Witam! Mam 28 lat i całe moje życie legło w gruzach. Mój mąż okazał się alkoholikiem, myślę że za alkoholika za mąż wyszłam. Tylko to jest taki typ że pije po cichu i trochę żeby nikt nie zauważył. Jesteśmy po ślubie 4,5 roku, od 2 lat narobił nam strasznych długów, do tego popijał, atmosfera w domu zrobiła się nie znośna. Mamy 2 letniego synka, przez to jest mi jeszcze ciężej.
Nie rozumiem mojego męża. Bardzo się kochaliśmy, nadal kocham mojego męża, zawsze mi pomagał w domu, przy dziecku, obaj za sobą po prostu szaleją, wydaje mi się że robił to wszystko z sercem. A tu nagle długi hazardowe, brał z wypłaty pokaźne kwoty. Starałam się mu pomóc, długi wzięłam w jeden kredyt, pomogłam nam moja babcia. Ale on nadal kłamał jest nie szczery, w listopadzie zrobił mi taką awanturę że byłam pewna iż mnie uderzy, udało mi się uciec z domu. Nigdy nie widziałam męża w takim stanie, a nie był pijany. Przez miesiąc mieszkałam u siostry, wróciłam do domu bo poszedł na terapie i na mityngi AA. Ja zaczęłam też chodzić na spotkania Al-anonu aby nie powielać schematów i nie robić błędów, gdyż uważałam że jest to nasz problem. A mój mąż w czasie terapii też popijał. Z pomocą mi przyszła rodzina, wyprowadziłam się (na szczęście mam swoje mieszkanie). Ja pracuje na cały etat, dziecko dałam do żłobka. Nie wiem tylko co zrobić mąż chce widywać dziecko i spotykać się ze mną, mówi że to wszystko naprawi. Ale ja sama nie wiem. Zanim się wyprowadziłam podpisał mi rozdzielność majątkową i oddał mi samochód, nie nachodzi mnie. Ale też nie słucha co do niego mówię, że potrzebuje czasu i dziecku musi się przyzwyczaić do sytuacji. Jest mi bardzo ciężko, wiem że jestem w bardzo dobrej sytuacji bo mam prace swoje mieszkanie. To wszystko tak strasznie boli. Miałam trudne dzieciństwo zawsze mi się marzył udany dom, że ja jestem silny i dam rade taki stworzyć, a teraz czuje się głupia, beznadziejna, że to moja wina.................
Ehh , moim zdaniem powinnaś ...Zapomnieć o nim !
Znam wiele przypadków gdy mężczyzna pił i bił swoją kobietę , ale nie były w tak komfortowej sytuacji jak ty ( masz mieszkanie , pracę ) .
Alkoholik niestety sam nie przestanie pić!
Nie ma takiej opcji, postaw sprawę jasno albo leczenie albo całkowity koniec.
Dziękuję serdecznie za odpowiedź.
Tak postawiłam sprawę, Ze albo będzie uczciwy, będzie się leczył albo nie mamy o czym rozmawiać. Na razie staram się z nim jak najmniej widywać żeby móc nabrać dystansu do całej sytuacji. Tyle że mamy dziecko z którym on chce się widywać i spędzać czas, mały też cały czas woła do taty, przez to jest mi najciężej. Mój mąż mnie nie uderzył ale był moment jak pisałam wcześniej że podniósł by na mnie rękę.
Zauważyłam że z dnia na dzień powoli jest mi łatwiej, wpadam w rutynę dnia codziennego, mały też jest absorbujący. Nie wiem jeszcze jak rozmawiać z jego rodziną, oni wiedzą o wszystkim co u nas się działo, rozmawiali z moim mężem tłumaczyli, chcieli na swój własny sposób nam pomóc. Nie wiem jak mam z nimi układać relacje, choć nigdy nie były rewelacyjne, tj trochę dziwna rodzina.
Jeśli komuś przychodzą jakieś myśli na moją historię proszę się ze mną nimi podzielić, czuję się trochę rozdarta
Pozdrawiam wszystkich i dziękuje serdecznie
meza koniecznie na terapie...niech przestanie pic. jest mozliwe wyjscie z alkoholizmu ale on sam musi tego chciec. bardzo dobrze zrobilas sie ze sie wyprowadzilas zostawiajac meza samemu sobie. kazda osoba uzalezniona musi stoczyc sie na samo dno, zeby pozniej sie odbic i podjac jakies leczenie.
Wiem że dobrze zrobiłam tylko mam nadzieje że wystarczy mi wytrwałości i nie ulegnę.
Mąż w poniedziałek kończy terapie i wraca do pracy. W sumie nie zachowuje się najgorzej, ciężko mi z nim rozmawiać bo mu nie ufam. On codziennie przychodzi do mojej pracy pogadać, mówi że naprawi że się stara itd......
