Niedawno skończyłem 24 lata, moja żona jest starsza ode mnie zaledwie rok, małżeństwem jesteśmy od 1,5 roku. Ślub wzięliśmy szybko, ludzie nam mówili, że się powinniśmy lepiej poznać zanim władujemy się w małżeństwo, ale oboje mieliśmy mózgi zamroczone i wtedy świat poza sobą nie widzieliśmy. Uparcie postawiliśmy na swoim. Powinno być nam dobrze. Nie jest. Mieszkamy razem, pracujemy, dzieci nie mamy i prawdopodobnie nie zdecydujemy się na nie. To małżeństwo chyba zaczyna mnie męczyć. Nie umiem teraz znaleźć dobrych słów, ale stłamszony jestem, w głowie jak jestem sam, to myśle, że ludzie mieli rację, jak nam mówili, że powinniśmy się poznać lepiej, jak największe emocje opadną. Żona jest bardzo zazdrosna o mnie. Jak na imprezie rozmawiam z jakąś znajomą, to ona zaraz strzela focha, widać gołym okiem, że się w niej gotuje; nie chce wychodzić, ale dobrze wiem, że siedzi na siłę i w momencie traci humor. Parę jazd potem w domu miałem o zwykłą, nic nie znaczącą ROZMOWĘ z koleżanką. Bywa niekiedy, że się pożremy o bzdure, która inni ludzie spokojnie by przegadali, a u nas wrze. Przykład dosłownie sprzed trzech dni pokazujący, jak czasami mało istotne rzeczy mogą wywołać kłótnie i foch żony: zdjąłem obrączkę. Potem zająłem się czymś, miałem urwanie głowy, bo niedługo miałem wychodzić do pracy. Obrączke zapomniałem włożyć i bez niej wyszedłem, co zdarzyło się pierwszy raz. Żona z pracy najczęściej wraca szybciej ode mnie, bo ma bliżej z pracy do domu - zobaczyła obrączkę. Jak tylko ja przekroczyłem próg domu, zaczęła do mnie startować z zarzutami, tłumaczyłem, że o obrączce po prostu ZAPOMNIAŁEM, ale na nic się to zdało, bo ona i tak,, wiedziała lepiej", a ja równie dobrze mógłbym się tłumaczyć ścianie.
Zdarzają się nieporozumienia o pierdolety, czasem jest super, spędzamy fajnie czas razem, a czasem jest foch. I to nie jest foch trwający dwie czy trzy godziny, żona potrafi sie obrazić na dzień czy dwa. To jest męczące. I tak, dobre dni są, ale przeważać zaczynają te "obrażalskie, gdzie żona nie ma na nic ochoty, i generalnie bez kija nie podchodź". A małżeństwem jesteśmy 1,5 roku. Co to jest, ile to jest?
Od niedawna pracuje z kobietą, bliżej jej do 40, czyli jest starsza mocno ode mnie, ale jest świetną babką. W pracy coraz więcej rozmawiamy. Pewnie nie powinienem tego robić, ale opowiadałem jej trochę o nas, tzn i mnie i o żonie. Mam pewność, że to zostanie między nami. Jak jestem po kłótni z żoną to widzę po sobie, że brakuje mi jej i tęsknię za nią. Muszę wylać wiadro zimnej wody na łeb, żeby nie wejść w inny układ.
Nie, nie przestałem kochać żony. Chciałbym, żeby zaczęło się nam układać. Tylko nie wiem, jakie kroki powinienem podjąć, żeby zaczęło być lepiej.
tu masz dużo materiałów: https://www.youtube.com/c/MarriageHelper
myślę że sporo Ci pomoże.
Nie, nie przestałem kochać żony. Chciałbym, żeby zaczęło się nam układać. Tylko nie wiem, jakie kroki powinienem podjąć, żeby zaczęło być lepiej.
Usiąść naprzeciwko siebie i porozmawiać. Spokojnie porozmawiać. O swoich oczekiwaniach, uczuciach, i dlaczego byle pierdoła wybucha między Wami.
I słuchaj Jej, jak będzie mówić do Ciebie.
4 2022-11-17 21:23:05 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2022-11-17 21:27:19)
No więc tak. Jesteście młodym małżeństwem na starcie wspólnego życia. Docieracie się i to rodzi konflikty szczególnie jeśli wcześniej nie mieszkaliście razem. Sama wyszłam za mąż bardzo młodo po krotkiej znajomosci i pamiętam że po wprowadzeniu się na swoje mieliśmy ciężki rok. Ale minęło i dotarliśmy się tak ze juz ponad 20 lat razem i nie z musu tylko szczerych chęci.
Druga kwestia ta koleżanka koło 40. Zapewniam Cie ze gdyby nie fascynacja tą osoba to Twoje postrzeganie zony i kondycji Twojego małżeństwa nie byłoby tak czarne jak jest. Ta fascynacja i podświadoma chec zbliżenia się z nia w inna bardziej zazyla relacje każe Ci wyolbrzymiać wady zony i obrzydzac ja sobie by mieć wymówkę dlaczego wolno Ci zbliżyć się do koleżanki. Utnij to. Być może ta kobieta jest poporstu mądra i empatyczna i chce Ci pomóc a może jest zainteresowana romansem z młodym facetem co trochę zboostuje jej ego wiec mowi Ci to co chcesz uslyszec i potakuje. Tak czy siak ta znajomość nie służy Twojemu małżeństwu. Jeśli chcesz je ratować to skup się na żonie a wszelkie rozpraszacze odsun. Na nowe fascynujące znajomości, w tym z milfami będziesz miał kupę czasu jeśli nie uda się uratować relacji z żoną. I mówię Ci to jakem milf
Teraz serio panuje jakas moda ze młodzi faceci lgna do pań kolo 40. Nie wiem do końca z czego to wynika ale taki trend.
