Jestem zona artysty. Od kilku tygodni zauwazylam, ze ciagle sie klucimy, w nerwach pada zbyt wiele niechcianych slow - i tych, ktore bola i tych, ktore rania... Coraz mniej czasu spedzamy razem, a jak juz oboje mamy wolne, nie umiem Go namowic na kino, spacer, badz cokolwiek innego. Caly czas jest cos innego. Zmeczenie, brak pieniedzy, brak czasu.... Jestesmy bardzo mlodzi, a zachowujemy sie jak baaaaardzo starzy ludzie- praca - dom - dom - praca, podstawowe czynnosci i nic wiecej....
Cos mnie trafia jak po raz kolejny sie klucimy - i to o nic! Nie wychodzimy juz prawie nigdzie! Siedzimy w domu jak dwa stare zgrzybiale pnie! A jak juz zaczne ten temat to i tak zawsze konczy sie klutnia! Chce i kocham spedzac czas z nim, ale nie w ten sposob! Chce zyc!
I nie wiem juz jak z Nim rozmawiac. Czasem juz nie mam sily nic proponowac, bo i tak przeciez znam odpowiedz....
Czy ktos z was tez tak ma?
prawie jak bym czytała o sobie -no z małymi różnicami - my się mało kłócimy, ale też nigdzie nie wychodzimy (poza obiadkami u rodziców raz w tygodniu), jak namówiłam go na kino to po seansie wyszliśmy pokłóceni (jak zwykle niedomówienia). a przepraszam -wychodzimy do sklepu ! gdyby znajomi nie mieszkali po drodze do rodziców to też byśmy ich nie widywali.
brak czasu, ale też oszczędności - chodzenie po knajpach to wydawanie kasy....
mówisz że u was też -brak pieniędzy, może dlatego on nie chce wychodzić ?
ostatnio mieliśmy rozmowę na ten temat -powiedziałam mu to samo -zachowujemy się jak starzy zmęczeni życiem ludzie. nie doszliśmy do żadnych konstruktywnych rozwiązań, zwyczajnie nie mamy czasu żeby prowadzić inne zycie
no chyba że będziemy chodzić do pracy półprzytomni.
wydaje mi się że ArtZono że musimy przejąć inicjatywę, wynajdywać miejsca/wydarzenia na których chcemy być i zaciągać tam naszych mężczyzn, bo inaczej za kilka lat będziemy bardzo sfrustrowane
Dokładnie - przejmij pałeczkę, poszukaj ciekawych, aczkolwiek niedrogich miejsc gdzie moglibyście wyjść, pojechać. Sami lub zorganizuj wyjście ze znajomymi. Sama wiem po sobie - mam 21 lat, mój narzeczony 26 lat, mieszkamy razem, ja studiuję i pracuję a on już po studiach. Jesteśmy bardzo zmęczeni zwłaszcza, że dojazdy do pracy zajmują np. mi 1,5 h w jedną stronę. Jednak wynalazłam teraz dla nas bardzo tani kurs salsy w parach - coś razem możemy robić, chodzimy na spacery - to nic nie kosztuje, czasami kino - nie trudno uzbierać taką kwotę. Poproś swojego faceta, aby pozwolił Ci zorganizować Wam czas, że potrzebujecie tego, żebyście chociaż spróbowali.
Kochane, wlasnie oto chodzi, ze czasem juz nie mam sily wymyslac - badz tez nie chce mi sie klocic. Oboje pracujemy, ale przeciez to nie tak ma wygladac zycie... Mieszkamy sami - czasem przygotuje kolacje z butelka wina - jest fajnie. Kupilam bilety do kina - leza od 2 miesiecy. Wymyslalam kurs tanca, silownie, spacer...i? Udalo nam sie wyjsc do kosciola w zeszla niedziele! Nie wiem czy to ja juz jestem przewrazliwiona czy On tak zmeczony zyciem, ale nie mam pojecia jak to rozwiazac. Kocham Go, ale tesknie za tymi czasami, jak bylismy zakochani ta czysta beztroska miloscia, chodzilismy do parku, na spacery (to nic nie kosztuje), na kolacje, czasem na jakis koncert...
Moze zbyt wiele wymagam? A moze to ten czas w roku kiedy pogoda i wszystko inne wpedza czlowieka w zly nastroj...ale przeciez ja mam tyle sily i energii do dzialania!
A wiecie co boli najbardziej? Kompletny brak niespodzianek. Wiem, ze powazniejsze zeczy w zyciu trzeba zaplanowac, ale marze o tym, zeby choc jeden raz przyszedl do domu i powiedzial: Kochanie, ubieraj sie, zabieram Cie dzis gdzies! Albo poprostu zrobil romantyczna kolacje, zoorganizowal jakos czas! Oboje jestesmy artystami i kazdy z nas ma swoja druga wielka milosc - sztuke. On jest muzykiem, ja malarka, ale od ostanich kilku tygodni nawet nie mam weny. Nic nie maluje od jakiegos czasu, bo nie umiem sie za to zabrac. Czasem jak oboje mamy wolny weekend on godzinami siedzi i gra na fortepianie, a ja siedze i...? I nic. Ugotuje, posprzatam, wypiore, pokrzatam sie i dzin stracony. Kocham i rozumiem jego pasje, ale musze cos zrobic bo zwariuje, albo wpadne w depresje. Wiem, ze w zyciu nie jest jak na filmach, ale czy mezczyzna nie moze choc czasem byc troszke spontaniczny?