Najgorzej że chce widywać dziecko a mały w tym momencie choruje, nie chce żeby przychodził mi do domu (bynajmniej narazie) potrzebuje dużo siły...........
Wczoraj normalnie ryczałam, mały prze najbliższy tydzień nie może iść do żłobka, ja musze pracować ( u nas w okolicach 10 jest największy ruch i nie chce nadużywać pomocy szefów a mam dużą) i co z małym, mojej babci ciężko 9 godz z dwulatkiem. Ale muszę dać rady coś na pewno wymyśle.
Jak wy sobie radzicie w takich sytuacjach z partnerem?
Miałam trudne dzieciństwo nie chce mieć rozwalonego małżeństwa, nie chce fundować mojemu dziecku tego samego.......
Jakie to wszystko jest pogmatwane...... ![]()
Moja droga może cie to zasmuci ale alkoholikiem juz nigdy byc nie przestanie , hazardzista tez i moze byc kochanym tata az do nastepnego nawrotu aż ci naubliża od najgorszych potem znów i tak dalej .
Kilka miesiecy poprawa odprężysz się i bach znów albo dowiesz się o długach albo coś mu odbije i z nienawisci ze ty sobie radzisz bez niego da ci po twarzy.
Nie daj sie dla dobra dziecka i napewno nie wracaj żeby sie przekonac że on wyszedł z alkoholizmu czasem trzeba miesiacami uczestniczyć w pracy z psychologiem od uzaleznien. Dasz rade popytaj moze jakas pania na rencie jeszcze w miare chodzacą na pare godzin żeby babcie odciażyc, zapytaj czasem pare groszy do renty szukaja takiego zajecia.
Popieram różyczkę. Powinnaś tak zrobić
Moze na pocieszenie powiem ze ja tez nie mialam łatwego dzieciństwa i dlatego w swoim małrzeństwie mam pewne zasady i granice. Ja osobiście mając dziecko nie pozwoliłabym na to aby ono patrzyło na pijanego i agresywnego ojca poniewaz to im niszczy psychikę tak wiec nie daj sie i walcz o siebie i dziecko o wasze wspolne szczescie a mąż jak mu bedzie zależalo na rodzinie to sie sam zmobilizuje i postanowi sie zmienić
życze ci powodzenie kochana
Dziękuje za słowa wsparcia.
Wiem będe walczyć mam nadzieje że sie nie poddam. Powiedziałam że narazie nie może przychodzić do mojego domu, a dziecko zobaczy jak mały wyzdrowieje, są to ciężkie decyzje. Najgorzej że mały jest bardzo związany tatą, mąż dobrze się nim opiekuje, tylko ten alkohol!!!!!!!
Dlaczego tak się dzieje, że ludzie sobie sami komplikują życie, mam dużo żalu też do moich teściów. Teściowa pozwalała na alkoholizm w swoim domu, nawet wysyłała swoich synów po alkohol dla teścia to chore! A teraz ona chce bym siedziała cicho. Normalnie szał.
Chciałabym aby mojemu mężowi się udało, bo dla mnie jest on prostym dobrym człowiekiem który sie gdzieś pogubił.........a może mi tak łatwiej żyć z tą myślą, czasami myśle że poprostu dobrze się z tym ukrywał a po ślubie mleko się wylało ( mąż nie przychodził do domu pijany tak że trup). Mam nadzieje że rozumiecie to co pisze, że nie są to bzdury.
Pozdrawiam wszystkich życząc miłego weekendu
Matyska - może ja ci coś doradzę. Mój chłopak jest alkoholikiem. Nie robił mi nigdy awantur ani nie podniósł ręki ale średnio co miesiąc zdarzało mu się nie wrócić na noc do domu, zaimprezować gdzieś. Wtedy jeszcze jakoś to sobie tłumaczyłam - że faceci tak robią, że na codzień jest ok. Oczywiście się denerwowałam ale on nie robił tych akcji na tyle często, żeby mogło się we mnie porządnie zagotować. Po jakimś czasie zaczęło się jednak picie w domu, piwka, potem pochowane flaszeczki wiśniówki po torbach, szafkach w kuchni i gdzie tylko się dało. Było już ciężko, ostatnią akcję opisałam w moim wątku "no i kolejny samotny wieczór" - możesz go poszukać.
Generalnie z pomocą koleżanek wywaliłam go z domu w tym, w czym stał - zresztą i tak nie zostawił mi wyboru bo wrócił z pracy 3 godziny spóźniony i nawalony.
Wcześniej nie raz obiecywał mi, że pójdzie na terapie. Że się będzie leczył, że przestanie pić. Udawało się na 2-3 miesiące a potem znowu jedno piwko, potem dwa... i powrót. Oczywiście nigdy żadnej terapii nie było - tylko gadanie o niej.
