witam! Jestem mamą 3 miesięcznego dziecka. Dziecko mam cudowne, jednak myślę o rozstaniu z partnerem, ojcem dziecka. Wydaje mi się, że to ten jedyny (zawsze tak uważałam i zapewne będę uważać) jednak nie dogadujemy się. Nie jesteśmy małżeństwem. Od samego początku się mnie wstydził. Teraz to się zmieniło, ale daleko jest do ideału. Wiem, że mnie kocha i mu zależy, ale ogólnie rzecz ujmując to piotruś pan. Dziecko wychowuję praktycznie sama, ale on zbiera laurki za to jak fajne mamy niemowlę. Irytuje mnie jego zachowanie. Nawet jak jest w domu siedzi cały czas przy komputerze. Jest bardzo pracowity jeśli chodzi o obowiązki zawodowe, ale w życiu codziennym jest leniwy. Mimo, że bardzo dobrze zarabia to jeździ autem, które praktycznie rozpada się w czasie jazdy. To tylko przykład. Uważam, że w normalnym związku facet powinien dbać o takie rzeczy jak dom, samochód. Oboje zarabiamy więc to nie jest tak że czekam aż pieniążki same popłyną. Wręcz przeciwnie rzeczy dla dziecka kupuję za własne pieniądze. Nie czuję żadnego wsparcia. Poza tym bardzo irytuje mnie zachowanie jego matki, która za każdym razem gdy jesteśmy u niej doprowadza moje dziecko do histerii swoim zachowaniem. Wiadomo, że 3 miesięczne dziecko wymaga ukojenia i stopniowego pobudzania bodźcami, a jego matka zachowuje się jakby nasze dziecko miało już 3 latka, a nie 3 miesiące. Nie potrafi nawet go prawidłowo trzymać mimo, że wychowala 2 dzieci. Nie sądzę żeby np zabawa z ciągnięciem nóżek czy rączek była fajna dla kogokolwiek zwłaszcza dla zdrowia malucha. Delikatnie upominanie trafia jak kulą w płot. Nie wspomnę już o takich podstawowych rzeczach jak mycie rąk, całowanie przy opryszczce... Nie tylko to jest źródłem konfilktu. Chodzi o całokształt, ciągłe kłótnie, mówienie mi że jestem beznadziejna, że nic nie osiągnęłam, że jestem "wulgaryzm", że mam "wulgaryzm", że " mam kwas w mleku". Dodam tylko, że jest bardzo wykształcony i pracuje na uczelni... bo te teksty mogą sugerować co najmniej o patologii i zyciu na marginesie... Nie wiem co mam w tej sytuacji zrobić. Powiem szczerze, nie chcę z nim byc bo i tak jestem sama i już się przyzwyczaiłam do takiego stanu rzeczy. Mam mnóstwo rzeczy swoich i dziecka w jego mieszkaniu i wyprowadzka będzie dużym wyzwaniem. Poza tym nie chcę wydawać wszystkich oszczędności na wynajem, a do rodziców również nie chcę wracać. Mieszkają w małej miejscowości i to będzie duża strata w rozwoju dla mojego dziecka. Nie wiem co robić, w każdym razie nie tak powinno wyglądać życie młodej matki.
1 2018-07-27 22:06:44 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-07-27 23:21:21)
przede wszystkim nie pozwalaj na ciągnięcie dziecka za cokolwiek, chcesz mieć dziecko niepełnosprawne? po prostu jej to powiedz, że zrobi z dziecka kalekę, jak będzie tak robić, albo wprost jej powiedz, czy masz wzywac policję za znęcanie się nad dzieckiem. Może i wyjdziesz na wariatkę, ale lepsze to niż chore dziecko. Zwiewaj od tej rodziny bo niedość, że ty się umęczysz, to jeszcze dziecko Ci zabiją.