A moze to dlatego, ze ja cale moje zycie, ktore mialam przed nim bylam bardzo spontaniczna, mialam przyjaciol, z ktorymi organizowalam, wyjazdy na stopa, koncerty, wieczory poetyckie czy wypady na lake i rozmowy do poznych (badz bardzo wczesnych) godzin....
Eh, moj ty smutku, gdzie tamte czasy?
tak was słucham i stwierdzam, że u mnie jest podobnie - ale przyszło mi do głowy, że może my też możemy ruszyć dupska i coś zrobić???
Dlaczego to oni muszą coś zaczynać, coś wymyślać?
Może oni też przeżywają kryzys, przesilenie wiosenne czy co tam jeszcze. Ostatnio dorosłam do tego, żeby czasem nie narzekać jak mi to jest źle i los mnie pokrzywdził, ale pomyśleć że ta moja druga połowa myśli troszeczkę inaczej ode mnie (co nie znaczy gorzej!!!), że zadręcza się myślami czy da rade utrzymać rodzinę, że też może mieć zły dzień i że też tęskni za tym co było. Ostatnio wybraliśmy się do planetarium - i wydawało mi się że to wcale nie romantyczne i że strata czasu - a tu miła niespodzianka. Potem był spacer i kawiarnia. Czasem wystarczy coś błahego i nie koniecznie kosztownego żeby ożywić związek...
Mam nadzieję że uda nam się zabłysnąć przed partnerami i że znowu zaiskrzy jak kiedyś... ![]()
Tylko, że do tanga trzeba dwojga
i jak już koleżanka pisała, nawet jak coś organizuje to klapa. Z tym narzekaniem to się zgodzę
wczoraj jechałam z moim lubym samochodem i miałam do niego pretensje, bo obiecaliśmy sobie, że coś zmienimy w naszym związku i on tego nie robi. I znowu mój potok słów, on starał się załagodzić sytuację i pomyślałam sobie - matko jak ja zrzędzę!!!! Jak stara baba!!!
i zaczęłam się śmiać. Bo to, że on nie mówi mi tyle razy dziennie co bym chciała, że mnie kocha nie oznacza, że tak nie jest
ma problemy z pracą - ok jest zmęczony więc dam mu fory
Oni też mają gorsze dni - tylko my mamy mieć złe dni -? zwłaszcza przed okresem? Tylko Nas może dobijać pogoda? Nie
poczekajmy na wiosnę - napewno wtedy w naszych związkach się dużo zmieni, kiedy tylko będzie ciepło i uśmiechy powrócą na Nasze twarze ![]()
zgadzam się z Tobą i też jestem pełna optymizmu
)
Ruszyc dupska i mozemy, ale ktos to musi zrobic z nami... Jak wyzej-do tanga trzeba dwojga.
Kiedy wlasnie o to chodzi, ze wyskakuje z propozycjami, ale zawsze cos nie pasuje wiec stwierdzilam, ze moze nie podobaja mu sie moje pomysly i zaczelam pytac na co ma ochote? Gdzie by chetnie poszedl....i to niestety tez skonczylo sie tragedia! Bo znow probuje go gdzies wyciagnac, bo jest zmeczony, bo to i tamto....
Chodzi mi o to, ze ja tez ciezko pracuje i w dodatku mam bardzo odpowiedzialna prace, jestem zmeczona i zestresowana, ale pomimo to chce cos zrobic ze swoim, naszym zyciem bo przeciez zwariuje! Mnie sie nikt nie zapyta czy mam dosc? Czy moze mi zrobic herbaty? Badz: Kochanie ja dzis ugotuje obiad. Nie. I owszem, czasem troche marudze - jak kazda z nas, ale nie uwazam, zebym przesadzala. Moj maz ma prace, w ktorej czesto chadza na basen, saune, jezdza na wycieczki, wystawy, chadzaja po restauracjach....moze to tez dlatego jego potrzeba rozrywki jest zaspokojona i nie chce mu sie wychodzic ze mna. Chce posiedziec w domu i miec swiety spokoj?
eh, juz sama nie wiem. Sprobuje od jutra na nic nie narzekac! Kompletnie! (:
Wtrącę się do dyskusji. Rutyna i marazm to najgorsi wrogowie związków oraz - co równie ważne - róznica temperamentów. W waszej dyskusji pada wiele rozsądnych opinii. To, że trzeba się ruszyć, przejąć inicjatywę i działać jest jak najbardziej wskazane. Ale na dłuższą metę jedna osoba tego za Chiny nie uciągnie. Choć nie wiem jak będzie się starała to w końcu zacznie się wypalać a nowego zasilenia ognia z drugiej strony nie widać... Dlatego tak jak już zauważono obie strony powinny się angażować, raz jedna bardziej raz druga ale generowanie pomysłów, niespodzianek, zaskoczeń powinno być "zadaniem" obojga. Sęk w tym, że często po latach zaczynają wyłazić temeperamenty, które rozmijają się.