Było i tak, że na tydzień wyniosłam się z domu - został zupełnie sam - i też nie pomogło. Jak wróciłam było cudownie a potem stara bajka.
Tym razem coś we mnie pękło. Miesiąc nie mieszkaliśmy razem, teraz jednak wrócił. Okazało się, że u siostry nie za bardzo może mieszkać, po pierwsze dlatego, że ona jest w ciąży, po drugie dlatego, że szwagier niespecjalnie zrażony faktem, że facet wychodzi z nałogu alkoholowego codziennie przy nim wychylał po 3 browarki. U rodziców też nie za bardzo mógł zamieszkać - nie dość, że mieszkają oni około 80 km od jego pracy to jeszcze zamieszkała u nich babcia z guzem mózgu więc jakiś totalny koszmar.
Spotkałam się z nim i powiedziałam mu - ok, wyciągam do Ciebie rękę. Widzę, że masz trudno, widzę, że od miesiąca chodzisz 2 razy w tygodniu na terapię, to mnie przekonuje. Nie będę ci stawiać żadnych warunków jak wcześniej - że jeśli się napijesz to cośtam. Myślę, że po prostu wiesz co wtedy się stanie i ja też wiem, że dobrze mi było samej. I, że nie chcę żebyś wrócił tak jak do tej pory dlatego, że było mi źle w samotności tylko dlatego, że chcę ci pomóc (i faktycznie tak jest, wcześniej nigdy tak dobrze nie czułam się codziennie przebywając sama w domu jak przez ten miesiąc).
Postawiłam mu tylko jeden warunek. Żeby odszedł z zespołu, w którym grał - zespołu, którego 3/4 członków to alkoholicy a każda próba to 10% grania a 90% chlania. Wieczne balangi, wóda w kanciapie i spanie pod perkusją. Powiedziałam, że nie toleruję tego zespołu a zwłaszcza jednego z jego członków, który jest najbardziej toksyczną i manipulatorską istotą na świecie jaką znam.
Odszedł. Mimo, że grał w tym zespole od 7 lat a muzyka jest jego miłością. Zabraliśmy wszystkie jego rzeczy z kanciapy a w radio lecą ogłoszenia, że szukają nowego muzyka.
Cóż, mój chłopak nieraz jest przeze mnie podejrzliwie oglądany z każdej strony. Nieraz zastanawiam się czy napewno jest na spotkaniu wtedy, kiedy faktycznie powinien na nim być. I mówię mu o tym. A największa zmiana jaka w nim zaszła to to, że zaczął to akceptować - nie drze się na mnie tak jak kiedyś, że go stresuję, że to nie moja sprawa czy on pije czy nie itd. Jest głęboko świadomy, że sam sobie zasłużył na to, co dostał.
W tym całym procesie oczywiście pomogło również to, że wyrzucony przeze mnie z domu spędził 2 noce jak żul pałętając się po ulicach, nabawił zapalenia oskrzeli i prawie został okradnięty - sięgnął dna i zobaczył chyba (a w każdym razie taką mam nadzieję) jak może skończyć jeżeli szybko się nie ogarnie.
Jasne, mam milion myśli, że to może potrwać kolejne magiczne 3 miesiące ale wiesz co? Teraz jestem już pewna, że potrafię go wywalić i, że to może działać tylko i wyłącznie na takich zasadach. Dopóki on to też rozumie to jakoś to idzie.
pennylane.... a ja jednak mysle, ze jak facet czy kobieta, obojetne ma pociag do alkoholu czy do hazadru, nie ma z tego wyjscia jesli ktos sam nie zechce.... niestety... oby wam sie udalo.
Witam!
Dziękuje wszystkim za odpowiedź i rady. Też tak myśle że jeżeli mój mąż sam nie będzie chciał to nic się nie zmieni. Na razie się trzymam, jego natomiast na dystans, dziecko może widywać ale tylko przy kimś, boję się że mógłby przy nim pić. Wiem że czasami mu się zdarzyło wypić, choć to są moje domysły, ale raczej się nie myle. Trochę mi ciężko samej, czasami się czuje samotna. Mam nadziej że mi to minie. Denerwuje mnie bo on dzwoni po kilka razy dziennie i słysze " co tam porabiasz" "co dziś z małym będziecie robić, jedziesz gdzieś?" "skąd miałaś na fryzjera?" tak jak bysmy mieli ze sobą normalnie rozmawiać. Tyle że ja tłumaczyłam iż 2 telefony dziennie wystarczą aby się zapytać jak mały i z nim pogadać. Normalnie grochem o ściane. W marcu mamy sprawe o alimenty i opieke nad dzieckiem, trochę się martwie ale myśle że jakoś to będzie. Musze mieć dużo siły aby się nie dać wciągać w te gierki i dyskusje.
