Hej.Mam pewien problem i zupełnie nie wiem jak go zniwelować.Od jakiegoś czasu spotykam się z pewną osobą.Problem tkwi w tym,że jak się z nim nie spotykam to myśle cały czas,mam go cały czas w głowie.Jak już jesteśmy razem to wydaje mi się że to nie to.Co mam zrobić?
hej ja tez mam problem ostatnio miedzy mna a moim mezem sie nie uklada ciagle sie klucimi a pozatym ciagle siedzi po nocach i oglada porno czy to normalne u faceta ktory ma zone i synka 13 miesiecznego ??? rozmawialam z nim zeby tego nie robil ale odpowiedzial ze bedzie robil co mu sie podoba jestesmy razem juz 5 lat a po slubie poltora roku pomozcie jak mam sie zachowac i co robic nie mam z kim pogadac ![]()
Aga303, a często się widujecie? Wiesz, bo jeśli rzadko to myślę, że w jakiś sposób go idealizujesz i dlatego tak jest, gdy nie jesteście razem.
Wiolka33, zastanawiam się dlaczego tak jest, że jak jest się już po ślubie, to facet myśli, że wszystko mu wolno. Oglądanie porno nigdy nie jest normalne. To problem, nałóg, z którego tak łatwo się nie wychodzi. A wcześniej przed ślubem też tak było? Znaliście się trochę. To jest bardzo trudna sytuacja. Przede wszystkim trzeba by zacząć od zmiany jego nastawienia, traktowania Ciebie.
No właśnie nie widujemy się często.
To ja myślę, że właśnie w tym tkwi problem. Znam ten ból i chyba wiem jak się czujesz. A jaki on jest, gdy się widujecie?
Przez internet wysyła zakochane buźki a na żywo nie potrafi tego powiedzieć.I jest wogóle bardzo małomówny,ja mówie wiecej niż on.I dużo mówi o seksie.
To jest małomówny, ale dużo mówi o seksie? Coś mi tu nie pasuje. Gdyby był wstydliwy, to ciężko byłoby mu o tym mówić. Może jemu chodzi tylko o jedno?
Hej dziewczyny.Mam problem i chciałam się poradzić kogoś nie z mojego otoczenia.Ponieważ nie chciałam zakładać nowego wątku dlatego piszę w moim starym.Od czasu kiedy założyłam ten wątek dużo się zmieniło.Udało mi się wyplątać z chorego układu (który tu opisywałam) i dałam szanse komuś kto bardzo długo o mnie zabiegał.Zakochałam się w tej osobie i jest pięknie.Jest to naprawde bardzo dobry człowiek.Uczciwy,ciepły,odpowiedzialny,zawsze pomocny,szanuje mnie,dba o mnie,opiekuje się mną...jest po prostu taki jaki powinien być mężczyzna.Czasem zdarza się że ma gorszy nastrój ale to zdarza się każdemu.Ja zostałam zaakceptowana przez jego rodziców, on przez moich.Poznaliśmy już troche swoje rodziny i naprawde wszystko jest na swoim miejscu.Ja mam 25 lat a on 28.Ale żeby nie było za pięknie pojawił się problem.Ja wywodze się z wierzącej rodziny i co niedzielę chodzę do kościoła natomiast D. chodzi tylko na święta.Bardzo nie podoba się to moim rodzicom i uważają że skoro on chce być ze mną to musi chodzić do kościoła i koniec.Musze go tam zaciągać bo do kościoła chodzić trzeba.Od mamy usłyszałam nawet że jeżeli nie będzie ze mną chodził do kościoła to nie będzie pochwalała tego związku.Nie jest on przeciwny kościołowi tylko po prostu inaczej został wychowawny.Rodzice uważają że powinnam wręcz postawić mu ultimatum że jeżeli on mnie kocha i mu zależy to powinien zrobić to na czym mi zależy czyli chodzić ze mną do kościoła.Jestesmy ze sobą 9 miesięcy i był już ze mną parę razy.Ostatni raz dwa tygodnie temu.Szczerze mówiąc spędza mi ta sprawa sen z powiek bo boję się że wszystko się zepsuje przez tą sprawe.Ja chodze do kościoła i chodzić będę ale czy moge kogoś do tego zmuszać?Czuje się troszke między młotem i kowadłem.Między rodzicami a D.Co o tym myślicie?
no ja sądzę, że wpieprzanie się w czyiś światopogląd religijny to fundamentalizm...
nie wiem ile masz lat, ale może pora stawiać na swoje wybory a nie aprobatę mamusi?
Rany, ale musi być zakochany... Ja w życiu bym się nie zgodził! Stawiać ultimatum? Jak tak bardzo Ci się podoba grzanie kościelnej ławy, to chodź sama. Mi dodatkowo zapaliłyby się dwie ostrzegawcze lampki:
1. Dewotka, stadium larwalne,
2. Zniewolona przez mamę.
Mam dość radykalne poglądy, jestem przeciwnikiem Kościoła jako organizacji, choć w Boga wierzę. Sądzę, że w przypadku jakiegokolwiek nakłaniania, zmuszania, czy chorych warunków zwiewałbym gdzie pieprz rośnie. Nie dla mnie ślub kościelny, wstrzemięźliwość przedmałżeńska, brak skutecznej antykoncepcji i seks po ciemku pod kołderką oraz coniedzielne wizyty w Kościele i obiadki u teściów, w garniturze najlepiej jeszcze.
Absolutnie chory pomysł! Przepraszam jeśli powiedziałem zbyt wiele, pozdrawiam Autorkę szczerze ![]()
Ja nie prosiłam o ocene mojej osoby....prosiłam raczej o pomoc w tym co mam zrobić.Jeżeli zwiewałbyś od dziewczyny która co niedziele chodzi do kościoła to podejrzewam że połowa dziewczyn na tej ziemi byłaby sama.Od coniedzielnego chodzenia do kościoła a dewoctwem jest jeszcze spora przepaść.
Wróce do swojego pytania:Nie powinnam go nakłaniać?Mi chodzi też o jakiś kompromis w tej sprawie.
Nakłanianie, stawianie ultimatów w każdym przypadków jest nieuczciwe. Tyle, nieistotne, czy jest to chodzenie do Kościoła, czy wakacyjny wyjazd.
Jedyne, co możesz zrobić, to przedstawić swój punkt widzenia, porozmawiać o punktach "za" i "przeciw" oraz pozostawić mu samodzielne podjęcie decyzji, którą musisz zaakceptować. Żadnych manipulacji. A jak się nie możesz pogodzić z jego decyzją i wspólne msze są ważne z perspektywy całego życia, to chyba lepiej poszukać partnera o podobnych przekonaniach, bo to będzie punktem zapalnym wielu konfliktów.
a twoja mama musi wiedzieć o tym czy on był w tym tygodniu w kościele czy nie? Jeżeli ładnie go zapytasz czy by z Tobą jechal do kościoła, nie wiem czy na wieczór w sobote, czy popołudniu w niedzielę (chodzi mi o takie dogodniejsze dla niektórych godz.) to raczej by nie odmówił.
kościół nie musi być problemem, tylko trzeba odpowiednio do tego podejść.
jeżeli chłopak nie lubi jeździć za bardzo do kościoła, to nie jedzcie tam za szybko, tylko tak akurat na rozpoczęcie, i nie ciągni go na sam przód, a wtedy napewno zgodzi się jeździć na mszę. ![]()