ndex librorum prohibitorum to dzisiaj szesnastowieczny zabytek i jeden z przykładów szkodliwej, ograniczonej postawy duchownych, która wywołała w Europie falę zła pod pozorem krzewienia wiary i walki z szatanem. Nie każdy wie, że ostatni Indeks ukazał się w roku 1949, a zniesiono go dopiero w latach 60. Wcześniej publikowanie, czytanie i rozpowszechnianie zakazanych dzieł uznawane było za grzech, za który mogła grozić nawet ekskomunika. Wśród autorów, którzy narazili się Kościołowi byli m.in. Balzak, Victo Hugo, obaj Dumasowie, ale też Adam Mickiewicz, a nawet przez pewien czas panował zakaz drukowania ?Dzienniczka? siostry Faustyny Kowalskiej. Dziś nie ma oficjalnego indeksu, ale Kościół, czy też poszczególni jego przedstawiciele, co jakiś czas sugeruje, że pewne książki są szkodliwe, fałszują obraz wiary i chrześcijaństwa. Najgłośniejsza polemika ostatnich lat dotyczyła chyba ?Kodu Leonarda Da Vinci?, ale było też wiele dyskusji na temat szkodliwości książek o Harrym Potterze. Wątpliwości duchownych budzi także twórczość Paulo Coelho. Czy książki mogą tak mocno oddziaływać na czytelników, by zaszkodzić ich wierze? Dlaczego sensacyjna powieść czy bajka dla dzieci doczekały się tylu polemik? Czy prawdziwej wierze może zaszkodzić jakakolwiek książka?
wiesz,wedlug mnie dla PRAWDZIWEJ WIARY nie zaszkodzi zadna ksiazka. Sek w tym,ze malo jest ludzi z PRAWDZIWA wiara. Wiekszosc pojecia nie ma w co i dlaczego wierzy. Dziedzicza wiare z pokolenia na pokolenie nie czytajac biblii . Dla takiej durnej ''pseudo''wiary najbardziej szkodzi BIBLIA. Na szczescie dla ksiezy- nikomu nie chce sie jej czytac bo jest gruba ![]()
wlasnie tak. zgadzam sie z toba bo wlasnie ksieza boja sie bibli! a dlaczego? bo ludzie ktorzy zaczeliby czytac biblie- tlumaczenia swieckie bezstronne.odkryliby prawde a tam wlanie jest prawda. ja nie jestem jakas zwolenniczkaszykanowania wytykania nie. po prostu gdzie jest ta prawdziwa wiara w BOGAludzie zapomnieli co trzeba czynic by BOG nas nieoposcil,jest jeden BOG a tyle religii co to znaczy ?tylko tyle ze religia to jakas polityka. i my ludzie jestesmy tym manipolowani .. i jeszcze do tego wmawiaja nam ze to wszystko dla boga...
Myślę, że takie książki jak najbardziej istnieją. Może nie powodują masowego porzucenia drogi wiary, ale jak najbardziej budzą wątpliwości, skłaniają do zadawania pytań, niepewności. Spójrzcie zresztą co działo się po "Kodzie Leonarda da Vinci" Dana Browna. Tutaj chodziło o zszokowanie ludzi. Niektórzy zaś czują ambiwalentne uczucia do wiary po przeczytaniu literatury typowo chrześcijańskiej. Tu, myślę, nie chodzi o tytuły konkretnych książek, a o zwykłe emocje, które one budzą. Ja na przykład zaczęłam zastanawiać się nad wiarą po przeczytaniu "Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy", którą napisali John i Stasi Eldregde, małżeństwo gorliwych chrześcijan wydających książki z tejże tematyki. Choć pełna jest miłości do Boga, często autorzy wpadali w przesadę, tym samym skłaniając mnie do refleksji i ostatecznie budząc zastrzeżenia. Szczególnie przy rozdziale pt. "Romans". Tutaj fragment, o który chodzi:
,,Moja ręka otworzyła Pieśń nad pieśniami, a wzrok padł na słowa <<O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja>> (1, 15). Jakże miło ze strony Boga - bo teraz już wiedziałam. To był On. Tej nocy niezwykła miłość Boga do mnie przeniknęła moje serce w nowy i głęboki sposób. On przemówił do mnie. Ten nieogarniony Bóg, który zna każdą moją myśl i każdy zamiar, który widzi każdy mój upadek i grzech, kocha mnie. Nie w sposób, jaki zwykle mamy na myśli, gdy słyszymy: <<Bóg nas kocha>>. Który zwykle brzmi, jak <<ponieważ musi kochać>> albo <<On cię znosi>>. Nie. On kocha mnie tak, jako kocha Ukochany. Łaał?.
