Jestem ze stulejarzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Jestem ze stulejarzem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

Temat: Jestem ze stulejarzem

Cześć wszystkim!

Postanowiłam napisać tutaj post w związku z tym, że sytuacja opisana w tytule może wydać się zabawna na pierwszy rzut oka, jednak na codzień stała się uciążliwa i nieznośna. Przestaję sobie z nią radzić, dlatego pomyślałam, że szersza opinia na jej temat być może mi pomoże.

Zacznijmy od początku. Mam 22 lata i jak praktycznie większość osób na ziemi chciałabym mieć stałego partnera. Takiego, który traktowałby mnie poważnie, z którym miałabym wspólne zainteresowania i takiego, który by mnie kochał. Wydaje mi się, że w końcu, po kilku naprawdę paskudnych i chorych relacjach, udało mi się znaleźć partnera spełniającego te wymogi. Chłopak, z którym aktualnie jestem jest ode mnie o dwa lata młodszy. Ma w sobie dużo empatii, ciepła, potrafi się zorganizować i mimo tego, iż nie studiuje nie siedzi całymi dniami w domu przed kompem, tylko poszedł do pracy. Jednocześnie jest typem dość specyficznym: upartym i nieufnym (między innymi przez patologię w poprzednim związku oraz przez relację z rodzicielem). Czasem nie potrafi się zachować, aczkolwiek im dłużej jesteśmy ze sobą tym mocniej jego społeczne umiejętności się poprawiają. Nikt nigdy w relacji nie traktował mnie w tak dobry sposób.

Między nami nie ma żadnego seksistowskiego podejścia, wykorzystywania mnie, żerowania na moich pieniądzach czy pseudozabawnych "żartów" w towarzystwie na mój temat, co w poprzednich relacjach mi się zdarzało. On darzy mnie szacunkiem, uwielbia spędzać ze mną czas. Tęskni, gdy mnie nie ma, przytula, gdy tego potrzebuję (i jak niekoniecznie to też, gdyż jest fanem mojego ciała).

Jako, że odkąd zaczęłam życie seksualne byłam pod tym względem wulkanem namiętności, dość szybko chciałam zainicjować nasz pierwszy raz. W trakcie prób zauważyłam jednak, że coś jest nie tak. Za każdym razem jak zbliżałam się dłonią do krocza czy intensywniej się całowaliśmy mój partner potrafił się wykręcać zwrotami w stylu: "jutro idziesz na uczelnię/ja idę do pracy, trzeba się wyspać". Myślałam, że to może przezorność z jego strony; że nie chce żebym to ja zrobiła coś czego mogłabym później żałować. Po jakimś czasie jednak udało mi się tam zajrzeć i... zastałam penisa w stanie wskazującym na stulejkę. Po krótkim wywiadzie doszliśmy do wniosku, że to faktycznie to. Chłopak był przerażony, więc wyjaśniłam mu, że to się zdarza, że to nic wielkiego i szybko można temu zaradzić.

Ta sytuacja miała miejsce w styczniu tego roku. Mamy początek września. W międzyczasie prowadziłam z nim liczne rozmowy na ten temat: czasem mówiłam spokojnie i rzetelnie, później silniej z pretensją, a na końcu płakałam z bezsilności. Żadna z tych sytuacji nie zmotywowała go jeszcze na tyle, żeby zrobić z tym cokolwiek. Zdaję sobie sprawę, że służba zdrowia w tym kraju to chory żart, ale z drugiej strony... zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby nie chciał robić tego na NFZ (bo może gorszy lekarz) to ma pieniądze na operację! Niby znalazł miesiąc temu jakiegoś specjalistę, ale nie umie nawet sprawdzić gdzie pracuje. Ciągłe wykręty i wymówki. Jakakolwiek próba rozmowy na ten temat kończy się stwierdzeniem "no, trzeba to załatwić". Szkoda tylko, że nic się w tej materii nie zmienia.

