię nieraz oszukał a nawet to że do tej pory nie wiesz czy nie łączyło go coś z koleżanką z pracy (dla mnie to bardzo podejrzane)----zrobisz co zechcesz ale uważam że ma za dużo swobody i tak jak pisałam ci w poprzednich postach nie jesteś stanowcza w stosunku do niego. On to wykorzystuje a twoje gadanie ma w du...
Próbowałam być stanowcza, ale wtedy bym musiała się rozwieść. Bo tylko to by na niego zadziałało. Wiem, że tego się boi. Ale co dalej. Ciężko być samotną matką i tego się boję.
Tak rozumiem cię-ciężko być samotną matką ale nieszczęśliwą matką też być jest niefajnie i niełatwo.
Nie musisz brać rozwodu ale możesz go jakoś postraszyć. Jeżeli się tego boi to powinno zadziałać.
A jeżeli nie to po prostu pozostaje ci pogodzić się żyć z takim mężem bo widzę że innego rozwiązania nie będzie.
a czy latwiej byc nieszczesliwa i krzywdzona niz byc matka samotna?
obawiam sie ze do tej dezyzji trzeba dojzec...musisz to zmienic zeby nie przerodzilo sie w cos wiecej lub w cos innego w czym on nie bedzie widzial problemu a ty tak.
powodzenia
Dokładnie! My tylko możemy ci doradzić,pokazać nasz punkt widzenia ale decyzji w jakim związku (i czy wogóle w związku) chcesz żyć musisz zdecydować ty sama.
Życie mamy tu na ziemi tylko jedno także warto zastanowić się jak chcemy je przeżyć.
Powodzenia!!!
Natury faceta sie nie zmieni bo to jest silniejsze od niego.Moj ojciec byl ,,babiarzem,,wiele razy obiecywal ze sie zmieni i nigdy tego nie dokonal.To jest takie mydlenie oczu by miec ,,swiety spokoj,,.Tolerowac nie mozna, bo to jest takie ,,ciche przyzwolenie,,.Dla zony jest to upokorzenie, a on z tego sobie nic nie robi , on sie swietnie przy tym bawi.Czas wolnego facetqa sie dla niego skonczyl, decydujac sie na malzenstwo.W tym przypadku jest wobec Ciebie nie fair.owszem perspektywa bedac wolna niestety nie jest optymistyczna, ale patrzenie na cos takiego jest rownie męczace.
To chyba kwestia tego, jak jesteś pewien tej drugiej osoby.
Dlatego wyznaczenie granic albo "oko za oko" nie zawsze się sprawdzi. On może potraktować to, że i ty zaczniesz spotykać się / flirtować z kolegami jako ciche przyzwolenie na dalsze kontakty z "koleżankami".
Najpierw przemyśl, jakie on ma do tego podejście.
Oko za oko nigdy sie nie sprawdzi.
"Wybadanie gruntu" to dla nas samobojstwo- bo to oznacza, ze jesli on ma niewlasciwe podejscie to co?... ze uszy po sobie. Co to zmieni?
Nie ma znaczenia jakie ma podejscie... niech sobie ma jakie chce. Problem w tym zeby ONA wreszcie to widziala, zeby przejrzala na oczy. Ona nie ma dac przyzwolenia. Ona ma wybadac raczej jego charakter, sklonnosci... Nie zrozumialas mnie Pollyanno. Ja nie napisalam, ze ona ma tak zrobic. Napisalam ze ma o tym porozmawiac.
Stawianie ultimatum lub rozmowa o" rownych prawach"... jest po to by ZOBACZYC jakiego wyboru dokona partner (ilez kobiet rezygnuje z ultimatum ze strachu, ze On odejdzie. A gdzie rozsadne pytanie:... bo jesli zostanie to na jakich zasadach?... czyli ze co... niech robi co chce byleby zostal? wybadam grunt jak bede miala pewnosc ze wybierze mnie to zastosuje ultimatum a jak tej pewnosci nie bede miala to co? nie zrobie nic, zeby tylko nie odszedl?)
domaganie sie rownych praw, rozmowa o tym.. ma dwie korzysci.
1. Tez widzimy faceta i jego reakcje i jego wybory. Jego wybor, nie oznacza, ze sie godzimy na to! JAk nam to nie pasuje mozemy powiedziec: Przepraszam ale inaczej sobie Ciebie wyobrazalam. Myslalam, ze podobne wartosci sa dla nas wazne. To" polaczenie dusz" to chyba bylo tylko w mojej glowie... Totalnie do siebie nie pasujemy, wiec musimy sie rozstac, zeby dluzej nie ciagnac tej farsy.
