Chciałabym Was zapytać, czy:
przyjmujecie księdza po kolędzie,
co Wam daje takie spotkanie,
czy uważacie, że kolęda jest potrzebna?
Jak to u Was wygląda?
U mnie ksiądz nie jest już przyjmowany z kolędą od dobrych kilku lat. Zadecydowała tak moja mama, a ja nie próbowałam wpłynąć na jej decyzję, bo sama podchodzę do tej sprawy neutralnie. Będzie przyjęty? dobrze. Nie będzie? Też dobrze. Mam mnóstwo wspomnień z kolęd z czasów mojej podstawówki, gdy ksiądz chciał zobaczyć mój zeszyt od religii i przepytywał z modlitw - myślę, że one mi wystarczą. ![]()
Nie przyjmuje księdza od wielu lat. Nie widzę żadnej zasadności takich praktyk. Nic mi to nie dawało. Możliwe że dawniej, gdy parafie były dużo mniej liczne pod względem liczby "wiernych, było to uzasadnione. Ksiądz znał swoich parafian, znał szczegóły ich życia, wspierał, rozwiewał wątpliwości związane nie tylko z kwestia duchową. Dzisiaj ksiądz i parafianie są sobie obcymi ludźmi. Nie widzę powodu aby obcy człowiek przepytywał mnie gdzie pracuję ja, mój mąż, rozglądał się po mieszkaniu, "porównywał" wyjąwszy zeszyt, ile razy byłam a ile nie, na mszy. W końcu "zagajał" niezobowiązującą rozmowę, wymieniając przy okazji najbliższe planowane remonty i potrzeby kościoła. Postanowiłam, że nie będę robić niczego wbrew sobie i swoim odczuciom. Teraz już nie przyjmuję "kolędy". I dobrze mi z tym. A moja "wiara" i wątpliwości z nią związane sa tylko i wyłącznie kwestią mojego sumienia i samoanalizy. Pozdrawiam
Nie przyjmujemy, pomijam ze nie wiem czemu co roku do nas koleda sie dobija jak w koscielnych i zadnych parafialnych aktach nie widniejemy ![]()
Moja teściowa przyjmuje, ale my sie ulatniamy wtedy
Jednak dom wysprzatać na błysk trzeba- nie pamiętam takiego porządku jak wtedy gdy ksiądz ma przyjść:)
A my przyjmujemy
Roznie to wychodzi, bo czasem wpadnie taki tylko, pokropi dom, koperte zgarnie i go juz nie ma. Innym razem porozmawia jak z ludzmi, zostawi dobre slowo, co uznaje za przejaw kultury i dobrego smaku. Fakt, ze parafie sa duze, a styczen krotki wiec i wizyty sa krotkie i ciezko o czyms konkretniej pomowic. Po koledzie ksieza musza chodzic, a nie wszyscy sa na tyle rozgarnieci zeby do ludzi wychodzic... Co potem niesmak pozostawia.
W tym roku po raz pierwszy u siebie przymiemy ksiedza. Dobre jest kazde blogoslawienstwo ![]()
A co do zasadnosci takich praktyk... Nie czuje, by te wizyty mialy mnie jakos do zbawienia przyblizyc... Chyba sie po prostu przyzwyczailam do nich. Wymyslili je, OK. Jestem katoliczka i kulturalnie ksiedza wpuszczam do domu. Teraz mamy o tyle dobrze, ze obecni ksieza sa w porzadku i kwasu raczej nie bedzie. Jesli akurat nasz znajomy ksiadz nas odwiedzi, bedzie okazja by zaprosic go na kolacje i wtedy spokojnie porozmawiac
Moi rodzice czesto zapraszali ksiezy na kolacje. Ja tego nie pamietam, bo musialam chodzic spac.
Nie wiem czemu, ale lubie kolede ![]()
A teraz mnie za to rozszarpcie! ![]()
jadvinia - a co w tym lubisz? Bo twoja wypowiedź nie pozostawia złudzeń, że robisz to z obowiązku i przyzwyczajenia.
mieszkam w jednym domu z teściami,jednak na osobnych mieszkaniach,teściowa przyjmuje księdza,ja nie.Gdy jestem akurat w tym dniu w domu schodzę do niej,właściwie nie dla tej kolędy tylko po to aby mój teść który ma manię dogadywania wszystkim ,nie komentował tego że mnie nie było,
gdy mnie nie ma w domu jestem szczęśliwa że nie muszę uczestniczyć w tym cyrku ![]()
mam dosyć wysłuchiwania od księdza przychodzącego na kolędę że:
żyję bez ślubu,
na seminarium nie dajemy,
że do kościoła nie biegamy na okrągło itd,
Nie, nie lubię, gdy ktoś wyłudza ode mnie kasę pod pretekstem szczytnych celów.
Rodzice przyjmowali kolede.Pamietam to sprzatanie w calym bloku, gdzie tam w bloku- na calym osiedlu.Takiego to nawet na Swieta nie robili niektorzy.Nie lubialam tego dnia, moje kolezanki rowniez.Powiem nawet, ze pamietam uczucie strachu, jak juz ksiadz zasiadal przy stole i wyciagal swoj '' kapownik'', sprawdzal zeszyt, kazal jakas modlitwe szybciutko wyklepac.Z wiekiem zaczelam sie po prostu ulatniac z domu w ten dzien.