W sumie z początku uznałam jego stulejkę za dar losu. Poznałam go w momencie wychodzenia z depresji, która w efekcie podrzuciła mi pewnego rodzaju wstrzemięźliwość seksualną tzn. nie interesuje mnie już seks tylko dla samej czynności. Wolałabym zbudować z kimś relację, odpowiedni poziom napięcia i zaufania. Wówczas seks wydaje mi się dużo pełniejszy i ciekawszy.

Niestety, zdaję sobie sprawę z tego, iż jestem młodą kobietą, która wręcz ubóstwia seks ( a raczej ubóstwiała, bo nie uprawiam go od roku). Uważam stosunek seksualny za coś bardzo istotnego na poziomie budowania relacji z partnerem. Za przyjemność nie do opisania. Nie potrafię sobie wyobrazić, że już nigdy nic się w tym kierunku u mnie nie wydarzy.

Z jednej strony bardzo go kocham a on kocha mnie. Przeprasza mnie za to, że jest tchórzem i nie potrafi raz a dobrze tego załatwić. Co jednak z tego wynika? Seksu i tak uprawiać nie możemy, biorąc pod uwagę budowę mojej pochwy i jego przypadłość. Zresztą nie chodzi tu o sam seks dla seksu, ale o akt zbliżenia, który, na Boga, MUSI BYĆ PRZYJEMNY DLA OBU STRON sad

Z drugiej strony - okej, mogłabym z nim zerwać i znaleźć sobie kogoś innego. Ale nie zależy mi po raz kolejny na związku, w którym to właśnie seks będzie na pierwszym miejscu. Mam za sobą sporo nieprzyjemnych zdarzeń, między innymi gwałt, kilka bardzo bolesnych odrzuceń i walkę z depresją (na szczęście udaną). Na przestrzeni tych kilku lat straciłam zaufanie do mężczyzn pod względem związków. Mój obecny luby wydał mi się inny, bo nie był zainteresowany wyłącznie tym, żeby mnie pomacać i przelecieć.

Czy robię dobrze, że wciąż czekam? Może to faktycznie nie ma sensu, a jemu tak naprawdę na mnie nie zależy? A może to się kiedyś samo z siebie rozwiąże, bo w końcu on do tego dorośnie? Być może seks to nie wszystko?

Co o tym myślicie? Po prostu nie wiem już co robić.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Harvey (2017-09-08 16:26:04)

Odp: Jestem ze stulejarzem

A jaki "typ" tej stulejki on ma?

Chłopak jest młody, boi się bólu, tego że ktoś mu "tam" będzie grzebał skalpelem, z pewnością ma na tym punkcie teraz kompleks. Ze stulejką można żyć, to nie jest choroba tylko pewien defekt, który można naprawić.

Jak mam coś podpowiedzieć Tobie to... wyszukaj najlepszego specjalistę urologa w mieście (prywatnego) i idź z nim na badanie. Podtrzymuj go na duchu i bądź wsparciem ale (niestety) to Ty musisz popchnąć ten temat do przodu. On zwyczajnie się boi. Bólu, zabiegu, lekarzy... młody jest wink

edit:

I się tak nie smutaj, od tego zmarszczki się robią wink

See, madness, as you know, is like gravity. All it takes is a little push!
Odp: Jestem ze stulejarzem

On ma niestety stulejkę całkowitą, więc z tego co czytałam najlepiej będzie się obrzezać, coby problem nie powracał.

W sumie to sam już był u jednego urologa z polecenia rodziny, aczkolwiek facet poza przepisaniem mu maści i stwierdzeniem, że problem sam się rozwiąże nie zrobił nic. W dodatku był dość nieprzyjemny w obyciu, więc mój chłopak tym bardziej ma stresa i złe doświadczenia.

Chyba będę musiała tak zrobić. Tylko ciekawe co będzie dalej. Czy wróci mi ochota na pieszczoty, bo to w międzyczasie też się pogorszyło. Ile można być zaspokajanym z jednej strony... lubię też dawać rozkosz, więc szczególnie dla mnie jest ta sytuacja bolesna. Niemniej nie przekonam się, póki nie będzie operacji.

