Od 2 miesięcy wiem, że moja babca - okaz zdrowia w naszej rodzinie- ma raka. zaczeło sie od tego, że lekarz pierwszego kontaktu, u ktorego babcia leczy sie na nadciśnienie, dał jej skierowanie na usg jamy brzusznej i ogolne badania, bo zauwazył, ze schudła. Niestety usg nie udało sie wykonać, bo babcia miałą wodę w brzuchu. Lekarz wysłał ja do szpitala. Miała serię badań i wyszło, że ma jakieś guzy na jajnikach. Babcia w naszej rodzinie byłą od zawsze symbolem zdrowia, pełna życia 78- latka... nigdy na nic nie narzekałą, nic ja nie bolało. Babcia wróciła do domu i dostałą skierowanie do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Pojechaliśmy tam. Babcia zakwalifikowałą sie do szpitala, miała sie tam stawic za dwa tygonie. I w ciagu tych dwóch tygodni babcia "oszalała". Mimo, iż nie wie na co jest chora, wiec nie powinna sie denerwowac, w ogole nie było z nią kontaktu. Ciągle sprzątała, w nocy w ogole nie spała. poszłyśmy z babcia do psychiatry, dał jej leki i troche sie uspokoiła. w koncu nadszedł czas wyjazdu do bydgoszczy. nerwy niesamowite. Babcia miałą serię badań.pierwszego dnia w szpitalu była jeszcze w dobrym stanie, z kolejnymi coraz gorzej. Widok niesamowity. Babcia do szpitala przyszłą o własnych nogach, a ostatniego dnia gdy do niej przyszłam wygladała jakby miałą za chwile umrzec.. dosłownie. Pielegniarki strasznie na nia narzekały,nie spała po nocach, nie słuchała... po tygodniu badan w rozmowie z lekarzem dowiedziałam sie, że babcia "jak najbardziej nadaje sie do otwarcia" Bardzo sie ucieszyłam, pomyslałam:"wytną i bedzie z gowy". to było w piatek. w sobote poszła w odwiedziny i nie poznałąm babci. blada, rozpalona, powykrecana. Poszłam spytac pielegniarki co sie stało. Ta spojrzała na mnie jak na zło konieczne. Poewiedział, że babcia nic sie nie słucha itp., że jest niegrzeczna... w poniedziałek profesor powiedział, że niestety babcia dootwarcia sie nie nadaje. Dziwne, w piatek sie nadawała, a teraz sie nie nadaje. Mysle, że nie poradzili sobie z jej stanem psychicznym... Profesor powiedział również, że nadaje sie jednak na chemie i naswietlanie. Troche sie przeraziłąm, bo m,oze to głupie, ale dla babci włosy sa na pierwszym miejscu, zawsze pofarbowane, zawsze eleganckie... Lekarz mowił, że doszedł wynik cytologii i okazało sie, że rak jest na szyjce macicy, a na jajniki sie przerzucił. Ze najprawdopodobniej babcia ma go już 5 lat. ale ja cieszyłąm się chociaż na chemię. Nastepnego dnia poszłąm do babci... Prawie mnie nie poznała. Akurat był lekarz od chemi, ktory stwierdził, że ze względu na płyn w brzuchu babcia na chemie sie nie nadaje to ssamo lekarz od radioterapoiii... załamałam sie. Przyszedł kolejny lekarz, przy mnie zrobił badanie ginekologiczne i powiewdział mi, że babci na nic sie już nie kwalifiukuje. Nie mogłąm w to uwierzyc. W piątek "jak najbardziej nadaje sie do otwarcia" a we wtorek "nie kwalifikuje sie do niczego". Babcie odbieraliśmy w stanie "średnio - ciężkim", tak było napisane. Psychicznie babci wykończina. zero kontaktu, płącze. W domu jest piaty dzień, rozmawia - troche od rzeczy, ale zawsze, je - troche zanikł odróch połykania i rzucia, bo tam z jedzeniem jej nie pomagali w ogole. piękna opieka. Po nocach babcia nie spi - w ogole. Jest mega bezradna, o wszystko sie pyta. Nie ta sama kobieta. Przed pojsciem do szpitala sama chodziła na zakupy do hipermarketu i robiłą obiady. Teraz wszystko tzreba jej tłumaczyc.