Edit: jeszcze jedna uwaga. Przypomnij sobie początki z żoną. Jak się poznaliście. Czy nie czułeś tez porozumienia i przyciągania jak z panią 40? Pewnie tak. To zastanów się jak to odzyskać i jednocześnie wez pod uwagę to, ze magiczne chwile i porozumienie jakie masz z panią 40 predzej czy później poszłoby według scenariusza szarości prozy zycia.
Żona jest przesadnie zazdrosna, jak nie chorobliwie...
Nie ma tu dobrej rady, nie jest rozwiązaniem robienie sobie psiapsióki z koleżanki z pracy, od tego masz kolegów.
Możesz jeszcze zasugerować żonie terapię, choć raczej się nie zgodzi, bo ona tego nie widzi...
Ostatecznie, zawsze możesz się rozejść, bo to męczarnia żyć z partnerką/em chorobliwie zazdrosną. Zresztą powiedz jej, co was czeka, jak ona nic nie zrobi z tą swoją zazdrością.
Po pierwsze zakończ tą dziwna relacje z tą kobietą z pracy.
W żadnym wypadku nie powinieneś z nia rozmawiać o swojej żonie,niedopuszczalne sa płacze na swoja zonę,jakiejś obcej kobiecie.
Po drugie porozmawiaj otwarcie ze swoja zoną,że jej fochy oraz obrażalstwo powoli zabierają Ci chęci do zycia.
Zastanówcie sie razem z czego wynika jej zazdrości, czy jest wynikiem twoich zbyt swobodnych zachowań z innymi kobietami,czy na przykład przemawiają przez nią, jej kompleksy.
Pamiętaj że to twoja zona,najważniejsza osoba dla ciebie,nie staraj jej sobie zohydzić kontaktami z "fajnymi"kobietami.
bo do tego doprowadzi ta twoja relacja z tą panią z pracy,będziesz coraz bardziej umniejszał zonie
7 2022-11-17 21:40:54 Ostatnio edytowany przez Herne (2022-11-17 21:43:13)
Żona jest przesadnie zazdrosna, jak nie chorobliwie...
Nie ma tu dobrej rady, nie jest rozwiązaniem robienie sobie psiapsióki z koleżanki z pracy, od tego masz kolegów.Możesz jeszcze zasugerować żonie terapię, choć raczej się nie zgodzi, bo ona tego nie widzi...
Ostatecznie, zawsze możesz się rozejść, bo to męczarnia żyć z partnerką/em chorobliwie zazdrosną. Zresztą powiedz jej, co was czeka, jak ona nic nie zrobi z tą swoją zazdrością.
Czy chorobliwie zazdrosną? Może tak, może nie.
Niemniej jednak w wypowiedzi autora zawarte są dwie kwestie:
(...)Żona jest bardzo zazdrosna o mnie. Jak na imprezie rozmawiam z jakąś znajomą, to ona zaraz strzela focha, widać gołym okiem, że się w niej gotuje;
oraz
Od niedawna pracuje z kobietą, bliżej jej do 40, czyli jest starsza mocno ode mnie, ale jest świetną babką. W pracy coraz więcej rozmawiamy. Pewnie nie powinienem tego robić, ale opowiadałem jej trochę o nas, tzn i mnie i o żonie. Mam pewność, że to zostanie między nami. Jak jestem po kłótni z żoną to widzę po sobie, że brakuje mi jej i tęsknię za nią. Muszę wylać wiadro zimnej wody na łeb, żeby nie wejść w inny układ. (...)
.
Ostatnia z nich niekoniecznie pokazuje zazdrość Jego żony jako nieuzasadnioną
8 2022-11-17 21:51:06 Ostatnio edytowany przez Prof_cio (2022-11-17 21:59:02)
Mnie przytłacza jej chorobliwa zazdrość. Tak, chorobliwa, bo żeby pruć się o rozmowy ze znajomymi, to już ciężko mówić o normalnej zazdrości, którą jakoś można wytłumaczyć i zrozumieć. Najlepiej, jakbym wszystko robił tylko z nią i grzecznie jak pies siedział, ew rozmowy prowadził z osobami mojej płci. Powtórzę, żeby było jasne: chodzi o rozmowy, nie flirt. To jest powód do zazdrości?
Na początku naszej znajomości nie było po żonie widać tej zazdrości, to się pojawilo, jak już oficjalnie przyklepaliśmy związek. Może gdyby każde z nas nie było głuche na słowa ludzi i wstrzymalibyśmy się ze ślubem, to lepiej byśmy swoje charaktery poznali. Jak się jest naćpanym emocjami, to niektórych rzeczy się nie widzi, im krócej trwa znajomość, tym mniej znasz/masz możliwość poznać drugą osobę. A nawet jak się jakieś wady dostrzega, to się je umniejsza. Norma.
Raz jej powiedziałem, że jak sie nie opanuje, czyt nie opanuje swojej zazdrości lub foszyć się będzie po dwa dni, prawie nic nie mówiąc, to lepiej zrobie, jak walne w cholere tym małżeństwem. To po tych słowach na pewien czas zrobiło się spokojniej, ale potem wróciło. Jakby żona nie umiała nad tą zazdrością zapanować.. Rozejść się zawsze możemy i zdążymy, ale nie lepiej powalczyć o poprawę zanim sie rozejdziemy?
Moda na to, że faceci lgną do prawie 40 lub 40+? Można to modą nazwać? Lgnie się, bo to modne jest? Lgnie się do człowieka raczej, jak się nawiązuje z nim dobry kontakt.
9 2022-11-17 22:00:26 Ostatnio edytowany przez Herne (2022-11-17 22:01:00)
A zapytałeś chociaż żony, dlaczego tak się zachowuje?
