myślałam,że jestem sama z problemami w związku,wiem że każdy związek to przechodzi.Jestem 5 lat po ślubie,wdala się rutyna,obojętność,zamiast być partnerami,jesteśmy kumplami.Bardzo kocham swojego męża,ale on mnie nie zauważa,nawet sexowna bielizna i szpilki nie pomagają.W ciągu dnia rozmawiamy normalnie,gdy przychodzi wieczór,on bierze laptopa i git;-(Probowalam rozmowy z marnym skutkiem-on milczy;-(chciałabym móc poczuć jego pożądanie,czuję się samotna, niedowartościowana i nie wiem co robić.Dać sobie spokój,poczekać aż się rozsypie?!Walczyć?!W życiu nie mialam większego doła;-(
witam znam ten ból i wiem o co chodzi to jest krzywdzące bardzo bo czujesz sie niedowartościowana ,niepotrzebna,niekochana i odrzucona wiesz ja bylam z facetem 6,5 roku i tez sie tak czułam nie wiedziałam już co mam robić by to zmienic , potrzebowałam bliskosci wsparcia nie dostawałam nic , najwazniejsze było to na co on miał ochote ja sie nie liczyłam dostałam od niego w prezencie nerwice wsumie , ale tez na własne życzenie bo nie potrafiłam wierzyc w swoja wartość a jak mnie zostawil i potraktował jak smiecia za wszystko co robiłam dla niego teraz mam wiekszy ból i myśle sobie gdzie ja miałam oczy
Kasiu,
rutyna jest okrutnym mordercą.
Mordercą namiętności, mordercą miłości.
To dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego, że wkradła się w wasze życie. To pierwszy krok do jej pokonania.
W moim - zakończonym już - związku też się wkradła, po 4,5 roku. Kolejny rok żyliśmy właściwie obok siebie, jak współlokatorzy. On zaczął mnie zdradzać i no i bum - skończyło się. Ale my, choć zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że coś jest "nie halo", nic z tym nie zrobiliśmy. Absloutnie nic.
Dlatego walcz, staraj się pokonać rutynę.
My nawzajem obwinialiśmy się z tego, że ten drugi nic nie robi w tym kierunku. Ale nie tędy droga.
Twój mąż też nie czuje się w tym dobrze, stąd uciekanie do laptopa.
MUSICIE oboje podjąć jakieś kroki. Spróbujcie najpierw "klasycznie" - wyjazd na weekend gdzieś do przyrody, całodzienna wędrówka w górach albo lesie. Wyjazd pod namiot... Raz w tygodniu zróbcie coś tylko we dwoje, i niech to nie będzie "odbębniona" kolacja w pobliskiej restauracji, ale coś niezwykłego. Pojedźcie do aquaparku, na zorbing, przejażdżkę quadami czy idźcie do parku linowego. Niech to będzie coś, gdzie uwolnią się dawno zagrzebane odczucia. Rutyna = nuda. Musicie zrobić coś nie nudnego!
Po takim przeżyciu łatwiej wam będzie spontanicznie skoczyć do łóżka.
Jeśli go kochasz, to walcz za każdą cenę. I pamiętaj, pamiętaj proszę, że nie możesz tylko od niego oczekiwać, że coś w tym kierunku zrobi. Pomyśl, że on to odbiera dokładnie tak jak ty, tylko okazuje to inaczej.
dziękuje wam bardzo kobietki,ja chcę ratować swój związek,ale bardzo się boję.Nie wiem,może odżucenia.Mówiąc 'TAK' na ślubnym kobiercu myślałam,że to tak naprawde na zawsze!!!Kocham go bardzo,niestety wypad gdzieś we dwoje odpada,mamy małe dzieci i nikogo do przypilnowania;-( Jesteśmy sami. Pomysłów mi brak,bo raczej seans filmowy odpada;-(
5 2010-07-13 15:21:03 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-07-13 15:22:58)
Kaśka kaśka kaśka
czujesz że jesteś sama, pomimo tego że jesteś z nim, to znaczy że tak jest i jesteś sama. A propo, co robi Twój ślubny na laptopie wieczorem? Może znajde z nim pare ciekawych tematów do przegadania ![]()
Na początku witam Cie i od razu żegnam. Skoro startujesz z pytaniem, czy dać sobie spokój i poczekać, aż się to rozsypie to, no to już klapa, po wszystkim, pozamiatane. Miłość minie itd. Właściwie to zamknij temat i idź już sobie stąd i nie zawracaj nam głowy.
A teraz na serio trzymaj się tej miłości, bo nie ma nic piękniejszego i ważniejszego w życiu. Dogryzałem Ci na poczatek, by Twoje nastawienie się zmieniło i bym usłyszał - będę wlaczyła
Ale z drugiej strony zrobiłem coś, co pewnie Cię poruszyło, Najwyraźniej takiego poruszenia, jak pisała osoba juz wyżej, brakuje w Waszym związku. O związek się walczy każdego dnia, pielegnuje w każdej minucie i nie popuszcza - ani na chwile. Straciłaś siłę, czekasz na koniec. .... o nie, tak nie można. To, że przegrywasz z kompem o niczym nie świadczy. Bielizna, rozmowa - daj sobie z takimi sprawami na początek spokój, Trzeba Ci najpierw Trzęsienie ziemi, by potem było jeszcze Ciekawiej
Skoro chcesz czuć się porządana, to niech on Cię porząda i nie poprzestań na wieczorach, niech jęczy za toba nawet jak jesteś w piżamie, w sklepie z butami, w kożuchu .. ups a nie, wcale się nie zapędziłem. Tego przecież chcesz. Chcesz doprowadzić do tego by widzieć błysk w jego oku, gdy przechodzisz koło niego, pozwolic mu łapać powietrze, gdy zakręcisz tyłeczkiem przed jego nosem, czuć że jest na Ciebie napalony. Eeee tam, to nic w porówaniu z tym, ile satysfakcji da Ci poczucie, że on tęskni za Tobą i chce spędzać każdą chwilę przy Tobie. Ale zanim dam Ci receptę, to pozwolę sobie skomentować wypowiedź poprzedniczki: bardzo wygodnie mówi się, że rutyna i nuda jest mordercą namietności i miłości. Ale to tylko słowa, semantyka i... pstryk nic nie pomogło. Spójrz prawdzie w oczy, to Wy pozwoliliście wtargnąć tym okropnościom do waszego związku, ona sama do Was nie przyszła, ale to nie jest wyłącznie jego wina Ty jesteś za to odpowiedzialna również. Nie robiąc nic będzie to wyglądało tak (jeden z ... możwiych scenariuszy - ważne żeby przemówił do Ciebie nieważne jak głupi) a więc tak: dzisiaj on siada do kompa, jutro zadzwoni do dziewczyny poznanej na necie, a następnego dnia zatrzaśnie drzwi za sobą zostawiając Cię w 4 ścianach. Ale czy to oznacza, że to jego wybór, że nie miałas na to wpływu, czy zrobiłaś wszystko żeby do togo nie doprowadzić? Tak jak pisała poprzedniczka, jeśli kochasz choć odrobinę to walcz. Zwalanie winy, żąglowaniem się odpowiedzialnośćią do niczego nie prowadzi- bo stek bzdur, nie mających znaczenia. Stań sie motorem tego związku. Nie pytaj co on może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobic dla związku ![]()
Recepta hmmm, romantyczne rozmowy, wino , piwko na tarasie , balkonie dyskoteka.... ale jako facet stwierdzam, że to zadziała na krótka metę. Jesli oczekujesz błyskawicznych rezultatów to uruchom w nim to, Co każdego faceta, w którym drzemią jakiekolwiek uczucia rozruszy - nawet jeżeliby to miałbyć jedynie samcze odruchy (ale przynajmniej bedziesz wiedziała, że ma jakieś
- zazdrość. Wzbudź w nim zazdrość. Jeżeli pokazesz mu, że jesteś atrakcyjna dla innych mężczyzn, to żadne ubranie go nie powstrzyma od tego by zaznaczyć swój teren - przepraszam że tak prosto(cko) to opisuje. Ale to może być początek nowego życia, złapania oddechu. Tego tchnienia, którego brakuje, zwrotu akcji itp. Jako kobieta wiesz na pewno jak to zrobić. Dobra rada zanim zaczniesz swoje działanie upewnij sie: że Cię słucha, czyli najpierw sprawdź czy żyje, czy ma wyłączony komputer, czy nie ma rozbieganego wzroku - najwyżej palnij go rondlem, by się na Tobie skoncentrował. Powiedz mu, że masz kolegę, który się Tobą interesuje i nie wiesz w jakiej bieliźnie iść z nim na randkę, że monter telewizji kablowej robił Ci niedwuznaczne propozycje i powiedziałaś mu żeby wpadł wieczorem i bo wtedy będziesz miała czas, gdyż mąż będzie zajęty siedzeniem przy laptopie. Jesteś kobietą i na pewno, coś wymyślisz takiego co na niego zadziała, może coś subtelniejszego, poproś go żeby Cię uszczypnął w pośladki tak jak ostatnio pan w autobusie - i w związku z tym kupujesz bilet miesięczny, bo przynajmniej tam dostajesz to czego w domu Ci brakuje. Kup sobie wibrator i głośno zabaw się w sypialni... ale nie zapomnij o dodatkowym komplecie baterii.... bo jemu też może sie spodobać. Wiem wszystko kręci się wokół seksu, no cóż, ale mundial się skończył, więc jakoś się trzeba ratować ![]()
A potem rozmowa rozmowa i jeszcze raz rozmowa, bo faceci gdy słyszą, o tym że ktoś podrywa ich zonę, żadko pozostają obojętni. Ale podobnie jest z kobietami, one najuważniej słuchają swoich mężów, gdy oni mówią o innych kobietach- tego nie da rady zmienić.
Ponieważ większość z tych rzeczy przetrwa chwilę , może nie zazdrość, to otworzy drzwi do nowego świata, ważne żabyście odnaleźli na powrót wspólny język, wszystko sprowadzia sie do najprostszej z możliwych rzeczy, do konieczności prowadzania rozmów, dialogu ze zrozumieniem ciepło, zrozumienie, przytulenia przyjdzie samo( no może nie samo).
Mężczyźni nie dostrzegają zazwyczaj, gdy kobieta coś zmieni w swoim wyglądzie (fryzjer, perfumy, do bielizny się przyzwyczaja) by stać się dla niego atrakcyjniejsza, może mu przypomnieć, że ona buduje właśnie poczucie swojej wartości na uczuciu atrakcyjności dla mężczyzny(n)! Potrzebie adoracji, inaczej usycha ?. a kobieta i ziemia odłogiem leżeć nie mogą. Chwila na oddech muszę zaczerpnąć powietrza zanim napiszę o sednie, a zatem ?. potrzebie kobiety, by jej partner był poduszką do wypłakania, podporą, gdy skarży się ?zupełnie nie ważne na co?, a niekoniecznie źródłem genialnych pomysłów na roziązywanie problemów. Aby to osiągnąć, należy wcześniej zdać sobie sprawę z różnic pomiędzy m. a k., i an codzień korzystać właśnie z tej wyjątkowości, szukać w życiu codziennym poczucia odrębności po to by życie nie stało się monotonne. Wiele kobiet uważa, że to facet powinien zorientować się, że jej jest smutno, że gdy głowa ją boli, to wcale nie oczekuje by facet jej podał tabletkę, bo to akutrat sama potrafi zrobić a ona właśnie potrzebuje przytulenia itd, czułości itd. Ale to nie taka wcale prosta sprawa dla faceta, co wcale że on tgo chętnie nie zrobi, bo właśnie ta wymieniona inność czyni, że on inaczej patrzymy na świat. Wszytkie te wyobrażenia, że on powinien się domysleń tego czy tamtego spełzną na niczym, i okaże się że dość że kobieta nie dostanie tego czego chce, to w dodatku dostanie się za to niewinnemu facetowi. Postawie taką tezę, skoro to kobiety są tak mądre wyczulone i wiedzą czego chcą to czemu zamiast korzystać z tej wiedzy nie rozmawiają o tym ze swym partnerem? Jak wygląda to jasne określenie potrzeb w zestawieniu z tym, że same kobiety, które zdają sobie sprawę z tej różnicy, że facet nie jest się wszystkiego domyśle wykorzystują tego do budowania związku. Oczywiście gadanie wprost w nie sprawiwa tyle radości, ale buduje związek. Co ważniejsze? A gadanie typu jak Ty mi nie dasz to poszukam gdzie indziej, to samobójczy strzał na bramkę. Jednak to tylko dotyczy seksu. Trochę kokieterii i będzie ok.