Np. ktoś bardziej czuje się domatorem albo jest bardziej "filozofem" życiowym i pewne szaleństwa są mu nie po drodze. Ktoś inny to chodzący wulkan energii i pomysłów. I czasami takim osobom ze sobą zaczyna być niewygodnie. Co robić? Pozostaje próbować coś zmienić wręcz walczyć o swoje lub zrezygnować ze swoich pragnień w imię jakże miło brzmiącego zjawiska tzw. "kompromisu". Tylko czasem ten kompromis to po prostu oddanie pałeczki, poddanie się, rezygnacja, która i tak szczęścia nie daje.
Ale pozostaje wierzyć, że jednak się uda. Bo w końcu poddawanie się to ostatnia rzecz jaka powinna przyjść do głowy. I to w każdym obszarze życia ![]()
A ja zaczęłam ćwiczyć, zmieniłam fryzurkę, i zamiast przesiadywać przed tv na serialach to zaczęłam słuchać muzyki. Córeczka nawet zauważyła że stałam się weselszą kobietką. I wcale to nie oznacza że jestem mniej zmęczona niż zwykle i że nie tęsknie za zwariowanymi pomysłami sprzed lat...
Ale zdecydowanie jest to tani sposób na poprawę nastroju, a i partner dostrzegając zmianę zaczyna kombinować skąd u mnie taki zapał i nie zrzędzi mi nadmiernie:P
Mam nadzieję, że u mnie to zadziała i z pewnością będę Wam mówiła o moich sukcesach i porażkach:)
Ulcia- świetny początek ![]()
pogoda teraz się zmienia (i już tylko 2 days until WIOSNA) więc może być już tylko lepiej.
ja nawet znalazłam zapał żeby troche bardziej posprzątać, zmienić obrusy na świąteczne, kupiłam bazie, i gdy nieslubny wszedł od razu powiedział że widzi co zrobiłam, gałązki bardzo mu się spodobały - taki powiew świeżości. a w weekend mam nadzieję na spacer jak będzie tak ciepło ![]()
oby żadna z nas nie musiała iść na kompromisy które później będą nas uwierać. docierajmy się....
ja też wybieram się na spacer - córeczka zrobiła marzannę i musimy się i jej i zimy pozbyć raz na zawsze!!!!
Ja tez pewnie poloze nowe obrusy i bazie i baranki i jajka i...
'...i niby wszystko jest tak jak powinno byc, za chwile zbudzi nas nowy swit. Tylko dlaczego ja z takim nieludzkim strachem, nie potrafie...'
Dzieci...nasze dzieci tez by sie pewnie cieszyly, dziwily czy cokolwiek, gdybysmy je tylko mieli...bo przeciez moj 30sto letni maz wciaz czuje sie za mlody.
A jak juz zostalo kilka razy powiedziane: do TANGA trzeba DWOJGA.
marudze, marudze, znowu marudze! Jestem 38 h na nogach, jedyny wolny weekend z moim mezem od 5 tygodni i dostalam okres!
Moj ty smutku...
ArtZono, może najwyższy czas zrobic coś dla siebie- wyjśc do ludzi, zapisac się na kurs salsy... może wtedy mąż poczuje, że ma w domu prawdziwy skarb, zrobi się troszkę zazdrosny i sam ruszy cztery litery, żeby Ci dogodzic;) Na nic nie jest za późno-zacznij coś zmieniac, to i on pójdzie za Tobą:)
też tak uważam:)
I jak tam dziewczyny po weekendzie?
Pogoda była na tyle ładna że spacer wypalił a i Marzannę utopiliśmy - teraz będzie już tylko lepiej i nie wiedzieć czemu mam sporo ochoty do życia...
my też zaliczylismy spacery
fajnie przyjemnie i nawet sam wspomniał żeby jakąś imprezę dla znajomych zorganizować
ale w najbliższym czasie to my się wybieramy do nich więc super
a niedługo będzie już można w parku się spotkać, pograć w badmintona....mmmm
i znów minął kolejny tydzień... czas mi tak szybko ucieka, że zanim się obejrzę to już kolejna niedziela a po niej niestety poniedziałek:P
Ostatnio się cicho na forum zrobiło - czyżby wszystkie kobietki sprzątały??
Przyznam, że ja na dziś też już mam dość ale liczę na odpoczynek jutro...