Potem lat kilka ksiedza i kolede przyjmowala moja tesciowa.Schemat identyczny-Sprzatanie(celowo przez duze''S'').Nie mialam slubu z moim (teraz juz mezem)i piana mi sie prawie z pyska toczyla, jak wysluchiwalam o zyciu w grzechu.Ktoregos styczniowego dnia zawital u nas sam proboszcz.Nasza corka, wtedy dziesieciomiesieczna, slicznie sie usmiechala, bo dziecko ciekawe i przyjaznie nastawione..........no i mnie zabil.......najpierw oczywiscie pytanie czy Mala ochrzczona.........ochrzczona.Potem szukanie w kajecie informacji na temat slubu......ano nie mamy.I nastapila eksplozja.....zakonczona takim oto zdaniem-jak on przyjdzie na nastepny rok i my dalej w grzechu zyc bedziemy, to pozbawi dziecko chrztu.A kto w ogole chrztu udzielil?No........sam proboszcz.......kilka lat pozniej jeszcze bardziej interesujacej rzeczy dowiedzialam sie podczas koledy.......slub cywilny-to dalej zycie w grzechu.Pewnie on nie chce?A dlaczego?Dziecko, przyjdz do kosciola sama, udziele Ci slubu i chociaz Ty bedziesz bez grzechu zyla.To byla moja ostatnia koleda.NIE, NIE i jeszcze raz NIE.
Przyjmuję księdza od zawsze. Tak, z przyzwyczajenia, a poza tym lubię poznawać nowych ludzi. Różni są, od prostych po bardzo inteligentnych. Z jednym mój syn nawiązał bardzo sympatyczne kontakty i mimo, że ksiądz zmienił parafię, do dziś utrzymują kontakty bo ksiądz prowadzi szeroko zakrojoną działalność charytatywną, a mój syn się udziela jako wolontariusz.
Nie, nie lubię, gdy ktoś wyłudza ode mnie kasę pod pretekstem szczytnych celów.
Wyłudza? Nie spotkałam się z wyłudzaniem w czasie kolędy. Nie ma obowiązku dawania koperty.
Dziś to dla mnie nie problem, ale pamiętam gdy na początku mojego małżeństwa, ksiądz odmówił przyjęcia koperty gdy zobaczył, że jesteśmy na tzw. dorobku.
Yoghurt:
A lubie to co i luc, poznawac nowych ludzi. Czasem sie trafi konowal, ale zwykle jest OK ![]()
W tym roku jak pisalam przyjmiemy go u siebie juz ![]()
Ja zawsze wpuszczalam i bardzo to lubilam. Az wyjechalam z Polszy i teraz juz nikt mi po koledzie nie chodzi. A szkoda, bo dla mnie to zawsze bylo takie "dopelnienie" Swiat ![]()
14 2012-12-08 01:33:53 Ostatnio edytowany przez Jaga Baba07 (2012-12-08 01:50:42)
Och tak, kolęda...
U nas jest co dwa lata, w tym roku niestety pada na nas kolej...Zastanawiałyśmy się z mamą, czy może ich nie przyjmować, ale jednak w domu jest jeszcze babcia i dziadek. Co prawda babcia żyje w swoim świecie, ale jednak jeszcze ogląda mszę w telewizji i pamięta o kościele. A dziadek lubi stwarzać pozory...I twierdzi, że nie wypada nie przyjąć, bo jeszcze nas za zmarłych uznają
.
A ja? Ja najchętniej bym ich nie przyjęła, bo nie chodzę od ponad 5 lat do kościoła, mama tak samo. Nasz stosunek do wiary jest, jaki jest.
Pewnie wybędę z domu(A może już będę na wyjeździe sylwestrowym
). Nawet nie wiem, jaki ksiądz jest teraz w naszej parafii. Proboszcz od 30 lat ten sam, ale wikariusze się zmieniają. I nie muszę ich poznawać.
Mnie na szczęście ominęła w dzieciństwie ta cała szopka z pokazywaniem zeszytów z religii, ponieważ uczyłam się w szkole w innej miejscowości nie podlegającej pod "moją" parafię, a księża o tym wiedzieli i nie musiałam pokazywać niczego.
A poznawać nowych ludzi mogę gdzie indziej.
Gdy będę na "swoim", czyli piętro wyżej w moim domu, to na pewno przyjmować nie będę.
Swoją droga jeżeli będzie mój chłopak przyjedzie w tym czasie, to może jednak zostanę i udam, że mieszamy razem i żyjemy bez ślubu, żeby sprowokować księżulka...Ciekawa jestem reakcji.
W jukeju nie ma kolędy. Tzn nie ma w angielskiej parafii, tam gdzie mieszkałam poprzednio była polska parafia i można było poprosić/zgłosić się do kolędy.
No i bardzo dobrze, strasznie sztuczne to było. Zupełnie nie wiedziałam o czym z tym księdzem rozmawiać. No i zawsze miał przy sobie kartotekę, i wkładał kopertę do odpowiedniej przegródki -odnotowywał ile kto daje? A teraz od 4 lat mnie nie ma i pewnie mnie wykreślili, i bardzo dobrze. Moja mama mnie starszy(ła) że mi slubu nie dadzą, ale wcale nie planuję slubu, to po pierwsze, a po drugie gdzie w ewangelii jest napisane że ślub koscielny nalezy sie tylko tylko tym co przyjmują kolędę?
Nigdy nie przyjmowałam.