Wszystko zależy więc od indywidualnego odbioru, nie od określonego tytułu. Dla jednych "Harry Potter" będzie zły i niósł szatańskie treści, dla drugich stanie się inspiracją do otworzenia się na życie pozamaterialne, docenienie wartości takich jak miłość, wiara, przyjaźń, dobre serce i tak dalej. Tyle. (:
Pozdrawiam.
Ja mam wrażenie, że dziś same książki nie są tu największym problemem, a to co dzieje się wokół nich. To znaczy, gdyby pan Brown nie twierdził w swoich wywiadach, że książka oparta jest na prawdziwych dokumentach, nie byłoby tyle szumu wokół niej. Gdyby Coelho nie zaznaczał swoich powiązań z katolicyzmem, jego książki, w których pisze, że magia, masturbacja i seks przedmałżeński nie muszą być złe, nie mieszałyby w głowach ludziom, którzy je czytają. Wydaje mi się, że tam gdzie jasno oddzielamy fikcję literacką od rzeczywistości, książka sama w sobie jest raczej nieszkodliwa.
No i oczywiście prawdziwej, świadomej i dojrzałej wierze książka nie zaszkodzi, ale może namieszać w głowie młodym ludziom, którym pewnie to co pisze Coelho spodoba się znacznie bardziej niż to, co mówi im Kościół.
No i oczywiście prawdziwej, świadomej i dojrzałej wierze książka nie zaszkodzi, ale może namieszać w głowie młodym ludziom, którym pewnie to co pisze Coelho spodoba się znacznie bardziej niż to, co mówi im Kościół.
A gdzie wolna wola? Gdzie wybor? Ciekawe ile osob odeszlo od KK po przeczytaniu Coelho?
Rozumiem ze Markiz de Sade nie byl ulubiencem kosciola ale za co Mickiewicz znalazl sie na Indeksie?
7 2011-05-09 15:45:54 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-05-09 15:53:05)
Mickiewicz - a także Słowacki; też wylądował w indeksie ksiąg zakazanych - w pewnym momencie związali się z sektą Andrzeja Towiańskiego i wpływy towiańszczyzny były widoczne w niektórych dziełach Mickiewicza (np. "Prelekcjach paryskich", "Lirykach lozańskich") oraz Słowackiego (np. "Genezis z ducha").
Nota bene Kościół w końcu zaakceptował niektóre tezy towiańszczyzny (np. Żydzi starsi bracia w wierze), ale dopiero pod koniec XX wieku i tylko takie "pomniejsze". Towiański głosił też tzw. mesjanizm polski, czy szerzej - słowiański.
A co do wolnej woli, to albo akceptujesz zasady związku religijnego, albo nie jesteś jego członkiem. Tak samo dziwne, żebyś wstąpił do np. SLD i miał pretensje, że chcą świeckiego państwa. Przynależność do związków religijnych czy partii politycznych jest dobrowolna, tak samo jak przestrzeganie ich "programu".
ps.
Wypowiedź Benedykta XVI (jeszcze zanim został papieżem) o Harrym Potterze:
jest to subtelne uwiedzenie, które oddziałuje niepostrzeżenie, a przez to głęboko, i rozkłada chrześcijaństwo w duszy człowieka, zanim mogło ono w ogóle wyrosnąć
i w charakterze rozrywki, kazanie księdza:
http://www.youtube.com/watch?v=SpDx5Z-oJYc
Szkoda,że KK zakłada, że jego wyznawcy nie potrafią samodzielnie myśleć.
Ale z drugiej strony, co to by się działo, gdyby naprawdę wszyscy potrafili.
A co do wolnej woli, to albo akceptujesz zasady związku religijnego, albo nie jesteś jego członkiem.
czyli w skrocie jak to mowil moj kolega: "morda w kubel, nie przeszkadzaj".
Co zrobic gdy zasady w czasie gry sie zmieniaja? Nie ma miejsca na dyskusje tylko przytakiwanie?
Lupus napisał/a:A co do wolnej woli, to albo akceptujesz zasady związku religijnego, albo nie jesteś jego członkiem.
czyli w skrocie jak to mowil moj kolega: "morda w kubel, nie przeszkadzaj".
Co zrobic gdy zasady w czasie gry sie zmieniaja? Nie ma miejsca na dyskusje tylko przytakiwanie?
KK jest tak zorganizowany, że jednym z dogmatów religijnych - w które katolik musi wierzyć, albo nie jest katolikiem - jest dogmat o nieomylności papieża w sprawach moralności i wiary. Możesz się na to albo godzić, albo nie jesteś katolikiem. Wybór należy do Ciebie ![]()
A w KK zawsze tak było, że głos daje hierarchia, a plebs (świeccy) ma być posłuszny i siedzieć cicho.