PS: Nie jestem aż tak smutna, po prostu nie miałam pomysłu na nick XD

Reklama

4

Odp: Jestem ze stulejarzem

Jak całkowita to bardzo możliwe, że będzie całkowicie "wygolony" wink Do tego dochodzi nadwrażliwość, nowe bodźce czuciowe, gojenie, trochę bólu itp...

Jak wpiszesz w googla "męskie zdrowie" to pierwszy link wyskoczy o tym temacie, może tam podpytaj kto jest najlepszy z okolicy?

Musisz zrozumieć, że to nie jest łatwe dla faceta słyszeć, że jego "interes" jest coś jakiś "inny" i musisz iść pod nóż. To go przeraża. Seks przy całkowitej jest dość ryzykowny z powodu możliwości powstania załupka a wtedy wyląduje na "pierwszej pomocy"... co też nie jest miłe wink

I temu nie macie seksu smile

Ale jak piszesz, że jest spoko z niego koleś i Ci pasuje, to bym jednak "zawalczył" wink

See, madness, as you know, is like gravity. All it takes is a little push!
Odp: Jestem ze stulejarzem

Taak, domyślam się! Czytałam zwierzenia chłopaków, którzy przeszli tego typu zabiegi.

Jeśli chodzi o lekarza to wypatrzyłam już co najmniej trzech, którzy byliby odpowiedni. Operacja i tak będzie na NFZ, więc sobie trochę poczeka i też nie wiadomo z kim to będzie w końcu. Jedynie urolog prywatny, a on jest mu potrzebny tylko po skierowanie.

Udało mi się go dziś namówić na jutrzejszą wizytę u prywaciarza, aczkolwiek to jeszcze o niczym nie świadczy.

Co zabawne - w poprzedniej relacji uprawiał seks! Twierdzi, że jego ówczesna dziewczyna miała taką budowę, że jakoś dawał radę. Niemniej na końcu i tak usłyszał, że był beznadziejny w łóżku i ogólnie do niczego. Nie stoję więc przed łatwym zadaniem, bo nie dość, że chcę mu pokazać, że seks jest fajny to jeszcze staram się go nakłonić, aby "uwolnił ptaszka". Wyzwanie życia...

Reklama

6 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-09-08 23:02:17)

Odp: Jestem ze stulejarzem

@smutnadziewczyna... masz dwa olbrzymie problemy, które mogą całkowicie zabić twoje szczęście... weź głęboki oddech i skup się...

PIERWSZY ... wiążesz się z mężczyzną, który jest tchórzliwy, niezdecydowany, nie potrafi wziąć życia w swoje ręce; jak będziecie razem, to Ty zastąpisz mu matkę, a on dalej będzie chłopcem; to Ty będziesz się martwić o pieniądze, o wychowanie dzieci, o załatwienie spraw, płacenie rachunków; bedziesz w kącie płakać,że taki masz los, a przecież nie zostawisz "swojego misia", bo on ma kilka wad... Szukasz dowodów moich słów? Zobacz na swój post powyżej -- jakby mama pisała o synu... "załatwiłam mu", "zorganizowałam", "namówiłam".. nosz w mordę -- to jeszcze idź z nim i rozmawiaj z lekarzem.

DRUGI ... nie masz seksu i wydaje Ci się, że to nie takie złe, niegroźne, że są ważniejsze rzeczy niż seks; ale seks dla życia jest tym czym sól dla ziemniaków -- same ziemniaki są paskudne, zaś samą solą człowiek się nie naje -- musi to być razem; jeśłi chcesz mieć paskudne życie to proszę bardzo -- twój wybór, a na początek lektura wątku "żony aseksualnych mężczyzn"; wykończy cię to psychicznie

Nie zawsze możemy żyć z tymi, których kochamy. Szczęściem jest kochać tych, z którymi żyjemy. Nieprawda, że można kochać tylko jedną.