Pozdrawiam wszystkich na forum
życze ci duzo siły, czemu to kobiety cierpia najczęsciej ... a oni skur... nie
Witam!
Dawno mnie tu nie było. 18 lutego moje dziecko miało wypadek i od tamtej pory byliśmy w szpitalu. Mały ma się bardzo dobrze. Ja tylko psychicznie czuje że ledwo ciągnę. Mój mąż się stara bardzo, pomaga przy opiece na synkiem, ja musiałam wrócić do pracy. Nadal mieszkamy osobno, trzymam go na dystans, nie pozwalam wejść w moje życie, staram się stawiać jasne czyste sytuacje. Tylko teraz te święta, dziecko....... i mimo iż mam rodzine i wsparcie czuje się samotna. Czy ze mną coś jest nie tak, kobiety często są w gorszej sytuacji a mi jakoś tak ŹLE!!!!!!!!!!!!!!
Dziś teściowa zadzwoniła i zaprosiła abyśmy razem na obiad przyjechali ( mój teściu nadal nie wie co u nas się dzieje, też pije). Nie wiem co mam robić.................
Mąż do dziecka przychodzi trzeźwy, pomaga, nie ma głupich scen itp, czasami się posprzeczamy ale ogólnie nie jest najgorzej
Proszę o jakąkolwiek notkę może coś mnie oświeci!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przy okazji życzę wszystkim świąt pełnych rodzinnego ciepła i miłości
Droga matysko - a co rozważasz? Czy wrócić do niego czy spędzić z nim święta? Bo jeżeli chodzi o powrót to myślę, że najpierw powinnaś być pewna, że on nie pije nie tylko przy dziecku ale też cały czas - nawet będąc samemu i mając ku temu okazję.
Jeżeli zaś chodzi o spędzenie świąt to myślę, że możesz mu dać szansę. W końcu to tylko dwa dni a wtedy możesz się przekonać na ile tak naprawdę się zmienił. Aczkolwiek nie jestem pewna czy wizyta u jego rodziców gdzie ojciec również ma problem z piciem i się nie leczy jest o tyle dobrym pomysłem, że może być kilka niezręcznych sytuacji. Zwłaszcza, że, jak rozumiem, nie poinformowaliście ich o żadnych waszych problemach - włącznie z alkoholizmem.
Moi rodzicie, i rodzicie mojego chłopaka, od początku wiedzieli jaka jest sytuacja. Jest to wtedy o tyle prostsze, że każdy wie iż proponowanie alkoholu jest nie na miejscu i wszyscy starają się taktownie omijać ten temat. Ważne jest to zwłaszcza w pierwszych miesiącach trzeźwości dlatego nie jestem pewna czy wystawianie twojego męża na taką próbę jest dobrym pomysłem. Nie dość, że będziecie musieli oboje coś udawać to jeszcze może się złamać pod wpływem taty ("-no co ty synek, z tatusiem kielonka do jajeczka nie wypijesz?" itd.).
Może spędźcie święta w Twoim mieszkaniu? Tylko wasza trójka?
Dziękuje za odp, zwróciłaś mi uwagę na to że jego tata nie wie i mógłby mu proponować alkohol.
Nie pojechaliśmy na obiad, w sumie całe do południ ostro dyskutowaliśmy o to. Jego rodzina od rana wydzwaniała żebyśmy przyjechali było ciężko, zwłaszcza że mały wołał do dziadków.
Pojechaliśmy później, mąż porozmawiał z tatą powiedział jaka jest u nas sytuacja. Dziś ma jechać do rodziców i obojgu opowiedzieć co narobił, do tej pory mówił na ten temat niewiele. Dużo trzymał w sobie. Mi w niedziele opowiedział dużo, przeżyłam szok, najgorsze dla mnie jest to że ja nic nie zauważyłam (np popijał jak szedł wyrzucić śmieci) przeryczałam cały wieczór..................jest mi z tym wszystkim strasznie ciężko.
Jego rodzina bardzo się stara, rozmawiają z nami próbują pomóc, nie spodziewałam się takiego wsparcia.
Powiedziałam mojemu mężowi że narazie nie umiałabym z nim być, żebyśmy dali sobie dużo czasu, bo oboje musimy dużo przemyśleć i zmienić w sobie, jak nie będziemy ratować siebie to nie uda nam się z naszym małżeństwem.
Niewiem chyba musimy zacząć od siebie a później zobaczymy co będzie z nami, mnie narazie t wszystko bardzo boli, tyle kłamstw oszustw.................może ktoś był w podobnej sytuacji, udało się wam wyjść z takich kłopotów?