Jesteśmy ze sobą od 1,5 roku od 8 miesięcy mieszkamy razem - mieszkaliśmy . Miesiąc temu wyprowadziłam się. Jestem kobietą dla której w związku bardzo liczy się dopasowanie emocjonalne. Moj mężczyzna natomiast od początku związku budował wokół siebie mur. Czułam się bardzo zależna od niego a mój nastrój w dużej mierze zależny był od stanu naszej relacji . A docieralismy się intensywnie - bez awantur itp . Ale brakowało mi w nim wylewności . Mniejsza oto . Pojawiły się w moim życiu inne problemy- zawodowe , nie mogłam i nie miałam czasu sprzątać i gotować ( nie żeby on tego wymagał , duzo robił w domu sam ) mimo to czułam się z tym źle , że nie moge i nie mam nastroju Dbać o dom - czułam że w aktualnym stanie życiowym nie moge o dbac o zwiazek / bardzo mi to wewnętrznie przeszkadzało .Czułam że sytuacja w jakiej się znaLazlam wymaga skupienia się 100% na sobie by ratować swoją firmę i nie popaść w długi. On ma trudny charakter . Długo zajęło mi otwieranie go i po tym 1,5 roku moge przyznać że już nie sprawia mu problemu złapanie mnie za reke itp . Poprostu ten zwiazek kosztował mnie poświęcenia wielkich pokładów siły wewnętrznej . Chłopak jest bardzo zakompleksiony , w dodatku miał złamane serce po dłuższym poprzednim zwiazku . Naprawde sporo mnie wszystko kosztowało . Nie było idealnie jednak wyprowadziłam sie głownie bo problem był we mnie - nie w nim . Złościły i rozpraszały mnie juz nawet brązowe ściany w jego mieszkaniu - nie było to „moje” a ja potrzebowałam działać i potrzebowałam do tego stosownych warunków by nie splajtować . Byłam tez zmęczona . Ten zwiazek od podstaw stworzyłam ja , on ma masę problemów z okazywaniem uczuc .
Ale do rzeczy . Wyprowadziłam sie , lepiej mi aktualnie mieszkać oddzielnie - natomiast nie chce by to był bezwzględny koniec . Sadze ze separacja dobrze nam zrobi , pozwoli mu sie przekonać czy na pewno mnie kocha ( bo niw raz miałam watpliwosci ) a równiez ja nie czuje sie gotowa na dbanie o kogos intensywnie w momencie gdy naprawde sytuacja życiowa u mnie jest średnio wesoła ... jednak docelowo myslalam abyśmy sie zeszli ale za rok . No i teraz tak postanowiliśmy puścić to wolno co ma byc to bedzie i zaczęłam wariować hahaha ;-) spotkamy sie mniejwiecej 2x w tygodniu . On sadził ze nie bedziemy mogli bez siebie wytrzymać i dziwi się ,że jakos nam sie udaje . Mam wrazenie ze co innego mowi a co innego robi . Wczoraj zawahał sie czy mnie kocha , wiec zapytałam czemu mnie okłamał tydzien temu mówiąc ze kocha na co odrzekł ze strasznie głupia jestem
i zebym sie domyśliła sama czy kocha czy nie . Z jednej strony gada mi takie rzeczy a z innej , robi mi kolacje , przynosi sniadanie do łóżka , dba o mnie , przytula , całuje jest duzo bardziej czuły jak dawniej . Jednak stroni od kontaktów głownie oddzywam się ja . Nie wiem jak to odbierać , z jednej stront mysle ze to ja sie wyprowadziłam a on ma swoj honor - mysle też czy on czasem nie boi sie odrzucenia . Na samym początku naszego zwiazku on wstydził sie zaproponować mi seks - nie raz miałam wrazenie ze go nie podniecam , był kompletnie emocjonalnie i psychicznie na mnie zamknięty . Altualnie gdy tylko go przytule on jest podniecony . Mam wrazenie ze gdybym mu pow ze go nie kocham odrzeklby to samo a gdy powiem ze kocham to odrzeknie że to samo ... czym sie kierować słowami czy czynami i reakcjami jego organizmu ? Chciałabym z nim byc poprostu sytuacja wymusiła ode mnie takie działania , on jest naprawde ciężkim człowiekiem ale za nami juz tyle kryzysów że już naprswde niejedna para wzięłaby rozwód - szkoda mi tego sadze ze ta relacja ma szanse przerodzić sie w dojrzała bardzo dojrzała relacje jednocześnie pojawiła sie obawa czy on mnie kocha - dodam że on lekko ze mna tez nie miał , nie jeden sam by mnie mogl wyprowadzić .
Sorrki, autorko, ale odnoszę wrażenie, że sama nakleiłaś się, jak ten plaster, na jego złamane serducho i jego dystans tłumaczyła ,,trudnym charakterem". Oczywiście, są gorsze dni, kiedy ktoś nie ma ochoty czułe patrzeć sobie w oczy, ale- jeśli w związku gra- nie musisz zastanawiać się , czy komuś zależy.