Chorobliwą zazdrość ma się we krwi i ciężko z tym walczyć, nie ma tu żadnego uzasadnienia.
Jedynie widmo rozwodu może skłonić, do pracy nad sobą, najlepiej przy pomocy specjalisty.
Absolutnie nie można akceptować takiego chorego zachowania, jak np.robienie jazdy, bo mąż nie założył obraczki czy rozmawiał ze znajomą.
Żona nie potrafi dobrze wyjaśnic, skąd taka zazdrość w niej. To jest silniejsze od niej i nie umie chyba zachowywać się inaczej i panować nad tym. Ona powód do zazdrości wyciągnie z czarnej dziury. Akcja z obrączką była nienormalna, tym bardziej, że zapomniałem o niej pierwszy raz. Tylko ja wiem, że zapomniałem, a żona odczytuje to następująco: uważaj, nie włożyłem obrączki, a to oznacza nie nic innego jak to, że mam w planie iść na łowy i znaleźć sobie inną. Najpierw jest jazda, potem karanie ciszą.
Jak mamy te dobre dni jest naprawdę super, ale musiałbym chyba być z nią i tylko z nią.
Nigdy nie dawałem jej powodów do zazdrości.
Autorze,
Ty chcesz nadal prowadzić życie wolnego ptaka, a małżeństwo i żona to trochę skomplikowane.
Ona jest zazdrosna, bo widzi jak inne na ciebie patrzą.
Ty może tego nie dostrzegasz, bo jesteś wpatrzony żonę, ale podejrzewam że w przeciągu roku-dwóch lat ją zdradzisz.
Absolutnie nie można akceptować takiego chorego zachowania, jak np.robienie jazdy, bo mąż nie założył obraczki czy rozmawiał ze znajomą.
Masz rację, w normalnej sytuacji jest to nieakceptowalne. Pytanie, czy powyższa sytuacja takową jest.
Nie sugeruje tego stwierdzenie "Po kłótni z żoną brakuje mi koleżanki z pracy. Tęsknię za nią."
Taki obrót rzeczy może być oczywiście skutkiem zachowania żony (chociaż nie powinno to mieć miejsca, to forma ucieczki od rozwiązywania problemów)
Ale równie dobrze przyczyną (podświadomą) zachowania żony mogą być jakieś zachowania autora.
Autorze. Po prostu zapytaj. I porozmawiajcie.
Małe, proste kroki czasem działają cuda.
14 2022-11-17 22:51:49 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-11-17 22:53:43)
Autorze,
Ty chcesz nadal prowadzić życie wolnego ptaka, a małżeństwo i żona to trochę skomplikowane.
Ona jest zazdrosna, bo widzi jak inne na ciebie patrzą.
Ty może tego nie dostrzegasz, bo jesteś wpatrzony żonę, ale podejrzewam że w przeciągu roku-dwóch lat ją zdradzisz.
A ja widzę, że nie bardzo rozumiesz co to jest chorobliwa zazdrość.
Takie zachowanie właśnie odpycha partnera i "wpycha" w ręce innej...
15 2022-11-17 23:08:45 Ostatnio edytowany przez Prof_cio (2022-11-17 23:14:25)
Autorze,
Ty chcesz nadal prowadzić życie wolnego ptaka, a małżeństwo i żona to trochę skomplikowane.
Ona jest zazdrosna, bo widzi jak inne na ciebie patrzą.
Ty może tego nie dostrzegasz, bo jesteś wpatrzony żonę, ale podejrzewam że w przeciągu roku-dwóch lat ją zdradzisz.
Ona widzi rzeczy, których nie ma. Rozmawiam z koleżanką, a ona to odbiera, jakbym umawiał się z tą znajomą do łóżka. To jest w normie i można to wytłumaczyć? Nie kleje się do znajomych, nie flirtuje z nimi, ROZMAWIAM. Traktuje takie rozmowy jak zwykłe rozmowy, żona? Żona widzi próbe zdrady.
Przypuszczam, że gdyby nie jej zazdrosc, to układałoby się nam lepiej.
wieka napisał/a:Absolutnie nie można akceptować takiego chorego zachowania, jak np.robienie jazdy, bo mąż nie założył obraczki czy rozmawiał ze znajomą.
Nie sugeruje tego stwierdzenie "Po kłótni z żoną brakuje mi koleżanki z pracy. Tęsknię za nią."
To fajna kobieta, rozmowy z nią sporo mi dają, tak, mam takie chwile, że zebrałbym się i poszedł do niej, ale w romanse z nią nie wejdę.
17 2022-11-17 23:53:20 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-18 00:02:57)
Autorze, chyba nie wiesz, czym jest chorobliwa zazdrość.
Chorobliwa zazdrość to jest wtedy, gdy żona dostaje wpiernicz, bo wyglądała przez okna, a jej mąż uznał, że na pewno daje znaki boczniakowi albo gdy żona po powrocie z piwnicy, do której poszła po ziemniaki, dostaje manto, bo mąż jest przekonany o tym, że poszła na randkę z bocznym.
Przykłady z życia wzięte.
To jest chorobliwa zazdrość.
Twoja żona jest o Ciebie zazdrosna, ale chyba nie bez powodu.
Już straszysz ja rozwodem, zwalasz na nią winę, nagle zapomniałeś obrączki, nie chcesz dziecka i koleżanka z pracy jest Ci bliższa niż własna żona.
Jestem młodym facetem i chyba za wcześnie się ozeniles. Dopiero teraz dociera do Ciebie, z czym wiąże się małżeństwo.
Za rok, dwa zdradzisz żonę, więc rzeczywiście raczej nie fundujcie sobie dziecka.
