Przypowieść o Aniołach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Przypowieść o Aniołach

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: Przypowieść o Aniołach

Przypowieść  o Aniołach


PRZYPOWIEŚĆ O ANIOŁACH


Dwaj Aniołowie-wędrowcy,zatrzymali się na nocleg w domu bardzo
bogatej rodziny.Rodzina okazała się niezbyt gościnna i nie zdecydowała
się,na ulokowanie Aniołów w sypialni,dla gości.
Zamiast tego Aniołowie otrzymali miejsce w piwnicy.
Kiedy przygotowywali sobie posłanie,starszy z nich dostrzegł dziurę
w ścianie i załatał ją.Kiedy zobaczył to młodszy z Aniołów,zapytał- dlaczego.Starszy
odpowiedział:-Nie wszystko jest takie,jakim się być wydaje.

Na kolejny nocleg,Aniołowie wstąpili do domku,bardzo biednego,ale
gościnnego człowieka i jego żony.Małżonkowie podzielili się z Aniołami
skromniutkim posiłkiem,jaki sami mieli i oddali im własne posłania,żeby
zdrożeni wędrowcy mogli się dobrze wyspać.Rankiem,kiedy Aniołowie
wstali,zobaczyli swego gospodarza i jego żonę zapłakanych.
Ich jedyna krowa,której mleko stanowiło,jedyne żródło dochodu rodziny
leżała martwa w obórce.
Młodszy Anioł zapytał dlaczego:-Jak się mogło stać?
Pierwszy gospodarz,miał wszystko,czego dusza zapragnie,a ty mu pomogłeś.
Druga rodzina,chociaż sama miała wszystkiego bardzo mało,gotowa była podzielić się
z nami wszystkim,a ty pozwoliłeś,żeby padła ich jedyna krowa-żywicielka.
Dlaczego?
Nie wszystko jest takie,jakim się być wydaje-odpowiedział starszy z Aniołów.

-Kiedy spaliśmy w piwnicy,zorientowałem się,że w dziurze,w ścianie schowane
jest złoto.Gospodarz,był zbyt gburowaty,nieprzyjazny, i nie zależało mu na czynieniu
dobra.Dlatego też,naprawiłem ścianę,żeby nie mógł znależść ukrytego skarbu.
Kiedy kolejnej nocy,spaliśmy na posłaniach gospodarzy,zjawił się Anioł Śmierci-
który przybył,po żonę biedaka. Oddałem mu więc w zamian krowę.


Człowiek, nigdy nie wie wszystkiego.nawet jeśli posiadasz wiarę,powinieneś
jeszcze wzbudzać w sobie zaufanie,że wszystko, co Cię spotyka , dzieje się
dla twojego dobra.
-Zrozumiesz to na pewno z czasem.

Niektórzy ludzie,na moment pojawiają się , w naszym życiu i tak samo
szybko z niego znikają.
Niektórzy,stają się naszymi Przyjaciółmi i zostają w naszym życiu, na dłużej.
To właśnie oni,pozostawiają w naszych sercach-najpiękniejsze i najtrwalsze ślady.
Zaś my sami,nigdy nie pozostajemy-tacy sami.Dlatego,że zmieniamy się,dzięki,
naszym prawdziwym Przyjaciołom.


ŻYCIE JEST CZAREM I SMAK, KAŻDEJ PRZEŻYWANEJ CHWILI - JEST

NIEPOWTARZALNY.






Opowiadanie ,które dostałam od znajomego.
Spisałam na kopercie ,aby nie zaginęło...
Bardzo mądra przypowieść, o różnych ludziach.
Ich podejściu do drugiego człowieka....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Przypowieść o Aniołach

Uwielbiam anioly. Tez musze sobie gdzies to spisac. Szkoda, ze tak trudno nam czasem zrozumiec nieszczescia co nas spotykaja

3

Odp: Przypowieść o Aniołach

Dzień Dobry Kaju smile

Miło że Jesteś.
Tak właśnie ,nie zawsze rozumiemy dlaczego jest tak
a nie inaczej.Nasza niecierpliwość sięga zenitu.
Bo chcemy wiedzieć już natychmiast , albo po
prostu wylewamy łzy.