Całą moja rodzina kocha babcie. Ja jestem najmłodsza wnuczką, nie pracuje, wiec jestem z babcia 24 godz na dobe. to dopiero piaty dzien,m a ja juz nie daje rady. Powinnam byc bardziej cierpliwa, ale cvzasem zdarza mi sie na babcie krzyknbac, a przeciez tak ja kocham. ale babcia mowi przez 24 godz na dobe, o wszystko sie pyta, nie spi. Ja tez, wiec rano jestem nie do życia, a wszysytko musze robic. I jeszcze sie martwie jak to bedzie gdy bedzie odchodziła. Czy bedzie ja bolało - tego bym nie chciała. i sam pogrzeb - ja chyba nie dam rady...
Ja po 9 latach od smierci mojej ukochanej babci nie moge sie z tym pogodzic.. Tez z dnia na dzien okazalo sie za ma raka, tez nigdy nie chorowala, zero uzywek, nie bylo osoby ktora by babci nie podziwiala za osobowosc i wielkie serce.. I niestety gasla na naszych oczach.. Rak ja skonczyl w przeciagu niecalego pol roku.. Miala piekną smierc.. Umarla w szpitalu, otoczona cała rodzina.. Trzymalam ja za rękę i mocno sciskalam.. Chyba nigdy w życiu tak nie płakałam... Na koniec jej życia, powiedzielismy ze bardzo ja kochamy.. choc nie wiadomo czy juz slyszla, czy byla przytomna.. choc wydaje mi sie ze tak, bo pociekła jej łza...
Bądz przy babci, badz cierpliwa, kochaj ją.. Byc moze to ostatnie wasze wspolne chwile.. Nie wiem co bym oddała za choc jedno spotkanie z nią- Babcia- teraz.. Bardzo mi jej brakuje ...
Bardzo Ci współczuję. Ale dobrze, że jesteś świadoma tego wszystkiego, więc może nie jesteś aż tak całą tą sytuacją zszokowana. Opiekuj się nadal Babcią jak dotychczas, bo potem już będzie za późno.
Strata bliskiej osoby to naprawdę tragedia, wiem coś o tym ...
Pozdrawiam i życzę wytrwania ![]()
Przyjmij wyrazy mojego glebokiego wspolczucia. Ja mialam podobna sytuacje 7lat temu, z dziadkiem.Tylko, ze my nie wiedzielismy, ze ma raka.Poszedl z innego powodu do szpitala, bo mial klopoty z sercem, ale do domu juz nie wrocil.To stalo sie nagle i na dodatek w przeddzien Wigilii.To byly najgorsze Swieta w moim zyciu. Bylam bardzo zwiazana z moim dziadziusiem kochanym i nie moglam uwierzyc w Jego smierc.Musialam sie z tym pogodzic, ale do dzis pamietam o Nim i odwiedzam Jego grob. Niestety taka jest kolej rzeczy i musimy sie z tym pogodzic.Wszyscy musza umrzec.Najbardziej mi zawsze zal bliskich osoby zmarlej.Bo oni tu zostaja i cierpia. Ale Ty musisz zyc dalej i pogodzic sie z ta nieunikniona sytuacja.Chyba gorzej jest byc swiadomym tego, ze ktos bliski odejdzie, ale pomysl, ze taka jest kolej zycia.Nikt nie zyje wiecznie,a to co mozesz ofiarowac babci to modlitwa i pamiec o Niej w Twoim serduszku.Trzymaj sie! Bardzo mi przykro.
Dziękuję Dziewczyny. Najbardziej dziwi mnie fakt, ze w piątek, jak psychika babci jeszcze dawała rade nadawałą sie na operacje, a w poniedziałek, jak już nie było z nia jako takiego kontaktu lekarze stwierdzili, że do niczego sie nie nadaje... Dziwne. I to nie jest tak, że babcia ze wzgledu na stan fizyczny sie nie nadaje, wg mnie bardziej wzięli pod uwagę psychike. Ciągle narzekali, że musi przyjść do babci psychiatra, że jak tak można sie zachowywać... A babcia po prostu byłą pierwszy raz tak długo w szpitalu, a ma 78 lat, nigdy nie miała zadnej operacji. Nic. po prostu sie nie przystosowała. Teraz jak jest w domu z psychiką jest już lepiej. O wiele. Nic nie wie, że jest tak chora. Tylko jak ja kapałam, to pozwoliłam, żeby spojrzała w lustro. I to był błąd. Potem płakała, że tak wygląda. Bardzo schudła. Ciągle pokazuje, że ma obwisłą skórę na rękach, albo, że puchną jej kostki... Jest mi bardzo ciężko. I jeszcze zdazy mi sie na nią krzyknąć, bo nie mam chwili wytchnienia... Ale nie narzekam. Od jutra nie podnoszę głosu na babcie
Dobrze, że chociaż Wam mogę się wygadać.