Ty nie potrzebujesz kobiety do życia, tylko mamuśki i dlatego ciągnie Cię do starszej koleżanki z pracy. Może nie chodzi o pociąg fizyczny, jednak na pewno bardziej niż kobiety potrzebujesz matki, Twoja koleżanka na pewno skucha Cię uważnie, jest troskliwa, ciepła i wyrozumiała, może widzi w Tobie zagubionego młodzieńca, który potrzebuje duchowej pomocy.
Mam nadzieję, że o to jej właśnie chodzi, ale równie dobrze, może to być baba, której schlebia zainteresowanie młodego mężczyzny i może kusi ja, żeby zobaczyć, jakby to było w łóżku z młodym facetem
Nie wiem - po prostu snuje domysły.
Tak więc ta kobieta może i ma dobre intencje i ani jej w głowie uwodzić Cię, jednak tak czy siak, to zły duch w Twoim małżeństwie. Nic dobrego dla Twojego małżeństwa ze znajomości z tą kobietą nie wyniknie.
Ale Twoja relacja z koleżanką z pracy nie pomaga Twojemu małżeństwu.
Musisz poważnie porozmawiać z żoną, bo przez jej zazdrość i Twoją relację z koleżanką oddalacie się od siebie.
Jak widzisz dalej wasze małżeństwo?
Tak. Zmarnowałeś sobie życie biorąc ślub w tak młodym wieku.
Trzeba było słuchać ludzi.
Póki nie ma bombelka i jakiegoś majątku możesz ten błąd szybko naprawić.
Farmer napisał/a:Autorze,
Ty chcesz nadal prowadzić życie wolnego ptaka, a małżeństwo i żona to trochę skomplikowane.
Ona jest zazdrosna, bo widzi jak inne na ciebie patrzą.
Ty może tego nie dostrzegasz, bo jesteś wpatrzony żonę, ale podejrzewam że w przeciągu roku-dwóch lat ją zdradzisz.Ona widzi rzeczy, których nie ma. Rozmawiam z koleżanką, a ona to odbiera, jakbym umawiał się z tą znajomą do łóżka. To jest w normie i można to wytłumaczyć? Nie kleje się do znajomych, nie flirtuje z nimi, ROZMAWIAM. Traktuje takie rozmowy jak zwykłe rozmowy, żona? Żona widzi próbe zdrady.
Przypuszczam, że gdyby nie jej zazdrosc, to układałoby się nam lepiej.
Ale Ty już ją zdradzasz, tyle, że emocjonalnie.
"Jak jestem po kłótni z żoną to widzę po sobie, że brakuje mi jej i tęsknię za nią. Muszę wylać wiadro zimnej wody na łeb, żeby nie wejść w inny układ."
Jeżeli brakuje Ci innej kobiety, tęsknisz za inną i masz ochotę na relację z inną, to to już jest zdrada.
21 2022-11-18 00:30:56 Ostatnio edytowany przez Prof_cio (2022-11-18 00:36:00)
Twoja żona jest o Ciebie zazdrosna, ale chyba nie bez powodu. Już straszysz ja rozwodem, zwalasz na nią winę, nagle zapomniałeś obrączki, nie chcesz dziecka i koleżanka z pracy jest Ci bliższa niż własna żona.
Zazdrosc o rozmowy z koleżankami, chore jazdy ,,po" imprezach, bo jak smiałem odezwać się do innej; robienie awantury, bo ZAPOMNIAŁEM (nie zapomina się celowo) obrączki, karanie mnie cichymi dniami, bo wydawało jej się, że robię cos, czego nie mam prawa jako jej mąż robić. To jest normalna zazdrosc?
Żona nie ma pojęcia bladego o koleżance pracowej, bo pewnie by mnie w klatce zamknęła.
Postraszyłem ją rozwodem, bo chciałem, żeby wiedziała, że przegina i nie dam rady żyć w gęstej atmosferze. Bo jak jest super to jest super, żona jest kochana, wtedy cud i miód, jak uroi sobie cos - zmiana o 180 stopni.
Dziecka nie chcemy oboje, nie tylko ja nie chce.
Wieka - chciałbym, żeby ona uswiadomiła sobie, że jej zazdrosc nic dobrego nie przynosi. Porozmawiam z nią o tym, ale czy taką zazdrosc człowiek jest w stanie pokonać sam? Bo żona zachowuje się, jakby to uczucie było na tyle silne, że zwalczenie tego samemu wydaje się na razie tak samo realne jak to, że ja polecę na Marsa, czyli nierealne. Terapia pozostaje?
Terapia zakłada szczerość i wymaga tego, aby mogła być skuteczna.
Ta szczerość będzie niezbędna również z twojej strony.
Postraszyłem ją
Obrzydlistwo.
Ofiara katem dla innej ofiary.
Ciągnie swój do swego i może tak powstało to ,,małżeństwo".
24 2022-11-18 06:56:58 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2022-11-18 08:31:40)
Ukróć relacje z koleżanka, bo od tego się zaczyna. Już pojawiły się z twojej strony emocje, bo pojawia się tęsknota za inna, a na to w małżeństwie nie ma miejsca. Póki masz żonę (jaka by nie była), nie wchodź w takie układy (bo z ta koleżanka łączy cie już więcej niż rozmowa) z innymi kobietami, bo to nieuczciwe. Przekroczyłeś już granice, której w małżeństwie się nie przekracza.
To, ze Twoja żona tez przekracza granice, to inna para kaloszy. Poza tym, ze znajomość z koleżanka wymknęła się spod kontroli (bo to już nosi znamiona zdrady emocjonalnej, a zdrada emocjonalna to tez zdrada), brzmisz naprawdę sensownie. Z twoich postów wynika, ze relacja z koleżanka (która w takim kształcie nie ma prawa bytu, bo jesteś mężem innej) jest skutkiem problemów z żona, a nie przyczyna, a to oznacza, ze jazdy twojej żony wynikają z jej problemów ze sobą. Ale to i tak nie daje ci prawa do kontynuowania relacji z koleżanka, bo jak już napisałam, to już nie są tylko rozmowy.