Wielkokrotnie to że mężczyźni nie okazują tego co kobieta by chciała od nich otrzymać, bierze się z zaborczego nastawienia, braku chęci podzielenia się swoimi prawdiwymi pragnieniami. Niektóre szukają potem tego gdzie indziej, bo wydaje im się że tak będzie łatwiej szybciej, prościej, a to jest błędem ogromnym zresztą - a do czego innego może prowadzić zaprzestanie walki o swój związek? To co takie osoby są w stanie zrobić dla nowopoznanej, jest tylko ułamniek tego co wystarczyłoby zrobić, by odnaleźć wszystko czego im trzeba w "starym" związku.
Może on sam czasami jest zagubiony, albo sie nie otwiera, bo nie wie kiedy chcesz być przytualana. Psychika faceta jest nastawiona na rozwiązywanie problemów, a kobiety na nawiązywanie relacji porzez gadanie, które wcale nie oznacza poszukiwania rozwiązania. Kobieta zaczyna wariować, jak jej facet siada z ponurą miną na kanapie i nic się nie odzywa i gdy on skupia się na problemie jej się wydaje, że skoro się nie odzywa to jest na nią zły ? bo - nie gada. Wina jest zawsze po dwóch stronach. A skoro, tak to należy tak rozmawiać by wybudować relacje w związku, godzące te różnice. Jednak czaem kobieta mówi ? mam w domu ślepca, nie domyślił się, nie zauważył że chodzę w kusych majtkach. Założenie ich wcale nie przyciąga uwagi i to boli jescze bardziej, nakręca się sama i sama dołuje. W Naszym życiu nie dzieje się tak jak chcemy, bo wszystko jest wszytko przy udziale drugiej strony, przynajmniej dopóki jesteśmy w związku . Tak czy inaczej bycie przy kimś, nawet na odległość, czy w jednym pokoju, nawet przy brak dialogu ? to wszystko ma wpływ na związek a jest zależne od .... niego ? NIe. Od nas.
A nie można tak inaczej? Zapytać np. mężu jak Ci się podobają moje nowe perfumy --- wtedy zwróci uwagę i wyrazi swoją opinię ? kobieta będzie zadowolona, czapka z głowy jej nie spadnie, bo uzyska informację o tym czy jej mężowi podobają się jej perfumy czy nie, choć wolałaby żeby to on się tym zainteresował, a mężczyzna będzie zadowolony, bo będzie wiedział , że żona zainteresowana jest jego opinią. Czy tak nie jest prościej? Nie uważasz, że jak zapytasz męża czy ten Pan przy kasie to prawdę Ci powiedział, że na pewno w tym będziesz pieknie wyglądałą na Tobie i i służy pomocą w przymierzalni? No trochę się dziei, dziewczyny musicie wykorzystać ten cały arsenał możliwości uwodzenia swoich mężczyzn, kokietowania ich. To działa. Czasem można też powiedzieć zamknij się i przytul mnie bo Cię potrzebuje. He, może nawet się zapyta o co biega ? Rozmowa i jeszcze raz rozmowa, skoro do facetów nie docierają zwykle sygnały wysyłane przez kobietę, to co stoi na przeszkodzie by powiedzieć o nich, skoro chodzi i tak wyłacznie o efekt. Potem zamiast korzystać z uroków tego co się pragnęło otrzymać, będzie można koncentruje się na drugiej stronie. To też działa w drugą stronę, jak facet będzie potrzebował czegoś, i powie ? no podaj mi to, no wiesz? a ona mu zamiast młotka przynosi pilniczek do paznokcia ? to też wynika z braku porozumienia. A teraz odwracając sytuację, czy facet powinien mieć pretensje, że ona nie domyśliła się, że skoro on trzyma gwoździa w ręce, to pilniczek jest mu akurat w tym momencie niepotrzebny. I co powinien wtedy zrobić, obrazić się? Wysłać ją do 100 diabłów, bo ta się nie domyśliła? Nie. Powinien podziękować, i poprosić o taki sam, ale z większą rączką. Zatem, zanim stwierdzicie drogie Panie, że nie otrzymujecie od swojego partnera tego, czego wam brakuje, zastanówcie się czy zrobiłyście wystarczająco dużo, by on wiedział czego oczekujecie.
Pewnie się pojawi zdanie, że jednak są zasady w życiu, ale zasady, zasadami, a życie życiem. Trzeba w nimi kierować, ale nie podporządkowywać im. Co to by było za życie? Gdyby podejść do wszystkiego od strony zasad i zdrowego rozumowania, to właściwie kobiety nie miałyby miejsca na ziemi. Bo to przecież ona kierują się zazwyczaj emocjami, o tak
słowo zasady, zazwyczaj używają ich, gdy jest im to na rękę. Chętniej rozliczają facetów z niedopełnionych rzeczy, niż same siebie, w dodatku skrzętnie ukrywając to, nawet przed sobą. To one chętniej wykorzystują balansowanie na krawędzi, niż mężczyźni. To one knują, obgadują, puszczają plotki i zastawiają sidła na wrogów. Życie jest powalone, a kobiety są gorsze od facetów, bo są nieprzewidywalne i potrafią komplikować proste sprawy. Potrafią z jednego słowa, albo kontekstu zdania zbudować sobie tak zagmatwane i bzdurne rzeczy, że potem gderają o tym w kółko pare miesięcy. Czasem facetowi nie pozostaje nic innego jak zaciągnąć, je do łóżka by zatkać usta - to też jakiś sposób. Wykorzystajcie swój spryt i urok, a kwiaty same się posypią do waszych stóp.
Dla mnie miłość to czerpanie przyjeności z dawania ukochanej osobie, prztrzenie jak się z tego cieszy. Dając w miłości, nie liczy się na rewanż, bo jeżeli ona jest po dwóch stronach, to wszystko przychodzi spontanicznie. Potrzeby własne stają się wspólnymi, a potem się o nich rozmawia, dopieszcza i realizuje. Jeśli się rozmawia, czasem trzeba iść na kompromis - temu służy rozmowa i ale musi być to rozmowa ze zrozumieniem, wtedy nie ma potrzeb jednej strony, czy drugiej w znaczeniu rozłącznym, są potrzeby które realizuje się przy współpracy jednego z drugim. Przykład, gdy jedno chce iśc na kawę, zakupy, mecz, trening albo gdziekolwiek indziej, drugie zajmuje się domem, dziećmi, obowiązkami, a potem wie, że może oczekieąć tego z drugiej strony itd... Ale tego się nie uzyska czekając jedynie aż sie wydarzy, trzeba nad tym harować, nawet jeżeli się kocha, a właściwie w szczególności wtedy, bo poznaje się wtedy jak wiele mozna stracić jeżeli się tego niedopilnuje
POwtózę to co wcześniej pisałem, to nie Ty sama jesteś z problemami w związku, to Wasz związek ma problem. Nie ty - twój, wy - wasz. Nawet w najgorszej sytuacji nie zapominaj o tym. Za to z drugiej strony, jesteś jego odrębną częścią, dzięki czemu masz na niego wpływ - daje Ci to ogromną włądzę nad nim, cokolwiek byś nie robiła - zawsze wywrzesz wpływ - im mądrzej to zrobisz, tym lepszy owoc zbierzesz. Nawet wtedy, gdy Ci się wydaje, że nie masz na niego wpływu - to i tak masz. ciągłe bycie z sobą daje możliwość wspólnego śmiana, rozłąki - daje tęsknotę, ale tak czy siak to wszytko ma wpływ, ważne tylko jak zostanie wykorzystana.
Pamiętaj Twoja miłość to coś, co tylko Ty czujesz i tylk ot TY jesteś w stanie opisać. Jeżeli czujesz, że jest coś nie tak, a w dodatku wygląda to tak jak opisujesz i wiesz, że to niedobre, to czas nad tym popracować. I na litość wszystkich nie zostawiaj tej sprawy, żeby się sama rozwiązała. Zapytaj się siebie - jak bardzo potrzebujesz jego bliskości i powiedz mu o tym. Jak mocno przeżywasz swoje rozterki. Zacytuj mu swojego posta, jeśli innych słów nie znajdujesz, to będzie dobry początek. Znasz jego wyraz oczu gdy mówi Ci, że Cię kocha - to po tym jak mu to przeczytasz, powinnaś właśnie to zobaczyć (i usłyszeć) - powiedz mu wcześniej że jesteś wstanie zrobić wszystko, by odzyskać go takiego jakim był dla Ciebiw przedtem. Nie stawiaj warunków, jego miłość odpłaci Ci się dwa razy więcej. Jeżeli się czasem kłócicie, to weidz że wszyscy się kłócą. Jeżli on ucieka w komputer nie tylko dlatego, że to rutyna, odmieńcie to. Czy te rzeczy są naprawdę tak silne by powstrzymać od tego byście byli szczęśliwi, tu na Ziemi? Miłość to bycie ze sobą. Jeżli zaczną przesłaniać ją walki o pierdoły, albo wkraadnie się rutyna to uczucia odsuwają się na dalszy plan. A Ty, najwyraźniej potrzebujesz teraz zapewnienia, że Wasz związek jest silny i chcesz by trwał, a macie dla kogo trwać. Sposób na osiągnięcie tego musicie wypracować wspólnie - powiedz mu o tym. Powiedz, że go naprawdę kochasz. Ze inne rzeczy się nie liczą. Powiedz mu, że tak samo mocno go potrzebujesz do bycia szczęśliwą, jak i on Ciebie, tylko najwyraźniej o tym zapomniał, a skoro Ty o tym wiesz, to zdaje się, że tak naprawdę to on Ciebie potrzebuje mocniej, niz Ty jego (uff zakręciłem, ale to i tak z sensem). Po prostu z nim bądź. I to jest prostsze niż myślisz. Miłość, którą czujesz nie jest czymś co Was łączy. Miłośc dwojga osób to dwa różne uczucia, dwa różne światy, które okazując sobie wzajemnie dopiero łączy dwie osoby. Więc okaż mu ją, opowiesz mu co Ty czujesz, albo jak to czujesz, podziel się tą miłością, miłość to spotkanie dwóch światów - miłości, którą Ty czujesz w sobie, napięć, uniesień, bólu, ładunku, empatii, które masz Tylko Ty w sobie, oraz miłości jego, którą znasz jedynie z jego opisów i jego oczu. Zapytaj się jak on to odbiera, nie pozówl mu sie wyłgać prostymi słowami, może właśnie to uświadomi mu, że coś mu ucieka między palcami. Przypomni sobie co w nim było, a co przygasło. W tym wszystki fajne jest to, że nigdy nie poznasz naprawdę jak wygląda jego miłość. Możesz to opisywać, dobierając jak najlepsze słowa, ale i tak nie oddamy tego w 100%, ale ciągle należy to robić. Mów o tym, przypomnij, że to Cię napędza, a raz powiedziane wcale nie wystarczyć do końca świata. Rób to co chwila, ale pokaż mu że Ty też tego prgniesz, pokaż mu jaka to frajda i przyjemność. Słowa są niedoskonałe, dalekie od tego, by móc w pełny opisać to, co tak naprawdę w sobie nosimy. Jeśli nie będzie potem odzewu, a przyzwyczaisz go do częstych wyznań, to może zwróci uwagę na moment gdy na chwilę zamilkniesz. W związku jedną z najważniejszych rzeczy jest rozmowa i zrozumienie. Na pewno jest też wiele rzeczy pochowanych w Was, które można wyciągnąć na światło dzienne, a da wiele szczęścia. Miłość to ciężka praca - stoisz przed kolejnym rozdziałem, gdzie już trzeba zacząć pracować nad swoim związkiem. Jesli będziecie rozmawiać o tym , ta praca będzie dla Was samą przyjemnością.