Ja też czułam sie zmeczona cała sytuacją, płakać mi sie chciało, bo widziałam jak mi babcia niknie, nie wiedziałam co robić.. Tymbardziej ze potrzebowala stałej opieki, rodzice zmieniali sie jak mogli, ja po szkole szybko jechałam zmienic rodziców, nasz grafik był koszmarnie wypełniony.. Martwiłam sie bo byłam w maturalnej klasie.. Czasem musialam miedzy lekcjami wrocic na godz do domu by byc z babcia, i znow do szkoly pedzic.. Ale to dla niej wszystko było.. Moja babcia nie wiedziala do konca zycia ze ma raka, byla do konca spokojna, wyciszona, jakby poddała sie woli Boga, a moze nie chciała nas martwić?.. Nie wiem czy czuła ze umiera..
Umarła w listopadzie, a ja w maju zdawałam mature. Myślalam ze sobie nie poradze, ze łzami w oczach zdawałam egzaminy i tylko prosilam o wsparcie mą zmarłą babcie.. Tylko dzięki niej zdałam mature z Angielskiego- trudno uwierzyć, ale poczułam nagły przypływ siły i wiedzy, nigdy nie umiałam dobrze wypowiadac sie po angielsku, a na egzaminie wręcz nie dopusciłam egzaminatorów do głosu.. Oni byli w szoku i ja...
Zawsze jak jest mi zle albo mam jakis problem, wzdycham do mojej babci:) To taki moj anioł w niebie
A ja głęboko wierze w Anioły ![]()
Czytam Was dziewczyny i sercem jestem z Wami. Nie doświadczyłam nigdy podobnej sytuacji, moi 3 dziadkowie umarli zanim się urodziłam a z ostatnią babcią nie miałam dobrego kontaktu-była dosyć zdystansowaną osobą. Ale wiem jak bardzo kocha się osoby bliskie, kogoś z rodziny z kim ma się cudowny kontakt, z kim przebywa się od zawsze a kiedy coś się dzieje, jest to trudne do udźwignięcia. Naprawdę jestem pełna podziwu dla Was i wzruszenia. Nie wyobrażam sobie odejścia bliskich mi osób a wiem, że to nieuniknione.. Przesyłam Wam ciepłe myśli i życzę przede wszystkim Tobie wiki96 dużo siły, cierpliwości i energii jaką można czerpać jedynie z miłości..
wiki96 ja straciłam już kilka mi bardzo bliskich osób.Ostatnio brata,który miał raka.O tym co lekarze wyprawiali można by książkę napisać,albo do sądu ich podać.Tylko po co?Nie możesz sie tak zadręczać.Poproś rodzinę o pomoc.Musisz koniecznie odpocząć,bo sama sobie nie zdajesz sprawy jakie to może mieć konsekwencje dla Ciebie samej.A Babci przekaż wszystkie dobre emocje,które czujesz.Powiedz o dobrych wspomnieniach z nią zwiazanych.Utwierdź ją w przekonaniu,że zawsze bedzie w twoim serduchu.Podziwiam Cie i życzę wytrwałości i cierpliwości.Pozdrawiam.
Witajcie
Moja babcia zmarła dzień przed katastrofą samolotu w Somelńsku. Emocje były ogromne. Wszystko mi sie mieszało. Juz nie wiedziałam z jakiego powodu płacze. Myślałam ,ze tego nie przezyje. Ale dopusciłam do siebie te wszystkie emocje , popłakałam sobie i przezylam to dobrze. Ja zawsze wypierałam ból i dzieje sie tak teraz tylko ,ze ja nad tym pracuje jest cieżko ale poradzilam sobie. Dzien przed pogrzebem w nocy mialam mega atak paniki , kołatanie serca. Dałam rade. Wierze, że i Tobie sie uda ... Trzeba zaakceptowac chorobe babci i swój smutek , ból to ważne ...