A co do Przyjaciół czyli ludzi pojawiających się na chwilę
w naszym życiu... to prawda że Ci ,którzy mają wielkie
serce i służą pomocą niekoniecznie materialną,
pozostają  naszymi Przyjaciółmi do końca naszego
życia.


http://www.dziecimaryi.duszpasterstwa.bielsko.pl/images/aniol.png

4

Odp: Przypowieść o Aniołach

Jakie to piękne. Chyba się wzruszyłem.

Uchowaj nas od takich aniołów.
W pierwszym przypadku nocleg dostali więc dlaczego karał gospodarza? Spróbujcie przenocować na plebanii. Nawet drzwi nikt nie otworzy.
W drugim mógł oddać na śmierć kota. Zabierając krowę tylko przyśpieszył agonię rodziny, dla której krowa była jedyną żywicielką.

5 Ostatnio edytowany przez Milionek (2013-05-27 13:02:19)

Odp: Przypowieść o Aniołach

No cóż , każdy rozumuje na swój sposób
Szanowny Ojcze Piotrze.

   

Milionek napisał/a:

Człowiek, nigdy nie wie wszystkiego.nawet jeśli posiadasz wiarę,powinieneś
jeszcze wzbudzać w sobie zaufanie,że wszystko, co Cię spotyka , dzieje się
dla twojego dobra.
-Zrozumiesz to na pewno z czasem.

6

Odp: Przypowieść o Aniołach
Ojciecpiotr napisał/a:

Jakie to piękne. Chyba się wzruszyłem.

Uchowaj nas od takich aniołów.
W pierwszym przypadku nocleg dostali więc dlaczego karał gospodarza? Spróbujcie przenocować na plebanii. Nawet drzwi nikt nie otworzy.
W drugim mógł oddać na śmierć kota. Zabierając krowę tylko przyśpieszył agonię rodziny, dla której krowa była jedyną żywicielką.

Czepiasz się smile. Chodzi o przesłanie jakie niesie ta opowiastka, moim zdaniem trafne.

7

Odp: Przypowieść o Aniołach

Hej Kizia smile

I trafnie zauważyłaś,oto właśnie chodzi.
Człowiek jeszcze wiele rzeczy musi się
nauczyć,aby zrozumieć,dlaczego jest
tak....a nie inaczej.

8

Odp: Przypowieść o Aniołach

Wiary nie da się zrozumieć. Nikt mnie nie przekona, że zło jest dobre bo mogłoby być jeszcze gorzej.

9

Odp: Przypowieść o Aniołach
Ojciecpiotr napisał/a:

Wiary nie da się zrozumieć. Nikt mnie nie przekona, że zło jest dobre bo mogłoby być jeszcze gorzej.

Nikt nie powiedział i nie mówił że zło jest dobre!
To raczej ludzie zatracili granice pomiędzy tym
co jest dobre a co złe. Zaczęli ustawiać wszystko
pod siebie...czyli popełniając coś złego...
a jest to dla nich dobre w danej chwili,nie nazywają
tego złem tylko powiedzmy "Sprytem"
Jaki to człowiek potrafi być zaradny,że to czy to
potrafi...

Dzisiejszy Świat rządzi się jakby innymi wartościami.

10

Odp: Przypowieść o Aniołach

Mam wrażenie, że jesteś księdzem bo jesteś dobrze przygotowany do prania mózgów czyli odwracania kota ogonem.

11 Ostatnio edytowany przez Milionek (2013-05-27 22:43:38)

Odp: Przypowieść o Aniołach

I Vice wrsa  ojcze
Człowiek ma to do siebie,że jeśli czegoś
nie rozumie, lub nie pojmuje- to atakuje...