Mówi się, ze to kobiety są dojrzalsze, a w twoim małżeństwie jest na odwrót. W ferworze zakochania nie zauważyłeś, ze wybrałeś na żonę niedojrzała i toksyczna kobietę. Ale jeszcze może być dobrze. Tez wzięłam ślub bardzo szybko (tyle ze byłam trochę starsza) i tez trochę trwało zanim się dotarliśmy. Dziś kłótnia jest wyjątkiem od reguły. Owszem są nieporozumienia, ale nie kłótnie. Wbrew obiegowej opinii kłótnie w związku nie są normalne. Nieporozumienia są jakby wpisane w relacje dwóch jednostek, ale kłótnie to już sygnał alarmowy. Taki związek faktycznie może męczyć, bo dojrzały człowiek nie będzie akceptowal toksycznych zachowań, a twoja żona jest toksyczna. Toksyczna i niedojrzała. Trzeba dojść przyczyny tego stanu rzeczy i ja zlikwidować. Jeśli tego w sobie nie zmieni, będziesz miał z nia krzyż pański, a wtedy jedyne sensowne wyjście to rozstanie, bo od toksycznych ludzi się ucieka (tyle ze nie w relacje z inna osoba!). Ale ona najpierw musi uświadomić sobie, ze zatruwa malzenstwo i znaleźć odtrutkę. A ty ja w tym wspieraj.
25 2022-11-18 10:24:45 Ostatnio edytowany przez Prof_cio (2022-11-18 10:29:36)
Ukróć relacje z koleżanka, bo od tego się zaczyna. Już pojawiły się z twojej strony emocje, bo pojawia się tęsknota za inna, a na to w małżeństwie nie ma miejsca. Póki masz żonę (jaka by nie była), nie wchodź w takie układy (bo z ta koleżanka łączy cie już więcej niż rozmowa) z innymi kobietami, bo to nieuczciwe. Przekroczyłeś już granice, której w małżeństwie się nie przekracza.
To, ze Twoja żona tez przekracza granice, to inna para kaloszy. Poza tym, ze znajomość z koleżanka wymknęła się spod kontroli (bo to już nosi znamiona zdrady emocjonalnej, a zdrada emocjonalna to tez zdrada), brzmisz naprawdę sensownie. Z twoich postów wynika, ze relacja z koleżanka (która w takim kształcie nie ma prawa bytu, bo jesteś mężem innej) jest skutkiem problemów z żona, a nie przyczyna, a to oznacza, ze jazdy twojej żony wynikają z jej problemów ze sobą. Ale to i tak nie daje ci prawa do kontynuowania relacji z koleżanka, bo jak już napisałam, to już nie są tylko rozmowy.
Mówi się, ze to kobiety są dojrzalsze, a w twoim małżeństwie jest na odwrót. W ferworze zakochania nie zauważyłeś, ze wybrałeś na żonę niedojrzała i toksyczna kobietę. Ale jeszcze może być dobrze. Tez wzięłam ślub bardzo szybko (tyle ze byłam trochę starsza) i tez trochę trwało zanim się dotarliśmy. Dziś kłótnia jest wyjątkiem od reguły. Owszem są nieporozumienia, ale nie kłótnie. Wbrew obiegowej opinii kłótnie w związku nie są normalne. Nieporozumienia są jakby wpisane w relacje dwóch jednostek, ale kłótnie to już sygnał alarmowy. Taki związek faktycznie może męczyć, bo dojrzały człowiek nie będzie akceptowal toksycznych zachowań, a twoja żona jest toksyczna. Toksyczna i niedojrzała. Trzeba dojść przyczyny tego stanu rzeczy i ja zlikwidować. Jeśli tego w sobie nie zmieni, będziesz miał z nia krzyż pański, a wtedy jedyne sensowne wyjście to rozstanie, bo od toksycznych ludzi się ucieka (tyle ze nie w relacje z inna osoba!). Ale ona najpierw musi uświadomić sobie, ze zatruwa malzenstwo i znaleźć odtrutkę. A ty ja w tym wspieraj.
Toksyczna to dobre określenie na nią. Potrafi być kochana i jak ma dobry dzień jest inną osobą. Ale zazdrość = robienie scen, naburmuszenie, karanie ciszą i wtedy robimy dla siebie za prawie obcych. Jeżeli żona nie będzie chciała ze swoją zazdrością kompletnie nic zrobić, to niestety, ja sam tego nie widzę. Wpakować się w toksyczną relacje na długie lata nie mam zamiaru. Nie da się nie mieć znajomych obu płci. A z kimś, kto będzie okazywał wieczne niezadowolenie, nikt nie wytrzyma.
Koleżanka z pracy pociąga mnie nie tylko fizycznie, ale moze głównie swoim usposobieniem. Jest dojrzalsza i rozmowa z nią przypomina rozmowę, a nie szarpanine.
Koleżanka z pracy pociąga mnie nie tylko fizycznie, ale moze głównie swoim usposobieniem. Jest dojrzalsza i rozmowa z nią przypomina rozmowę, a nie szarpanine.
Ty już wydałeś wyrok.
Szukasz tylko usprawiedliwienia.
Szukam usprawiedliwienia na co?
W romans z kimś związanym z też moim miejscem pracy nie wchodzę.
28 2022-11-18 10:45:32 Ostatnio edytowany przez madoja (2022-11-18 10:46:08)
Z nową koleżanką i tak nie stworzycie związku, bo różnica wieku jest pewnie za duża. Więc zostanie Wam tylko seks. Musisz mieć to na uwadze.