2. Jesli partner ma problem z empatia... dopiero przy odwroconej sytuacji zrozumie jak to boli. Moj facet ma problem wlasnie z empatia. Gdy mu powiedzialam, ze partnerstwo musi opierac sie na rownych i sprawiedliwych zasadach, i ze ja nie jestem za bardzo pewna jakie zasady mamy ustalone w sprawie kontaktow z plcia przeciwna i chce to przedyskutowac.... i na jego "Mozemy miec kontakty z bylymi kochankami i wspominanie przeszlosci nawet tej intymnej nie jest grzechem" od razu odpowiedzialam:"OK, a zatem mam prawo zadzwonic do X, Y i Z, zeby powspominac pewne przyjemne chwile, zwlaszcza pewien wieczor nad rzeka, bo byl cudowny. Sprobuje to zrobic. Moze bedziemy mieli frajde z tym, a moze mi sie to nie spodoba. Zobacze" Na te slowa moj mezczyzna powiedzial "OK OK, ustallmy, ze zadnych wspominan i zadnych bylych kochankow i kochanek. To glupota. Myslalam,ze sie posiusiam ze smiechu. Po czym napisal do swojej bylej "Sorry, troche sie zagalopowalem. Kocham moja zone bo jest moja najlepsza kochanka i najlepszym przyjacielem" . Gdyby zareagowal inaczej, prawdopodobnie powiedzialabym o pomylce "polaczenia dusz" odmiennosci charakterow, zasad i wartosci... bylo milo, ale do siebie nie pasujemy.
Niestety moj partner ma troche wiecej problemow niz empatia. Ale to juz inna bajka.
27 2010-08-02 17:57:49 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-08-02 18:01:34)
Hm... Ciekawe jest to co napisaliście... Nigdy nie broniłam mężowi koleżanek, ani też pisania z nimi do czasu gdy pierwszy raz mnie zawiódł. Oczywiście były awantury z mojej strony bo na spokojnie bym nie umiała tego rozwiązać. I było super kontakty się urwały. I był spokój na pewien czas. I tak za każdym razem. Z jedną na pewno się spotykał bo razem pracowali i do dziś dzień nie wiem czy coś ich nie łączyło. Muszę wierzyć na słowo jej i jemu, tym bardziej, że ona również ma męża i dzieci i jest starsza od niego jakieś10 lat. No, ale jak tylko się dowiedziałam o tych smsach zadzwoniłam do jej męża i wszystko się skończyło. Kolejne obietnice i słowa, że tylko mnie kocha a to były nic znaczące smsy. Zwolnił się nawet z pracy niby dla mnie bo groziłam rozwodem. I znowu był spokój i to na dość długo jak dla mnie bo rok spokoju był tzn zbystrzył się uczył się nr na pamięć,wszystko kasował. Aż pewnego dnia wróciliśmy z imprezy i już telefonu nie dopilnował bo nie był w stanie... I kolejny szok... Awantura, płacze i telefon do moich rodziców i mój tata przyjechał po mnie i mojego synka. I chciałam rozwodu i rodzice mnie w tym wspierali. Po 2 miesiącach nie widzenia się z nim uległam i wróciłam do niego. Przez ten okres cały czas pisał, dzwonił, przepraszał i powtarzał, że rozwodu i tak mi nie da. Zmienił nr telefonu, znowu razem i cisza w końcu zaczęłam być szczęśliwa. I kolejny rok mija i znowu tzn w tą sobotę się zaczęło. Tylko tym razem już nie wiem co robić... Nie mam żadnego pomysłu... Stwierdził, że to koleżanki i tylko pisze i może i mówi prawdę bo dzwoniłam pod te nr z mojego telefonu i powiedziały, że nie muszę się martwić bo nic ich nie łączy bo mają swoje rodziny... Trochę chaotycznie to wszystko napisałam, ale tego naprawdę jest dużo. Siostra, która zna moją historię to powiedziała, że jak dla niej to on szuka osoby do pisania... Nie powiem bo dba o mnie, nie widzę by podrywał inne kobiety. Gdyby nie te smsy to by był idealnym mężem...
Ciagle piszesz o NIM
Cale zycie to ON.
