Witajcie,
po raz pierwszy w zyciu zdarza mi sie pisac na forum o sobie samej... ale juz nie wiem kogo sie poradzic.
Otoz przez cale zycie odkad pamietam bylam najszczesliwsza osoba na swiecie! Do wszystkich celow dazylam ciezka praca ale zawsze z powodzeniem... i wszyscy mi wiecznie powtarzali ze szczescie mnie nigdy nie opuszcza... az do tego roku...
Odkad nadszedl 2011 rok wszystko sie dzieje na opak. Studiowalam za granica i jeden egzamin zdawalam wielokrotnie (poraz pierwszy!), na uniwersytecie zgubiono moje dokumenty i przez to nie moglam sie bronic. Musialam zadzwonic po adwokata aby mi pomogl rozwiazac cala sytuacje i z jego pomoca sie obronilam. Na koniec jego pracy zazyczyl sobie potrojne honorarium mimo ustalonego. Zwolniono mnie z pracy poniewaz mam chlopaka i nie mialam ochoty na flirty miedzy pracownikami i klientami... Moja najlepsza przyjaciolka odwrocila sie do mnie plecami z blahego powodu. Wygralam stypendium i nie wyplacono mi go poniewaz zabraklo funduszy... Moj chlopak wyjechal na Erasmusa do Polski i postanowilam zmienic cale moje plany dla niego, przyjechalam za nim do POlski w zeszlym tygodniu, i nic innego sie nie dzieje miedzy nami tylko wieczne klotnie. PIerwszy raz w naszym zwiazku klocimy sie i to bardzo powaznie, wczesniej planowalismy sie pobrac... a dzisiaj ze soba zerwalismy... naprawde nie wiem co robic, nie wymienilam wszystkich przykrych sytuacji, ale caly czas spotykaja mnie te pechowe... Czasami mam wrazenie ze ktos zrobil na mnie laleczke voo-doo i wbija kolejne szpilki.
Moze Wam sie to wydac blahostka, ale mi jest tak bardzo ciezko. Czuje sie samotna jak palec.
Staram sie myslec pozytywnie, ale kolejne niepowodzenia sprawiaja ze przechodzi mi chec do zycia...
Co robic? Pomozcie,,, moze ktos z Was tez przechodzil przez taki ciezki okres w zyciu i mnie w pewnym stopniu zrozumie...
Dziekuje,
C.