Wiesz kiedy mnie się najlepiej rozmawia z żoną? Gdy na siędząco obejmujemy się mocno nogami i rękami. Nie patrzymi na siebie, a jesteśmy wtuleni w siebie, wtedy czasami odpowiedzią na pytanie jest chwila zawahanie, wyczuwalny szybszy oddech, albo wyczuwalny grymas, to one potrafią być lepszą odpowiedzią niż 1000 słów. Mozna inaczej nie potrzeba słów, wzrokiem też można nawiązać dialog, ale jednak jest to dialog, którego nie wolno zaniedbywać musicie znaleźć coś takiego. Inaczej będziecie stać w miejscu. Zatem opisz mu co czujesz, i jak czujesz, jak go odbierasz w danych sytuacjach, co boli i kiedy. Daj mu też się wygadać, (piszę to dlatego, że niektóre kobiety mają tak, że buzia im się nie zamyka). Lepie szukać rzeczy które Was łączą niż, dzielą, a czasami jest tak, nawet w dojrzałych związkach,iż rzeczy które wydawało się że dzielą, tak naprawdę łączą i na odwrót ale dowiecie sie o tym jedynie... no...
Przytul go do siebie. Jeśli on kocha to będzie tak nadal. Przywołaj wspomnienia o waszych dobrych chwialach, o tym co robiliście, mów o tym co czułaś, gdy te rzeczy się działy - mów o sobie, o tym co w sobie nosisz również o obawach marzeniach przyszłości. Samo się nie rozwiąże. To Wasz czas, Wasz związek, a jeśli staniesz obok, mając już taką wiedze, to będzie czas, który Ty stracisz. Zacząć możesz od słowa, cześć przytul mnie ... kocham Cię......wiesz, że mi na Tobie zależy ...
No i tego potrzebowałam!!!!!!Byłam tak zdolowana,że potrzebowałam takiego bumm!Takiej prostej,męskiej wypowiedzi.(aczkolwiek dość rozległa)Strasznie zwaliłeś wszystko na kobitki;-)żartuję! Dziękuję kolego,nie powiem-to miało SENS!!!!Odezwę się czy mi pomogło;-)
7 2010-07-13 18:37:12 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-13 22:31:43)
Dunkis to nic nie da jeśli działa to w jedną stronę. Piszesz o tym żeby rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Ja też tak uważam, ale co mam zrobić jak mój mężczyzna nie chce rozmawiać w chwilach naszego jakiegoś kryzysu, lekceważy mnie wtedy a ja już nie wiem czego mam się chwycić, żeby się w to zaangażował. No i nie lubi też jak mówię mu wprost czego mi brakuje, nienawidzi tego i nie potrafi wtedy mi tego dać. Nie ma go tu, nie czyta porad i nigdzie nie szuka rozwiązania, albo zrozumienia mnie, więc jak ma to zadziałać, jak on myśli, że ja to sobie pewne rzeczy ubzdurałam i że szukam problemów na siłę twierdząc, że nie doceniam tego co mam. Chciałabym żeby było inaczej, żeby starał się rozumieć mnie i brać na serio moje potrzeby, ale mimo, że jest to dobry człowiek to myśli przede wszystkim o sobie.
witam.chce Was prosic o porade.mam 21 lat a moj partner 31.tyle iz on jest po rozwodzie z jedna pania...i z tamtego zwiazku jest dziecko(teraz ma 11 lat)byli malzenstwem 1rok.nastepnie poznal inna partnerke...byl z nia niecale dwa lata,zostawila go bedac w ciazy,mowiac na odejscie ze go nie kochala nigdy a dziecko nie jest jego...zaakceptowalam go mimo wszystko.jestesmy razem ponad 4 lata.pytajac go o dziecko i nasza przyszlosc odpowiada ze nie jest gotowy na dziecko,zostal wczesniej zraniony i dlatego boi sie okazac w pelni swoich uczuc.martwie sie.po dwoch latach naszego zwiazku oswiadczyl mi sie:)wtedy tez jego byla dziewczyna zaczela sie z nim kontaktowac.wypisywala smsy ze go jednak koch itd ze to wszystko przemyslala...po 2 latach!poprosilam wiec mojego aktualnego narzeczonego o badania dna dziecka(tego drugiego).badania sie odbyly a wyniki byly dla nas obojga szkokujace!okazalo sie ze to jest jego drugie dziecko.mimo tego zostal ze mna.ciagle powtarza ze mnie kocha.a ja mam nadal obawy.obecnie zamieszkalismy za granica.nie utrzymujemy zadnych kontaktow z tamtymi dwiema kobietami.nie to za ja nie chce czy ze mam cos przeciw ale on nie chce!w chwili obecnej zastanawiam sie czy dobrze zrobilam bedac z nim.jest czas gdzie sie dogadujemy a sa chwile gdzie ciagle sie sprzeczamy.nie mam nikogo z kim moglabym o tym wszystkim porozmawiac,na dzien dzisiejszy ciagle slysze od mojego partnera ze trzymam go na smyczy ze nigdzie nie moge wyjsc ze mam sie wziasc za siebie,ze jestem zadzrosna o nic itd...ze ciagle marudze.nie czuje tego ciepla co kiedys,zadko mi mowi cos czuje zadko przytula.ostatnio wychodzac do pracy na godzine 11 rano wrocil o 3 nad ranem twierdzac ze zasnal u kolegi.co mam robic?co myslec?uslyszalam nawet ze lepiej by bylo jakbysmy od siebie odpoczeli,zebym wyjechala do polski na jakis czas.z zapytaniem:dlaczego ostatnio tak zadko mi mowisz ze mnie kochasz dostalam odp:mi wystarczy jak powiem ci to raz w tygodniu,po co mam ci to mowic skoro ja wiem i ty wiesz ze tak jest.niechce go opuszczac bo wiem ze nie mial w zyciu latwo,,,pomoglam jak moglam dlaczego on teraz jest taki zimny?
Cieszę się że dostałaś wystarczające wsparcie by naładować kondensator teraz czas na buuum w Twoim związku. Jestem bardzo Ciekaw co wymyslisz. Mam nadzieje że się tym podzielisz - bo moje przykłady były raczej mało wymyslne. Ale z drugiej strony czasem najprostsze rozwiązania przynoszą największą korzyść. A co do tego - czy wyjdzie - musi, nie ma innego wyjścia
Co do tego że napsułem pewnie trochę kobiecej krwi - no wiesz chciałem Cię zmobilizować, ale nawet nie pytaj jak potrafię najeżdżać na facetów, znając ich - swoje przywary , był kiedyś taki temat.... ale to juz historia. Co do długości postów, ja to się chyba nigdy nie nauczę pisać krótko, a wypowiedź zazwyczaj starczyłaby na dziesięć postów.
Zakochana_85, Cześć. Widzę że też masz doła. ... no dobra w wielkim skrócie, - najpier upewnij się że on żyje ... z facetem to tak jak z dzieckiem, żeby Cie słuchał musisz go najpierw czyms zainteresować, przykuc jego uwagę. Uwierz mi każdy facet ma pokłady empatii, potrafi płakać, rozmawiać o uczuciach nawet taki, który wcześniej nie potrafił powiedzieć słowa kocham - a co dopiero uśmiechnąć się...podkreślam, każdy. Facet to nie kobieta, ale ... jak wiele kobiet rozmawia tak szczerze ze swoimi facetami - o takich sprawach, o których zazwyczaj rozmawia z bardzo bliskimi przyjaciółkami. Wg. mnie te sprawy równie trudno jest wyciągnąć z kobiety co z mężczyzny. Wiem to po sobie, no i nie tylko. Zanim kobieta powie co siedzi w jej prawdziwym wnętrzu - trzeba się przebić przez wielką zasłone jej gadatliwości. U faceta przez skorupę, ale w skorupie trzeba zrobić dziurkę - ależ to męskie - no przykuć uwagę, jak kto woli - zrobić buuum, albo pozwolić by buummm się stało. Może to wydawać się prawie jednakowe, ale w praktyce może mieć zopełnie inny wymiar. Np. to że nie będziesz prała koszul facetowi - zauważy po tygodniu, ale jak znajdzie koło swojego buta prezerwatywę, - której sam tam nie położył ..., a być może wysuneła się z Twojej torebki sama się domyśl, czy będzie czekał tydzień żeby te sprawę wyjaśnić
Znów sie rozpisałem. A potem rozmawiać i romawiać, w międzyczasie można iśc do łóżka. A propo, czy Wy uzrozmaicacie swoje łóżkowe sprawy? - może to trywialnie, ale jakże oczywiste i konieczne, ale.... Powiem wam tak, kiedyś zastanawiałem się ze znajomym na temat tego, dlaczego z większością facetów można porozmawiać "normalnie" o kobietach, podrywach ((co do tego że kobiety częściej ROZMAWIAJĄ o seksie , a nie wyczynach to juz wiecie przecież). Ale są faceci, z którymi o tym się nie da pogadać. Zaczynając taki temat, ma się od razu wrażenie że to dla nich tabu, choć są na tyle dorośli - 30 - 40 , 50 lat, że to powinno byc z tym problemu. Zatem, z tym znajomym - znająć zarówno tych dwóch facetów, znając ich żony doszliśmy do wspólnego wniosku. Ci faceci nie tylko wracają do domu chętnie bo sa tam dzieci i obiad, ale w dodatki nie rozmawiają o innych laskach dlatego że ich zony sa tak dobre w te kloci, że nigdny nie szukają ani nie rozamaiwją o takich sprawach. Zatem, zgodnie z maksymą kobieta na pokojach powinna być damą, w kuchni dokskonałą gospodynią, a w łóżku dziwką. - przepraszam za wyrażenie, ale właśnie o to chodzi. Pomijam porzadki i obiad, sam wiem że facet do dobmu wraca jak do ula i do swojej królowej, bez ociagania - jeżeli ma w perspektywie - upojny wieczór. Macie dzięki temu możliwośc eksperymentowania. Pisałem Kaśce wcześniej, że ludzie nie rozmaiając ze soba mogą nie poznać drugiej strony. Mało tego, to co się może wydawać jedej osobie że drugiej jest w nieskam, to może się okazać że jest zupełnie na odwrót. Kiedyś byłem na sztuce, gdzie były przedstawione scenki z życia miłosnego. Jest tam pokazana rozmowa wiekowego już małżeństwa, która roztrząsa sprawy życia i gdy się dopiero pokłócili wyszło na jaw że podając kurczaka żona zawsze dawała mężowi udko - bo myślała, że skoro to ona najbarfziej je lubi to znaczy że on też a oddając mu ulubioną część robi mu przyjemność, sama zjadała nóżkę. Mąż natomiast nigdy nie prostestował bo wg niego nóżka była najsmaczniejsza i godził sie na taki podział, bo chciał w ten sposób by jego wybranka dostała to co najlepsze. Odnosząc to do seksu, spotkałem conajmniej dwie kobiety jedna po 40 , druga blisko 50, które szukały kochanków - może i były inne powody, ale głównym były to że szukały doznań erotycznych takich jakich nie miały w związku - w łóżku było im ok, ale wstydziły się pogadać ze swoimi mężami o swoich fantazjach, były to przebieranki, zabawki, piss, sesk pod gółym niebem. Nie mówię że to dla wszystkich jest do przyjęcia, ale łóżko może zarówno dzielić jak i łączyć. Ale zarówno kobieta jak i mężczyzna mają na to wpływ. Dlateo związek to niezła harówka, bo ciągle trzeba wprowadzać zmiany. Wiecie dlaczego chętnie wykonuję prace domowe w domu, zabieram dzieciaczki by dać żonie trochę spokoju...bo wiem, że część tego czasu, który zaoszczędzi na wykonywaniu tych czynności będzie mogła poświęcić dla mnie. Nie zawsze tak było, ale pewne rzeczy przychodzą z czasem. zakochana_85 