A gdzie wolna wola? Gdzie wybor? Ciekawe ile osob odeszlo od KK po przeczytaniu Coelho?
Wiesz, tu akurat nie chodzi o odejście od Kościoła, tylko o fałszowanie jego nauczania. Powiedzmy, że nastolatek czyta "Weronika postanawia umrzeć", gdzie mówi się o tym, że Biblia nie zabrania masturbacji, czy też o tym, że Kościół źle interpretuje przykazanie "Nie cudzołóż" (nie pamiętam, czy to w tej samej książce, czy w innej). Patrzy sobie, starszy facet, katolik, fajnie pisze, mądrze, pewnie ma rację, z resztą w sumie lepiej żeby on miał rację, bo to zawsze wygodniej i mniej wyrzutów sumienia z całym tym seksem przedmałżeńskim. No i mamy trochę taką żmiję wyhodowaną na własnym łonie, bo zanurzając swoje książki głęboko w tradycji chrześcijańskiej jednocześnie podsuwa idee, które wcale z tą tradycją nie są zgodne. Ja nie uważam, że trzeba zabraniać czytać, ale warto ostrzegać, że okey, możesz się zgodzić z Paulo Coelho, możesz tak postępować, ale to nie są poglądy Kościoła katolickiego, więc zastanów się co wybierasz.
Agnieszko, ale czy katolik powinien wiedzę o swej religii czerpać z beletrystyki? Jeśli książki typu Kod da Vinci są w stanie zrobić mu wodę z mózgu, to co z niego za katolik?
Agnieszko, ale czy katolik powinien wiedzę o swej religii czerpać z beletrystyki?
Rozumiem, że to pytanie retoryczne. ![]()
Wiesz, moim zdaniem przede wszystkim nie należy traktować wiary jako czegoś danego raz na zawsze i niezmiennego, bo jest ona w rzeczywistości pewnym procesem i codziennym odpowiadaniem sobie na pytanie jak postąpić, jak pogodzić teorię z praktyką, i nie raz w tych wyborach ponosi się klęskę. I tę wiarę kształtują różne czynniki. Nie jest tajemnicą, że Kościół nie przemawia językiem atrakcyjnym dla współczesnego człowieka, zwłaszcza młodego człowieka. Książki religijne to zwykle jakieś rozwlekłe rozprawy, których czytanie wymaga dużego samozaparcia. Zdecydowanie lepiej przemawia więc Coelho, budujący piękny łagodny świat, piszący zrozumiałym językiem i posuwający idee znacznie atrakcyjniejsze. Ja sama spotkałam ludzi, którzy traktowali te książki niemal jako tłumaczenie do Biblii i byli zdziwieni, że Kościół się pod tym nie podpisuje. Nie mówiąc już o tym, że moja znajoma nagle postanowiła koniecznie wypróbować dziwne magiczne ćwiczenia z "Pielgrzyma". Są te książki sugestywne, a w dzisiejszym szumie informacyjnym mamy często tendencję do przyjmowania różnych informacji, poglądów, idei bezkrytycznie, bez głębszego zastanowienia i bez świadomości, skąd one pochodzą. Czytamy nagłówki na onecie i uważamy, że jesteśmy na bieżąco, a tak naprawdę ślizgamy się jedynie po powierzchni. Ja też nie demonizuję wpływu tych książek, bo swego nastoletniego czasu też je czytałam i coś tam dobrego też mi może dały.
Z Danem Brownem też jest chyba trochę inaczej. Tu Kościół musi raczej bronić swego dobrego imienia, tak jak zrobiłaby to każda instytucja i przedstawiciele każdej innej religii, gdyby opisano ich tak jak opisał Kościół Brown. Przy czym sam autor nie powiedział nigdy "Aaa dajcie spokój, to przecież tylko fikcyjna powieść sensacyjna", tylko twierdzi, że swoją tezę opiera na rzetelnych badaniach i dokumentach, także polemika Kościoła, który nie chce by przedstawiano go jako jakąś zbrodniczą szajkę, jest chyba na miejscu. Natomiast znowu, jak człowiek przeczyta to jak powieść sensacyjną, to w niczym mu to nie zaszkodzi.
Rozumiem, że to pytanie retoryczne.
Po części. Mnie po prostu dziwi poziom wiedzy katolików o ich religii czy religii w ogóle. Większość nie zna Biblii, o dziełach religioznawców (choćby Eliadego) już nawet nie mówiąc. Jak to mawiam: Ja wiem w co nie wierzę, a katolicy nie wiedzą w co wierzą ![]()