Zachowanie żony jest nie do przyjęcia, ale uważam że dość normalne w jej wieku. Młode dziewczyny często urządzają dramy i awantury, żeby sprawdzić na ile mogą sobie pozwolić. Są pewne, że facet się dostosuje, będzie ją zawsze wielbił i nie odejdzie. Widzę nawet po sobie jaka kiedyś byłam okropna, a jaka jestem teraz. Tylko do tego trzeba dojrzeć, a najlepszą nauką dojrzewania jest rozstanie. Same kłótnie niczego nie zmieniają. Dopiero gdy taka dziewczyna zobaczy, że jej zachowanie jest na tyle straszne, że się od niej odchodzi - może coś zrozumieć.
I czasami potrzeba kilku takich rozstań (z różnymi osobami), bo jedno to za mało.
Póki co proponuję żebyście sobie lajtowo i na spokojnie pogadali. Przy drinku czy coś, tylko Ty i ona. Powiedz jej od serca, że jeśli jej wybuchy będą się powtarzały, będziecie musieli się rozstać. Jest Ci ciężko z tym, bo ją kochasz, ale takie awantury zabijają nawet największą miłość. Powiedz jej, że dom powinien być oazą odpoczynku i spokoju, a nie miejscem do którego boisz się wrócić bo są krzyki. I że żaden facet by tego nie zniósł na dłuższą metę.
Powiedz to wszystko na spokojnie, przytulając ją. Naprawdę w ten sposób może więcej do niej dotrzeć niż gdy się kłócicie.
Jeśli ona sie nie zmieni - uwazam że powinieneś od niej odejść.
29 2022-11-18 11:04:44 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-18 11:10:11)
Może być tak, że żona ma spory problem z zazdrością, jednak coś takiego nie bierze się z powietrza.
Nie czuje się bezpieczna w tym małżeństwie i nie ma do Ciebie zaufania.
To jest pewne.
Nie wiem, z czego wynika jej brak wiary w powodzenie Waszego małżeństwa, ale jeśli jest to kwestia jej większego zaburzenia, to rzecz jasna ewakuuj się z tego związku.
Nie tylko dlatego, że takie małżeństwo zatruje Ci życie, ale także dlatego, że nie kochasz żony. W takim przypadku nie ma dla Was przyszłości, nie ma dla Was dobrej przyszłości.
Wasze małżeństwo jest po prostu nieporozumieniem, błędem i należy wycofać się z niego, póki nie ma dzieci.
Jeśli jednak, to Ty masz za paznokciami, to na wypadek, gdybyś jednak chciał utrzymać swoje małżeństwo musiałbyś spojrzeć prawdzie w oczy i zmienić pewne sorawy.
Tego jednak nie zrobisz, gdyż jesteś absolutnie przekonany o tym, że to żona zatruwa Ci życie i nie ma o czym gadać.
Co do tej koleżanki, to żebyś przypadkiem nie przejechał się na tej znajomości, gdyż to, że Ciebie do niej ciągnie jeszcze nie oznacza, że koleżanka z pracy byłaby zainteresowana związkiem z Tobą. Może traktuje Cie tylko jak zagubionego młodzieńca, który okresowo potrzebuje wsparcia?
Jak możesz rozpoznać jej intencje?
Słuchaj uważnie, co ona do Ciebie mówi, gdy Ty zwierzasz się jej z problemów. Czy utwierdza Cię w przekonaniu, że żona jest be, czy też stara się wyciszyć Twoje złe emocje, byś potrafił spojrzeć na żonę z innej perspektywy? Owszem tu też powinieneś być ostrożny, bo ona może być na tyle sprytna, że daje Ci podpuche i świetnie Tobą manipuluje.
Musisz po prostu zburzyć troszkę mit na temat tej kobiety, bo widzę, że jesteś jeszcze na tyle niedojrzały i niedoświadczony, że rozumujesz jak dziecko - dla Ciebie albo coś jest czarne, albo białe, a tak przecież to nie działa.
Tak więc bez względu na to, co postanowisz w sprawie swojego małżeństwa ja radzę Ci, żebyś był ostrożny jeśli chodzi o tę drugą.
Gdyby to była Twoja prawdziwa przyjaciółka, to nie działaby pod " osłona nocy", w tajemnicy, bo nie miałaby niczego do ukrycia. Tu jednak jest tak, że oboje ukrywacie się przed światem, przed Twoja żoną. Sprawa nie jest więc do końca czysta ani z Twojej strony, ani ze strony tej kobiety.
Świat czarno-biały widzą tylko dzieci.
Pomyśl o tym, zanim narobisz głupot i skończysz jak Zabłocki.
Skoro macie problem, to może idźcie razem na terapię par?
Obje macie toksyczne i niefajne zachowanie. Ona ci robi jazdy, a ty jej szantaż emocjonalny, ‘bo się rozwiodę’. Także uważam, że profesjonalna pomoc wam nie zaszkodzi.
Zanim pójdziesz na terapię z żoną też możesz już coś ogarnąć, poczytać czy posłuchać podcastów, żeby sobie pomóc, jeśli ci autentycznie zależy.
ty jej szantaż emocjonalny, ‘bo się rozwiodę’.
Jaki szantaż? ![]()
Skoro on na poważnie o tym myśli (przez jej zachowanie), to chyba wręcz WYPADA żeby o tym jej powiedział.
Twoim zdaniem powinien po prostu złożyć papiery rozwodowe, nie uprzedzając jej wcześniej?
ulle napisał/a:Twoja żona jest o Ciebie zazdrosna, ale chyba nie bez powodu. Już straszysz ja rozwodem, zwalasz na nią winę, nagle zapomniałeś obrączki, nie chcesz dziecka i koleżanka z pracy jest Ci bliższa niż własna żona.