przeczytaj proszę mojego wcześniejszego posta jeszcze raz, jest tam odpowiedź an pytanie czemu w chwilach jakiegoś kryzysu mżęczyzna milczy. (jak skończysz to wróc do tego momentu) No dobra nie będę świnią i powtórzę: kobieta i mężczyzna różnią się! Kobieta rozmawia o problemach , mężczyzna szuka ich rozwiązań. Kobieta w ciężkiej chwili potrzebuje się wygadać, jeżeli jest jej źle to gada i gada i gada, a zazwyczaj facet i tak z tego wiele nie rozumie, bo gada o tysiącu rzeczy na raz. Facet zazwyczaj prędzej zareaguje na cisze niż na ciągłe gadanie. Kobieta w kryzysie potrzebuje poczucia więzi emocjonalnej wsparcia, takie rzeczy daje jej rozmowa. Nie spotkałaś się czasem z przypadkiem że kobiety po dwutygodniowym wspólnie spędzonym urloipie, podczas którego ... no oczywiście non stop gadały, potrafią po przyjeździe jeszcze do siebie zadzwonic i gadać przez dwie godziny. Dla kobiet rozmowa jest budowaniem więzi emocjonalej - podtrzymaniem pewnego stanu, altem kiedy facet w czasie krysysu siadzie i nic się nie odzywa , to kobieta warije bo nie czuje tej więzi i zazwyczaj tym właśnie dolewa oliwy do ognia. Mózg faceta działa zupełnie inaczej. On rozwiązuje problem, ale jemu do tego potrzeba ciszy, skupienia i zastanowienia. Czasem tak jest że kojarzenie pewnych faktów przychodzi mu z oporem, ale jak już na coś wpadnie to działa szybko i zazwyczaj skutecznie. Ale, z tego co napisałem nie należało by z facetem nigdy rozmawiać, tylko dawać mu zadania do rozwiązania - nie ja tu opisuję sytuację konfliktowe. Natomiast rozmawiać powinno się jak najczęśćiej, ale nie wtedy gdy jest właśnie ten problem do rozwiązani, bo to tylko komplikuje sprawy. Faceci was kochają, ale nie za trajkotanie - wbijcie sobie to do głowy - za mądrość, piękno, ciepło, bliskość, że jesteście ich ostoją,,, i za wszystko inne też, no żebym nie był niesprawiedliwy. Ale o rutynie też trzeba rozmaiwać, ile razy można w kółko jeździć tą samą karuzelą. Pół biedy jeżeli wszyscy tak robią, gorzej jeżeli widzimy że sąsiad właśnie przesiada się do nowej. Ludzie w związkach powinni więcej czasu spędzać na szukaniu nowych możliwości niz na cieszeniu się juz zdobytymi. zakochana_85 wiem, że ani mówienie półsówkami, ani wprost, o swoich potrzebach jest złotym środkiem. Sam tak mam czasem, wkurzam się gdy wiem, że coś jest na rzeczy, ale nie wiem co, i oczekuję wtedy jasnej wskazówki, denerwuje się gdy jej nie ma. I na odwrót, kiedy dostaje między oczy jasne określenie o co biega, wściekam się, i mówię że wystarczyło tylko szepnąć, albo pokazać palcem, a sam bym się domyślił.No i co zaczyna się kłopot, bo jak do tej pory to Tylko Wy mogłyście mieć muchy w nosie, a tu się okazuje, że faceci wcale nie są tacy prości w obsłudze). Czasem naprawienie kranu czeka dwa tygodnie - ale ona wciąż naciska - no to poczeka, a z drugiej strony ledwo odkurzacz się zepsuł, to udało się go naprawić, chociaż trzeba było po 5 sklepach w upalny dzień biegać. Ale tak samo jak facet żyjący z wami, po spędzeniu czasu - rozmowach, powinien wiedzieć kidey na wasz ból głowy jest lepsze przytulenia zamiast tabletki, tak Wy też powinnyscie nauczyć się takie rzeczy dostrzegać. Przecież na tym też polega bycie ze sobą, wynikiem tego powinno być poznawanie się, a nie tylko oglądania na siebie. Kolejną rzeczą jest szukanie sobie problemów na siłę. Kobiety do jednego zdania, słowa, gestu potrafią dopisać sobie taką historię i wyciągnąć wnioski, o których papieże nie śnili. Ale tak jest i nic tego nie zmieni. Żeby zmienić kategornie myślenia faceta z "ja" na "my" zazwyczaj nie wystarczy ani wspólna sypialnia, ani obrączka na palcu. Wiesz może zanim zacznie starać się Twój facet zrozumieć Ciebie, daj mu kilka przykładów że jest w stanie to zrobić, że wcale nie jest to aż takie trudne. Może on wychodzi z założenia , że kobiet nie da się zrozumieć, zatem szkoda na to czasu.
niunka19
taki facet to wielka niewiadoma. może być albo oszlifowany diament, albo kompletnym niewypałem. Jakby nie było, z Twojego opisu wynika, że laski dały mu w kość. Dziwię się mu jedynie, że zgodził sie na badania. To na pewno była trudna decyzja, jeżeli wcześniej laska wypierała się że to jego dziecko. Ale zazwyczaj jezeli nie wiadomo o co chodzi to znaczy że chodzi jej o kasę. Te wyjścia,powoty,praca,mówienie o miłości odpoczywanie od siebie - hmm to jedyne wydaje się sensowne - ale tylko z punktu wiedzenia iż on poszukuje sposobu na to by wszystko sobie przemyśleć. Ale nie oszukuj się rozłąka częśćij prowadzi do rozstań, niz do powrotów.
dziekuje za odpowiedz,dalo mi to to myslenia.pozdrawiam:)
Wiesz Dunkis
tak czytam Ciebie i ok zgodze sie do niektórych rzeczy bo mówisz , że faceci szukają rozwiązań ale przepraszam powiedz mi czy facet który ma np 30 lat jest u mamy ma mieszkanie rok stoi puste , mama mu robi pod nosem wszystko a dla niego najważniejsze są swoje przyjemności od rana do wieczora + praca, to czy kobieta która chce sie wyprowadzić z nim , zmaieszkać i domaga sie o chwile z nim samotności dla siebie , to czy właśnie jego rozwiązaniem jest skończenie związku?? bo nie wydaje mi sie żeby to było super rozwiązanie skoro nawet nie spróbował do swojego mieszkania zamieszkać , bo co domagałam sie tylko godzinki dziennie by poświecił??? a jak znalazł czas to co chwile albo tv albo komputer , albo telefon by sprawdzać emaile co sie sprzedało na allegro?? ani nie było troski , wsparcia było najwazniejsze co on chce na co ma ochote?? a gdzie ja?? w tym wszystkim , to to jest jego rozwiązanie by zerwać bo co jak on przyjeżdzał z pracy to ja byłam przy nim , ja szłam do niego bo on nie miał czasu jak chciałam spedzic wieczór razem to przychodzil kolo 23 i szedł spać a ja ze łzami zasypiałam , że nawet pocałowac nie chce , byłam zawsze przy nim i zawsze pomocna , mieszkanie całe jego praktycznie urządziłam i co mi z tego przyszło , nigdy nie mówił ile zarabia a zarabiał o wiele wiecej ja marna pensja ale zawsze kupowałam do mieszkania , kiedy była zima spalam sama nie jedna noc to sama musialam ciąć drewno piłą by sobie rozpalic węgiel nosić, a on miał to gdzieś bo ważne bylo allegro komputer siłownia, a wiedział że ja czekam , kiedy nawet starałam sie oddalić troche to on jeszcze bardziej olewał , a zaczał olewać jak zaczełam z nim być jak mnie zdobył i co za sens zamydlił oczy ja straciłam szacunek do siebie bo włożyłam wszystko w związek , a nie dostałam wsparcia troski i bezpieczeństwa kompletnie przy nim, a starałam sie ciagle przypłacilam nerwicą , co mu było na ręke jeszcze bardziej bo nie mogłam wszedzie wejsc pójść do sklepu to on wchodził 200m przede mna ja za nim nawet nie patrzyl czy ide czy nie , nie wzioł pod rękę i nie powiedział jestem przy tobie. tylko wychodziłam sama ze sklepu i czekałam na niego ze łzami że sie obwiniam jeszcze za wszystko że tak jest , zaczełam bić do siebie jaka beznadziejna jestem. Na co to przyszło że mnie zostawil powiedział wypie.... z mojego życia zabrałam rzeczy z mieszkania a on? siedzi dalej przy mamie która robi kanapki do pracy prasuje koszule wszystko wkoło niego , ojciec jezdzi do tego domu kosi mu tam trawe i nie rozumiem tego................skończyłam sie obwiniac bo zrobiłam wszystko co mogłam w swoich rękach, teraz? robi na złość stawia auto daleko siedziw domu po ciemku bym myślała że go nie ma, opalony , koszule itp i usmiech pod nosem minimalny, zawsze był zazdrosny ze jestem mocniej opalona, to leciał na solarium by sie opalić , czy benzyne lepsza wlałam to odrazu też , rywalizacja? z jego strony tak ja byłam zawsze w cieniu.....ale JEGO
Dorota85, mając możliwośc wyprowadzenia się do innego mieszkania ja nawet bym się nie zastanawiał. Od razu mówie, że to i tak wcale nie oznacza że bedzie łatwo, bo życie jest życiem. ale zapewne nie byłoby o jeden problem mniej. W opisanej przez Ciebie sytuacji - no cóż wygoda, brak dojrzałości,,, albo uzależnienie od mamy. Nie wiem czemu, ale jednak facetom znacznie trudniej oderwać się od tej pempowiny. Z jedej strony kobieta chciała by mieć faceta dla siebie, a jak jej się przytrafi synek, to jakby zupełnie inaczej zaczynała na te sprawy patrzeć. Ale czyżbym wciąż powtarzał, że to kobieta? Ano tak. Są charaktery i charakterki. Kobiety upatrują swą dorosłość w samodzielności, mężczyźni w wygodach ktore przynosi im dorosłe życie. Oczywiście wcale to nie znaczy że jest tak w większości przypadków. Ale przecież rozmawiamy o takich właśnie. A może by tak wyprzeć mamę jej własną bronią.... eeee nie , głupi pomysł - wtedy to taki mężczyzna by się czuł jak król. Obserwując ludzi dochodzę do wniosku, że łatwiej przychodzi osbom oderwanie się od tego, albo raczej nie stawianie na czele takich wartości jak wygoda, którym mamusia albo tatuś nie wycierali nosa do ostatniego momentu. To wina rodziców, że nie pozwalają dzieciom na większa samodzielność i branie odpowiedzialności za swoje czyny. Może ktoś powie że wtedy takie dzieci zostawia się samym sobie, ale czym innym jest wsparcie, a czym innym wyręczanie. Komputer telefon internet, bez tego dziś nie ma życia - ale tak naprawdę to jest inna forma wygody. A człowiek się szybciej przyzwyczaja do wygody, niż by sobie tego czasem życzył. Wcale nie znaczy, że taki człowiek nie kocha. Wartość miłości jest równie wielka, z tym że te inne rzeczy ta, wygoda, doznania emocjonalen czerpane z TV, komputeraa - emocje - aukcje, filmy gry - mają większy właśnie - emocjonalny ładunek, który zbliżają się do tak niegdyś wyjątkowego uczucia jakim jest miłość. Powiem więcej kiedyś poszukiwanie miłości było wartością samą w sobie. A dziś, spokojnie można to sobie zrekompensować tymi wszystkimi mediami, szybkim i łatwym seksem. Zatem po co się przemęczać?
To jest chore , domaganie się poświęcenia osobie, z którą się jest - godziny czasu dziennie.