A ja bym nawet przyjela, choc z katolocyzmem nie mam i nie chce miec nic wspolnego. W koncu ksiadz tez czlowiek, a my gosci lubimy miec
Tylko, ze jako nie chce przyjsc do nas
W czasie jak jeszcze w bloku mieszkalam, to chodzili wczesniej chlopcy i pytali kto ksiedza przyjmuje. I ja zawsze uczciwie mowilam, ze katoliczka nie jestem, ale jesli ksiadz czuje chec odwiedzenia mnie, to ja serdecznie zapraszam, ale jakos nigdy sie nie pokwapil. Potem mieszkalismy w domu, ale tak z "zakamuflowanym" wejsciem w osobnym budynku na posesji, wiec do nas nawet chlopcy nie zbladzili. Ciekawam co bedzie w tym roku.
Maz smieje sie, ze my mlode malzenstwo na dorobku, to dobry pasterz, to moze groszem rzuci, szczegolnie, ze tu naprawde bogata parafia ![]()
ja tam nie przyjmuję, poniewaz nie mam z nim o czym gadac...
Nie.
Ale mam znajomego księdza, z którym się spotykam (sporadycznie) i koresponduję często. Gdyby to on chodził po kolędzie, przyjmowałabym oczywiście:).
20 2012-12-08 16:22:21 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2012-12-08 16:23:09)
Ja przyjmuję. Zapłacę parę groszy i niech się buja. Takie czasy. Kiedyś komuna teraz kler ![]()
Ja przyjmuję. Zapłacę parę groszy i niech się buja. .......(
Domniemma,ze wieksza polowa przyjmujących ma takie nastawienie ..tzw.. "bo wypada" lub "bo nie wypada"
Jak idzie proboszcz to zawsze i już odpowiednio wcześniej "chłodzi się" w lodówce.
Jak idzie proboszcz to zawsze i już odpowiednio wcześniej "chłodzi się" w lodówce.
U moich dziadków na wsi tak było. Każdy gospodarz miał dobrze schłodzoną flaszkę na przyjęcie księdza po kolędzie. Proboszcz z każdym przepijał, coś przekąsił i szedł dalej. Dziadkowie mieszkali w ostatnim domu we wsi, więc u nich co roku ksiądz na kolację był zapraszany. Kolacja podlana, a jakże, mój wujek, wtedy nastoletni co roku odwoził uwalonego księdza na plebanię.
Ale ... proboszcz był podobno super człowiekiem. W każdym domu, w każdej rodzinie znał ludzi po imieniu, interesował się co w życiu robią, jakie mają plany, co się u nich aktualnie dzieje. I nie było to na zasadzie wypytywanek i "dyskretnych" notatek w kartotece rodziny. Po prostu z ludźmi rozmawiał, bardzo często spotkać go można było jak po wsi spaceruje i zagaduje gospodarzy.
Kopertę brał tylko do bogatych, a często było tak, że zostawiał ją potem u jakiejś biednej rodziny.
Proboszcz zmarł na marskość wątroby - tak na marginesie ;-)
Kolędy, jakie pamiętam z moich lat dzieciństwa to farsa, punktem głównym było sprawdzanie mojego zeszytu z religii i wypytywanie rodziców ile zarabiają.
W moim domu rodzinnym przyjmowało się księdza, dopóki dzieci były małe. Potem, jak już siostra i ja podrosłyśmy, rodzice dali sobie spokój z coroczną kolędą. Teraz, "na swoim", przyjmuję księdza, ponieważ mój mąż sobie tego życzy.
Ja raczej nie przyjmuję, u nas jest duża parafia i traktuję kolędę jako odhaczanie przez księdza w kartotekach. Bardzo mnie zrazili kiedy jeden zawołał kopertę po tym jak mu powiedziałam ,że sama wychowuję dziecko i jestem na zasiłku, W tym roku raczej też nie przyjmę , ale rozumiem rodziny katolickie , które mają dzieci przed komunią i potrzebują takiego odhaczenia.
U moich dziadków na wsi tak było. Każdy gospodarz miał dobrze schłodzoną flaszkę na przyjęcie księdza po kolędzie. Proboszcz z każdym przepijał, coś przekąsił i szedł dalej. Dziadkowie mieszkali w ostatnim domu we wsi, więc u nich co roku ksiądz na kolację był zapraszany. Kolacja podlana, a jakże, mój wujek, wtedy nastoletni co roku odwoził uwalonego księdza na plebanię.
Ale ... proboszcz był podobno super człowiekiem. W każdym domu, w każdej rodzinie znał ludzi po imieniu, interesował się co w życiu robią, jakie mają plany, co się u nich aktualnie dzieje. I nie było to na zasadzie wypytywanek i "dyskretnych" notatek w kartotece rodziny. Po prostu z ludźmi rozmawiał, bardzo często spotkać go można było jak po wsi spaceruje i zagaduje gospodarzy.
Kopertę brał tylko do bogatych, a często było tak, że zostawiał ją potem u jakiejś biednej rodziny.
Proboszcz zmarł na marskość wątroby - tak na marginesie ;-)
To był właśnie prawdziwy pasterz a nie jakiś tam urzędas w czarnej kiecy. Proboszcz parafii pod którą terytorialnie "należymy" jest właśnie takim pasterzem bo reszta katabasów to szkoda gadać. Moja żona jest katoliczką więc jej na kolędzie zależy ale mamy kompromis, że jeśli będę w tym czasie w domu to wpuszczamy tylko proboszcza reszcie GTFO!!!
27 2012-12-10 14:37:55 Ostatnio edytowany przez zielonooka_szatynka (2012-12-10 14:48:01)
Nie, nie przyjmuję księdza po kolędzie ponieważ "żyję w grzechu" bez ślubu. Poza tym jestem ateistką i w boga ani kościół nie wieżę.
