Moj znajomy (z ktorym kontakt mialam raczej tylko droga internetowa ze wzgledu na tysiace kilometrow nas dzielacych) powiedzial mi jakies 4 lata temu, ze jego nowo poslubiona zona nie jest szczesliwa z powodu naszej znajomosci i dreczy ja zazdrosc.
Dlatego on poprosil mnie o zrozumienie i zaprzestanie jakichkolwiek kontaktow.
Zrobilo mi sie zal ze wzgledu na to, ze on jest wartosciowym czlowiekiem, tworca, artysta.... no i juz nigdy wiecej nie zamienie z nim slowa.
Ale z drugiej strony pomyslalam sobie WOW! Ale facet!
No i nasza znajomosc umarla. Uszanowalam jego prosbe.
Teraz zycie postawilo mi na drodze namolna znajoma mojego meza.
Maz nie jest tak wspanialy jak ow znajomy, ale rzeczywiscie rok temu zainicjowal zerwanie kontaktow.
Tylko ze owa nimfa urokliwa, nie ma zamiaru uszanowac tego. Pisze do mojego meza, chce odrodzenia znajomosci sprzed dwudziestu laty (to byla prawie jego zona)
i bardzo krytycznie podchodzi do mojej zazdrosci proponujac potajemne kontakty, wspolczujac mezowi mojej zazdrosci przez ktora ona podobno wlasnie sie rozwiodla (jej maz byl chorobliwie zazdrosny). Moj maz kiedys okreslil ja jako typ " flirciarty". Zerwal z nia przed slubem bo.... ha ha ha.. "byl zazdrosny" bo miala romans z zonatym mezczyzna w tak zwanym miedzyczasie.
No i co dziewczyny myslicie o kobietach takich jak one?
Co za kompleks powoduje, ze nie potrafia sie wycofac?
Co tak silnego pcha je do akcji?
Dlaczego nie przeszkadza im, ze rania inna kobiete?
Ja wiem ze mezczyzna ma cos do powiedzenia.... ale generalnie w tym momencie zastanawiam sie nad takimi kobietami.
Wypowiedzcie sie prosze.
Małpa, żmija, flądra - inne określenia by mi moderatorki wykasowały... Co je pcha do takiego zachowania? Najczęściej kompleksy - próby dowartościowania się kolejnymi facetami + demonstrowanie swojego stylu życia jako wolności, niezależności. Ta niewiasta po prostu uważa, że chlubę przynosi jej swoboda obyczajów i brak zasad moralnych, a Ty nędzna, zniewolona szara myszo czymże możesz konkurować z tą wyzwoloną lady?
Zadbaj o to, żeby mąż się za bardzo w tę odgrzewaną "miłość" nie zaangażował, prezentuj swoją "zazdrość" i oblicze zaborczej kury domowej (oczywiście z przymrużeniem oka) i się za mocno lafiryndą nie przejmuj...
Mam nadzieję, że mężowi możesz ufać...
NIE MA "KOLEŻANEK",nie ma co byc za bardzo tolerancyjna ,bo drogo sie za to płaci
NIE MA "KOLEŻANEK",nie ma co byc za bardzo tolerancyjna ,bo drogo sie za to płaci
AMEN
lucziola napisał/a:NIE MA "KOLEŻANEK",nie ma co byc za bardzo tolerancyjna ,bo drogo sie za to płaci
AMEN
Gucio prawda. Jestem koleżanką wielu facetów, często zajętych i nigdy jakoś żadnej kobiecie krzywdy nie zrobiłam. Wszystko zależy od kobiety, na drugim miejscu dopiero od faceta.
Ale ta opisana tutaj to koleżanką nie jest. To zwykła żmija i mącicielka.
Nie chciałam urazic nikogo,ale jaka madra kobieta zawraca swoimi problemami d.chłopakowi w związku(bez znaczenia czy mąz ,czy bez papierka).Jeś li tak robi to nie ma szacunku dla jego partnerki i napewno nie ma dobrych zamiarów.
i co zrobic z taka macicielka?
bo ona oficjalnie to tylko bez zobowiazan chce porozmawiac, ciekawa jest dziejow meza, i oficjalnie nie ma niczego zlego na mysli, jest czysta jak lza w intencjach. Mozna powiedziec Maryja Dziewica.
ale tak od niechcenia to rzuci:
ze do hotelu do niego to by wpadla chetnie
ze w romantycznym momencie znow sobie o nim przypomniala (nie znam szczegolow, tyle maz powiedzial)
ze moze by tak ukradkiem przede mna pokorespondowac (skoro mam problem z zazdroscia)
no i wiem ze wspominali jej orgazmy ale nie wiem kto zainicjowal ten temat....