Gdy czytam Twojego posta to jest mi strasznie smutno. Oczyma wyobraźni widzę te sceny, które opisujesz, przepraszam , ale to czego od niego oczekiwałaś, należało Ci się jak ....... Dodatkowo odnoszę wrażenie, że to on był w Twoim cieniu i denerwowało go to, ale tak naprawdę nie robił nic żadnych kroków żeby to zmienić, wsparcie pocieszenie, pochwalenie byłoby naturalną koleją rzeczy, a nie próbowanie doścignięcia Ciebie. On musi mieć kompleksy. Skoro na swoim podwórku Ciebie widział jako rywala, to wybacza. Należy mu się kubeł zimnej wody na głowę. Nie wiem czy jesteś w stanie to zmienić, czy warto ratować zależy od Ciebie. Ale właściwie czy to nie jest tak, że to tylko Ty się do niego zbliżyłaś, a on wcale? Obawiam się że jeżeli nie nastąpi jakaś poważna zmiana w jego otoczeniu, którą może sprawisz Ty, albo nawet kolejna osoba w jego życiu, to on będzie taki do ... końca. Słowa nie raz potrafią zranić, nie raz potrafią też naprawić. Jeżeli chcesz mu choć odrobinkę pomóc, zabierz ze sobą wszystko - co do kłębka nici, to wszystko co wniosłaś do jego życia zarówno uczuciowego jak i materialnego. Może wtedy zauważy jak znaczną częścią jego życia jesteś i się odmieni.
Dunkis wysłałam do Ciebie meila.
Dunkis
wiesz siadłam jeszcze głębiej w fotelu jak to przeczytałam co napisałeś , powiem jedno Dziekuje
lepiej jest jak okiem faceta też sie spojrzy na tą sytuacje i tak jak mówisz chyba mama jest jego kobietą życia do końca , nie powinnam sie prosić o spędzenia czasu z nim , a naprawde każdy kto sie dowiedział zastukał sie w głowe bo jestem ładna , zaradna , obrotna pracuje , mam swój samochód i o nic sie nie prosze,,,,,,,,,,,,,,, a nie błąd prosiłam sie o miłość jego do mnie a kochałam za mnie i za niego.
Co do rzeczy zabrałam wszystko tak jak mówisz co do niteczki aż do kłębka , wiesz on nie chciał zmieniać bo ja z nim wiele razy rozmawiałam i to nie odnosiło skutku żadnego także najgorsze było to że ja tego nie widziałam a straciłam na swoim zdrowu i teraz musze stanać na nogi , kiedy on mi o tym powiedział zemdlałam a on mi powiedział że mam go nie szantażować bo to nic nie zmieni a potem zostawił,,,,, gdzie ja miałam oczy??
Co do gotowego mieszkania ja go zawsze prosiłam by przyjechał wcześniej ja była dajmy juz koło 18,19 w domu a on póżniej o wiele kiedyś wracając z pracy z popoludniówki z zakupami wstapiłam do brata bo spadł z dachu z drabiny zadzwonilam do niego że jade do brata , o 22 przyjechałam w koncu do domu a tu pusto ciemno , to sama zanim brame wszystko pootwierałam wtachałam zakupy na 1 pietro pozamykałam , zadzwoniłam zapytałam sie gdzie jesteś a on że w domu siedzi bo musiał sie wykąpać po siłowni i siedzi przed komputerem myślałam że szału dostane, w domu jest wanna wszystko a on przyjechał po 23 wykąpany z kanapkami od mamy i koszula wyprasowaną do pracy na jutro poscielił łóżko i poszedł spać ze łzami leżałam i nie wierzyłam pomyślałam wtedy ile jeszcze pociągne??
Okazało sie że to on biedny poczuł sie przyduszony wszystkim i zostawił , a ja zaczynam stawać dopiero od nowa swoje fundamenty bo tamten dom który sobie zbudowałam był na wykończeniu.
Pozdrawiam ciepło ![]()
Dostałem list ![]()
Dunkis...a ja myślę, że nie do końca masz rację... badania dowiodły, że co dziesiąty człowiek ma skłonności psychopatyczne.. a więc nie potrafi odczuwać empatii, bólu.. nie potrafi współczuć
poza tym... jest jeszcze jeden aspekt egoizm... i nie .. nie mówię tu tylko o facetach.. nie w każdym da się zrobić ową dziurkę, nie każdy się przed nami otworzy i nie każdy jest gotów na zmiany... do tego trzeba dojrzeć i tego trzeba chcieć... i zmiany trzeba zacząć od siebie..
poza tym niektórzy nigdy nie będą gotowi na zmiany, sa tak zadufani w sobie, ze nie widzą swoich wad... bo przecież.. mogę mieć każdego/każdą, to jest tez trochę dowartościowanie sie cudzym kosztem... bardzoooooo popularne w dzisiejszych czasach
choćbyś próbował rozmawiać latami.. nie dotrzesz nigdzie.. ta druga strona musi chcieć i musi Ci na to pozwolić... OBIE STRONY MUSZĘ CHCIEĆ ROZMAWIAĆ... inaczej wyjdzie Ci monolog
17 2010-07-15 12:13:39 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-07-15 12:26:09)
Cześć Szczypta_cukru. Dzięki za najświeższe wyniki badań, widzę, że muszę nadrobić troche lektury (mały zarcik, bo ja bardzo chętnie czytam takie rzeczy o czym niżej), ale szczerze mówiąc, to wcale dobrze nie świadczy o naszej cywilizacji i społeczeństwie, na szczęście to tylko skłonności. Swoją drogą, ciekaze jak tacy ludzie, którzy nie mają w sobie empatii odbierają innych - czyżby udawali. Widzisz, wymieniłem parę zdań na prv z Zakochaną__85 i wiesz, że mi to trochę pasuje do jej hmmm... przypadku.
Co do egoizmu, zgadzam się z Tobą, ale co do tego, że niektórzy nigdy nie będą gotowi na zmiany, to tu mam inne zdanie. Może dlatego, że ja wierzę w ludzi. Ale sama wiara nie wystarczy, wg. mnie jednak zawsze na taką osobę "oporną" osobe znajdzie się sposób. Ludzie się nie zmieniają, ale ich sposób patrzenia na rzeczy tak, i to czase o 180 stopni. Pytanie jest takie, czy wiemy jak to zrobić i czy będziemy mieli odwagę to zrobić. Bo samo gadanie do człowieka nawet latami, rzeczywiście, może nigdy nie przynieść skutku - ja to wiem. Podstawa, podkreślałam to już w kilku tematach - słuchacz musi słuchać - musimy zwrócić jego uwagę na tyle, by nie był jedynie słuchaczem, a aktywnym adwersarzem. Myślę że tak naprawdę mało osób - statystycznie - patrzy na świat myśląc - każdego mogże mieć . Nawet Ci co tak mówią, albo sprawiają takie wrażenie, wcale nie są tacy. Ponoć ja czasem sprawiam takie wrażeni. Potrafię patrzeć tak, że kobiety myslą, że czasi sie w moim wzroku pazur mówiący WIEM, iż żadna mi nie odmówi. Ale ja wcale taki nie jestem, ani w takich kategoriach nie myśle. Jak to kilka razy usłyszałem , bardzo się dziwiłem, a potem patrzyłem w lustro .....
Dorota, masz to szczęście, że to skrajnie feministyczne forum nie zdążyło wyciąć wszystkich facetów (znowu mały żarcik). Tak naprawdę te kłopoty, które ludzie opisują, spotykają wszystkich. Nie na darmo powstały przecież określenia zrozpaczona, zrozpaczony, zapomniana, zapomniany, zdradzona, zdradzony, samotny, samotna. Czasem się zastanawiam czemu ludzie dobierają się tak, że przez całe życie robią sobie na złość, albo nie chcą się oglądać nawzajem, zamiast sie dogadać. To takie proste. Żyjemy na tym świecie przez chwilę.Zamiast się nim cieszyć, marnujemy czas na głupoty. A wiecie, że niedawno odkryli, że pierwsze organizmy wielokomórkoy na Ziemi były juz obecna 2 mld (tak miliardy) lat temu. Do tej pory sądzono, że raczej że to tak z 750 mln lat temu. Wiecie co to oznacza?-Nasze życie jest wyjątkowo krótkie - więc trzeba brac je w garść i cisnąć jak cytrynę, by wydobywać to co z niego najlepsze, bo jest zdecydowanie za krótkie by go głupio marnować.
Wracając do tematu - błaganie proszenie o chwilę, by ukochana osoba z nami spędziła troche czasu, jest torturą z jej strony - jeśli tego nie rozumie to pomóżmy mu w tym, o ile sie ją kocha i wie, że ona też to czuje, wtedy... trzeba zrobić wielkie buuuum, wylać kubeł zimnej wody - a Wy dziewczyny to potraficie - może jestem bardzo ograniczony, ale barometrem sprawdzalności czy facet za wami jest, jest zazdrośc. Jeżeli to już nie pomoże, to wtedy trzeba szukać gdzie indziej. Właściwie to nie wiem czemu zdecydowałem się napisać te słowa, bo jestem zazwyczaj za ratowaniem związków. Ale z drugiej strony jeżeli mimo tego, że kochacie, a jednak odkryłyście w sobie tą niedokonałość - iż nie umicie - nie potraficie - cokolwiek na nie - to może oznaczać, że się nie dograliście. Owszem inna osoba, znalazłaby na Waszą druga połówke taki sposób, by do końca śiwata patrzyła na nią przez różowe okulary - to się nazywa właśnie dograni. To wasza wina, ale nie ma ludzi doskonałych, ale wina drugiej strony jest jeszcze większa, bo pozwala Wam na to, że się szarpiecie i męczycie się, próbując ponosząc kolejne klęski. Przewarotściować człowieka też się da, ale trzeba do tego niezłego wstrząsu. Jeżeli zależy Wam na Waszych facetach potrząśnijcie nimi ostro. Nie patrzcie na mamy, ciotki i wujków. Jeśli się nie da to trudno, ale żyć bez miłości, która jest wzajemna, to tak jak oddychać klejem. Po nas przyjdą organizmy cybernetyczne, i będą o nas myśleć to samo, co my dzisaj o pierszych organizmach wielokomórkowych - bedą mieć nas w nosie- nic ich nie będziemy interesować, zatem warto przeżyć tak życie - byśmy to My mieli z niego radość i pożytek. Jeśli my będziemy szczęsliwie żyć, naszym dziciom i bliskim, też będzie dobrze, może nawet kilka pokoleń w tył, prawnuczki miło nas będą będą wspominać, ale nic pozaty, NIC, o sąsiadch już nie wspomnę. My żyjemy tu i teraz. Oszukiwanie się, kłamstwa, to pokarm dla kłamców. Żyjmy życiem i zostawmy ich w czterech ścianach. Kanapki są fajne jak się je razem robi, a potem wspólnie opycha, kąpiele sa najlepsze z ukochaną osobą. Prasowanie koszul ma wzbudzać zazdrość, że to ona zamiast Was opina ciało mężczyzny, którego kochacie. Łzy zostawmy na pogrzeby osób, które odchodzą za na szego życia, na chwile wzruszeń i radości, a nie poduszkom. One są po to by spać na nich wygodnie po upojnych nocach, śniąc o kolejnych. Pozdrawiam.