Śmierć jest czym niezrozumiałym i przerażającym dla wielu osób. Jednak trzeba się z nią pogodzić - człowiek starzeje się i odchodzi. Inna kwestią jest przedwczesna śmierć spowodowana bardzo często beznadziejnym systemem służba zdrowia.
Pół roku temu zmarł mój tata. Ten sam, który dał mi życie i który mnie wychował. Najgorszy ból jaki mi wtedy towarzyszył związany był cierpieniem, że nie mogłam go pożegnać. Kilka dni wcześniej miałam urodziny, obiecał przyjechać, ale nie dotarł, jakieś sprawy go zatrzymały, a kilka dni później... już nie żył, zmarł w nocy. Rankiem mama sądziła, że jeszcze śpi, ale coś ją tknęło i poszła sprawdzić. Dorosły brat, który z nimi mieszkał, dosłownie się trząsł i płakał kiedy ciało wkładali do worka. A mnie do dziś zadręcza myśl, że nie wiem jak to się stało, czy cierpiał w tej ostatniej chwili, czy wołał jeszcze o pomoc, ale...nikt nie usłyszał. Nie pojechałam do kostnicy, chciałam go pamiętać takim jakim go pamiętałam. Najtrudniejsze były pierwsze dni kiedy przed oczami wciąż pojawiał mi się mój tata, który otaczał nas swoimi skrzydłami, przy którym czułam się zawsze bezpieczna, wiedziałam, że cokolwiek się nie stanie on będzie czuwał i nie pozwoli nas skrzywdzić. Przepraszam, ale nawet teraz, gdy to piszę, w oczach mam łzy. Nad trumną wszyscy w trójkę (z mamą i bratem) byliśmy razem, przytuleni do siebie, kiedy trumnę wpuszczano w ziemię ból ściskał serce tak bardzo, że słowami nie sposób tego opisać. Ściskaliśmy się za ręce w tym wspólnym cierpieniu i w tej niepojętej rozpaczy, przytuliliśmy się jeszcze mocniej i poczuliśmy tak ogromną jedność i świadomość, że dla nas wszystkich nic już nie będzie takie samo. Ogromną ulgę dawała jednak wiedza, że przecież wciąż jesteśmy rodziną i także w tych chwilach możemy być razem. Wiecie, to było piękne i przejmujące jednocześnie, takie prawdziwe. Nigdy wcześniej i nigdy później nie zaznałam takiego uczucia. I dziś zupełnie inaczej patrzę już na moją rodzinę, wiem, że jesteśmy dla siebie wszystkim. Otoczyliśmy większą niż do tej pory troską moją mamę, która przecież została sama. Ja mam męża i syna, brat za chwilę się żeni, a mama... ona ma już tylko nas. Dziś wiem, że są wartości, dla których wszystko inne należy odsunąć, zepchnąć na bok.
Wiki, jeśli będziesz czuła, że nie wytrzymujesz już tego napięcia, że zaczyna brakować Ci cierpliwości przywołaj obraz swojej babci sprzed choroby, dokładnie takiej jaką zawsze kochałaś. Choroba bezlitośnie zmienia człowieka, panuje nad jego ciałem, ale i duszą. Babcia na pewno kocha życie, a jej psychika w ten sposób walczy z tym co do niej zaczyna docierać. Żadne słowa nie są pocieszeniem, żadne tak naprawdę nie przynoszą ulgi, bo tylko Ty wiesz co czujesz, a słowa są...w tej chwili takie puste; ciesz się tym, że jeszcze jesteście razem i spróbujcie nie tracić nadziei. Nadzieja umiera ostatnia...
Olina.. i ja dziękuję...
moja babcia zmarla prawie 3 miesiace temu. ostatni raz widzialam ja na Wielkanoc ... a 2 tygodnie pozniej lecialam do kraju na pogrzeb. babcia chorowala, wiec spodziewalismy sie, ze ten dzien nadejdzie ... i nadszedl ... bol i cierpienie bylo ogromne ... mimo, ze sie spodziewasz tego dnia, to jednak gdy ten dzien nadejdzie, nikt z nas nie jest przygotowany .... byl to dla mnie ogromny cios ... to moja najukochansza babcia, jedyna jaka mialam. plakalam na pogrzebie, plakalam kazdej nocy przed zasnieciem. najgorzej bylo w pracy ... slyszalam slowa: przykro mi, wspolczuje .... a ja nic nie bylam w stanie odpowiedziec, bo jedna mysl o babci i lzy mi plynely po policzkach. wspominalam chwile z babcia, jej usmiech, pogodne usposobienie ... i uswiadamialam sobie, ze nigdy juz te chwile nie wroca ... ze pewien etap sie bezpowrotnie skonczyl i zadawalam sobie pytanie, jak mam zyc dalej ... przez kolejne tygodnie chodzilam smutna, przygnebiona, z mysla, ze moje zycie nie ma sensu .... teraz odzyskuje na nowo radosc i sens zycia ... dziekuje Bogu, ze moglam miec taka wspaniala babcie ... nie placze codziennie ... jednak, gdy zaczynam myslec o babci, lzy same mi naplywaja do oczu... tak jak teraz ...