W moim domu rodzinnym ksiądz był przyjmowany ale wpadał tylko po kopertę, miał swój "kapownik" wiedział ile w mieszkaniu jest osób zameldowanych, wchodził pokropił wodą "odwalił" modlitewkę i zaczynał przesłuchanie. Otwierając swój kapownik sprawdzał obecność ;D pytał się gdzie kto pracuje jakie ma wykształcenie i skrzętnie zapisywał. Gdy jeszcze mieszkałam z rodzicami i odmówiłam uczestnictwa wprost mówiąc mu że mnie to nie interesuje przybierał po kolei wszystkie kolory tęczy na twarzy ;-). U siebie w domu księdza nie przyjmuję a on omija moje mieszkanie szerokim łukiem ;-D
A wiecie dlaczego ??
Po awanturze jaką zrobiłam na plebani gdy ów ksiądz nie chciał ochrzcić dziecka mojej siostrze ciotecznej ponieważ - jest żoną rozwodnika i nie mają ślubu kościelnego, żyją w grzechu itd itd.... awantura była niekiepska gdyż ksiądz nie rozumiał że o chrzest prosi się w imieniu dziecka i to o nie chodzi a nie o to co rodzice robią źle we własnym życiu... ale po awanturze wydał łaskawie zezwolenie na chrzest w innej parafii, a moje mieszkanie omija szeroookim łukiem ;-D
A dodam jeszcze że kiedyś w naszej parafii był ksiądz murzynek ;-) a ja byłam małym dzieckiem może z 4-6 lat i poza telewizją nie widziałam murzyna na oczy ;-D i przychodzi ksiądz po kolędzie ja lecę do drzwi otworzyć i co widzę ;D księdza w czarnej sutannie i naprawdę bardzo ciemnego kolorem skóry na twarzy ;D i jaka reakcja dziecka była ??? Oczy jak 5 zł i w krzyk mammooooo zamiast księdza diabeł przyszedł wpuszczać ??;-D
aja przyjmuje , własciwie przez te kilkadziesiąt lat mieszkałem na kilku parafiach nie przypominam sobie jakiegos "kapownika" wypytywania , krytyki , wyciągnia pieniedzy , Nigdy nei spotkałem się aby ksiądz sam wziął koperte która leżała np w rogu stołu
No to miałeś szczęście ja pamiętam będąc w szkole średniej, gdy ksiądz był po kolędzie, a koperta nie leżała na stole tylko na regale to gdy rodzice księdza żegnali to ten chrząkną i popatrzył się w stronę koperty. Ja nie mam żadnych pozytywnych skojarzeń, kapownik u mnie był zawsze, zawsze było odpytywanie.
Była też sytuacja również ze szkoły średniej gdy na drzwiach do bloku nie była wywieszona informacja o kolędzie ale rodzice szybcy ;-D dali radę szybkie ogarnięcie biały obrus świeczka krzyżyk itd.. no i oczywiście ja która wkraczam do domu prawie zaraz po księdzu z moim wtedy chłopakiem ;-)
I było tak matka zapomniała na stół wystawić kropidło czy jak to się tam nie nazywa, wszystko było poza tym ksiądz się krzywo popatrzył i do rodziców że rodzina na kolędę nie przygotowana, na to ja mu powiedziałam że kropidło to chyba ksiądz ze sobą mieć powinien w końcu to jeden z jego elementów potrzebnych do pracy, ja do pracy chodzę przygotowana ( tak dorabiałam sobie w czasie szkoły średniej) ;D mina księdza bezcenna.
Potem pytanie kim jest ten chłopczyk O_o szok powiedzieć chłopczyk o chłopaku 23 letnim no ale chłopczyk ;D mój rezolutny chłopak stwierdził że chłopczykiem nie jest ;D no i zaczęło się kazanie o życiu w grzechu, seksie przedmałżeńskim itp;D śmiech na sali miałam z tego ale tak jak mówię nie było takiej kolędy którą bym wspominała pozytywnie no może poza tą opisaną powyżej gdy miałam 4-6 lat ;D
Nie przyjmuje bo nie lubie jak mi sie obcy po domu kreca. ![]()
Jak bede chciala oproznic kieszenie z gotowki to dam klucz do domu lokalnym cwaniaczkom i wyjdzie na to samo ![]()
Nie przyjmuje bo nie lubie jak mi sie obcy po domu kreca.
Jak bede chciala oproznic kieszenie z gotowki to dam klucz do domu lokalnym cwaniaczkom i wyjdzie na to samo
masz racje
w życiu nie widziałaś tego gościa na oczy to i obcy dla Ciebie, za to kto jest lokalnym cwaniaczkiem to się orientujesz:)
My przyjmujemy ksiedza, jest smiesznie, zawsze mozna mu cos powiedziec co lezy komu na sercu. Ostatnio dyskusja padla na temat rekolekcji adwentowych ktore dla mlodzieży sa okolo 17, a jak wiekszosc konczy prace po 17stej, ja o 18stej, po co to robic, szkoda czasu ksiedza ktory prowadzi te rekolekcje. Na nastepny rok rekolejcje bylo o 19stej, mnie nie bylo
A ostatnio nie chcial nawet kasy, mama mu wetkneła, ale on mi przekazal info ze odprawi za to msze za zdrowie mojego siostrzenca. Pozniej jeszcze sie tłumaczyl, bo dobil mi do auta pod kosciołem
![]()
Ja nie mieszkam u siebie, teściowie wpuszczają. Ma zamiar nas wtedy nie być w domu. Zresztą nikt w domu nie wie, kiedy jest kolęda, bo do kościoła nie chodzi. Ale jakby nie wpuścili, to by ich tu na wsi chyba kamieniami ludzie obrzucili.
