Hej,opowiem w skrócie żeby Was nie zanudzić. Może któraś z Was mi coś mądrego podpowie,bo ja już nie wiem co mam robić i myśleć.
Od pół roku jestem w małżeństwie z osobą, która w naszą relacje nie wnosi totalnie nic poza problemami. Pewnie zapytacie co się dzieje i czy wcześniej tego nie widziałam. Na początku było jak w bajce,później przez naturę robienia sobie problemów swojego obecnego męża nie widziałam kawał czasu (problemy z prawem). Kiedy wyszedł,wzięliśmy ślub (tak,moja głupota,ale było to jedno z rozwiązań żeby mu pomóc).
I chyba teraz mam karę za swoją lekkomyślność. Wzięłam ślub z typem, który chce przejąć całkowitą kontrolę nad moim życiem. Nie mogę spotykać się ze znajomymi, realizować swoich pasji - jest obrzydliwie zazdrosny (obrzydliwie, bo ciągle wmawia mi zdrady, a ja nigdy w życiu nikogo nie zdradziłam). W dodatku wydaje mi się, że ma zaburzenia psychiczne - zachowania zmieniają mu się z minuty na minutę. Potrafi być najlepszym facetem na świecie,a wystarczy,że ktoś go zdenerwuje i odbija się to na mnie. Albo przykładowo położę się do łóżka, jemu przypomni się, że np. trzeba zamknąć okno,ja odmawiam bo dopiero się położyłam - awantura i kilka cichych dni gotowe!
Próbowałam namówić męża żebyśmy wybrali się do psychologa,na terapie dla par-gdziekolwiek. I nic,on nie jest wariat i nigdzie nie pójdzie. W dodatku ostatnio odkryłam,że bierze leki psychotropowe, które lekarze niekoniecznie chcą wypisywać, a które można nielegalnie kupić i mają działanie narkotyczne (leki dobrze znane wśród eksperymentującej młodzieży).
Ja już po prostu mam dość, jakoś z nowym rokiem mnie oświeciło i czuję, że marnuję swoje życie na gnojka, który ma mnie za nic. Czy go kocham? Teraz już nawet nie wiem, a jak nie wiem, to ponoć to niedobrze. Nie mam nikogo innego na oku,z nikim się nie spotykam, ale nie chcę obudzić się za jakiś czas w wieku 40 lat ze świadomością,że zmarnowałam ileś lat swojego życia w imię tak naprawdę niczego.
Była któraś z Was w sytuacji,kiedy dla faceta liczył się tylko on sam? Co robić? Ratować to, czy ratować siebie? Nie jestem od niego w żaden sposób zależna,nie mamy dzieci, więc tak naprawdę aktualnie nasze życie to rzucony gdzieś w dokumenty akt ślubu i odwieczna wojna - No chyba,że mąż akurat ma humor,to bajka. A ja ostatnio czuję, że powinnam skupić się na sobie i inwestować w siebie, bo coś mi się wydaję, że mąż znów może sobie narobić bałaganu i mieć znów dłuższą przerwę.