Jestem w podobnej sytuacjii co Ty, moja babcia ma raka płuc tylko,że ma chemie i dzięki niej będzie mogła byź ze mną i z moją rodziną dłużej ,chociaż w każdej chwili może odejść ,staram się o tym nie mysleć i spedzać z nią jak najwięcej czasu ,ale nie wyobrażam sobie jej odejścia w ogóle nie lubie o tym mówić bo tylko ryczeć mi się chce. Taka jesteś niestety kolej rzeczy ,chociaż chciałabym żeby moja babcia żyła tak długo jak ja .Pozdrawiam.
Bardzo mi przykro, ze doswiadczas tego wszystkiego, co sie wiaze z rakiem ...
Nie napisze, ze jest latwo, bo nie jest - jest cholernie ciezko ogladac najblizsza nam osobe, ktora umiera na raka, to jedna z bardziej wrednych chorob, ktora odbiera godnosc umierajacemu ...
Stracilam Babcie i Dziadka przez raka, Babcia odchodzila prawie 2 lata , Dziadka stracilam w niecaly miesiąc ... byli dla mnie jak drudzy rodzice, przez 25 lat zylam z Dziadkiem pod jednym dachem, z Babcia troche krocej - wczesniej odeszla ... do dnia dzisiejszego jest to niestety najgorsze wspomnienie o nich, najbardziej bolesne i rozrywajace od srodka. Przy Babci bylam do konca ... umarla w domu - bo juz lekarze nie mogli nic dla Niej zrobic - bylismy cala najblizsza rodzina przy niej, do konca nie wierzylam w to, co sie dzialo, bylam jeszcze dzieckiem, do konca trzymalam ja za reke - kazdego dnia prosilam Boga, by jej nie zabieral ale tez o to, by sie juz nie meczyla. Na tydzien przed smiercia praktycznie stracila kontakt ze swiatem, byla jak duze dziecko - rak zaatakowal mozg - moze to i dobrze ... moze Ja to nie bolalo ...
Po kilku latach Dziadek zaczal sie zle czuc, problemy z nerwem kulszowym ... wiadomosc o raku pluc spadla na mnie, moja mame jak grom ... zalamalam sie, bo wiedzialam co robi rak z czlowiekiem, jak go niszcze ... kawalek, po kawalku ... nie bede pisac wszystkiego, bo byloby to moze dla niektorys za wiele. Po niecalym miesiacu - niestety byl w szpitalu, ale nie bylabym w stanie zorganizowac mu takiej opieki w domu ... tyle tylko, ze wzielysmy go z Mama do domu, na nastepny dzien z rana wziela go karetka, to wygladalo jakby chcial sie pozegnac z domem ... zebral sily, zeby moc wyjsc ze szpitala - wrocilismy do szpitala, wytrzymałam ok 12godzin, Mama kazala mi isc, bo widziala, ze jestem na granicy zdrowego rozsadku ... widzialam jak jego cialo przestaje pracowac, watroba, pluca, widac bylo plamy ... caly czas trzymalam Go za reke ... jedna ja, druga Mama - a On ja tak mocno sciskal, tak dlugo walczyl ... nadal moje serce nie moze tego wspomnienia zniesc normalnie, chociaz minelo kilka lat. Wyszlam, zaluje do dzisiaj, ze nie bylam w stanie zniesc tego widoku, ze nie bylam przy Nim- chociaz Mama starala sie nawet mi wmowic, ze ... czekal az wyjde na smierc, bo zmarl po niecalej godzinie, jakby ten ostatni raz chcial mnie oszczedzic.
To jest w bardzo duzym skrocie opisane ...