Kiedy mieszkaliśmy z partnerem u siebie, w mieście, to nie wpuszczaliśmy. Ja określiłabym siebie jako "ponadreligijna". Apostazji bym chętnie dokonała, gdyby nie fakt, że mojej matce by przez to pewnie serce pękło. Zresztą papierka, że nie należę do KK nie potrzebuję do szczęścia. Mój partner wyznaje światopogląd bliski buddyzmowi, ale akceptuje wszystkie religie, jest otwarty i się nie deklaruje. Księdza, który wyciąga lepkie ręce po kopertę w swoim domu nie chcieliśmy.
Jeśli by nawet jakiś ksiądz został przez nas wpuszczony do domu, to o czym miałby z nami rozmawiać? Ślubu w KK nigdy nie weźmiemy, dzieci chrzcić nie zamierzamy (choć partner się zastanawia). O pogrzebie nie myślę, nie moja sprawa, tylko tych, którzy zostają. Mógłby się przyczepić do tego, że jestem po rozwodzie, ale mnie katolickie gadanie na ten temat kompletnie nie interesuje. Równie dobrze mógłby przyjść do mnie pastor i nawijać, żem rozwiedziona.
Jedyna rzecz, która mnie i martwi, i nieco przeraża to to, że kiedy wreszcie kupię sobie mieszkanie w bloku, to na pewno jakieś stare głupie babska podadzą księdzu nasze dane osobowe, a ten zupełnie nieuprawniony do ich przechowywania zapisze je sobie skwapliwie w swoim notesiku łącznie z informacją o naszych przypuszczalnych zarobkach i miejscu pracy. Mam nadzieję, że prawo daje jakąś sposobność, by zmusić takiego księdza do usunięcia moich danych osobowych z kartoteki.
Nie przyjmuję. Głównie dlatego, że mieszkam z narzeczonym - ślub bierzemy w czerwcu i założę się, że czekałoby nas niezłe jęczenie.
Gdy byliśmy oboje zarezerwować termin ksiądz proboszcz był naprawdę okropnie nieprzyjemny. Wyszłam trochę roztrzęsiona z tego spotkania. Wolę sobie oszczędzić nerwów.
Za to mogę powiedzieć, że kolędy z czasów dzieciństwa wspominam dobrze. Cieszyłam się, że ksiądz przyszedł i gdy znalazł dla mnie choć 2 minuty to bardzo mnie to cieszyło.
Do tej pory także mam religijną mhm.. kartkę w formie pocztówki schowają między ksiązkami. Przedstawia Maryję z Józefem i małym Jezusem.
Jednak od początku nie to było dla mnie najważniejsze. Ksiądz narysował z tyłu bardzo ładnego smerfa
Niby mała rzecz, ale sprawiła mi ogromną radość
A o czym mówi ksiądz, w ogóle o czym z nim rozmawiacie gdy przybywa? ![]()
A o czym mówi ksiądz, w ogóle o czym z nim rozmawiacie gdy przybywa?
Hmm najpierw sprawdza kartotekę ile dałaś w tym roku w kopercie na kościół, u nas zawsze czysto, wystarczy tygodniowa drobna ofiara
Chcesz zaswiadczenie np do chrztu placisz, chcesz slub, placisz, chrzest płacisz... Dlatego datki nasze wynoszą "zero"
Pozniej pyta jak sie miewamy, i idzie na koniec do raczki kasiora ![]()
U mnie ksiądz po kolędzie jest co roku przyjmowany.
Gdy wypada mi akurat to w godzinach pracy to specjalnie zamieniam się na zmiany,żeby byc w tym czasie w domu.
Lubię gdy przychodzi, zawsze jest miły . Pogadac można o wszystkim i o niczym , tak jak z normalnym człowiekiem.
To,że jest księdzem to nie znaczy,że nie jest człowiekiem.
Nie rozumiem podejścia niektórych osób dlaczego ich tak bardzo razi jego obecnośc.
Ja uważam ,że można pogadac z każdym , czy nawet ugościc, jeśli ktoś ma taką potrzebę pobyc chwilę z nami.
Oczywiście bez zbędnych aluzji nie myślę tu o wpuszczaniu , czy zadawaniu się np z jakimiś przestępcami , coś w tym stylu.
I myślę tutaj o jakichś uprzedzeniach, nietolerancji. Bo co, bo ktoś jest inny niż ja to co, to -wara?
strzała,a jak patrzeć na kogoś kto ledwo przekroczy próg twojego domu i już zaczyna:
a na seminarium nie daliście - nie dałam,nie dam i nie będę dawać!
a bez ślubu żyjecie - to nasza sprawa jak żyjemy
a w kościele was nie widać - nie czuję potrzeby tam bywać,chociaż mój facet jest w miarę możliwości co niedzielę
i tak w kółko Macieja cały czas coś!
U mnie w domu księdza przyjmowała mama, tata w ten dzień zawsze miał jakieś niesamowicie ważne sprawy do załatwienia;) Ja z kolei jako dziecko bardzo intensywnie przeżywałam taką kolędę. Atmosfera wyczekiwania (mieszkałam na ostatnim piętrze) "idzie, nie idzie?,w której klatce już jest" itd Teraz kiedy mieszkam z chłopakiem nie przyjmujemy księdza. Zastanawiam się co by powiedział ksiądz podczas takiej wizyty u domu u nieślubnej pary, gdzie jeden z domowników nie jest nawet ochrzczony;) Pewnie posłałby mnie do wszystkich diabłów!:P
Lena to my chyba w światach równoległych żyjemy ![]()
NIGDY nie zdarzyło mi się słyszeć w czasie wizyty księdza jakichkolwiek tekstów na temat pieniędzy w ogóle. Chyba, że sami taki temat wywoływaliśmy np. w związku z malowaniem kościoła, które mi się zdecydowanie nie podoba. A potem lekko przeszliśmy do rozmowy na temat malarstwa i wystroju wnętrz w krakowskich kościołach.
