Catwoman napisał/a:Tylko pytanie brzmi: czy nauczycielom to realnie przeszkadza? Czy słyszałaś osobiście, że jest to wbrew sumieniu, przekonaniom jakiegoś nauczyciela?
Ja czytałem ostatnio o takim przypadku. Wprawdzie to było przed wojną, ale gdy dyrektorka postawiła się księdzu to skończyło się to ekskomuniką dyrektorki, otruciem jej psa i próbą podpalenia jej domu. Jeżeli przed wojną nauczyciele mieli powody by się bać katolików, to może teraz też niezręcznie jest im dochodzić swoich praw?
Catwoman napisał/a:Zdarzyło mi się pracować w ... warunkach, które kłóciły się z moimi przekonaniami. Cóż zrobiłam... porozmawiałam szczerze na ten temat z szefem i razem doszliśmy do kompromisu.
Gratuluję tolerancyjnego szefa.
Catwoman napisał/a:Myślę, że takich nauczycieli jest tak naprawdę niewielu
I twoim zdaniem to dobrze że większość tyranizuje mniejszość?
Poza tym nie zgadzam się z podejściem że "ofiar jest mało, więc ulepszenia możemy sobie darować". Nikt nie kupił by samochodu któremu "przeważnie nie odpadają koła".
Catwoman napisał/a:ALE jeśli nauczycielom to realnie przeszkadza, to proponowałabym się zwrócić z tym do Ministerstwa, po prostu.
Przecież musisz mieć chociaż minimalne pojęcie o tym co się w kraju dzieje. Im wyżej, tym bardziej boją się kościoła. Gdyby Ministerstwo zaczęło udzielać pomocy nauczycielowi ateiście dochodzącemu swoich praw, to zaraz by się podniosło larum że minister jest wrogiem kościoła. Nawet gdyby sam kościół przymknął na to oko, to w Sejmie by mu się oberwało nieźle. Przy założeniu że katolicki minister w ogóle by się przychylił do sprawy.
Catwoman napisał/a:Jak Twoim zdaniem mają wyegzekwować swoje prawa jeśli nie przez ZROBIENIE czegoś?
A ja spytam z innej beczki. A czemu ktoś inny ma w ogóle czelność łamać ich prawa, tak że muszą coś robić żeby ich dojść?
allegra90 napisał/a:To już zależy od dyrekcji. U mnie gdy miałam rekolekcje, to albo odbywały się po kilku lekcjach, albo jak było wolne od zajęć to nie-katolicy nie przychodzili i nikt im nie robił problemów.
To w dalszym ciągu jest problem, bo jakby nie patrzeć, w czasie rekolekcji ludzie opłacani z podatków nas wszystkich, doprowadzają małe owieczki do kościoła i muszą słuchać tego co tam jest, czy chcą, czy nie chcą, a szkoła zamiast nauczać, świeci pustkami. Myślę że nawet najbardziej zatwardziały katolik po zastanowieniu musiałby przyznać że obecny wariant jest zrobiony dla dobra kościoła katolickiego, bo gdyby rodzice mieli odprowadzać dzieci po lekcjach na rekolekcje, to przychodziło by pewnie na nie znacznie mniej dzieci, bo ludziom się po prostu nie chce chodzić.
allegra90 napisał/a:I nie spotkałam się z tygodniowymi rekolekcjami, maksymalnie były to 3 dni.
To i tak za dużo, zważywszy że jak ktoś nie uczy się w szkole choćby przez godzinę z własnej woli, to już lecą mu punkty za sprawowanie z powodu wagarów.
allegra90 napisał/a:Wychodziło to naturalnie.
To dobrze że wychodziło naturalnie. Ja mam w związku z tym ze szkoły gorsze wspomnienia. Uczciwie muszę jednak przyznać że np. w liceum księża byli fajni. Jeden w ramach katechezy rozprawiał o tym jak naciągał za pomocą latarni rozbite auta które sprowadzał z Holandii. Rozprawiał o tym z jedną osobą, bo reszta sobie gdzieś szła ,a ksiądz i tak wpisywał pełną obecność.