Myślę, że jesteś perfekcjonistką. Przy pierwszym dziecku tak jest, trzecie wraca z podwórka, trochę się je oskrobie i leci dalej. :-)
Macie dziecko, to po pierwsze, nie Ty masz, chociaż chciałabyś je tylko dla siebie. Trudno wychowywać niemowlaka, można się nim aktywnie zajmować, na wychowanie przyjdzie jeszcze czas. Ojciec pewno się zajmie dzieckiem bardziej, gdy będzie większe. Mogłabyś zostawić dziecko z ojcem i wyjść sama, ale pewno się boisz, a jesteś przecież perfekcyjna, więc nie da rady. Ale to przez aktywność tworzy się więź, nie od patrzenia.
Nikt nie będzie lepszym ojcem dla dziecka, niż ten pan, z którym obecnie mieszkasz. Zazwyczaj to się sprawdza. Po odstawieniu ojca na drugi tor, więź między nim a dzieckiem nawet nie zaniknie, bo się nawet nie wytworzy.
Rozumiem, że już podjęłaś decyzję. Ale jeśli nie, to zawsze można porozmawiać i coś ustalić, zaproponować. Mąż może przelać wynagrodzenie, zostawiając sobie ustaloną kwotę, o ile nie chce się zajmować pewnymi zakupami. Można jasno postawić sprawę, co się nie podoba i czego oczekujesz od faceta w związku. Tylko to powinna być krótka lista. Jeśli jeszcze ze sobą rozmawiacie, to możecie się dogadać. Obawiam się jednak, że już nie jesteście partnerami, tylko przytłoczyłaś chłopa pretensjami i może jesteś już dla niego strażnikiem, nie fajną kobietą.
A teściowa to inna sprawa, trzeba się postawić, ale myślę, że trochę przesadzasz. Tak samo, jak z tą stratą dla małego dziecka ze względu na mieszkanie w małej miejscowości. Może dziecko nie będzie chciało skakać przez tak wysoką poprzeczkę, jaką jemu ustawi mama? Będzie wolało mieć własne sprawy i fajną rodzinę obok? I co zrobisz wtedy? Wyślesz na psychoterapię? ;-)
Myślę, że już podjęłaś decyzję.
Ten facet nie jest "tym jedynym".
Nie pasujecie do siebie, macie zupełnie inne oczekiwania.
Może być dobrym ojcem dla Waszego dziecka nie będąc jednocześnie Twoim partnerem.
Myślę ze to pisal facet bardzo skrzywdzony przez matke swojego dziecka. Po pierwsze nie jestem perfekcjonistka i uwazam ze brudne dziecko to szczesliwe dziecko. Zostawiam ojca z dzieckiem i butelka a sama wychodze mimo ze on nie jest w stanie dziecka utulic tylko chodzi z nim tak dlugo az dziecko padnie ze zmeczenia placzem. Wyjezdzalismy z dzieckiem w rozne miejsca i spalismy na starym materacu na nieuzywanym strychu bo ojciec dziecka lubi wyjezdzac tylko w takie miejsca. O wyjezdzie w normalne miejsce z miejscem do spania typu lozko nie ma nawet mowy. To tyle jesli chodzi o moj perfekcjonizm. Co do tego ze traktuje faceta jak podnozek. Sorry ale on wychodzi na sushi z kolegami i jego zonami a ja w tym czasie spedzam czas w domu i wyjadam to co same sobie przygotuje jesli mam juz czas. Ojciec dziecka aktywnie trenuje sport ekstremalny wiec co wieczor wychodzi a w weekendy wyjezdza. On poza absurdalnym wyrywaniem i ciagnieciem dziecka nie robi nic. Na poczatku ja kapal, ale zauwazylam ze dziecko ma doslownie niedomyta skorupe zaschnietej i brudnej skory za uszami. Nie mowiac o reszcie ciala. Probowalam grzecznie i cierpliwie tlumaczyc ale obrazal sie jak maly chlopiec. On sam zreszta bierze prysznic 2 razy w tygodniu bo po co w ogole dbac o siebie, o czysty dom czy skromny ale schludny samochod. Co do tej wysokiej poprzeczki to moje dziecko bedzie robilo w zyciu co chce byleby bylo szczesliwe ale po co mam wracac do miejsca gdzie nie ma totalnie nic. Jako samotna matka raczej nie wyjade z nia na zagraniczne wakacje wiec przyjazd to duzego miasta i przejazdzka tramwajem to juz bedzie wyczyn dla takiego malucha. Tutaj przynajmniej jest wiele darmowych miejsc gdzie dziecko moze pobawic sie z innymi maluchami lub przejsc sie na jakies przedstawienie. Ja jako dziecko a potem studentka musialam wszedzie dojezdzac nie mowiac juz o szkole wiec tego dla swojego dziecka nie chce. O to mi chodzi, nie o wielkie plany i nie wiadomo jakie wyksztalcenie. I jak napisalam to nie jest moj maz, bo mu nie dorownuje w niczym wiec tego zaszczytu nie dostapilam. Jest jeszcze taka kwestia ze mam toksyczna matke, ktora doprowadzila moja siostre do proby samobojczej. Nie mam zamiaru wiec wychowywac dziecka z kims takim.