Nigdy też nie zdarzyło mi sie spotkać z sytuacją, w której ksiądz wprost wyciągnąłby rękę (w czasie kolędy) po pieniądze lub wyczułabym, że na to oczekuje. Przeciwnie zdarzało się, że my zapominaliśmy dać kopertę.
Zdarza się też oczywiście, że trafia do nas ksiądz, z którym nie ma o czym porozmawiać. Wtedy wizyta trwa 5 minut. Nie silimy się na uprzejmości i sztucznie rozmowy nie podtrzymujemy.
Powiedziałem proboszczowi, że te koperty to jakiś archaizm jest i powien zaopatrzyć się w elektroniczny czytnik do kart, najlepiej dotykowych. W końcu cyfryzacja idzie.
luc o kasie na seminarium podczas wszystkich kolęd w swoim życiu słyszałam przynajmniej od 4 księży- mówię o seminarium, a nie o kopercie na kolędzie
Lena napisałam "pieniądze" bo to zawiera w sobie i datek na seminarium, KUL czy coś jeszcze, jak i inne kwestie finansowe.
Z tym się nie spotkałam (w czasie kolędy).
Haha! Bullit w sumie dobre- ja bym chciała paragon ![]()
Powiedziałem proboszczowi, że te koperty to jakiś archaizm jest i powien zaopatrzyć się w elektroniczny czytnik do kart, najlepiej dotykowych. W końcu cyfryzacja idzie.
Hhaha i co on na to?
Dawniej było powiedzenie "GOŚĆ W DOM - BÓG W DOM".
Znaczyło to, że przyjęcie gości łączyło się z błogosławieństwem. Gość wiedział, jakie jego prawa i gospodarz wiedział, jakie ma prawa. Ja lubię odwiedziny, więc z przyjemnością witam każdego Gościa, bo niby jak mamy się lepiej poznać bez rozmowy.
Koperta nie jest żadnym obowiązkiem. Jak ktoś domaga się zapłaty, to zawsze można mu zacytować DIDACHE, tekst z pierwszych wieków chrześcijaństwa, który był traktowany kiedyś jako należący do kanonu ksiąg Nowego Testamentu. Warto go znać, a w sieci jest.
Podawanie jakichkolwiek danych o domownikach jest dobrowolne, więc osoba asertywna zawsze może odmówić udzielenia informacji.
Z dyskusją z księdzem nigdy nie mam problemu. Zawsze znajdzie się jakiś interesujący problem teologiczny, a moje dzieci z ciekawością słuchają takich rozmów z Księdzem. Kiedyś jeden Ksiądz chciał mi udzielić reprymendy (przy dzieciach), ale mu to nie wyszło, bo nie znał dokładnie Biblii, więc skończyło się to dla niego wstydem.
Haha! Bullit w sumie dobre- ja bym chciała paragon
Hhaha i co on na to?
Zachował zimną krew i zdroworozsądkowo odpowiedział, że pomysł jest oczywisty dla Kurii która posądza księży w terenie o nienależyte rozliczanie się z ofiary. Generalnie on i większość pracowników w terenie jest przeciw bo Centrala łupiła by ich tak, że poszliby z torbami.
Bullitt - to cie najzwyczajniej w świecie okłamał, bo akurat ta część datków idzie bezpośrednio do kieszeni księdza i nie musi się w żaden sposób z tego rozliczać - czy to z Państwem czy ze swoimi przełożonymi.
mieszkam w jednym domu z teściami
To Wam nie koleda tylko egzorcyzmy sa potrzebne:) Zycie z tesciami pod jednym dachem moge porownac jedynie do skladania ofiary z dziewicy albo czyscca za zycia;) Szczerze wspolczuje.
Bullitt - to cie najzwyczajniej w świecie okłamał, bo akurat ta część datków idzie bezpośrednio do kieszeni księdza i nie musi się w żaden sposób z tego rozliczać - czy to z Państwem czy ze swoimi przełożonymi.
Nie wiem ale podobno wszystkie przychody parafii mają być przedstawiane Kurii, być może na zasadzie uznaniowości kolęda jest tylko do wyłącznej kasy danej parafii choć KK to korporacja gdzie każda złotówka się liczy.
Sadie napisał/a:Nie przyjmuje bo nie lubie jak mi sie obcy po domu kreca.