Oczywiście to moje zdanie, a Ty sama myślisz ocenić, czy warto. Ty znasz chłopak lepiej, jesteście razem już jakiś czas, więc powinnaś wiedzieć, czy coś fajnego z tego będzie.
Nie do końca tak jest , on bardzo walczył o mnie z początku , ale to typ mężczyzny który rzadko okazuje uczucia ( gdy zdobędzie kobietę wydaje mu się , że juz nie musi ) , musiałam go tego uczyć- przyzwyczaić do buziakow przed
Wyjściem do pracy , trzymania za reke (
Jemu to było obce - wcześniejszy zwiazek miał bardzo chłodny ) , to typ który zrobi coś predzej w domu, zadba o kobietę ale w bardzo pragmatyczny sposób niżeli powie że kocha . Nie łatwo z takim żyć ale nauczyłam się jego . Teraz sytuacja w której jestem wZbudzila we mnie te watpliwości bo nie widzimy się codziennie a jestem kobietą którą cechuje mała pewność siebie ;-( niby jestem go pewna inaczej bym się nie wyprowadzała stawiając na szali cały zwiazek a z drugiej pojawiły się watpliwosci bo ten nie narzuca mi się i cierpliwie mam wrazenie że czeka
Ale czego Ty właściwie chcesz? Wg mnie zachowujesz się nieracjonalnie.
Sama zdecydowałaś, że nie masz czasu na dbanie o związek, bo ważniejsza jest dla Ciebie praca (jakby nie można było tego pogodzić), a potem masz pretensje, że on co innego mówi a co innego robi. A Ty niby co robisz? Jak się kogoś kocha, to nie odstawia się go na boczny tor i mówi, że może za rok się zejdziecie, tylko się walczy.
Co do niego, to postawiłaś sobie za punkt honoru być Matką Teresą. Bo on ma trudny charakter, ciężkie rozstanie, nie okazuje czułości, bla bla bla. Ten, kto ma za sobą trudny związek i "złamane serce" idzie się leczyć, a nie wchodzi w nowy związek i marudzi jak to mu było źle. Ty chciałaś mu udowodnić, jaka to jesteś super, tylko on tego nie docenił.
Nie pasujecie do siebie w ogóle. Ty zajmij się firmą, on lizaniem ran i kompleksami.
Chyba nad sobą powinnaś się zastanowić, nie nad nim..
A jak nie potrafisz oddzielić stresu pracy od życia w domu, nie nadajesz się do związków.
Ja dla odmiany zapytam, czy i ten wątek dotyczy tego samego mężczyzny co np. tutaj:
https://www.netkobiety.pl/t105085.html ? Albo tutaj: https://www.netkobiety.pl/t109474.html ?
O co Ci tak naprawdę chodzi?
Mam wrażenie, ze tą wyprowadzką starałaś się obrócić sytuację, żeby to on się teraz WYKAZAŁ, pociągnął teraz ten wózek na którym jedziecie i udowodnił miłość do Ciebie. Tymczasem okazało się, że on przyjął to mocno letnio- jak wszystko co Ciebie dotyczy.
8 2018-10-29 11:29:49 Ostatnio edytowany przez balin (2018-10-29 11:30:36)
Głównym problemem Autorki jest jej jaźń. Równowaga psychiczna ma swoje prawa. Ilość bodźców negatywnych, nie może przekraczać tych pozytywnych. Facet może z natury, może w wyniku życiowych przejść, nie jest wylewny w okazywaniu uczuć. Dlatego Autorka ma braki, jest niestabilna. Chce faceta pobudzić, do większej wylewności. Nie dostrzega kompletnie jak to może być przez niego odbierane.
Jesteśmy ze sobą od 1,5 roku od 8 miesięcy mieszkamy razem - mieszkaliśmy . Miesiąc temu wyprowadziłam się. Jestem kobietą dla której w związku bardzo liczy się dopasowanie emocjonalne. Moj mężczyzna natomiast od początku związku budował wokół siebie mur. Czułam się bardzo zależna od niego a mój nastrój w dużej mierze zależny był od stanu naszej relacji . A docieralismy się intensywnie - bez awantur itp . Ale brakowało mi w nim wylewności . Mniejsza oto . Pojawiły się w moim życiu inne problemy- zawodowe , nie mogłam i nie miałam czasu sprzątać i gotować ( nie żeby on tego wymagał , duzo robił w domu sam ) mimo to czułam się z tym źle , że nie moge i nie mam nastroju Dbać o dom - czułam że w aktualnym stanie życiowym nie moge o dbac o zwiazek / bardzo mi to wewnętrznie przeszkadzało .Czułam że sytuacja w jakiej się znaLazlam wymaga skupienia się 100% na sobie by ratować swoją firmę i nie popaść w długi. On ma trudny charakter . Długo zajęło mi otwieranie go i po tym 1,5 roku moge przyznać że już nie sprawia mu problemu złapanie mnie za reke itp . Poprostu ten zwiazek kosztował mnie poświęcenia wielkich pokładów siły wewnętrznej . Chłopak jest bardzo zakompleksiony , w dodatku miał złamane serce po dłuższym poprzednim zwiazku . Naprawde sporo mnie wszystko kosztowało . Nie było idealnie jednak wyprowadziłam sie głownie bo problem był we mnie - nie w nim . Złościły i rozpraszały mnie juz nawet brązowe ściany w jego mieszkaniu - nie było to „moje” a ja potrzebowałam działać i potrzebowałam do tego stosownych warunków by nie splajtować . Byłam tez zmęczona . Ten zwiazek od podstaw stworzyłam ja , on ma masę problemów z okazywaniem uczuc .