Co zrobi, co zrozumie, jak na niego wplynac, dlaczego on taki jest...
A gdzie Ty jestes?
Juz Cie nie ma.
Jest Ciebie tylko tyle ile mozesz sie zobaczyc w jego oczach.
A co Ty zrobisz?
Co Ty zrozumiesz?
Jak to wszystko na Ciebie wplynelo?
Dlaczego Ty taka jestes? DLACZEGO?
Myslisz, ze nikt Cie juz nie pokocha?... i nikt Cie juz nie bedzie kochal, nigdy?
Zacznij od siebie. Poswiec SOBIE troche mysli.. Nie jak zmienic swoj obraz przed nim, dla niego... tylko zeby siebie polubic. Juz czas bys pokochala w sobie ta mala dziewczynke, ktora tak zle sie traktuje... a Ty sie jej wyrzeklas i pozwalasz na taka emocjonalna poniewierke... jak matka, ktora patrzy z obrzydzeniem na coreczke wykorzystywana seksualnie, poniewierana przez jej partnera. Badz ta dobra matka dla tej siebie samej, w Tobie.
... i placz... czlowiek w wieku doroslym rodzi sie w wielkim bolu... placz ile musisz i ile Ci sie chce.
Dla mnie jest na dzień dzisiejszy tylko jedna odp zostać i patrzeć. Boli. ale może się przyzwyczaję i będę robiła tak samo jak on...
Gdybym była w takiej sytuacji, prowadziłabym z kolegami częste rozmowy telefoniczne nie bacząc na to, czy facet jest w pobliżu. Wychodzę z założenia, że wolno mi to, co partnerowi. Tym bardziej, jeśli dzięki temu będzie mógł poznać gorzki smak własnego zachowania.
Masz rację mnie nie ma. Tylko ON. ON jest na pierwszym miejscu. Jak mam czas i siłę to zajmę się sobą co rzadko się zdarza. Jesteście naprawdę kochane wasze rady, komentarze są dla mnie bardzo ważne.
nie powiem dziecki wiaza i to bardzo, tylko czy dla nich warto cierpiec?? gwarantuje ze nie! dzieci czuja nieszczescie matki i jeszcze nie daj Boze beda powielac taki zwiazek. rozumiem jestes w ciazy i myslisz ze nie masz wyboru...ja odeszlam w ciazy nie majac grosza, pracy wsparcia, poradzilam sobie...a zycie jego zyciem gwarantuje ze nie wytrzymasz, nie da sie zapomniec o tym co piekne o szczesciu, to tak jakby cie ktos zamknal w piwnicy bez okien nie tesknilabys za sloncem, trawa kwiatami?? napewno tak, a do piwknicy nie moglabys sie przywyczaic, mysle ze wiele razy probowalabys wyjsc i podejmujac jakakolwiek probe nie wiedzialabys czy wyjdziesz...
tak samo zycie, nikt nie ma pewnosci co bedzie po tym co zrobi.
zycie ci duzo spokoju i mysle ze z tym dzownieniu do kolegow jest dobry pomysl.
w dzien i w nocy
jak to nie zadziala to obawiam sie ze to bedzie twralo...ale proboj, moze jak zaczniesz zyc swoim zyciem starniesz sie szczesliwasza a twoj maz zauwazy ciebie i twoje uczucia
Gdybym była w takiej sytuacji, prowadziłabym z kolegami częste rozmowy telefoniczne nie bacząc na to, czy facet jest w pobliżu. Wychodzę z założenia, że wolno mi to, co partnerowi. Tym bardziej, jeśli dzięki temu będzie mógł poznać gorzki smak własnego zachowania.
Mezczyzna jest skomplikowany w swojej psychologicznej budowie jak mlotek
sorki za porownanie.
Nie trzeba stosowac "podkrecanych pilek", sprytu. manipulacji, zeby mu cos powiedziec. ON TEGO NIE ZROZUMIE!
JEMU TRZEBA POWIEDZIEC WPROST
Nie domysli sie, ze my to tak zmieniamy sie zeby mu cos pokazac, zeby cos zrozumial. NIE ZROZUMIE. Albo zrozumie calkiem co innego. Dlaczego ludzie daja cos do zrozumienia zamiast powiedziec wprost? Czy to jakis kompleks?
Facetowi trzeba powiedziec: Sluchaj stary, jest tak i tak... sprawiedliwosc spoleczna, nasza umowa co do rownych praw...bla bla...