Jak bede chciala oproznic kieszenie z gotowki to dam klucz do domu lokalnym cwaniaczkom i wyjdzie na to samomasz racje
w życiu nie widziałaś tego gościa na oczy to i obcy dla Ciebie, za to kto jest lokalnym cwaniaczkiem to się orientujesz:)
![]()
lena812 napisał/a:mieszkam w jednym domu z teściami
To Wam nie koleda tylko egzorcyzmy sa potrzebne:) Zycie z tesciami pod jednym dachem moge porownac jedynie do skladania ofiary z dziewicy albo czyscca za zycia;) Szczerze wspolczuje.
pod jednym dachem ale na osobnych mieszkaniach
na szczęście, inaczej bym zwariowała ![]()
A ja trochę o czymś innym niż "kolęda" , bo o spotkaniu opłatkowym w zakładzie pracy. U nas się takie odbyło w tym tygodniu i jak co roku szefostwo zaprosiło proboszcza z pobliskiej parafii rzymskokatolickiej. Proboszcz przybył i miał odczytać stosowny fragment z Biblii oraz złożyć pracownikom życzenia świąteczne. Ku mojemu zdumieniu (i innych pracowników też) ksiądz powiedział całe kazanie nawiązujące do podpisanej ostatnio przez rząd Konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet. Powiedział między innymi, że Konwencja godzi w tradycyjny model rodziny, że propaguje dewiacje seksualne itp. Mówił tak jakieś 15 minut, a my (pracownicy) staliśmy jak te barany z opłatkami w rękach. Jak sądzicie, czy zapraszanie w ogóle jakiegokolwiek księdza na spotkanie opłatkowe w zakładzie pracy (część pracowników nie jest katolikami) jest wskazane?Jak oceniacie zachowanie tego konkretnego księdza?
Uważam, że nie jest to wskazane, bo nawet jeśli ludzie spotykają się razem przed świętami to nie ze względów religijnych a po to, by ze sobą porozmawiać. Nie każdy ma ochotę na słuchanie kazania, zwłaszcza katolickiego, bo prezcież nie wszyscy są katolikami czy nawet osobami wierzącymi.
Odebrałam to-po przeczytaniu- jako taki... zamach na wolność przekonań i wiem dziś, że publicznie zwróciłabym księdzu uwagę na to. Wątpię by któryś z pracowników szedł do kościoła katolickiego , wyszedł na ambonę i zaczął mówić o technikach manipulacyjnych używanych w marketingu -dla mnie to to samo, co zrobił ksiądz.
55 2012-12-20 14:10:54 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2012-12-20 14:11:47)
Może i ktoś powinien zwrócić mu uwagę, ale była to bardzo niezręczna sytuacja. Na sali było około 50 osób, uroczystość, dekoracje, świece. Nie wiem, co inni czuli, bo nie miałam okazji porozmawiać, ale po minach widziałam, że nie byli zachwyceni. Z reszta wiekszośc sie tak boi proboszcza, że nawet w innej sytuacji tez nic by nie powiedzieli. Ja mam zamiar zakomunikować mojej szefowej, że w przyszłym roku nie bede brac udziału w spotkaniu opłatkowym jeśli ten proboszcz znów bedzie zaproszony. Trudno, znowu wyjdę na wichrzycielkę, bo jak do tej pory jedynie ja reaguję u mnie w pracy na katolicki "terror", który sie u nas praktykuje.
Nie no, to jest główny powód, dlaczego w tym kraju jest jak jest (religijnie)- strach.
Miejsce pracy powinno być w 100% świeckie. Jeśli szefostwo chce zapraszać księdza, to absolutnie nie powinno zmuszać do uczestnictwa w takim spotkaniu pracowników. Każdy ma inne przekonania, wiele osób nie jest katolikami. Dla mnie takie coś to dyskryminacja kwalifikująca się do zgłoszenia do inspekcji pracy.
A zachowanie księdza uważam za żenujące. Jego prywatne poglądy może sobie szerzyć wśród znajomych, a nie w miejscu, w którym się wtedy znalazł. Ja bym też poszła do szefowej i powiedziała, że sobie nie życzę takich sytuacji, bo to praca a nie kościół. I nikt nie ma prawa mnie zmuszać, bym brała udział w czymś, co jest sprzeczne ze mną i z moją wiarą. Czasy inkwizycji na szczęście się skończyły.
No właśnie.... podzielam tu zdanie Emilia że w pracy powinno być w 100% świecko i uważam, że trzeba powiedzieć o tym szefostwu oraz wspomnieć, że .....no właśnie...... moze o inspektoracie pracy wspomnieć dopiero w razie gdyby szefostwo jednak nie zrozumiało:)
Moja mama niechętnie, ale przyjmuje księdza po kolędzie. Ja zawsze się gdzieś ulatniam. Nie widzę w tym niczego pożytecznego-ksiądz przychodzi, robi wywiad z członkami rodziny, a na koniec wyciąga rękę po należące się mu pieniądze za tę wizytę.
No nie "należące mu się" bo gdyby mu się należały, miałby prawo wyciągać rękę. To wolna wola danej osoby czy da pieniądze czy nie.
61 2012-12-23 12:33:46 Ostatnio edytowany przez Inori (2012-12-23 12:44:04)
Nie, nie lubię, gdy ktoś wyłudza ode mnie kasę pod pretekstem szczytnych celów.
A skąd wiesz, że pod PRETEKSTEM szczytnych celów? Sprawdziłaś na co dokładnie idą przeznaczone pieniądze, że NAZYWASZ TO WYŁUDZANIEM? Przecież jak ksiądz przychodzi na wizytę nie musisz mu dawać pieniędzy, a jeśli już czujesz taką potrzebę to 10- 20 zeta wystarczy.
Wszyscy tak namiętnie gadają o katolickiej opresji, a ciekawe ilu z nich doświadczyło jej na własnej skórze. Czasem zdarzy się jakiś idiota za amboną, jak u nas trzy lata temu, ale ja np z tego powodu nie przestałam wierzyć ( to stało się całkiem inaczej) i unikać księży. Uwielbiam z nimi dyskutować
Jak dla mnie to niektórzy sami wywołują rozmowę o pieniądzach bo im się wydaje, że księżulek przyszedł po kopertę, a później rozpowiada jacy to księża chciwi nie są.