Babcia zmarła w czasie świąt bożego narodzenia ... Dziadek w czasie świąt Wielkanocy ... byli calym moim swiatem, byli cudownymi, madrymi dziadkami. A mnie ... jest tak cholernie zle bez Nich ...
Jedno co moge Ci poradzic, spedzaj z Nia jak najwiecej czasu, zebys nigdy nie plula sobie w brode, poczytaj jej - nawet jesli nie kontatkuje, poopowiadaj o tym co robilas, o jje ulubionym serialu, ksiazce. I powiedz jej, ze ja bardzo kochasz. Mam nadzieje, ze dane jej bedzie odejsc w spokoju.
Rak to niesamowite paskudztwo jest, eh... Mój dziadek zmarł kilka lat temu na raka płuc, moja babcia natomiast w tamtym roku przeszła serię chemii i wszelkich naświetlań i na szczęście udało się go pozbyć ![]()
Wydaje mi się, że nieświadomośc to czasem stan, który daje poczucie hmm...bezpieczeństwa?
Dopóki w grę nie wkroczyły emocje i psychika wszystko było przecież ok...
Wiki, trzymaj się! Pamiętaj, że zawsze będziesz kochaną wnuczką swojej babci, bez względu na wszystko!
Moja babcia zmarła w sobotę w szpitalu. w piatek jadła jeszcze obiad i tego samego dnia popołudniu zabrało ja pogotowie. Obrzek płuc... Mam nadzieję, że jej nie bolało. Byłam przy niej, trzymałam ją za rękę, sprawdziłam, czy bije jej serce... Wydaje mi sie, że babacia nic nie czuła, tzn. od piatku po przewiezieniu do szpitala tylko spała, a chwilkę przed śmiercia z oka popłynęła jej wielka łza. myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach... Musze przyznac, że cieszę się, że babcia odeszła teraz, nieświadoma. Wolę to od tego, zeby ją bolało i musiała umierac w hospicjum. Przynajmniej się nie męczyła. Po prostu przestała oddychac. Kochana babcia...
Przyjmij wyrazy współczucia. Śmierć bliskiej osoby zawsze boli, ale myślę, ze tak jak ty byłaś przy niej do końca, tak ona będzie się tobą opiekować teraz.
Wiki, ogromnie Ci współczuję i choć wiem, że słowa w tej chwili wydają się bezdźwięczne i puste to pamiętaj, że śmierć spokojna i wśród bliskich jest najlepsza z możliwych. Twoja Babcia do końca była z Wami, na pewno też do ostatniej chwili czuła Waszą obecność i Waszą miłość.
Cześć Dziewczyny. Mimo, że od śmierci babci minął już prawie miesiąc w ogole nie mogę sobie z tym poradzić. Jak sie zamyślam ciągle o Niej myślę... Śni mi się dosłownie co noc. Duzo płaczę. Chciałabym, żeby żyła, bo nie zasłużyła sobie na taką śmierć tzn. na to, żeby mieć raka. Wiem, ze nikt nie zasłużył na taką chorobę, ale Ona była najlepszą osobą na świecie.
Wiki, każda żałoba ma kilka etapów i przez nie wszystkie trzeba przejść, aby dojść do równowagi. Najpierw jest smutek, żal, niedowierzanie, potem wchodzisz w etap buntu, złości, rozgoryczenia, zaczynasz się też zastanawiać czy zrobiłaś wszystko co mogłaś, aby było lepiej, aby jakoś zapobiec temu co się stało, a w końcu te emocje stopniowo zaczynają ustępować miejsca wyciszeniu i zaczynasz godzić się z odejściem bliskiej osoby. U każdej osoby każdy z etapów może trwać różną ilość czasu, ale ważne, aby przejść przez nie wszystkie, bo wtedy dopiero zamykamy za sobą ten etap w życiu i zaczynamy uczyć się poruszać w tej nowej rzeczywistości. Każda strata jest bolesna, każda rodzi ból i nie o to chodzi, żeby zapomnieć, ale aby się z nią pogodzić. Trzeba to zrobić dla samej siebie i dla tych, którzy również pozostali. Z całego serca Ci życzę, aby codziennie było Ci lżej, aby rozpacz ustępowała miejsce ciepłym wspomnieniom, i tylko takim...