Ale do rzeczy . Wyprowadziłam sie , lepiej mi aktualnie mieszkać oddzielnie - natomiast nie chce by to był bezwzględny koniec . Sadze ze separacja dobrze nam zrobi , pozwoli mu sie przekonać czy na pewno mnie kocha ( bo niw raz miałam watpliwosci ) a równiez ja nie czuje sie gotowa na dbanie o kogos intensywnie w momencie gdy naprawde sytuacja życiowa u mnie jest średnio wesoła ... jednak docelowo myslalam abyśmy sie zeszli ale za rok . No i teraz tak postanowiliśmy puścić to wolno co ma byc to bedzie i zaczęłam wariować hahaha ;-) spotkamy sie mniejwiecej 2x w tygodniu . On sadził ze nie bedziemy mogli bez siebie wytrzymać i dziwi się ,że jakos nam sie udaje . Mam wrazenie ze co innego mowi a co innego robi . Wczoraj zawahał sie czy mnie kocha , wiec zapytałam czemu mnie okłamał tydzien temu mówiąc ze kocha na co odrzekł ze strasznie głupia jestemi zebym sie domyśliła sama czy kocha czy nie . Z jednej strony gada mi takie rzeczy a z innej , robi mi kolacje , przynosi sniadanie do łóżka , dba o mnie , przytula , całuje jest duzo bardziej czuły jak dawniej . Jednak stroni od kontaktów głownie oddzywam się ja . Nie wiem jak to odbierać , z jednej stront mysle ze to ja sie wyprowadziłam a on ma swoj honor - mysle też czy on czasem nie boi sie odrzucenia . Na samym początku naszego zwiazku on wstydził sie zaproponować mi seks - nie raz miałam wrazenie ze go nie podniecam , był kompletnie emocjonalnie i psychicznie na mnie zamknięty . Altualnie gdy tylko go przytule on jest podniecony . Mam wrazenie ze gdybym mu pow ze go nie kocham odrzeklby to samo a gdy powiem ze kocham to odrzeknie że to samo ... czym sie kierować słowami czy czynami i reakcjami jego organizmu ? Chciałabym z nim byc poprostu sytuacja wymusiła ode mnie takie działania , on jest naprawde ciężkim człowiekiem ale za nami juz tyle kryzysów że już naprswde niejedna para wzięłaby rozwód - szkoda mi tego sadze ze ta relacja ma szanse przerodzić sie w dojrzała bardzo dojrzała relacje jednocześnie pojawiła sie obawa czy on mnie kocha - dodam że on lekko ze mna tez nie miał , nie jeden sam by mnie mogl wyprowadzić .
Sama robisz krok w tył i się wycofujesz, ale twoje ego domaga się hołdów i adoracji. Słabe to.
Głównym problemem Autorki jest jej jaźń. Równowaga psychiczna ma swoje prawa. Ilość bodźców negatywnych, nie może przekraczać tych pozytywnych. Facet może z natury, może w wyniku życiowych przejść, nie jest wylewny w okazywaniu uczuć. Dlatego Autorka ma braki, jest niestabilna. Chce faceta pobudzić, do większej wylewności. Nie dostrzega kompletnie jak to może być przez niego odbierane.
Dokładnie tak . Mam wielki niedosyt ktory odbija sie na mnie w taki sposób , że jestem niestabilna . Moja sytuacja finansowa w wyniku blednie podjętych decyzji jest bardzo kiepska . Sadze ze dojrzały facet by mnie wspierał a nie sprzątał za mnie jednocześnie dając mi do zeozumienia że bardziej bałaganie , mniej w domu robie . Dążę do tego że mam poważne watpliwosci czy którykolwiek z Nas sie nadaje do związków w aktualnym momencie ale jednocześnie nie oto pytam , interesuje mnie czyn sie kierować w ocenie uczuc mężczyzny czy czynami czy słowami
Ponieważ nie byłaś uprzejma odpowiedzieć na moje pytanie, czy ten wątek poświęcony jest temu samemu chłopakowi, co i poprzedni - wychodzę z założenia, że tak.
Regulamin naszego forum wyraźnie mówi, że dublowanie tematów jest zabronione, dlatego też ten wątek zamykam, a Ciebie proszę o ponowne zapoznanie się z naszymi zasadami.
IsaBella77