Zazdrosc o rozmowy z koleżankami, chore jazdy ,,po" imprezach, bo jak smiałem odezwać się do innej; robienie awantury, bo ZAPOMNIAŁEM (nie zapomina się celowo) obrączki, karanie mnie cichymi dniami, bo wydawało jej się, że robię cos, czego nie mam prawa jako jej mąż robić. To jest normalna zazdrosc?
Żona nie ma pojęcia bladego o koleżance pracowej, bo pewnie by mnie w klatce zamknęła.Postraszyłem ją rozwodem, bo chciałem, żeby wiedziała, że przegina i nie dam rady żyć w gęstej atmosferze. Bo jak jest super to jest super, żona jest kochana, wtedy cud i miód, jak uroi sobie cos - zmiana o 180 stopni.
Dziecka nie chcemy oboje, nie tylko ja nie chce.Wieka - chciałbym, żeby ona uswiadomiła sobie, że jej zazdrosc nic dobrego nie przynosi. Porozmawiam z nią o tym, ale czy taką zazdrosc człowiek jest w stanie pokonać sam? Bo żona zachowuje się, jakby to uczucie było na tyle silne, że zwalczenie tego samemu wydaje się na razie tak samo realne jak to, że ja polecę na Marsa, czyli nierealne. Terapia pozostaje?
To nie jest proste, bo to już zaburzenie osobowości, pozbawiające logicznego myślenia. W efekcie działa też na jej niekorzyść.
Interesuje się tym tematem, ale nie spotkałam się z przypadkiem, żeby ktoś chciał to zmienić czy pomogła terapia.
Tyle jest też tu różnych tematow na forum, ale jeszcze nikt nie napisał, że "wyleczył" się z zazdrości i jakim sposobem, jedni może z wiekiem mądrzeją innym wręcz się pogłębia, a jeszcze innym pozostaje do starości w większym czy mniejszym wymiarze.
Nie ma to zwiazku z tym, jak niektórzy piszą, musiała mieć powody, nie, to tak nie działa.
Co do koleżanki, to przypomnij sobie czy takich samych ciepłych uczuć nie miałeś do żony przed ślubem, pewnie tak i widzisz jak to się zmieniło po ślubie.
Dlatego poznasz kogoś dopiero jak z nim pomieszkasz ze dwa lata.
33 2022-11-18 11:58:06 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-18 12:01:22)
polis napisał/a:ty jej szantaż emocjonalny, ‘bo się rozwiodę’.
Jaki szantaż?
Skoro on na poważnie o tym myśli (przez jej zachowanie), to chyba wręcz WYPADA żeby o tym jej powiedział.
Twoim zdaniem powinien po prostu złożyć papiery rozwodowe, nie uprzedzając jej wcześniej?
No jak jaki, szantażem jest straszenie, że albo się zmienisz i dostosowujesz do moich wyobrażeń, albo rozwód. Autor sam napisał, że zrobił to, żeby żonę postraszyć.
Co do jego żony, nie wiemy, czy to problem z nią czy z nim. Może to wypław z jej problemów, a może ona czuje, że autor się od niej odsunął emocjonalnie i dlatego tak reaguje. Oczywiście nie jest to dobra reakcja, ale przyczyna z tego co pisze autor może jak najbardziej leżeć w jego zachowaniu i koleżance.
No i co to są te nieporozumienia o ‘pierdolety’? Widać dla żony autora coś w tych ‘pierdoletach’ musiało być ważne, że się potem obrażała.
Polis: czyli jak kobieta mówi do męża "albo przestaniesz pic i wracać najebany nad ranem,albo rozwód,bo ja juz tego nie wytrzymuje" to tez jest szantaż i straszenie?
czy po prostu przedstawienie swojego stanowiska i zatroszczenie sie o siebie?
Alkoholizm to już ostry kaliber i inny kontekst, a tutaj mówimy o parze, gdzie gość zdradza emocjonalnie partnerkę i bardzo możliwe, że ona to wyczuwa.
szantażem jest straszenie, że albo się zmienisz i dostosowujesz do moich wyobrażeń, albo rozwód.
Nie. To "albo przestaniesz robić z mojego życia piekło, albo rozwód". Nie ma w tym żadnego szantażu.
A - jak zrozumiałam - koleżankę poznał PO zachowaniach i kłótniach żony.
Dom ma być ostoją bezpieczeństwa, a nie że jakaś furiatka urządza tam sceny i wrzaski. W sumie niespecjalnie mnie dziwi, że zamiast z chęcią wracać do domu, wolał poszukać tego spokoju i wyrozumiałości gdzie indziej.
37 2022-11-18 12:13:49 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-11-18 12:14:43)
Przeczytaj moje posty tutaj,żebyś nie uległa złudzeniu że go bronie,bo tak nie jest.
Tylko z tego co pisze to jego zdrada z koleżanką z pracy jest wynikiem zachowania żony.(podkreślam,nie usprawiedliwiam go)
Czyli najpierw b yło zachowanie zony,a potem zdrada.
Nie odwrotnie.
Ja odniosłem sie tylko do tego twojego psota, w którym piszesz że powiedzenie partnerowi o tym ze zle sie czuje w związku i rozważa się rozwód to szantaż i straszenie.
Ja uważam że tak nie ejst,ze jest to z reguły taki ostatni argument po który sięga sie,gdy chce sie ratować małżeństwo.
Alkoholizm to już ostry kaliber i inny kontekst, a tutaj mówimy o parze, gdzie gość zdradza emocjonalnie partnerkę i bardzo możliwe, że ona to wyczuwa.
Taaa, wyczuwa... Żony nawet nie wyczuwają jak mąż je regularnie zdradza, jak się wyda niedowierzają, więc nie ma co dorabiać gęby...