Czyli generalnie w moim odczuciu stanowczo to nie jest niewinna kobietka
i ciagle mnie zastanawia, dlaczego ona to robi?
Tutaj wiele od twojego męża zależy. Skup się na tym, żeby on wiedział, że jesteś przeciwna ich kontaktom, że uważasz, ze ona nie ma czystych intencji i generalnie powiedz mu to mniej więcej tak jak nam tutaj
hmmmm
a mnie się za to nie podoba, że dziewczyna mojego przyjaciela, z którym przyjaźnię się dużo dłużej, niż oni się znają, jest o mnie chorobliwie zazdrosna mimo tego, że nigdy przenigdy, nawet jak oboje byliśmy wolni, do niczego nie doszło. i wiecie co? ja byłam miła, chciałam pokazać, że nie jestem dla niej absolutnie żadnym zagrożeniem, bo mnie jej facet nie interesuje, ale i tak widziałam, że jest do mnie wrogo nastawiona. później w końcu wyszło na to, że nie pozwala mu się ze mną spotykać. i fakt, mniej się widzimy... ale ja nie chcę zrezygnować z tej przyjaźni, dużo dla mnie znaczy.
nie rozumiem kobiet, które w każdej koleżance swojego faceta widzą rywalkę i każą urwać wszelkie kontakty.
papilon, bo facet nakłamał swej kobiecie i cos ukrywał
i stąd zazdrość nie mówie że na twój temat ale na inna koleżanke i może teraz jego laska każdą nastepna jego koleżanke traktuje jak wroga, to on musi zapewnic swej lasce że ja kocha itp nie dziw się bo na bank bys tak sama byla gdybyś miała "nieszczerego" faceta pamietajcie, wystarczy kilka "uchybień" z jego strony, niewinne okłamanie a już w nas kobietach włączy się alarm
Papillon, masz rację. Ale weź pod uwagę, że to dziewczę opisane w poście autorki nie zachowuje się jak niewinna przyjaciółka. A jeśli ma niewinne zamiary to bardzo idiotycznie je prezentuje. Żona mojego przyjaciela też jest o mnie zazdrosna, ale szanuję jej zdanie, staram się nie dawać żadnych powodów do zazdrości, dostosowuję się do jej chwilowych ataków zazdrości, które polegają na (zależnie od dnia): mamy się nie spotykać lub mamy nie rozmawiać na gg lub mamy nie pisać do siebie smsów lub mamy się spotykać tylko w drodze do pracy itp... Dla nas obojga ta przyjaźń dużo znaczy, więc manewrujemy między zakazami, ale nigdy bym nie zaproponowała M., żebyśmy się kontaktowali potajemnie bez wiedzy jego żony ani też nie rzucam dwuznacznych propozycji. A to sytuacja zupełnie inna niż problem autorki wątku...
papilon...hmm bylam w sytuacji w ktorej moj maz przyjaznil sie z dziewczyna ktora znal duzo dluzej ode mnie i powiem ci ze sprawil mi tym ogromny bol. To byla ,,czysta przyjazn,, ktora utrudniala mi zsynchronizowanie sie z moim mezem bo gdzies posrodku przewijala sie ,,serdeczna i bezinteresowna,, przyjaciolka mojego meza. Nie oklamuj samej siebie i nierozwalaj zwiazku. Sprawiasz bol narzeczonej twojego przyjaciela? badz honorowa odejdz a zachowasz twarz i godnosc i szcunek do samej siebie. Bycie szlachetnym poplaca. Jak bedzie wolny mozesz kontynuowac znajomosc ale miedzyczasie znajdz sobie kogos kto wypelni twoja emocjonalna pustke . Kogos kto nie ma zadnych zobowiazan ( szczera rada dla twojego dobra i dla dobra tej drugiej)
papilon...hmm bylam w sytuacji w ktorej moj maz przyjaznil sie z dziewczyna ktora znal duzo dluzej ode mnie i powiem ci ze sprawil mi tym ogromny bol. To byla ,,czysta przyjazn,, ktora utrudniala mi zsynchronizowanie sie z moim mezem bo gdzies posrodku przewijala sie ,,serdeczna i bezinteresowna,, przyjaciolka mojego meza. Nie oklamuj samej siebie i nierozwalaj zwiazku. Sprawiasz bol narzeczonej twojego przyjaciela? badz honorowa odejdz a zachowasz twarz i godnosc i szcunek do samej siebie. Bycie szlachetnym poplaca. Jak bedzie wolny mozesz kontynuowac znajomosc ale miedzyczasie znajdz sobie kogos kto wypelni twoja emocjonalna pustke . Kogos kto nie ma zadnych zobowiazan ( szczera rada dla twojego dobra i dla dobra tej drugiej)
ale tak naprawdę w imię czego mam się usuwać? wcale nie rozwalam związku, to ona rozwala swój własny związek pokrętnym myśleniem. równie dobrze mogłabym napisać, że to ona psuje naszą przyjaźń.