I on wtedy to zrozumie i powie jak dziecko z szeroko otwartymi oczami co pierwszy raz zobaczylo czarnoskorego na ulicy "Acha! to maja byc rowne prawa?Acha to Ty tez chcesz tak samo? eeee to jak ja patrze na to z drugiej strony to juz to nie jest taka fajna zabawa"
Po co poswiecac swoja energie na zemste, pokazywanie czegos, udowadnianie... zycie to nie konkurs... Wyluzuj
Zobaczę co pokażą następne dni. Wasze rady pomagają tylko ciekawe na jak długo i czy w ogóle cokolwiek zrozumiał. Bo mój mąż to jak dziecko do niego trzeba prostymi słowami. Trochę się wystraszył tego co mówiłam i nawet nie wspomniałam, że odejdę... Zobaczymy wkrótce...
a CO POWIEDZIAŁAŚ MU?
35 2010-08-03 12:30:24 Ostatnio edytowany przez martita07 (2010-12-09 21:40:43)
.
Powiedziałam mu, że teraz będzie inaczej po mojemu. Ze już nie ma TY, MY tylko JA i MY. Koniec troszczenia się tylko o Ciebie czas dla mnie. A czas pokaże co będzie dalej. Chcesz koleżanki to je sobie miej, a ja będę miała kolegów. Ale Martita ma rację, że nie jestem z tych dziewczyn i on o tym doskonale wie i nie wiem czy to teraz zadziała, ale zobaczymy warto spróbować wprowadzić go w błąd. Będzie równouprawnienie. A jeżeli to nie podziała to niestety koniec, separacja lub rozwód. Ale nawet go o tym nie poinformuje niech wie, że koniec ze straszeniem jakimś świstkiem. Gdybym was nie znalazła to pewno bym stale siedziała i płakała... Dziękuję
Witam. Postanowiłam, ze i ja podzielę się z Wami moimi kłopotami. Jestem mężatką od 3 lat.Po ślubie przeprowadziłam sie do męża (ponad 300 km). Zostawiłam rodziców, pracę znajomych i wszystko w czym dorastałam. Zabrałam rzeczy i wspomnienia... I tu obudziłam się na dobre. Byłam sama jak palec bo mąż zostawiał mnnie ciągle samą. Nie wiedziałam jak się mam poruszać w nowym miejscu. On natomiast nie tracił czasu i ciągle zostawiał mnie w domu a sam spędzał czas z kolegami. Tłumaczyłam, płakałam, prosiłam. Troszeczke ograniczył wyjścia ale minimalnie. 7 miesięcy temu zmarł mi tata. Miał guzy na głowie które szybko zrobiły przerzuty. Walka, cierpienie niemoc. Mąz wcale nie był jakos bardziej wyrozumiały. Zostawiał mnie samą. Teraz tez go przy mnie nie ma. Jest z kolegami , nie odbiera telefonu - zapomniał o mnie. Jest mi smutno...
Facet nigdy się nie zmieni. Smsy przerodziły się w romanse. Jestem w trakcie rozwodu także wybaczając wcześniej pogorszyło tylko sytuację bo wyczuł moją słabość, że wszystko wybaczę. Ale nadszedł czas, że powiedziałam dość. Także dziewczyny walczcie o swoje szczęście. Ja swojej decyzji nie żałuję teraz wiem, że żyję.
Facet nigdy się nie zmieni. Smsy przerodziły się w romanse. Jestem w trakcie rozwodu także wybaczając wcześniej pogorszyło tylko sytuację bo wyczuł moją słabość, że wszystko wybaczę. Ale nadszedł czas, że powiedziałam dość. Także dziewczyny walczcie o swoje szczęście. Ja swojej decyzji nie żałuję teraz wiem, że żyję.
Hej. Przykro mi że tak się to skończyło-na pewno to przeżywasz. Szkoda. Ale z drugiej strony może to dla ciebie początek lepszego,innego życia? Życzę ci tego. Powodzenia.
U mnie sytuacja wyglądała tak: mąż miał koleżanki, pisał sobie z nimi po kryjomu oczywiście, kiedy udało mi się dotrzeć do smsów i wiadomości na portalach robiłam awanturę a on tłumaczył, że to nie tak jak mi się wydaje. Sytuacji takich było wiele. Po każdej "wykrytej sprawie" siadał sobie "na tyłku" i był spokój aż sprawa na tyle przycichła, że robił to znowu. Nie wiem ile razy takie niewinne pisanie doprowadziło do czegoś więcej ale wiem, że zdradzał mnie. Byłam głupia, że nie reagowałam na to wszystko bardziej stanowczo.