Co do „ tesciowej” myslalam ze bede mogla na nia liczyc jednak balabym sie zostawic dziecko z kims takim. Mysle ze ona po prostu jest juz w takim wieku ze nie mysli racjonalnie. Fizycznie jest aktywna i ma mnostwo kolezanek itp Jednak kompletnie nie potrafi zajac sie niemowleciem przez 5 minut. Bardzo kocha wnuczke i wpada w jakis szal jak ja widzi. Dusi, sciska, mietoli az doprowadza moje dziecko do histerii. Mala zauwaza ja przedmioty i potrafi sie „bawic” ale zamiast spokojnie spedzac czas z dzieckiem, tesciowa potrafi np potrzasac przed nia cala mata edukacyjna. Wprowadza chaos i zamieszanie. Dla niemowlecia to za duzo bodzcow. Pomijam wscibskie pytania np czy moj pokarm jest wartosciowy, co ja jem bo schudlam wiec dziecko tez nie dojada. Ze trzeba jej tlumaczyc oczywiste rzeczy o tym ze opryszczka dla niemowlaka jest grozna, ze fotelik czy chusta sa zdrowe... Podejrzewam ze o mnie plotkuje tak samo jak obgaduje druga synowa o ktorej mowia ze to „kij z dziura” i ze ma matke dziwaczke. Kazala mi stawic sie zaraz po wyjsciu ze szpitala z dzieckiem i meczyla mnie smsami o 6 rano ze ma prawo wnuczke zobaczyc (wtedy bylam dopiero tydzien po porodzie). Przykladow takiego zachowania mozna podawac wiele.
I tak uwazam ze moj maluch jest MOIM dzieckiem. Nie naszym. Jak ojciec dziecka dowiedzial sie ze jestem w ciazy uciekl, powiedzial tylko ze mam isc do lekarza zeby sprawdzic gdzie to „dziadostwo sie zagniezdzilo”. Na usg byl w calej ciazy ze mna tylko raz i stwierdzil „ze sprzet byl ciekawszy niz dziecko”. Moglabym podawac wiele przykladow. A argument pt ze ojciec zajmuje sie dzieckiem kiedy podrosnie jest zalosny panowie. Owszem od patrzenia nie zbuduje sie wiezi. Ojciec dziecka owszem ja stworzyl ale nie starcza mu sily na codzienne obowiazki. Probowalam „nauczyc” ojca dziecka jak ma sie nim zajmowac... Spokojnie, cierpliwie, zachętą, pochwałami itp ... Sorry nie mam zamiaru udawac ze szarpanie za nozki dziecka jest super fajna zabawa! Albo przyciaganie dziecka do siebie za nogi... Zalosne
Jedno pytanie: po kiego grzyba za niego wyszłaś, skoro już wcześniej Cię tak traktował?