Dunkis wiesz ja to wszytsko wiem co piszesz i moje starania byly naprawde duże , ale jeśli ktoś uważa , że jego to męczy jakikolwiek wysiłek w stosunku do drugiej osoby a jjest sie zapatrzonym w siebie to ja mogłam stanąć na rzęsach a to by nie pomogło i nie wiem czy mu pomoże
Nie stawaj na rzęsach, powiedz mu, że masz kogoś na boku. Oceń reakcje, sama sobie wtedy odpowiesz, na tej podstawie co o tym wszyskim myśleć.
wiesz on sie do mnie nie odzywa wogóle od miesiąca , a ja do niego bo po słowach takich wypierr z mojego życia to był cios poniżej pasa, pozatym jak pisałeś wcześniej jak jego rzeczywistość sie nie zmieni to on taki będzie a to syndrom Piotrusia Pana
Bardzo mi przykro, że przyszło Ci wysłuchać takich słów. Pewnie bym po czymś takim stracił nadzieje na cokolwiej. Był to rzeczywiście cios poniżej pasa. Właściwie to ciężko mi sobie wyobrazić sytuacje w której mogły by paść takie słowa skierowane do, tak mi się wydaje jakby nie było, bliskiej osoby. Z drugiej strony uginanie się pod ciężarem drugiej osoby, ciągłe dostosywanie sie do innej osoby, ustępowanie prowadzi w coraz to gorszą odchłań. Jeżeli się nie powalczy o siebie, nie zwróci się drugiej stronie uwagi na swoje własne potrzeby, tak by ona je dostrzegła - będzie to równia pochyła do niewolinctwa i kompletnego poddania się. A tak nie mozna, trzeba mieć swoją godność, nie można zapominać o swoich potrzebach, bo wtedy "na własne życzenie" pogrążymi sie i zatracimy własne ja. Jeżeli my nie daje się rady w związku, bo nie potrafi się dotrzeć do tego konkretnego człowieka, to trzeba pójśc w innym kierunku, może w innej przystani znajdzie się taka łódź, dla której będziesz dumnym żaglem, tak jak on może będzie tą łodzią dla innego masztu. Czas leczy rany, jeżeli on się nie odzywa tak długo. No cóż jeżeli nie czujesz się na siłach, nie masz pomysłu na to by on Cię słuchał - prawdziwie słuchał, może czas mu przedstawić swoje stanowisko, że nie masz siły dłużej bawić się w takie gierki, i że rozpoczynasz nowe życie, a do niego teraz należy ruch, co wcale nie znaczy , że mimo wszystko juz i tak nie jest za późno. Zdaj sobie sprawę, że ciągłe poświęcanie myśli jego osobie to chwila, w tej chwili, dla Ciebie stracona. Chwila, którą on CI odbiera - chwile, w których mogła byś być szczęśliwa. Pozwól by to teraz on Cię gonił, złap oddech i rozejrzyj się wokół siebie... może tam gdzieś za rogiem czeka Cię szczęście.
witaj Dunkis
super napisałeś , wiem że każda myśl jemu poświęcon jest stracona , dzisiaj jechałam za nim samochodem to uciekał przede mną jak tylo mógł nie rozumiem tego , nie stac go na cześć , tylko co mnie widzi ucieka , nie mam sił na tego faceta i nie mam ochoty a niego patrzeć boli mnie to że tak potrafi sie nawet teraz zachować , co on myśli , że ja sie bede za nim uganiać dalej? myśli że jest pępkiem świata, zachowuje sie tak jakby to on był poszkodowany tak bardzo nie ja, przeciez to on mnie zostawił jak zemdlałam przy nim ocucił i wyszedł. Ja sie go dość naprosiłam rozmawiałam , ale to nic nie skutkowało , jemu wygodniej jest być przy mamie i robić to na co ma ochote , trudno jego życie , szkoda że tyle lat mi zmarnował i manipulował jak sie da tylko i pozwalał urządzać mieszkanie jak mi sie podoba , a teraz żadne przepraszam nic że kazał mi własnie wypierr z życia , ja też nie umiałam uwierzyć , że można tak sie odezwać nawet jeśli kogoś sie dażyło uczuciem itp , on nie ma męskości w sobie, dla mnie to dziecko
Dunkis... masz rację.. chwile poświęcone na takich ludzi sa stracone.. i nie chodzi tu tylko o facetów:P Najgorsze jest to, że dość ciężko kontrolować swoje myśli.. one czasami idą własną drogą:)
Dostosowywanie i uginanie się to po części zasada udanego związku.. ale jeśli już uginamy sie ponad nasze siły albo więcej niż czujemy że powinniśmy... to błąd.. a jeśli uginamy się za dwoje to znak..że czas przestać uginać się w ogóle:)
ps. napisałam do Cie maila
Dorota85, to, że odnosisz wrażenie iż wygląda to tak jakby to on był pokrzywdzony - potwierdza fakt, że nie umieliście się tak naprawdę dogadać. Straliście po dwóch stron barykady i ciskaliście w swoim kierunku pociski własnych pretensji. Wiem że to stwierdzenie może być dla CIebie trochę bolesne, ale wychodzę z założenia, że nie tylko tu pisałaś by znaleźć wsparcie, ale także poznać zdanie osób trzecich co o tym wszystkim myślą. A ja myślę, że po prostu nie znaleźliście sposobu na prowadzenie dialogu. obojętnie czy on sam to wypracował, czy przy pomocy osób trzecich jest taki jaki jest, tak się zachowuje. On też ma swoje racje, których broni , to że odbierasz go w ten sposób jest naturalnym w tej sytuacji. On też ma prawo czuć się pokrzywdzony - ze swojego punktu widzenia. Ale to że on ucieka, nie powie Ci cześć, świadczy conajmniej o dwóch sprawach on też cierpi, no powiedzmy, jest też mu z tym niewygodnie, ale w dodatku nie dorósł. To właśnie umiejętnośc rozmowy w trudnych sytuacjach świadczy o tym czy dorośliśmy. Ten ciężki okres i nasze zachowanie pokazuje jacy jesteśmy. Gdyby zagrożenie było zewnętrzne, na pewno oczekiwałby od Ciebie pomocy, ale coś mi się wydaje, że równiez wtedy nie byłabyś w stanie do niego dotrzeć. Ból że on nie umie sie zachować wobec Ciebie tak, jakbyś tego oczekiwała - to Twoje uczucia do niego, reakcja Twojej świadomośći. Spójrz na to tak - on zachowuje się najlepiej jak potrafi w tej sytuacji - jes to raczej żenujące, ale on sobie radzi w ten sposób ze sobą, myślę że nie powinnaś aż tak bardzo personalnie odbierać tego, a będzie Ci łatwiej. Boli Cię jego zachowanie gdy nie wyciągnął ręki gdy zemdlałaś, pomna tego doświadczenia wciąż oczekujesz od niego zmian... uffff, nie wiem to pewnie te uczucia. Wiesz, to że do niego mówiłaś, to że prosiłaś - a on nie słuchał, dla mnie wciąż wygląda to tak, jakbyś nie umiała zwrócić jego uwagi na siebie. Nie byłaś w stanie zainteresować go tym - o czym mówiłaś. Wiem że trudno Ci zrozumieć co teraz napisałem, ale ja mam na myśli nie tylko słuchanie słów , ale słuchanie tego co w nich jest. Bo słuchać, a słuchać to zupełnie inna sprawa. Wiesz myślę, że znajdzie się tu pewna osoba, która mogła by Ci potwiedzić moje słowa - że, aby z facetem zacząć rozmawiać - należy zwrócić na to co się mówi uwagę - niekoniecznie słowami - niekoniecznie to musi też być dialog słów. Pogadaj z zakochaną___85 ![]()
Widać z tego wszystkiego , że on się nie starał Ciebie słuchać, a Ty nie potrafiłaś mu tak "zaimponować" by oczy odwrócił od matki. Szkoda że tego nie widziałaś wcześniej, albo widziałaś, ale nie dotrzegałaś - to tak jak z tymi słowami - on ty mówisz, on słucha słó - ale nie wie o co chodzi. Może miałaś podświadomą nadzieje , że to się zmini, że jesteś w staie to zminić. Ale to juz przeszłość. Może to że pozwalał Ci urządzać mieszkanie, było ceną , jaką on sobie wyobrażał, że musi ponieść, by cała reszta została bez zmian? Ale tak ochydne słowa, masz racje nie świadczą o męskości, a o .... szkoda mi używać słów. ALe jeżeli określasz go mianem dziecka to myślę, że jesteś w tej ocenie nadzbyt łaskawa dla niego.
Szczypta_cukru, gdy pisałaś o tym uginaniu, od razu to sobie zwizualizowałem , przyszł mi na myśl gałązka, która tak bardzo próbuje wygiąc jedną swoją część w środku, że w wyniku pęka, bo macha tylko jednym końcem, najbardziej narażonym na wiatr. Ale uwierz mi są takie gałązki, które mimo wszystko potrafią przetrwać rozdarcie, które wyglądna na nie do uratowania.
ps. przeczytałem maila ![]()
Dorota, głowa do góry, nie myśl o nim jako straconych chwilach, na to , jak i na szarpanie się szkoda czasu, świat czeka na Ciebie, jest tam ktoś, dla kogo przyszłaś na świat, tylko jeszcze go nie znalazłaś. Lat straconych nie wrócisz, biadolić się można nad tym do końca, zycia - ale to nic Ci nie da, Ty nie masz na to czasu!
(Wiem to tylko słowa, ale przynajmniej je masz. Tutaj, na forum, tyle tylko ludzie mogą Ci dać, wykorzystaj je mądrze).
a wiesz co ja myślę? to, że on się zachowuje jak osoba pokrzywdzona... to pewnego rodzaju zabieg... nazywający się tchórzostwem
dorosła i odpowiedzialna osoba tak się zachowuje... rozstając się z kimś, czy raniąc kogoś bierze na swoje bary odpowiedzialność za ten czyn.. a nie jak tylko się zamkną za nią drzwi.. jak już nie musi być sam na sam ze zranioną osobą robi z siebie ofiarę.... najlepsza obroną jest atak.. w tym wypadku na partnera, który okazał się niewinny
jeśli przestajemy kochać.. to ponieśmy tak jak napisała Zazdrość odpowiedzialność za to. że rozkochaliśmy ta drugą osobę w sobie... pomóżmy jej się z tym uporać.. zdrada czy udawanie ofiary jest oznaką tchórzostwa dla mnie i braku empatii..
mój eks np... jak rozmawiał ze mną w 4 oczy to się kajał.. że jest s..., ch.. i że na mnie nie zasługuje.. uronił przy tym parę łez.. teraz uważam, ze nad sobą.. ale wiecie kiedy tak naprawdę pokazał swoją twarz? kiedy ja otrząsnęłam się z pierwszego szoku i nastepnego dnia napisałam mu parę słów prawdy.. że nie ma serca zdradzając mnie w dzień pogrzebu własnego ojca, potem kontynuując to przez 3 tygodnie i jeszcze prosząc mnie o zakup biletu (pomoc finansowa) jak mu napisałam, że straciłam do niego cały szacunek i że nie chcę go znać... wtedy pokazał swoją twarz... nasłał na mnie swoją nową miłość, która zaczeła do mnie pisać jak ja go nie szanuję i jak go obrażam a on na to nie zasłużył.. zrobił z siebie ofiarę.. co śmieszniejsze... człowiek zawsze przeciwny portalom społecznościowym zrobił mi pokazówkę, założył konto i napisał sobie że jest w związku z taka anie inna kobietą... zaczął u niej wypisywać jakieś głodne kawałki, które ja też na początku widziałam i w tym momencie coś we mnie pękło powiem wam szczerze... po tym ile ja mu w zyciu wybaczyłam i ile złych rzeczy mi zrobił.. nie potrafił nawet zrozumieć i odpowiedzialnie odejśc.. czyli zwyczajnie się zamknąć, nie odzywac sie nie wychylac aż ochłone..nie.. musiał mi pokazać jaki to z niego macho jest.. a dla mnie to zwyczajnie było żałosne i nie wywołało żadnej mojej reakcji... a tego pewnie oczekiwał
Dunkis
Ja sie troche z Tobą nie zgadzam niestety w tym co piszesz , wiem że stoisz po stronie faceta , ale przepraszam bardzo jak ja z nim rozmawiałam i to nie docierało to co mam sie rozebrać by mnie zauważył że coś do niego mówie?
Zgadzam sie ze szczyptą cukru , że to tchórzostwo i najlepiej zaraz po tym uciekać, nie widzieć i wogóle nie mieć problemu i nie czarujmy sie niektzórzy faceci tacy są wychowani i uważają , że ma być tak jak oni chcą , a jeśli sie o cokolwiek poprosi jest albo sprzeciw albo ucieczka (nie mówie że wszyscy)
Jeśli chodziło o proszenie jego by poświecał mi czasu wiecej by przychodził wcześniej byśmy zrobili sobie wieczór on owszem przyszedł 22,23 kładł sie do gotowego łóżka i tv było najważniejsze moje wtulanie nic nie dawało , dawało wtedy jak szłam spać i nagle potrafił znaleźć moją kołdre i co wtedy jest ok??