7 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2017-09-09 12:51:20)

Odp: Jestem ze stulejarzem
Gary napisał/a:

PIERWSZY ... wiążesz się z mężczyzną, który jest tchórzliwy, niezdecydowany, nie potrafi wziąć życia w swoje ręce; jak będziecie razem, to Ty zastąpisz mu matkę, a on dalej będzie chłopcem; to Ty będziesz się martwić o pieniądze, o wychowanie dzieci, o załatwienie spraw, płacenie rachunków; bedziesz w kącie płakać,że taki masz los, a przecież nie zostawisz "swojego misia", bo on ma kilka wad... Szukasz dowodów moich słów? Zobacz na swój post powyżej -- jakby mama pisała o synu... "załatwiłam mu", "zorganizowałam", "namówiłam".. nosz w mordę -- to jeszcze idź z nim i rozmawiaj z lekarzem.

Dlaczego rozciagasz jego niezdecydowanie w jednej sferze na inne?


smutnadziewczyna1234
Czy pytalas go dokladnie z czym wiaza sie jego obawy?

8

Odp: Jestem ze stulejarzem

Może w dużej mierze marna ocena od jego eks przyczynia się do problemu? Masturbuje się, czerpał przyjemność z seksu w przeszłości, pojawia się ból? Sama stulejka nie musi domyślnie oznaczać, że nie idzie uprawiać przyjemnego, satysfakcjonującego seksu, choć oczywiście, u każdego będzie nieco inaczej.

I am Jack's complete lack of surprise.

9

Odp: Jestem ze stulejarzem

Poniekąd oznacza, owszem można dojść, ale po pierwsze przy stulejce jest słabsze czucie, po drugie pojawiają się bolesne mikropęknięcia i stulejka robi się coraz gorsza. To wymaga operacji innej metody nie ma.

10

Odp: Jestem ze stulejarzem

Mój też ma i z seksem nie mamy żadnego kłopotu jak i nic się mu nie pogarsza od lat, więc nieco mnie zdziwiło to, ale jak wspomniałam - różni faceci mogą różnie mieć. U nas kłopotu nie ma, przekonałam się, że i higienę jest w stanie zachować, i jemu nie przeszkadza, więc odpuściłam namawianie na operację. W przypadku faceta autorki zastanawia mnie jednak to, czy faktycznie problem jest tak trudny fizycznie, czy jednak głowa się w to mocno włączyła.

I am Jack's complete lack of surprise.

11

Odp: Jestem ze stulejarzem

Nana weź pod uwagę jednak że stulejka ma tendencje do pogarszania się, więc uważam że warto iść i zrobić zabieg, 40 minut i już wink

12

Odp: Jestem ze stulejarzem

Małpa, powiedz to temu, którego będą kroić ;D U mojego w zasadzie z czasem jest lepiej, bez uszkodzeń, a niekiedy idzie tak lekko ściągnąć, choć nie do końca, ale wcześniej to i lekko nie dawało rady. Ot, póki nie zaboli nic, to i wołami nie zaciągnę. Za to kolega po urazie się nabawił i mówił nam, że z czasem jest gorzej, do lekarza poszedł bez problemu - tylko lekarz stwierdził, że nie ma potrzeby leczyć i się chłopak męczy dalej. To też demotywujące dla tych, którzy decydują się na wizytę u lekarza.

I am Jack's complete lack of surprise.

13

Odp: Jestem ze stulejarzem

W obecnej chwili i tak trzeba to robić prywatnie nfz nawalił i dla szpitali ta operacja to dodatkowe koszta, bo dostają za nią tak małe pieniądze, że nie pokrywa to nawet ceny materiałów.