I tak uwazam ze moj maluch jest MOIM dzieckiem. Nie naszym. Jak ojciec dziecka dowiedzial sie ze jestem w ciazy uciekl, powiedzial tylko ze mam isc do lekarza zeby sprawdzic gdzie to „dziadostwo sie zagniezdzilo”. Na usg byl w calej ciazy ze mna tylko raz i stwierdzil „ze sprzet byl ciekawszy niz dziecko”. Moglabym podawac wiele przykladow. A argument pt ze ojciec zajmuje sie dzieckiem kiedy podrosnie jest zalosny panowie. Owszem od patrzenia nie zbuduje sie wiezi. Ojciec dziecka owszem ja stworzyl ale nie starcza mu sily na codzienne obowiazki. Probowalam „nauczyc” ojca dziecka jak ma sie nim zajmowac... Spokojnie, cierpliwie, zachętą, pochwałami itp ... Sorry nie mam zamiaru udawac ze szarpanie za nozki dziecka jest super fajna zabawa! Albo przyciaganie dziecka do siebie za nogi... Zalosne
Jego kontakt z dzieckiem po takim zachowaniu powinien być ograniczony do płacenia alimentów.
Ewidentnie jesteście z innej bajki. Może z czasem partner dorośnie, albo i nie. :-)
Teraz jesteście z innych światów. Piszesz, że ne jesteś perfekcjonistką, a potem podajesz przykłady, że jednak jesteś. Rozumiem, że każdy ma inny poziom zero i z tym nie warto walczyć.
Według mnie, za bardzo się przejmujesz. Pęknie żyłka i dzieckiem nie będzie miał się kto zająć, oprócz teściowej. ;-) Wyluzuj, bo sobie robisz krzywdę. Poza tym, decyzja na spokojnie jest 100 razy lepsza od tej w stresie.
A co do miejsca zamieszkania, to przesadzasz. Jeszcze co najmniej 5 razy zmienisz miejsce zamieszkania i z 10 razy pracę, takie są czasy. Korzysta się z tego, co jest pod ręką, dziecko też z tego skorzysta.
W ciągu tego tygodnia zmieniłem trzy kraje, nie przewidywałem tego, ale taka jest moja praca. :-) Też zmienisz nie raz, może nie będą to tak radykalne zmiany, jak moje, ale będą.
Więc odpuść rzeczy mniej ważne, powinniście się umieć dogadywać, choćby ze względu na wasze dziecko. A czy będziecie razem, to nie jest już takie istotne.
Kochana, ja pogonilam swojego byłego partnera jak dziecko miało 3 tygodnie. Było ciężko, ale z nim byłoby jeszcze ciężej. Nie pomagał mi kompletnie w niczym. Po co tkwić w toksycznych związkach? Dla dobra dziecka? Przecież te dzieci są później tak poranione, że aż szkoda gadać...
Dlaczego uważasz że przyciąganie dziecka za nogi jest żałosne?
Pewnie dlatego że to jest twoje pierwsze dziecko nie wiesz o tym że to jest bardzo dobra zabawa dla dziecka.
No może jedynie racje masz co do wieku dziecka, bo to jeszcze noworodek.... więc ciągnięcie za nogi jest raczej nie na miejscu.
13 2018-07-29 11:15:40 Ostatnio edytowany przez puchaty34 (2018-07-29 11:16:39)
Dlaczego uważasz że przyciąganie dziecka za nogi jest żałosne?
Pewnie dlatego że to jest twoje pierwsze dziecko nie wiesz o tym że to jest bardzo dobra zabawa dla dziecka.
No może jedynie racje masz co do wieku dziecka, bo to jeszcze noworodek.... więc ciągnięcie za nogi jest raczej nie na miejscu.
Typie bredzisz. Niemowlę nie ma jeszcze rozwiniętych stawów, wiesz, że takie ciągnięcie może spowidowac zwichnięcia stawów, dysplazję?
14 2018-07-29 12:59:37 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2018-07-29 13:00:10)
Dlaczego uważasz że przyciąganie dziecka za nogi jest żałosne?
Pewnie dlatego że to jest twoje pierwsze dziecko nie wiesz o tym że to jest bardzo dobra zabawa dla dziecka.
No może jedynie racje masz co do wieku dziecka, bo to jeszcze noworodek.... więc ciągnięcie za nogi jest raczej nie na miejscu.
Themusik widzialas (widziales) dziecko chyba tylko na obrazku:)
Noworodek to dziecko do 1 miesiąca, potem to niemowlę, aż do ukończenia 1 roku zycia.