Witam Wszystkich Serdecznie!
Tydzień temu po ogromnej awanturze rozstałam się z chłopakiem. Kilka dni temu zabrałam wszystkie rzeczy z jego mieszkania. Wróciłam do swojego miasta. Staram się o nim nie myśleć ale te ciepłe wspomnienia wracają jak bumerang. Myślę o tym wszystkim kilka razy dziennie. Staram się zmuszać do jakiejkolwiek aktywności, żeby nie myśleć. Nie wspominać tych fajnych chwil. Ale jest ciezko...Same rozstanie to jeden wielki dramat..Mimo, że wydawałoby się ze sam związek jest udany, on tak naprawdę ma duże problemy ze soba..
Jest nerwusem, frustratem i cholerykiem...Jak zamieszkaliśmy razem większość rzeczy, które robiłam, komentował. Przestałam słyszeć komplementy. Wieczna krytyka i czepianie. Zero szacunku. Jak sie wyprowadzilam w dalszym ciągu dostawałam wiadomości obrażajace mnie..że na to wszystko zasłuzyłam..
Dla niego przeprowadziłam sie, zrezygnowałam z jednej pracy a niedawno chciałam zrezygnować z drugiej, żeby tylko być jak najbliżej niego.
Poświęciłam znajomych i rodzinę.
Teraz od nowa muszę powrócić do innej rzeczywistości.
Nie wiem co robic..ciężko jest mi podjąć jakiekolwiek decyzję. Ale najgorsze jest ten brak wiary, że będzie lepiej, że się poukłada i że jeszcze będę szczęśliwa.
Byliśmy ze soba 7 miesięcy, mieszkaliśmy 3. Kilka lat temu przeżyłam zdradę po 7 latach zwiazku..Ciężko było..bo trwalo to kilka lat ale wykaraskalam sie. Później mało znaczące, skomplikowane znajomości. Po kilku latach kiedy odzyskałam wiarę w szczęśliwy związek, pojawił się on. Wspólne pasje, zainteresowania..Sygnały, że coś jest nie tak dostawałam już od jakiegoś czasu. Tłumaczyłam i usprawiedliwiałam..z anielską cierpliwością podchodziłam do awantur wszczynanych przez niego z mojego powodu. Jemu co jakiś czas coś się nie podobało..po wypracowaniu przeze mnie pewnej rzeczy, wymyślał kolejną. Siedziałam jak na szpilkach. Bałam się, że mnie zostawi..Dałam sobie wmówić, że wszystko jest moją winna. A to, że do mnie powiedział: stul pysk i tak było moją winą bo go zdenerwowałam. Wyzwiska, że nie myślę, że studia to chyba na stadionie kupiłam..że nie potrafię zapamiętać kolejnej rzeczy na liście nakazów i zakazów.
Czuję się oszukana bo to nie jest czlowiek, w którym sie zakochałam..W piątek mówił, że mnie kocha a w niedzielę nie chciał ze mną rozmawiać i patrzeć na mnie. Jak może tak się czlowiek zmienić?
Zablokowałam go na wszystkich portalach..Nie piszę i nie dzwonię. Czy jeszcze kiedyś będzie normalnie? Czy odzyskam chęć do życia i czy będę szczęśliwa? Powrót do życia przed zwiazkiem jest trudny..gotowanie i zakupy dla jednej osoby, samotne wyjazdy rowerowe, odpowiadania na pytania ludzi, zmiana planów itp.
Czasem się zastanawiam co jest ze mną nie tak..że nie wychodzi mi.. jak już sie otworzę to i tak dostaję po uszach.