i nie mam żadnej emocjonalnej pustki, po prostu jest to osoba, która jest dla mnie ważna. traktuję go jak starszego brata, kumpla, z którym zawsze jest zabawnie, który zawsze doradzi, poza tym mamy wspólne zainteresowania i pasje.
mój facet też ma przyjaciółki i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by zakazać mu się z nimi spotykać! bo niby czemu? zaufanie to podstawa.
Blekitnaroza - strasznie uogólniasz. I wg mnie w Twoim przypadku to Ty wykazałaś się brakiem zrozumienia i tolerancji. Jak możesz odbierać mężowi przyjaciółkę, która była w jego życiu zanim Ty się pojawiłaś? Nie wolno zamykać partnera w złotej klatce i ograniczać mu świata, podobnie jak sama nie powinnaś ograniczać swojego świata. Zaufanie to podstawa każdego związku. Nie każda przyjaciółka faceta to polująca na niego żmija. Mój przyjaciel jest dla mnie jak brat, ja jestem dla niego siostrą, której nigdy nie miał. Rozumiemy się doskonale, akceptuję go całkowicie właśnie dzięki temu, że jest "tylko" przyjacielem a nie partnerem. Nie zabieram jego czasu przeznaczonego dla żony.
I chyba mylisz pewne rzeczy. Przyjaźń faktycznie wypełnia pewną emocjonalną pustkę, ale Twoje rady nie mają sensu. Bo jeśli papillon znajdzie sobie przyjaciela bez zobowiązań to też ma się od niego odczepić jak on znajdzie przyjaciółkę? Chyba nie znasz definicji przyjaźni, dziewczyno. Jej urok polega na tym, że jest się kimś bliskim bez względu na zmieniające się sytuacje w życiu, jest się zawsze...
a mnie się za to nie podoba, że dziewczyna mojego przyjaciela, z którym przyjaźnię się dużo dłużej, niż oni się znają, jest o mnie chorobliwie zazdrosna mimo tego, że nigdy przenigdy, nawet jak oboje byliśmy wolni, do niczego nie doszło. i wiecie co? ja byłam miła, chciałam pokazać, że nie jestem dla niej absolutnie żadnym zagrożeniem, bo mnie jej facet nie interesuje, ale i tak widziałam, że jest do mnie wrogo nastawiona. później w końcu wyszło na to, że nie pozwala mu się ze mną spotykać. i fakt, mniej się widzimy... ale ja nie chcę zrezygnować z tej przyjaźni, dużo dla mnie znaczy.
nie rozumiem kobiet, które w każdej koleżance swojego faceta widzą rywalkę i każą urwać wszelkie kontakty.
hmm... ja nie widze rywalki w kazdej kolezance, nawet w tej z ktora moj maz sie przespal gdy bylismy para w zalazku.
ja widze tylko problem w tej jednej.
a co do Twojej sytuacji... to tak naprawde nie wiesz co niechcacy i mimochodem dzialasz w ich malzenstwie. Mimo Twoich dobrych intencji, nie wiesz co dzieje sie w ich zwiazku. Moze za duzo Ciebie w jego glowie? Moze za duzo Twoich pogladow w ich malzenstwie? Nie wiesz tego.
...ale skoro to przyjaciel, to na pewno po przyjacielsku usuniesz sie z drogi by mogl dotrzec sie ze swoja zona bez Twego posredniego w tym udzialu.
Tak mysle
...and...
ja mysle ze potrzeba prawdziwej przyjazni by dac nowo tworzacej sie parze odetchnac.
pozwolic im na siebie wzajemnie oddzialywac
... i jesli przyjaciel ma klopoty ze swoja partnerka dlatego, ze ja jestem w jego zyciu za czesto, albo w ogole, no to chyba nie bede mu szkodzic.
Dlatego ja tak postapilam. Nie pisze, nie zaczepiam, nie dzwonie.... choc bolalo jak diabli.
