Nie zgadzam się, żeby batonik albo lizak były artykułami pierwszej potrzeby. Uważam, że słodycze są artykułami, które powinny być kupowane w ostatniej kolejności. Dziecko potrzebuje białek, nie cukrów prostych. Kupowanie książek jest dobrym zwyczajem - lepszym niż pasienie dzieci pustymi kaloriami. Uczenie się odmawiania dziecku jest bardzo zdrowe. Jak popatrzycie na gimnazjalistów, którym się w głowach poprzewracało, zrozumiecie dlaczego. Sama słyszałam jak nastolatka mówiła z oburzeniem, że matka jej nie kupiła kolejnego ciucha, a dla siebie miała na manikiurzystkę. Pewnie powinna do pracy chodzić w gumiakach a paznokcie obgryzać, żeby niunia mogła się popisywać codziennie nowym strojem.
Nigdy nie krzyczałam na dziecko odmawiając mu, ale też nigdy moje dzieci nie marudziły i nie tupały w sklepie. Przeżyłam straszną biedę i pamiętam jak trudno bywało (nigdy nie trwoniłam pieniędzy, ale czasem nie wiedziałam za co wykarmię rodzinę). Oczywiście wtedy sama obcinałam sobie paznokcie.
Wiele się nauczyłam. Moja Mama powtarzała: oszczędzisz na kucharzu - wydasz na lekarza. Właściwe odżywianie jest podstawą. Niekoniecznie trzeba dużo wydać, żeby dobrze, zdrowo się odżywić. Witaminę C można mieć z cytryny (ok.9 zł za kg w Makro) albo z porzeczek (czasem można je dostać za darmo - sama prosiłam żeby ktoś sobie oberwał moje wiśnie albo porzeczki bo nie nadążałam), zimą z kiszonej kapusty czy cebuli (69gr za kg). Białko można mieć z cielęciny po 60zł za kg albo z wołowego ozora po 16 zł za kg czy wątróbki indyczej po 8zł. Jod można mieć z dorsza (kilkanaście zł za kg) albo wędzonego halibuta (4x drożej) itd. Jeśli ktoś jada wieprzowinę, ma łatwiej; mnie nie służy wieprzowina ani kurczaki, a to najtańsze mięso. Smażyć można na klarowanym maśle, ale można i na smalcu.
Jednak najdrożej wychodzi jedzenie "na mieście", kupowanie półproduktów, słodycze i inne zapychacze w rodzaju chipsów (i wyrabia bardzo niezdrowe nawyki). Jasne, że jadam w restauracjach, czasem kupuję chipsy i słodycze, ale gdy miałam mało pieniędzy, nigdy tego nie robiłam. Policzcie same: 5 zł za 160 gramów Lays. 6,25x5 = 31,25 za kg skrobi z tłuszczem. Czyli równowartość ok. 2 kg wędzonych dorszy, 4 kg indyczych wątróbek, 6 kg wieprzowych nerek itd. Jeden obiad w Sphinx dla dwóch osób 70zł - przeliczcie same.
Jeśli dzieci bardzo chcą czegoś słodkiego, mogą dostać miód, zrobić sobie omlet albo kogel-mogel z dwóch żółtek i jednej łyżeczki cukru (uwaga - jajka muszą być z pewnego źródła i przy tak małej ilości cukru trzeba użyć miksera, żeby nie wyszło coś lejącego i klejącego zamiast pysznego kremiku), jak im bardzo tęskno za czekoladą, można do kogla mogla dodać kakao. Można się nauczyć gotować kisiel z mąki ziemniaczanej i domowych kompotów, budyń podobnie, galaretkę z żelatyny i domowych soków.
Ubrania (zwłaszcza na mniejsze dzieci) można kupić w lumpeksie albo dostać od kogoś; jak się ma choćby minimalne pojęcie o szyciu i robótkach ręcznych, dzieci będą chodziły dobrze ubrane. Dorośli nie wyrastają (powiedzmy) z ubrań, więc zainwestowanie w dobrą krawcową może być - wbrew pozorom - oszczędzaniem. Trzeba szyć ubrania klasyczne, nie ostatni krzyk mody... Nie da się też zaoszczędzić na biustonoszach (bo źle dobrany zdeformuje piersi). No i na butach...