Nie ma wogóle o czym mówić ja poświeciłam tyle i ja sama z nim rozmawiałam i dawałam szanse on nie chciał zmienić , bo tak mu wygodniej , ważniejsze inne rzeczy a teraz jak sie zachowuje świadczy o tym jak podchodził do związku.
Szczypta ma racje trzeba czasem wziąć odpowiedzialność za drugą osobę szczególnie że wiedział że mam nerwice i moge cieżko to przeżyć , czy sie przejoł? wogóle bo liczył sie tylko ON
27 2010-07-19 14:46:22 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-19 14:50:40)
Dunkis
Ja sie troche z Tobą nie zgadzam niestety w tym co piszesz , wiem że stoisz po stronie faceta , ale przepraszam bardzo jak ja z nim rozmawiałam i to nie docierało to co mam sie rozebrać by mnie zauważył że coś do niego mówie?
Dorotko absolutnie nie chodzi o to by się rozbierać, czy inne podobne rzeczy aby zwrócic na siebie uwagę faceta i zachęcić go do rozmowy, czy zmiany podejścia do związku tak by zaczął traktować poważnie Twoje potrzeby. Dunkisowi chodziło o coś zupłnie innego. Te zwrócenie uwagi na siebie może okazać się dłuższym procesem, ale warto. I żadne rozmowy nie zdziałają tyle co podjęcie jakiegoś działania, wprowadzenie jakiejś nieoczekiwanej zmiany. Ja w ostatnich dniach wprowadziłam do swojego związku pewną zmianę, któa błyskawicznie przyniosła efekty i zwiększyła zainteresowanie moją osbą przez mojego mężczyznę. Dotychczas kiedy spotykałam się z nim za każdym razem u niego nocowałam i to nie dlatego że on mnie do tego namawiał tylko po prostu tak było. A że ostatnio średnio nam się układało a ja nie mogłam się pewnych rzeczy od niego doprosić postanowiłam coś zmienić. No i zadecydowałam, że nie będę u niego nocować tylko będę wracała do domku i tak tez zrobiłam. Kiedy mu to oznajmiłam był bardzo zaskoczony, pytał dlaczego, namawiał żebym została, bo chce się do mnie przytulić w nocy, lecz ja się nie ugięłam. Jeszcze tego wieczoru jedliśmy kolację przy świecach, tańczyliśmy, przytulał mnie i całował jak rzadko kiedy, po czym wróciłam jak zapowiedziałam wcześniej do domu. Następnego dnia już rano zadzwonił spytać jak się czuje i czy wszystko ok, po południu przyszedł do mnie do pracy i przyniósł mi owoce, i gdy napisałam mu dziękuje odpisał "naprawdę na dużo mnie stać". I to jest to o czym pisał Dunkis, zwróciłam jego uwagę swoim zachowaniem. Łatwiej mi teraz z nim rozmawiać i ostatnio lepiej się dogadujemy. Czasem u niego zanocuje, ale nie będzie to już tak oczywiste jak do tej pory, że przy każdym spotkaniu zostawałam u niego. Ja dalej będę walczyła o siebie i na tym nie spoczne. Ty Dorotko sama wiesz co mogłoby najlepiej na niego zadziałać, ale pamiętaj, że rozmową, kiedy on nie chce rozmawiać i pretensjami nic nie osiągniesz, jeśli nie zaczniesz naprawdę działać.
Zakochana ja nie mam zamiaru cokolwiek robić bo u mnie to jest definitywny koniec i od miesiąca czasu on sie nie odzywa i nie będe sie odzywać do kogoś takiego kto mnie nie szanuje wogóle.
Ciesze sie , że zdobyłaś sie na taki krok i że jest to inaczej zawsze , tylko chodzi o to by facet sam chciał coś robić od siebie i jak ma chęcie to jest ok.
Mój facet mi powiedział mnie sie nie chce taki jestem będe i już nie bede sie zmieniać, to jest kwestia podejścia.
29 2010-07-19 16:56:37 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-19 20:58:26)
Dorotka rozumie Ciebie. Skoro On miał takie podejście to rzeczywiście lepiej dać sobie spokój, choć uwierz mi, że często mężczyźni zaciekle twierdzą, ze nic nie zmienią bo tak im dobrze, ale w gruncie rzeczy robią to tylko nie potrafią się do tego przyznać.
Oczywiście zgadzam się również z tym, że facet sam ma chcieć coś robić, ale chodzi o to by mu w tym pomóc. Ja swoim wcześniejszym zachowaniem odebrałam mu sama taką możliwość. Wiem jak to jest bo stałam również po drugiej stronie. Byłam kiedyś w związku gdzie to facet dał mi całego siebie, był na każde zawołanie i chyba nic mu większej przyjemności nie sprawiało niż spędzanie czasu ze mną, co spowodowało całkowite moje wycofanie się i brak jakiegokolwiek zaangażowania. I to była jego wina. Swoją nadgorliwością sprawił, ze w ogóle mnie nie intrygował i ja się nie starałam, bo nie musiałam. A teraz jestem po tej drugiej stronie i robiłam dokładnie to samo co mój ex i tak samo się to potoczyło. I dlatego chcę to zmienić, bo kiedy się oddalam i daje pole do popisu mojemu facetowi to on to robi i sprawia mu to przyjemność. Teraz wiem, że nigdy nie wolno oddać drugiemu człowiekowi całego siebie...
Zakochana ![]()
Ja nie byłam nadgorliwa nie biegałam tak , ja jak widziałam , że przyjechał z pracy szłam do niego by być przy nim jak jadł obiad , potem siedział przy komputerze to też byłam jechał załatwiać sprawy jechałam z nim , nie jechałam na siłownie a przychodził do mnie jak znalazł czas o 22 i szedł spac , i powiem Ci szczerze ,że gdybym nie przyszła nie pojechała z nim to byśmy sie nie widzieli wcale bo on tej potrzeby nie miał , kiedy nie przychodziłam to sie nie widzieliśmy wogóle i chyba mu to na ręke było , więc sensu tu nie wdziałam , bo nawet kiedy czekałam na niego w mieszkaniu wszystko gotowe on miał to gdzieś i uważał że tak ma być bo przecież mama mu tak robi, a jeśli chciałam coś zrobić mówił , nie rób mama mi zrobi więc ja już wiecej pytań nie miałam , nie mam zamiaru sobie pluć , że ja czegoś nie zrobiłam bo zrobiłam wszystko co możliwe by podtrzymać zwiazek a od niego prosiłam tylko o wyprowadzke do mieszkania co rok już stało puste by tylko kapelusz powiesić i mieszkać i skończylo sie to dla mnie tak jak widać
31 2010-07-19 23:09:59 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-20 09:02:48)
ja jak widziałam , że przyjechał z pracy szłam do niego by być przy nim jak jadł obiad , potem siedział przy komputerze to też byłam jechał załatwiać sprawy jechałam z nim...
Dorotko to świadczy o tym, że byłaś jednak nadgorliwa. Uwierz mi, że jakbyś Ty nie przyszła to On po pewnym czasie sam by to zrobił, ale przyzwyczaił się do tego że nie musi, bo Ty i tak przylecisz. Nie miał potrzeby widzenia się z Tobą, bo nie miał czasu aby za Tobą zatęsknić.
zakochana jak ja bym nie przyleciała to on by wcale nie przyleciał i dawno by sie to skończyło............
Dorotko tak Ci się tylko wydaję, bo nie dałaś mu szansy się wykazać. Ja wiem, ze to jest bardzo trudne, bo to w Tobie jest chęć i potrzeba spędzenia z nim czasu i robisz to przede wszystkim dla siebie, ale czasem cierpliwość się opłaca. Nie przyszłabyś jeden, drugi, trzeci dzień i napewno on by się zastanowił co jest grane i zatęskniłby (jeśli Ciebie kochał) i sam zorganizowałby spotkanie. Kobiety, które żyją przede wszystkim życiem partnera i skupiają się przede wszystkim na nim popełniają co chwile te same błędy. To jest trochę jak takie błędne koło. Gonisz za nim, bo czujesz jego niedosyt, a on ucieka, bo czuje się w jakiś sposób osaczony. I rozwiązanie nasuwa się samo. Trzeba się oddalić, dać mu zatęsknić, zrobić coś co go zaskoczy, zwrócić na siebie jego uwagę, ale nie na zasadzie "słuchaj ja wprowadzam do związku pewne zmiany, bo czuje, że mnie olewasz", tylko własnie zachowaniem należy dać mu odczuć, że coś się zmienia. A problem polega na tym, że my kobietki nie mamy na to siły, szybko się poddajemy i koło znowu się zamyka i my znowu marudzimy, że czujemy się w związku samotne.
Uwierz mi zakochana że ja robiłam wszystko a co bym nie zrobiła to i tak było tak samo, on jest za dużym PIOTRUSIEM PANEM
zakochana nie zgodzę się z twoją teoria na ten temat.
kiedyś też byłam w takim związku że robiłam wszystko za niego i starałam się za niego nie dostając nic w zamian. kiedy przestałam z dnia na dzień to robić mówiąc mu że dość tego mam i ma coś z tym zrobić, nie odzywał się przez tydzień a potem zerwał. o czym to świadczy ?? że nie kochał i olanie go i pozwolenie mu się wykazać nic nie dało. czasami tak jest że facet to wygodnickie dziecko któremu trzeba usługiwać i starać się by czuł się jak książe
36 2010-07-21 12:10:14 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-21 12:15:12)
bez serca to chyba właśnie Twój facet Ciebie nie kochał, bo jeśli mężczyzna kocha to nie odejdzie bez powodu. A poza tym pisałam, żeby na początku nie rozmawiać, tylko swoim zachowaniem pokazać że coś chcesz zmienić. Stawianie sprawy w ten sposób w jaki Ty to zrobiłaś nic dobrego zdziałać nie mogło. Najpierw zaczyna się działać, szuka się sposobu, który zadziała na naszego mężczyzne, trzeba zwrócić jego uwage na siebie w jakiś sprytny sposób, a potem rozmawiać, i to nie na zasadzie, że stawia się warunki tylko spokojnie trzeba przedstawiać swoje racje, potrzeby i poglądy. Zresztą każdy przypadek jest inny, ale jeśli mężczyzna z którym jesteśmy związane twierdzi, że nas kocha i ogólnie jest mądrym, wartościowym człowiekiem to na takiego zawsze znajdzie się sposób, a jeśli jest dupkiem i jest z nami z niewiadomo jakiego powodu i wcale tak naprawdę nas nie kocha to rzeczywiście żadne metody nic nie zdziałają.
kochana ja próbowałam różnych sztuczek tylko o tym nie pisałam bo po co skoro doszłam do sedna sprawy.