14 Ostatnio edytowany przez smutnadziewczyna1234 (2017-09-14 00:09:24)

Odp: Jestem ze stulejarzem

Gary - to jest właśnie to o co się martwię; że będę się z nim w przyszłości męczyć. Jest więcej rzeczy, które mam mu do zarzucenia, między innymi fakt, iż nie wyobraża on sobie przeprowadzki do innego miasta a istnieje ewentualność, że ja niedługo będę musiała zmienić miejsce zamieszkania. Z jednej strony to rozumiem, bo nie tak łatwo zostawić swoje rodzinne strony dla kogoś kogo się w stosunku do długości swego życia ledwo zna. Z drugiej - jak słyszę po raz setny zdanie "bo jak coś nie wyjdzie to mnie wyrzucisz z naszego mieszkania na ulicę" to mam ochotę zjeść własną głowę. Wiem, że ma swoje powody by być nieufnym, ale im dłużej to słyszę tym bardziej mi się nie chcę zaprzeczać.
No nic, zobaczymy co będzie. Może samo z siebie się rozejdzie. Niemniej zależy mi na tym, aby mój partner (czy będzie ze mną czy nie będzie) był zdrowy i nie miał w przyszłości gorszych problemów z tym co ma teraz. Nie byłabym sobą, gdybym nie powalczyła o zmianę tej sytuacji.

Stulejka jest u niego na takim etapie, że nie nawet, gdyby sam z siebie chciał nie pozwoliłabym mu na zbliżenia. Zresztą on twierdzi, że jego poprzednia partnerka była "duża", jeśli chodzi o budowę pochwy i poniekąd wymagała od niego stosunków, więc jakoś tam koślawo dawał radę. U mnie jest na odwrót - jestem dość wąska, więc absolutnie seks bez operacji nie wchodzi w grę. To ma być przyjemność dla obu stron a nie cierpienie fizyczne dla niego i mentalne dla mnie.

Jeśli chodzi o jego obawy... gadałam z nim już o tym wiele razy. W końcu powiedział mi ostatnio o co chodzi, oczywiście nie na trzeźwo. Wszak po co rozmawiać z bliską osobą bez skrępowania... W każdym razie wyszło na to, że poprzedni lekarz badał go w taki sposób, iż sprawiał mu ból i nie proponował żadnego konkretnego rozwiązania. Twierdził, że operować tego nie trzeba i dał mu jakąś maść, która nic nie wniosła. O tym drugim wiedziałam, o pierwszym nie. I tu pojawia się kwestia braku zaufania. Dość ważnej dla mnie rzeczy, której brak z jego strony męczy mnie od dłuższego czasu. Cokolwiek nie zrobię i jak otwarta nie jestem wciąż jest zamknięty. Uwierzcie, nie daję mu powodów do niepokoju. Po prostu on żyje jakimiś swoimi lękami i ma gdzieś osobę, która stoi przed nim aktualnie. Przykre to jest, no, ale co ja mogę... a raczej jak długo.

Na razie temat zatrzymał się na tym, że ma szukać lekarza na NFZ, który nie będzie biadolił, że nie zrobi. Aczkolwiek tak, już się nasłuchałam, że państwowo nikt mu tego nie zrobi, bo się nie opłaca a jak już zrobi to zepsuje i trzeba będzie poprawiać. Niech robi co uważa. Stwierdził, że jak nie znajdzie nikogo na kasę chorych to pójdzie do prywaciarza na zabieg. Nie wiem na ile mogę wierzyć w jego słowa, niemniej - jest jakaś nadzieja.

Szczerze jednak mówiąc po tej niemalże rocznej batalii mam w sobie sporo rezygnacji i nie wiem nawet czy chcę już tego zbliżenia z nim czy nie. Wszystko to jest bardzo skomplikowane. Wciąż mam wrażenie, że robi to tylko dlatego, że mu suszyłam o to głowę. Jak dziecko, które się obraża na gadającą nad uchem matkę.