Przyjazn sie nie wypala po latach. Przyjazni nie popsuje rozlaka. Zatem poczekam. Moze kiedys sie dotra, ona nabierze pewnosci siebie i znow odnowimy kontakty.
Nie powiem o niej zlego slowa. Musi byc wspaniala skoro moj przyjaciel tak o niej mysli. Ufam mu.
Zazdrosc masz klase- trzeba wiedziec kiedy zejsc ze sceny.
Mam lepszy pomysl, zacznij z nia rozmawiac jako Twoj maz, umow sie z nie w jakims eksluzywnym wystrzalowym miejscu, powiedz, zeby sie ubrala wystrzalowo i wyslij do niej jakiegos szcerbatego starego zasmarkanego dzieda, z bukietem kwiatow, ktory bedzie taki namolny w stosunkum do niej, jak ona do Twojego meza. I niech powie: co moj skarbie nie poznajesz swojego ....misia? Tak powaznie, najgorsze, ze to my jestesmy pozniej zranione najbardziej, ze to nasz swiat sie rozpada, ze mosimy sie leczyc z ran i uczyc zyc od nowa. Ale wierze, ze te kobiety doczekaja sie zasluzonej kary. Sama nie wiem ile czasu trzeba, zeby odbudowac ufnosc i milosc. Ciesze sie, ze Twoj maz z Toba rozmawia o tym, a nie kombinuje za plecami. Dacie rade. Nie wiem czy czytalas moj watek zdrada nie zdrada jak sobie tym poradzic. Ja ciaglenie wiem
Zazdrosc masz klase- trzeba wiedziec kiedy zejsc ze sceny.
Oj, Blekitnaroza... nie czuje sie jakbym miala klase. Czuje sie podle. Ale chce przynajmniej postepowac tak by za 10 lat pomyslec o sobie, ze mialam klase.
...bo teraz to siedze pod stolem i placze.
Myślę Droga Zazdrosci,że jednak klasę masz jak wspomniała Koleżanka.Nie pozwól by ktokolwiek wmówił Ci inaczej.
Co do panny-napewno nie ma dobrych zamiarów i raczej nie ma co liczyc ,że odpuści sama.Może powinna spotkać kogoś kto wytłumaczyłby jej dobitnie co z nią nie tak.Pewnie ma straszne kompleksy i zwyczajnie Ci zazdrości i nie tylko mężczyzny,ale tego że on kocha właśnie Ciebie i sprawiasz,że On jest szczęśliwy.Jestem pewna ,że to zauważyła i zwyczajnie szlag ją trafił z zawiści.
Pozdrawiam ....
papillon napisał/a:a mnie się za to nie podoba, że dziewczyna mojego przyjaciela, z którym przyjaźnię się dużo dłużej, niż oni się znają, jest o mnie chorobliwie zazdrosna mimo tego, że nigdy przenigdy, nawet jak oboje byliśmy wolni, do niczego nie doszło. i wiecie co? ja byłam miła, chciałam pokazać, że nie jestem dla niej absolutnie żadnym zagrożeniem, bo mnie jej facet nie interesuje, ale i tak widziałam, że jest do mnie wrogo nastawiona. później w końcu wyszło na to, że nie pozwala mu się ze mną spotykać. i fakt, mniej się widzimy... ale ja nie chcę zrezygnować z tej przyjaźni, dużo dla mnie znaczy.
nie rozumiem kobiet, które w każdej koleżance swojego faceta widzą rywalkę i każą urwać wszelkie kontakty.hmm... ja nie widze rywalki w kazdej kolezance, nawet w tej z ktora moj maz sie przespal gdy bylismy para w zalazku.
ja widze tylko problem w tej jednej.
a co do Twojej sytuacji... to tak naprawde nie wiesz co niechcacy i mimochodem dzialasz w ich malzenstwie. Mimo Twoich dobrych intencji, nie wiesz co dzieje sie w ich zwiazku. Moze za duzo Ciebie w jego glowie? Moze za duzo Twoich pogladow w ich malzenstwie? Nie wiesz tego.
...ale skoro to przyjaciel, to na pewno po przyjacielsku usuniesz sie z drogi by mogl dotrzec sie ze swoja zona bez Twego posredniego w tym udzialu.