22 2010-09-30 01:02:01 Ostatnio edytowany przez majeczkaa (2010-09-30 01:13:40)
Hej. Od smierci mojej babci minelo juz kilka lat a mimo to nie moge przestac o niej myslec i wiem ze nigdy nie przestane bo sa ludzie ktorych sie nie zapomina. Byla dla mnie kims wyjatkowym, cieplym, serdecznym, czulam jakby to aniol nademna czuwal a nie czlowiek, dzieki niej moje dziecinstwo bylo radoscia, magia, kraina czarow i spelniania sie marzen. Do teraz pamietam jak pachnial jej pyszny rosol, jak smakowaly sledziki specjalnie przygotowywane na moje przyjscie,pamietam jej usmiech gdy pojawialam sie w drzwiach. Milosc bezwarunkowa, bezgraniczna, prawdziwa...Moja ukochana babcia zmarla w samotnosci w szpitalu, tego czego najbardziej sie bala spotkalo ja:(, ostatni raz przed jej smiercia widzialam ja ok 8 miesiecy, byl to dla mnie dramat tymbardziej ze przed moim wyjazdem bylysmy blisko ze soba, czesto do niej przychodzilam ale musialam wyjechac i wtedy wszystko przybralo inny obrot, moja babcia zostala oddana do hospicjum a pozniej do szpitala, co bylo zwiazane z pogarszajacym sie stanem zdrowia. Moj przyjazd do kraju po 8 miesiacach nieobecnosci zbiegl sie pobytem mojej babci wlasnie w tymze szpitalu, bylam przeerazona gdy uslyszalam ze stan zdrowia mojej babci jest zly ale zapeniano mnie ze wroci do sil, ze juz z nia lepiej. Przygotowywalam sie na to zeby ja pierwszy raz odwiedzic, jestem zla na siebie bo zajelo mi to za duzo czasu, balam sie tego czy moja babcia mnie wogole pozna, bo miewala juz powazne zaniki pamieci przed moim wyjazdem, mialam do niej pojsc w poniedzialek ale tego nie zrobilam a w srode nad ranem zmarla samotnie w szpitalu. Nigdy sobie tego nie wybacze, ona dala mi szczescie, dala mi radosc zycia a ja nawet nie bylam przy niej jak umierala, nie ma na to wybaczenia, teraz modle sie o to aby to co ja spotkalo dalo jej mozliwosc ogladania Boga, oddaje za szczescie jej duszy swoje szczescie, moge cierpiec w zyciu dla zbawienia jej duszy, Bog o tym wie, nic wiecej zrobic juz nie moge. rodzina przekonywala mnie ze jest jakis gleboki sens w tym ze wlasnie wtedy przyjechalam kiedy moja babcia umarla i pobyt na jej pogrzebie byl tym czego ona chciala ale ja to widze inaczej, milosc za milosc a ja zawalilam."Przysnila mi sie dwa razy po smierci, co nigdy mi sie nie zdarza, nie snia mi sie zmarli, a ona mi sie przysnila i byly to najcudowniejsze sny jakie kiedykolwiek mialam, tyle ciepla, milosci, szczescia ze nie mialam ochoty sie budzic juz nigdy,magiczne sny, moze mi wybaczyla...Po smierci mojej babci spotkalam na ulicy mojego wujka, ktorego widze raz na kilka dlugich lat, to spotkanie bylo jak znalezienie igly w stogu siana:)jakby tak mialo byv, powiedzial mi ze moja babcia bardzo mnie kochala, ze wspominala mnie i ze czesto myslala o mnie, wtedy zrozumialam ze to spotkanie to nie byl zwykly zbieg okolicznosci. Spieszmy sie kochac ludzi tak szybko odchodza" Kocham Cie Babciu- na zawsze w mojej pamieci.
Moja ukochana babcia właśnie zmarła... Dowiedziałam się rano, jak zobaczyłam ze to mama dzwoni tak rano, to myślałam że z jakąś głupotą, albo że w pracy jest (nie pomyślałam że to sobota nawet) i jak powiedziała że bede musiałą przyjechać do domu, to od razu wiedziałam..... Babcia była już schorowana ale trzymała się, sama dbała o siebie, my jej pomagaliśmy to węgiel przynieść czy zakupy czy umyś okna i tak dalej. Ale często ją coś bolało, i właśnie wczoraj wieczorem tak się to zaczęło... Rano mama w szpitalu się dowiedziała że nie żyje..... tak strasznie to boli....