"Oko za oko" skończyło się niestety bardzo źle bo doszło do rękoczynów i bardzo szybko zrezygnowałam z tej metody.
Powtarzające się tego typu sytuacje doprowadziły do tego, że przyzwyczaiłam się do jego wyskoków a reagowałam tylko po to żeby mu to utrudniać.
Zaczął wyjeżdżać za granicę do pracy i o dziwo nasze relacje się poprawiły! Nie było kłótni, miłe rozmowy i było tak długi czas. Moja czujność nie została jednak uśpiona. Znając hasło weszłam na jeden z portali społecznościowych i zaczęłam czytać jego wiadomości. Krew dosłownie mi odpłynęła z ciała aż zrobiło mi się zimno a serce chciało wyskoczyć bo nie miało co pompować. Nawiązał kontakt z dawną koleżanką, wspominali dawne czasy łącznie z sexem i planowali spotkanie jak uda im się być w domu w tym samym czasie i do tego pisał co będą mogli zrobić. Następnego dnia, przez telefon, przeczytałam mu kilka fragmentów ich rozmowy. Powiedziałam, że po raz kolejny sprawił mi ból i zapytałam dlaczego to znowu zrobił wiedząc jak mnie to bolało a on na to, że to były tylko takie żarty. Powiedziałam, że to jest głupie wytłumaczenie i jak będzie miał mi coś mądrego do powiedzenia to niech wtedy się ze mną skontaktuje.
Wieczorem napisał "przepraszam", nie odpowiedziałam nic.
Następnego wieczoru napisał, że pewnie nie powinno go to obchodzić ale co się ze mną dzieje bo się martwi, odpisałam, że nie mogę wymazać z pamięci jego z tamtą dziewczyną i nie śpię po nocach. Odpisał, że może tylko przeprosić i ponieść konsekwencję tego co zrobił a ja na to: co powinnam według niego teraz zrobić a on, że nie wie ale pewnie będę chciała rozwodu. I nagle cała moja złość minęła i pojawił się strach, że zostanę sama i myśl, że przecież znowu mogła bym wybaczyć ale odpisałam, że to chyba najlepsze rozwiązanie bo nie zanosi się na to, że on się zmieni i będzie miał w końcu wolną rękę. Odpowiedział, że chyba już nie jest w stanie się zmienić, a że będzie miał wolną rękę to nieważne bo będzie miał czas zastanowić się nad swoim życiem i nie chce mnie więcej ranić bo jest bezsilny. Odpowiedziałam, że szkoda, że wcześniej się nad tym nie zastanowił a on na to, żebym ułożyła sobie jeszcze życie bo na to zasłużyłam i życzy mi tego, przeprasza za zmarnowane życie i wyrządzone krzywdy.
W tym momencie rozłożył mnie na łopatki bo nigdy nie zdobył się na takie wyznania. Moja decyzja o rozstaniu rozleciała się, z jednej strony chce w końcu normalnego życia a z drugiej nie wiem czy chce aby to było życie bez niego a może wolałabym żeby decyzję podjął on.
Ta wymiana smsów była wczoraj a ja jestem rozbita na tysiące kawałków, nie wiem czego chcę i czekam na kolejne wiadomości od niego.
Znalazłam to forum i tu wolałam opisać to obcym osobom z doświadczeniem bo uważam, że ktoś kto nas zna może być nie obiektywny.
Doradźcie coś albo i nawet "walnijcie w głowę" żebym się opamiętała. Nie wiem...
41 2012-09-25 11:55:48 Ostatnio edytowany przez GORKA (2012-09-25 11:59:05)

Hej to ja pierwsza-młotek już mam.
Zastanów się czy warto wybaczać komuś kto cię tyle razy oszukał,skrzywdził itd. Sam przyznał że się raczej nie zmieni a ty się jeszcze zastanawiasz nad decyzją?
Ja szczerze ci powiem już dawno kopnęła bym go w dupę.
Wiem, że Ci ciężko. Ale prawda jest lepsza. Zobaczysz, że wszystko się ułoży. Opatrzność czuwa.
Głowa do góry.