Witam.
Jestem tu zupełnie nowa ... przypadkiem ... ale właśnie nieznośna samtność przywiodła mnie w to miejsce...
Potrzeba wygadania się ...
Weekand , wieczór w zasadzie już noc. A ja - sama - zabijam czas przed komputerem .
Chyba potrzebuję jakiejś mądrej rady .
Jestem sama. Piekilnie sama. Nagle. Byłam przez dwa lata z mężczyzną który był na swój sposób ideałem . Ale , byłam tą drugą . Świadoma wszystkiego . Nie chciałam rozbijać rodziny więc w stosownym momencie o nic nie walczyłam. Zniknęłam. Świat się zawalił. A chcwilę później moja przyjaciółka , najbliższa mi osoba na świecie wyjechała do Stanów. Prawie z dnia na dzień zostałam zupełnie sama.
Oczwiście są znajomi , koledzy , koleżanki ale najbliżych mi osób zabrakło. Zamknęłam się w swojej samotni. Od czasu do czasu ktoś gdzieś mnie wyciąga . Imprezy ,bankiety. Ja "niby świetnie" się bawię. A potem wracam w puste cztery ściany. Ryczę w poduszkę.
Zajomi widzą we mnie kobietę sukcesu. Uśmiechniętą świetnie radzącą sobie singielkę. Która nigdy nie narzeka, ze wszystkim sobie poradzi.
Mam 30 lat . Owszem wyrwałam się z niezamonej niepełnej rodziny. Skończyłam studia , mam ciekawą pracę , kilka nieudanych związków i ten ostatni o którym nie potrafie zapomnieć - może nie związek a - hmmm . Nie potrafię go przestać kochać ale wiem że nie zrobię nic, że to się skończyło.
Pozostał ból tęsknota i rozdzierająca samotność bo nawet już nie mogę jak zawsze wypłakać się przyjacióce, upić wspólnie butelką wina.
Skończył się jakiś piekielnie wazny rozdział. I mam poczucie ze wylądowałam na pustyni...
Jak sobie radzić w takiej sytuacji ? Co robić? Jak nie zwariować?