facet czasami się zmienia i widzi błędy inny nie i nikt mi nie wmówi że jest inaczej. ludzie muszą chcieć się zmienić postarać docenić, jeśli nie to trudno
38 2010-07-21 13:24:24 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-21 13:24:53)
facet czasami się zmienia i widzi błędy inny nie i nikt mi nie wmówi że jest inaczej. ludzie muszą chcieć się zmienić postarać docenić, jeśli nie to trudno
To prawda, dlatego napisałam, że każdy przypadek jest inny i trzeba go traktować indywidualnie, ale warto zawsze spróbować coś zadziałać ![]()
zgadzam sie z Tobą bez serca, są tacy że na nic nic nie zadziała ma być jak oni chca a Ty możesz robić wszystko i tak nic, zakochana widocznie masz innego faceta który miał chęci bo to dużo jak one są, bo jak facet ich w sobie nie ma to jest się na przegranej pozycji, pozatym ja nie uważam tak by skakać koło faceta co chwile coś nowego wymyśleć coś mu pokazać żeby on był wtedy inny dla mnie bo w ziwązku liczy sie partnerstwo a tak to moge ciagle wymyślać co tu zrobić żebby on dla mnie coś zrobił
pozatym ja nie uważam tak by skakać koło faceta co chwile coś nowego wymyśleć coś mu pokazać żeby on był wtedy inny dla mnie bo w ziwązku liczy sie partnerstwo a tak to moge ciagle wymyślać co tu zrobić żebby on dla mnie coś zrobił
Zgadzam się z tym, ale wiesz w czym tkwi szkopuł? Otóż to my popełniamy błąd polegający na CAŁKOWITYM podporządkowaniu swojego życia mężczyźnie, związkowi i miłości i wydaje nam się, że to co robimy jest ok i tak być powinno, ale to nie prawda. Jeśli bardziej będziemy kochały swojego faceta niż same siebie to zawsze będzie pojawiał się ten sam problem z kimkolwiek się nie zwiążemy, bo mężczyzna to wyczuje, a oni w gruncie rzeczy szaleją za kobietami niezależnymi, pewnymi siebie i kochającymi same siebie. I to, że my my tu jesteśmy i szukamy sposobu na jego obojętność wynika z tego, że popełniłyśmy już ten błąd, bo to co dla nas jest grą i szukaniem sposobu na swojego faceta dla innych kobiet (tych które żyją przede wszystkim swoim życiem i nie uzależniły się od faceta) jest rzeczą naturalną. Wniosek z tego jest taki, że zanim zaczniemy pracować nad swoim facetem najpierw musimy zmienić swoje podejście do związku. Ja sama jestem zwolenniczką związków gdzie partnerzy są ze sobą bardzo zżyci i łączy ich bardzo silna więź, ale uważam że poza związkiem powinnyśmy same siebie realizować i mieć swój własny świat i facet powinien to widzieć, a prawda jest taka, że my poza nim nie mamy innego świata i skupiamy się tylko na nim a co za tym idzie on przestaje się starać, bo go taka osobowość kobiety zapatrzonej tylko w niego w gruncie rzeczy nie intryguje i nie pociąga, zresztą w drugą stronę jest podobnie (wiem z autopsji).
Pewnie że tak zakochana masz racje , ale w dużej mierze też od wychowania faceta , bo jak jest chowany na relacjach z mamą i to ona jest jego kobietą ponad wszystko oo to wiesz walka z wiatrakami
A jak Ty Dorotko sobie radzisz w ogóle po tym rozstaniu?
43 2010-08-02 14:02:04 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-08-02 14:28:32)
cześć Dorota85, cześć zakochana__85.
Mnie jako facetowi pewnie byłoby trudniej wytłumaczyć Dorocie to wszystko co napisałaś zakochana, a Ty wspaniale kontynuowałaś moją myśl, którą doskonale poznałaś i zrozumiałaś o co mi chodziło.
Wyjaśniłaś dokładnie tak jak powinno być. Zresztą jesteś żywym i sprawdzonym przykładem tego, ja zressztą też
Dorotce chyba trzeba było podpowiedzieć co i jak tak po kobiecemu. Przyda się w przyszłości.
Dorotka dodam coś od siebie. Napisałaś, że on Ci oświadczył, że mu się nie chce zabiegać o Ciebie. A czy pozostawiłaś mu, albo podsunełaś coś, o co warto by było zabiegać?
Wg. mnie to zachowałaś się trochę jak księżniczka - która wychodzi z założenia, że jej się należy - "rób mi dobrze bo jestem piękna". Facet to łowca, poluje ma instynk zdobywcy, trzeba mu od czasu do czasu pomachać przed nosem smakowitym kąskiem, za którym może się pouganiać, wtedy bedzie szczęśliwy i nawet dla zabawy będzie wymyślał nowe strategie by się nie powtarzać - na czym kobieta oczywiście może tylko skorzystać. To że mu się nie chciało, to trochę Twojej winy -- w nim ta obumarła męskość, te męskie instynkty, bo w Tobie obumarła kobiecość, tajemniczość, kokieteria.... on nawet, gdyby był zakochany do szaleństwa będzie się zachowywał jak lew na pastwisku. Będzie leżał, podziwiał widoki i czekał, aż mu obiad przyniosą... Gdy się poznawaliście, byłaś ciągle dla niego wyzwaniem, cieszyłaś się z jecho konkurów, a potem mu to zabrałaś... no nie wiem , zakochana__85 pomóż, bo chyba nie potrafię tego ubrać w słowa.
Zarzykuję, tym razem i pozwolę sobie postawić taką tezę, (zakochana__85 przypuszczam że mnie w części poprzesz, a przynajmniej mocno nie zjedziesz
niektóre kobiety wyolbrzymiają znaczenie relacji swoich mężczyzn z matkami, by wytłumaczyć tym sobie swoją niezaradność w postępowaniu z nimi i nieumiejętnością koncentrowania na sobie jego uwagi.
Jeszcze jedna rzecz, Twój przypadek - bez serca. My tutaj rozmawiamy o związkach ludzi, którzy gdzieś się pogubili, ale kochali i zależało im na sobie, o tej rutynie i obojętności. Przykro mi to stwierdzić, ale zakochana Ci juz napisała - Twój związek był bez przyszłości, bo nie było w nim miłości. Próbowałaś ratować układ, na którym tylko Tobie zależało, a jemu było w nim wygodnie, on Cię nie kochał tylko wykorzystywał, a to zupełnie inna sprawa, nieporównywalna ze sobą. Inny kosmos inny wymiar.
Witaj Dunkis
Wróciłam wczoraj z tygodniowego urlopu. Muszę przyznać, że moje stosunki z moim mężczyzną układają się coraz lepiej. Przez cały pobyt mój A. był bardzo czuły i kochający i zapatrzony we mnie
no ale to tak na marginesie.
Dunkis całkowicie rozumie Twój przekaz. Teraz gdy sobie analizuje swoje wcześniejsze zachowania mogę stwierdzić że popełniałam mase błędów. Byłam jak księżniczka, która miała pretensje gdy jej książe nie skupiał całkowitej uwagi na niej. Kiedy się spotykaliśmy a on był jakiś zamyślony to ja już byłam niezadowlona, bo uważałam, że coś jest nie tak. Teraz uważam, że to było głupie, bo on miał prawo do swojej przestrzeni, do zamyślenia się itp., a ja swoim fochem odpychałam go od siebie, doprowadzałam do pogorszenia sytuacji, zamiast dać mu troszkę czasu, aż się z tym upora. Wydaje się to błache ale właśnie takie sytuacje bardzo często doprowadzały do naszych kłótni. Inna sprawa jest taka, że skupiałam się na nim jak wariatka jakaś. Latałam do niego jak głupia, on przysłaniał cały świat. Kurde jak teraz o tym myślę, to WIEM W 100%, że to było przyczyną jego obojętności i znudzenia. I tak jak inne dziewczyny uważałam, że to straszne z jego strony, że nie docenia tego że poświęcam mu się całkowicie... no ale przecież on nie oczekiwał ode mnie tego bym skupiała sie TYLKO na nim. To moja wina że taką drogę obrałam. Dziewczyny to nie wina Waszych mężczyzn, że są dla Was CAŁYM światem, tylko Wasza. Nie miejcie do nich pretensji o to, że nie doceniają, że się całkowicie od nich uzależniłyście bo to Wasz wybór. Teraz wydaje mi się to takie proste i oczywiste, że to moje błędy, a wtedy obwiniałam go. Coraz bardziej nasz związek się równoważy, choć jeszcze troszkę pracy przede mną. Ostatnio usłyszałam od swojego taty (odszedł rok temu od mamy) bardzo mądre słowa, które choć tak banalne dopiero gdy je usłyszałam dały mi do myślenia: "mężczyźni kochają kobiety inteligentne i dyplomatyczne", powiedział że ta inteligencja polega między innymi na tym, że mądra kobieta wie kiedy może rozmawiać ze swoim facetem i nie robi tego w najmniej odpowiednim momencie, gdy ta rozmowa nic nie da, a wręcz może doprowadzić do pogorszenia sytuacji, stwierdził, że mama nie umiała powstrzymać emocji i nie potrafiła poczekać na lepszy moment i rzeczywiście tak było i ja robiłam dokładnie to samo i doprowadzało to do fatalnych skutków. Teraz staram się myśleć zanim zrobie coś pod wpływem silnych emocji, choć jest to tak cholernie trudne, bo w środku aż wybucham, by coś powiedzieć. No i te zwrócenie uwagi, element zaskoczenia jest chyba tym decydującym środkiem, który ową objętność i rutynę może zamienić w zainteresowanie swoją osobą. Fakt, że zdałam, sobie sprawę z tych rzeczy w moim przypadku doprowadza do przemiany mojego związku, gdzie zaczynam się liczyć także i ja, a nie tylko On. To nie jest proste i jest to dłuższy proces, ale jeśli będziemy popełniać wciąż te same błędy i nie będziemy pracowały przede wszystkim nad sobą to cieżko będzie nam ułożyć sobie życie z kimkolwiek.
Dzięki Dunkis za Twe cenne rady ![]()
Dorota, przepraszam że tak bardzo sobie tutaj słodzimy z zakochaną, i zapomniałem wcześniej dodać.... masz rację bardzo dużo zależy od wychwoania faceta w domu, ale pamiętaj, gdy zabierasz takigo samca do siebie to Ty stajesz się jego panią. A wiesz jak to jest z facetem trzeba go traktować jak psa - nie drażnić, dobrze karmić i często wypuszać na spacery - ale ... Waszą smyczą, z której powinnyście korzystać wciąż, jest ten wasz urok, tajemniczosć i kokiteria ---- z niej się naprawdę bardzo trudno zerwać... wystarczy z niej korzystać. Cholera, a wy to tak potraficie ładnie....
Zakochana, nie wiem czy powinienem cokolwiek dodawać do Twojej wypowiedzi.....
Te slowa które napisałaś, może w ciut trochę poszerzonej wersji, powinna znać na pamięć każda kobieta, i wiecozrem powtarzać sobie w myślach jak pacierz. A dodatkowo dostawać, zaraz po urodzeniu , jako pierwsza czytanka i .... przesadziłem. Zakochany facet będzie biegał za wami całe życie, wystarczy że będziecie jego kobietami. Przecież zależy Wam na tym by facet za wami sie uganiał, no ejże, sprawia wam to przyjemnośc gdy o Was zabiega, potrzeba Wam tego jak powietrza do oddychania, do szczęścia. Uwierzcie mi to się da, nawet tak by facet po 60ce za wami ciągle biegał był Wam oddany. Nie na tym ale w innym temacie pisałem bodajże, że związek to ciągła praca, zakochać się jest prosto, ale ciągle trzeba pracować by nie wdarła się rutyna - dwie strony muszą nad tym pracować, cały czas bez ustanku i jeszcze mocniej niż sobie wyobrażacie, ale gdy będziecie nad tym pracować, czy to będzie wspomniane to --- powstrzymywanie się od czegoś, choćby tylko po to by -ON jeszcze mocniej na coś nie mógł się doczekać, to ta ciężka orka będzie samą przyjemnością. Codziennie będzieci się budziły przy uśmiechniętym facecie, który bedzie chciał was nosić na rękach. Jegopraca to ganianie za wami, wymyslanie nowych sposobow, zabieganie o Was, przypomianie że ciągle zależy mu na Was. A wasza .....
Wiecie co facet musi zrobić, żeby zadowolić kobietę (leciało to mniej więcej tak):
- powtarzać że kocha,
- przynosić kwiatki,
- musi być delikatny,
- uśmiechać się,
- słuchać,
- być delikatny,
- prawić komplementy,
- wysłuchiwać jak im to źle,
- znosić fochy i humory, (szczegónie w TE dni),
- i (ktoś kto jest mądrzejszy stworzył całą listę nie przytoczę jej tutaj)
a żeby faceta zadaowolić
- wystarczy pokazć mu kawałek golizny .....
.....a Wasza to machanie tą przysłowiową golizną. Czyli pokazywanie mu ciągle kąska, za którym będzie ganiał, czy to tak dużo, moje drogie księżniczki?