15

Odp: Jestem ze stulejarzem

Dużo zależy od tego, jak poważny jest jego stan. Skoro lekarz stwierdził, że nie trzeba tego operować/ciąć, to może coś w tym być. Skóra mimo wszystko jest rozciągliwa, tylko no, trzeba coś z nią robić, bo w przypadku, gdy nigdy nie ćwiczył... Będę dosadny, skórę trzeba ściągać cyklicznie, najlepiej podczas kąpieli, jak ma duży problem, właśnie z jakimś kremem lub nawilżeniem i może nie będzie tragedii. Jak nigdy jej nie ruszał i nagle lekarz ściąga ją z napletka, to się nie dziwię, że mógł poczuć ból.
Nie wiem, czy jego największym problemem jest właśnie stulejka. Może problem jest gdzie indziej, on dobrze o tym wie, dlatego nie chce czegoś z nią zrobić? Tylko spekuluję, bo nawet po Twoich obszernych wpisach nie ma dość informacji, by wieszać na nim psy.

16

Odp: Jestem ze stulejarzem

Najpierw poczytaj co to znaczy "stulejarz". Bo za samo nazwanie tak chłopak powinien ciebie zostawić. Jest to bardzo obrażliwe określenie i ktoś kto ma ten problem nie jest tak nawet nazywany.

His body is made out of swords, His blood is of iron and his heart of glass, He survived through countless battles, Not even once retreating, Not even once being understood, He was always alone, Intoxicated with victory in a hill of swords, Thus, his life has no meaning, That body was certainly made out of swords

17

Odp: Jestem ze stulejarzem
smutnadziewczyna1234 napisał/a:

Gary - to jest właśnie to o co się martwię; że będę się z nim w przyszłości męczyć. Jest więcej rzeczy, które mam mu do zarzucenia, między innymi fakt, iż nie wyobraża on sobie przeprowadzki do innego miasta a istnieje ewentualność, że ja niedługo będę musiała zmienić miejsce zamieszkania. Z jednej strony to rozumiem, bo nie tak łatwo zostawić swoje rodzinne strony dla kogoś kogo się w stosunku do długości swego życia ledwo zna. Z drugiej - jak słyszę po raz setny zdanie "bo jak coś nie wyjdzie to mnie wyrzucisz z naszego mieszkania na ulicę" to mam ochotę zjeść własną głowę. Wiem, że ma swoje powody by być nieufnym, ale im dłużej to słyszę tym bardziej mi się nie chcę zaprzeczać.
No nic, zobaczymy co będzie. Może samo z siebie się rozejdzie. Niemniej zależy mi na tym, aby mój partner (czy będzie ze mną czy nie będzie) był zdrowy i nie miał w przyszłości gorszych problemów z tym co ma teraz. Nie byłabym sobą, gdybym nie powalczyła o zmianę tej sytuacji.

Stulejka jest u niego na takim etapie, że nie nawet, gdyby sam z siebie chciał nie pozwoliłabym mu na zbliżenia. Zresztą on twierdzi, że jego poprzednia partnerka była "duża", jeśli chodzi o budowę pochwy i poniekąd wymagała od niego stosunków, więc jakoś tam koślawo dawał radę. U mnie jest na odwrót - jestem dość wąska, więc absolutnie seks bez operacji nie wchodzi w grę. To ma być przyjemność dla obu stron a nie cierpienie fizyczne dla niego i mentalne dla mnie.

Jeśli chodzi o jego obawy... gadałam z nim już o tym wiele razy. W końcu powiedział mi ostatnio o co chodzi, oczywiście nie na trzeźwo. Wszak po co rozmawiać z bliską osobą bez skrępowania... W każdym razie wyszło na to, że poprzedni lekarz badał go w taki sposób, iż sprawiał mu ból i nie proponował żadnego konkretnego rozwiązania. Twierdził, że operować tego nie trzeba i dał mu jakąś maść, która nic nie wniosła. O tym drugim wiedziałam, o pierwszym nie. I tu pojawia się kwestia braku zaufania. Dość ważnej dla mnie rzeczy, której brak z jego strony męczy mnie od dłuższego czasu. Cokolwiek nie zrobię i jak otwarta nie jestem wciąż jest zamknięty. Uwierzcie, nie daję mu powodów do niepokoju. Po prostu on żyje jakimiś swoimi lękami i ma gdzieś osobę, która stoi przed nim aktualnie. Przykre to jest, no, ale co ja mogę... a raczej jak długo.