Tak mysle
czy ja spotykając się z nim, "działam" w ich związku (nie są małżeństwem)? nasze spotkania nie mają NIC wspólnego z ich spotkaniami. na jej temat tak naprawdę się nie wypowiadam, nie oceniam jej, on ogólnie bardzo mało mówi o swoim związku, więc na pewno nie ma w nim moich poglądów. jemu też w głowie nie siedzę, bo jak już mówiłam nawet jak byliśmy oboje sami, nigdy nie przyszło nam do głowy, by przekształcić to w coś więcej...
i powtarzam, ja nie mam ŻADNEGO udziału w ich związku, więc jak mają do siebie dotrzeć, to na co im moja obecność czy jej brak?
Zazdrosc napisał/a:papillon napisał/a:a mnie się za to nie podoba, że dziewczyna mojego przyjaciela, z którym przyjaźnię się dużo dłużej, niż oni się znają, jest o mnie chorobliwie zazdrosna mimo tego, że nigdy przenigdy, nawet jak oboje byliśmy wolni, do niczego nie doszło. i wiecie co? ja byłam miła, chciałam pokazać, że nie jestem dla niej absolutnie żadnym zagrożeniem, bo mnie jej facet nie interesuje, ale i tak widziałam, że jest do mnie wrogo nastawiona. później w końcu wyszło na to, że nie pozwala mu się ze mną spotykać. i fakt, mniej się widzimy... ale ja nie chcę zrezygnować z tej przyjaźni, dużo dla mnie znaczy.
nie rozumiem kobiet, które w każdej koleżance swojego faceta widzą rywalkę i każą urwać wszelkie kontakty.hmm... ja nie widze rywalki w kazdej kolezance, nawet w tej z ktora moj maz sie przespal gdy bylismy para w zalazku.
ja widze tylko problem w tej jednej.
a co do Twojej sytuacji... to tak naprawde nie wiesz co niechcacy i mimochodem dzialasz w ich malzenstwie. Mimo Twoich dobrych intencji, nie wiesz co dzieje sie w ich zwiazku. Moze za duzo Ciebie w jego glowie? Moze za duzo Twoich pogladow w ich malzenstwie? Nie wiesz tego.
...ale skoro to przyjaciel, to na pewno po przyjacielsku usuniesz sie z drogi by mogl dotrzec sie ze swoja zona bez Twego posredniego w tym udzialu.
Tak mysleczy ja spotykając się z nim, "działam" w ich związku (nie są małżeństwem)? nasze spotkania nie mają NIC wspólnego z ich spotkaniami. na jej temat tak naprawdę się nie wypowiadam, nie oceniam jej, on ogólnie bardzo mało mówi o swoim związku, więc na pewno nie ma w nim moich poglądów. jemu też w głowie nie siedzę, bo jak już mówiłam nawet jak byliśmy oboje sami, nigdy nie przyszło nam do głowy, by przekształcić to w coś więcej...
i powtarzam, ja nie mam ŻADNEGO udziału w ich związku, więc jak mają do siebie dotrzeć, to na co im moja obecność czy jej brak?
no jednak maja cos wspolnego z ich spotkaniami.. rozmawiaja o Tobie, ona jest zazdrosna o czas spedzany z Toba (hmmm moze nie poswieca jej nalezytej uwagi).
To ze on malo mowi Tobie o swoim zwiazku to nie znaczy, ze w tym zwiazku nie ma Twoich pogladow. Nie wiesz tego... no bo.. he he nie mowi.
ale jesli Ci tak bardzo zalezy by trwac w jakimkolwiek ukladzie z tym facetem i jest on rzeczywiscie przyjacielem (tylko i az)... to zawalcz moze i powiedz mu, ze najwyzszy czas by zrobil cos by jego kobieta czula sie przy nim jak ksiezniczka i nie zaprzatala sobie glowy Twoim istnieniem.
Tak naprawde to kobieta jest tylko zazdrosne o to co wybranek jej serca daje inne kobiecie a nie daje jej samej.
i tak np. jesli moj facet przytula mnie czesto i caluje bez "okazji" to nie bede zazdrosna o przelotnego huga dla kolezanki.
... no ale jak moj facet mnie zaniedbuje a obsciskuje sie z innymi... to smutno mi.
Tak to dziala, niestety.
Mysle, ze to zadanie dla Twojego przyjaciela.. sprawic by jego dziewczyna nie byla zazdrosna o Ciebie. Wytlumacz mu to jako przyjaciel. I nie chodzi zeby jej nagadal, tylko by sprawil by nie czula sie dla niego mniej wazna niz Ty. On juz wie gdzie nabroil.
wreszcie jakaś konkretna rada xD pogadam z nim ^^ bo może to jest właśnie fakt, że ją zaniedbuje.
I jak sprawa rozwiązana?
Jak rozmowa?