![]()
39 2022-11-18 12:23:02 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-18 12:23:48)
polis napisał/a:szantażem jest straszenie, że albo się zmienisz i dostosowujesz do moich wyobrażeń, albo rozwód.
Nie. To "albo przestaniesz robić z mojego życia piekło, albo rozwód". Nie ma w tym żadnego szantażu.
A - jak zrozumiałam - koleżankę poznał PO zachowaniach i kłótniach żony.
Dom ma być ostoją bezpieczeństwa, a nie że jakaś furiatka urządza tam sceny i wrzaski. W sumie niespecjalnie mnie dziwi, że zamiast z chęcią wracać do domu, wolał poszukać tego spokoju i wyrozumiałości gdzie indziej.
Spoko, tylko nie wiemy do końca co było przyczyną to raz. Czy rzeczywiście autor koleżankę poznał później? Dwa, może jakby żona autora zaczęła nam tutaj opisywać jej punkt widzenia, to byśmy dostali inną historię. Niekoniecznie furiatki robiącej awantury o ‘pierdolety’. Jak jest nie wiem, dlatego polecam autorowi szukania wsparcia u specjalisty, który porozmawia z obojgiem. Specjalista będzie miał większe przez to szanse do sensownego osądu sytuacji niż my tutaj na forum mając perspektywę tylko jednej strony. Już nie wspominając, że chyba nikt tutaj nie jest takim specjalistą. Autor pytał się co zrobić, żeby znowu zaczęło się układać. No więc jakbym miała problem, z którym sobie nie radzę i chciałabym szczerze naprawić małżeństwo, to poszłabym do specjalisty, w tym wypadku terapeuty par.
Jestem pewna że jego żona nie pójdzie do żadnego specjalisty, bo ona problemu ze sobą nie widzi.
Jest jak facet który bije żonę i mówi "przecież mnie sprowokowałaś".
41 2022-11-18 12:29:50 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-18 12:31:36)
Jestem pewna że jego żona nie pójdzie do żadnego specjalisty, bo ona problemu ze sobą nie widzi.
Jest jak facet który bije żonę i mówi "przecież mnie sprowokowałaś".
On już zaproponował jej, że pójdą wspólnie, na tę terapię par? Czy jest zakładanie z góry, że ona na pewno ona się nie zgodzi i nie pójdzie? To drugie jest już dziecinne. Dopóki się nie spyta to nie wiem. Jak się spyta i ona odmówi, to wtedy będzie się zastanawiał nad sensem małżeństwa i dalszymi krokami, ale jak on się nie spyta, to uznałabym to za szukanie powodów do rozstanie i gadkę o próbie naprawy związku za akcję pozorowaną.
Koleżankę poznałem w sumie niedawno. Żona na pewno o niej nie wie i nic się nie domyśla, gdyby wiedziała, że się zwierzam komuś i dodatkowo jest to kobieta +mówię o niej i o nas, to pewnie by mi kazała zmienić pracę.
Kłótnie o pierdolety to kłótnie o bzdury i rzeczy małej wagi. Ktore powinniśmy po ludzku rozwiązać rozmową, a nie kłócić jak debile. Inna rzecz, że czasem coś ją zaboli, ona zamiast o tym powiedzieć mi od razu, to mówi po czasie, co jest poprzedzone po drodze innymi zachowaniami. Nie umie wyrzucić prosto z mostu, co jej nie pasowało.
Postraszenia rozwodem nie uważam za szantaż, chciałem, żeby dotarło do niej, że przegina i to zdrowo i nikt tak żyć nie chce.
Może nie wiedzieć, ale wystarczy, że twoje zachowanie wobec niej się zmieniło, niektórzy jak się oddalają to nie potrafią grać zaangażowanego i to widać.
Co znaczy niedawno? Chyba nie zwierzasz się z problemów w małżeństwie koleżance poznanej tydzień temu?
Tak, czy inaczej na twoim miejscu poszłabym do specjalisty z problem. Nie szukałabym rozwiązania i profesjonalnej porady co do problemu ani wśród miłych kolegów z pracy, ani na forum.
Pracuje od około 4 miesięcy. Nie jest to długo. Jakby pracowała od tygodnia czy dwóch to logiczne, żebym nie leciał opowiadać o swoim życiu.
Nie traktuje forum jako wyroczni czy profesjonalnej pomocy, chciałem zobaczyć, co zrobiliby inni ludzie, gdyby mieli taka sytuacje, jaką ja mam.
Twoja żona ma problem ze sobą.
Jest niepewna i nie potrafi komunikować się z Tobą.
Może ma zespół Otella, a może jest zwyczajnie zazdrosna, a podstawy tej zazdrości mają podstawy w jej wcześniejszym życiu (zdrada w domu rodzinnym lub z wcześniejszym partnerem). Dom i otoczenie bardzo wpływają na zachowanie i psychikę.
To, że robi tobie awantury o błahostki nie jest normalne, ale ona dopiero się uczy życia.
Terapia dla par, jeśli się zgodzi, a jak nie to daj miesiąc urlopu od związku. Może wtedy zrozumie, że jej zachowanie jest toksyczne.
Zrób tak jak pisałam. Bardzo spokojna rozmowa, przedstawienie swojego stanowiska, "postraszenie" rozwodem w przypadku braku zmiany. Ja akurat na żadną terapię bym nie szła - tutaj niestety każdemu się to doradza. No ale to Twoja decyzja.
Przypominam jeszcze raz, że z tą nową związku prawie na pewno nie będzie, więc jeśli gdzieś tam w Tobie kiełkuje myśl, że zamienisz zły związek na dobry związek, to nieprawda. Co najwyżej pewien okres przyjaźni i bzykania. Chodzi mi o to, że niech to nie będzie Twoim argumentem, by brać rozwód.