Na razie temat zatrzymał się na tym, że ma szukać lekarza na NFZ, który nie będzie biadolił, że nie zrobi. Aczkolwiek tak, już się nasłuchałam, że państwowo nikt mu tego nie zrobi, bo się nie opłaca a jak już zrobi to zepsuje i trzeba będzie poprawiać. Niech robi co uważa. Stwierdził, że jak nie znajdzie nikogo na kasę chorych to pójdzie do prywaciarza na zabieg. Nie wiem na ile mogę wierzyć w jego słowa, niemniej - jest jakaś nadzieja.

Szczerze jednak mówiąc po tej niemalże rocznej batalii mam w sobie sporo rezygnacji i nie wiem nawet czy chcę już tego zbliżenia z nim czy nie. Wszystko to jest bardzo skomplikowane. Wciąż mam wrażenie, że robi to tylko dlatego, że mu suszyłam o to głowę. Jak dziecko, które się obraża na gadającą nad uchem matkę.

Niech od razu idzie prywatnie, na prawdę na nfz jest z tym ogromny problem, bez znajomości prawdopodobnie nawet nie uda Wam się zapisać.

18

Odp: Jestem ze stulejarzem

Jesteś dla niego jak matka, a on jest jak synuś, którego trzeba wszędzie prowadzić. Chcesz takiego męża? Chcesz być głową rodziny? To dalej z nim bądź... Jak znajdziesz się na dnie to zobaczysz, że trzeba było uciekać od niego wiele lat wcześniej.

Nie zawsze możemy żyć z tymi, których kochamy. Szczęściem jest kochać tych, z którymi żyjemy. Nieprawda, że można kochać tylko jedną.

19

Odp: Jestem ze stulejarzem

ale sie wkreciliscie w ten watek smile
nawet dziewczyna z gimbazy nie uzylaby słowa stulejarz smile
ale chlopak z gimbazy i owszem wink

20

Odp: Jestem ze stulejarzem
_v_ napisał/a:

ale sie wkreciliscie w ten watek smile
nawet dziewczyna z gimbazy nie uzylaby słowa stulejarz smile
ale chlopak z gimbazy i owszem wink

I znowu wysyp trollowych wątków....
No jak stulejarz, to na pewno gimbaza big_smile

Nie czyń samej siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz (Janis Joplin)

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi (Edward Stachura)

21

Odp: Jestem ze stulejarzem

Przerabiałam podobną sytuację ze swoim partnerem. Sprawę (moim zdaniem) trzeba przedstawić jasno - albo zabieg albo się żegnamy. Tym bardziej, że już sama nie wiesz czy chcesz z nim być. Stulejkę można różnie traktować, ale jak traktować niezdecydowanego faceta? Owszem, niekiedy stulejka nie wymaga operacji, ale zazwyczaj u dorosłego mężczyzny zabieg rozwiązuje sprawę.
Ja wymusiłam na moim partnerze, żeby poddał się obrzezaniu, gdyż takie były wskazania lekarskie. Miał stulejkę niepełną - mógł ściągnąć napletek jak penis był wiotki, w trakcie wzwodu - nie. Czułam się jak jego mamusia, gdy prawie przemocą zaprowadziłam go do urologa. Potem był zabieg, 2 tygodnie gojenia, a potem wszystko było w porządku i jest aż do dziś. Rozumiem, że mężczyzna ma opory, bo to jego będą cięli, ale niech zachowa się jak mężczyzna, a nie jak dzieciak.
Może w tym co piszę jest wiele emocji, ale przypominają mi się pewne sprawy. Nieraz myślę, że dobrze byłoby gdyby chłopcy przechodzili badania urologiczne i takie sprawy załatwiane byłyby w dzieciństwie.

22

Odp: Jestem ze stulejarzem

Ten temat to może być trolling i chyba nawet wiem skąd ten troll przywędrował...

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Jestem ze stulejarzem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016