Jako jedyna w moim domu jestem ta "niewierząca". Moja mama zawsze przyjmowała księdza i przyjmuje. Księża którzy chodzą po naszej wiosce są fajni ^^ Pytają się jak się powodzi, mówią, gdzie można zgłaszać się o pomoc u nich jak i w innych miejscach, czy pomagamy potrzebującym, czy mamy pracę, czy w rodzinie nie było dużych problemów, jakie jest nasze nastawienie do życia, żebyśmy zawsze mieli wiarę, trzymali się razem i takie tam, i lubię te wizyty księży po kolędzie, bo ani razu się nie zawiodłam, a rozmowa z nimi jest bardzo inspirująca ![]()
A co szkolnych lat, jak sprawdzali zeszyty czy prosili o modlitwę chyba dla większości były stresujące xD ale ja wspominam je wesoło ![]()
62 2012-12-23 12:52:34 Ostatnio edytowany przez Inori (2012-12-23 12:55:57)
Ja nie mieszkam u siebie, teściowie wpuszczają. Ma zamiar nas wtedy nie być w domu. Zresztą nikt w domu nie wie, kiedy jest kolęda, bo do kościoła nie chodzi. Ale jakby nie wpuścili, to by ich tu na wsi chyba kamieniami ludzie obrzucili. .
No bez przesady, tak ludzi znasz, że każdy przysłowiowy kamień by wyciągnął? U nas na wsi są rodziny, i w kazdej innej też się zapewne takie znajdą, które księdza nie przyjmują i co? Wszyscy z nimi rozmawiają i nikt się nie czepia, że księży w domu nie chcą. Czemu wy tak usilnie robicie chamstwo ze swojej miejscowości, tworzycie patologie, i jacy to ludzie nie są źli i w ogóle? W każdym miejscu jest i dobrze i trochę źle. A ludzie są różni, dlaczego zaraz wszystko wkładać do jednego worka i to takiego obskurnego? Jak czytam niektóre komentarze to się zastanawiam w jak ciemnym i zacofanym miejscu niektórzy mieszkają, że muszą się kryć, uciekać, obmawiać i w ogóle z takim złym nastawieniem do wszystkiego, jakby ta osoba/to wydarzenie OSOBIŚCIE dotknęło was do żywego.
A ja trochę o czymś innym niż "kolęda" , bo o spotkaniu opłatkowym w zakładzie pracy. U nas się takie odbyło w tym tygodniu i jak co roku szefostwo zaprosiło proboszcza z pobliskiej parafii rzymskokatolickiej. Proboszcz przybył i miał odczytać stosowny fragment z Biblii oraz złożyć pracownikom życzenia świąteczne. Ku mojemu zdumieniu (i innych pracowników też) ksiądz powiedział całe kazanie nawiązujące do podpisanej ostatnio przez rząd Konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet. Powiedział między innymi, że Konwencja godzi w tradycyjny model rodziny, że propaguje dewiacje seksualne itp. Mówił tak jakieś 15 minut, a my (pracownicy) staliśmy jak te barany z opłatkami w rękach. Jak sądzicie, czy zapraszanie w ogóle jakiegokolwiek księdza na spotkanie opłatkowe w zakładzie pracy (część pracowników nie jest katolikami) jest wskazane?Jak oceniacie zachowanie tego konkretnego księdza?
Pomijając niestosowaną do sytuacji przemowę to jest ważniejsza sprawa - w spotkaniu mogą uczestniczyć osoby, które nie są katolikami i dla nich jest to indoktrynacja dokonywana przez duchownego wyznania, którego nie wyznają. Takie spotkania winny mieć ekumeniczny charakter.
Nie mam nic przeciwko księżom, ale winni zdawać sobie sprawę, że takie spotkanie to coś innego niż kazanie w kościele, gdzie przychodzą katolicy lub kolęda, gdzie każdy sam podejmuje decyzję, a za pracownika decydują inni.
w spotkaniu mogą uczestniczyć osoby, które nie są katolikami i dla nich jest to indoktrynacja dokonywana przez duchownego wyznania, którego nie wyznają.
I uczestniczyły, np ja i jeszcze jedna pracownica, która jest z Kościoła Wolnych Chrześcijan i być może ktoś jeszcze, bo przecież nie znam wyznania wszystkich pracowników. Zostałyśmy postawione w bardzo niezręcznej sytuacji, w związku z czym mam zamiar w przyszłym roku nie przyjść na spotkanie opłatkowe, o ile znów będzie zaproszony proboszcz w roli mówiącego przemówienie (bo przecież gościem może być, chociaż nie jest pracownikiem, ale nie chcę się czepiać).
65 2013-01-03 18:47:57 Ostatnio edytowany przez Ciemnooki (2013-01-03 18:48:38)
Od jakiegoś, dość długiego już w sumie czasu nie przyjmuję. Nie widzę w tym sensu gdyż nie jestem praktykujący, nie ma moim zdaniem sensu także wpuszczanie księdza i 'gromadki robiącej show' tylko po to by zamienili z nami parę słów, wypytali o rzeczy które kompletnie nie powinny ich interesować i jeszcze zainkasowali kolejną kopertę do kolekcji. Niby nikt nas nie zmusza do takich 'datków' ale ... tak się przyjęło.
Swoją drogą - czemu nikt się w końcu za to nie weźmie i nie opodatkuje księży? Posługa kapłańska czy jak to się tam zwie to też bądź co bądź praca. Emerytury biorą więc ...