I sprostowanie  jestem ona  nie  on.

12

Odp: Przypowieść o Aniołach

Następne opowiadanie na faktach

Spisałam je z kilku kartek ,gdzie zostało spisane. Zapraszam do lektury,jest ciekawe.
A dostałam je od pewnej Cioci....... która mając powołanie już w wieku 18 lat służyła
Panu Bogu.


   


OPOWIADANIA - LIST ZZA GROBU

- 2009-02-01, 17:08

LIST ZZA GROBU




- miałam bliższą koleżankę . Żyłyśmy z sobą blisko , gdyż pracowałyśmy razem w tym samym biurze handlowym w M.
Gdy Hanka póżniej wyszła za mąż , nie widziałam się z nią już nigdy.
W zasadzie łączyła nas już od dawna raczej wzajemna życzliwość, niż przyjażń.
Dlatego nie odczuwałam zbytnio jej braku , gdyż po ślubie przeprowadziła się do dzielnicy willowej w M.
położonej dość daleko od mojego mieszkania.
Gdy jesienią 1937 r. spędzałam urlop nad jeziorem Garda , z końcem drugiego tygodnia września otrzymałam od mojej mamy wiadomość: "Pomyśl sobie , zmarła Hanka N. Straciła życie w katastrofie samochodowej" - wiadomość przeraziła mnie.
Wiedziałam , że Hanka nigdy nie była dziewczyna religijną.
Czy była przygotowana na śmierć , gdy ją Bóg tak nagle odwołał do wieczności ?
Nazajutrz uczestniczyłam we Mszy Św. odprawianej w kaplicy Sióstr , u których mieszkałam . Modliłam się żarliwie o pokój dla jej duszy . Ofiarowałam również komunię św. w tej intencji.Przez cały dzień jednak czułam się nieswojo . Spałam spokojnie. Zbudziło mnie jakby gwałtowne pukanie , zapaliłam światło. Zegar na stoliku nocnym wskazywał dziesiątą minutę po północy. W pokoju fale jeziora uderzały monotonnie o przybrzeżne mury zakładowego ogrodu.
A jednak zdawało mi się w chwili przebudzenia , jak gdybym prócz pukania usłyszała jakiś szelest: podobny do tego , który słyszałam zwykle , ilekroć mój biurowy szef rzucał mi z niechęcią nieprzyjemny list na biurko.
Zastanawiałam sięchwilę , czy nie powinnam podnieść się z pościeli.-Czym się przejmujesz- zdecydowałam po chwili - to pewnie mamidła twojej wyobrazni rozgorączkowanej wypadkiem śmierci. Odwróciłam się na bok i odmówiwszy kilkakrotnie Ojcze Nasz.. za dusze w czyśccu , zasnęłam spokojnie.


I OTO CO MI SIĘ ŚNIŁO.....cdn.....

I oto co mi się śniło


Wstałam rano ok 6 i chciałam pójść do kaplicy domowej . Otwierając drzwi mego pokoju , potraciłam noga kilka arkuszy papieru listowego
.Podniesienie ich , rozpoznanie pisma Hanki i okrzyk przerażenia - wszystko to odbyło się w jednym momencie.....
...Cala drżąca trzymałam papiery w reku . czułam , że w takim nastroju nie przejdzie mi przez usta żadna modlitwa . Ponadto ogarnęło mnie jakieś dławiące uczucie . I nie
przyszło mi nic lepszego na myśl , jak tylko ucieczka z pokoju . Poprawiłam włosy , włożyłam list do torebki i opuściłam dom.

Po drugiej stronie autostrady , słynnej "Gardseny" szłam drożyną, która między drzewkami oliwkowymi . ogrodami i krzewami wawrzynu wije się ciągle wzwyż. Zorza poranna promieniowała światłem . Zwykle co 100 kroków wchłaniałam tutaj wspaniałe widoki jeziora i bajkowej wyspy .
Zachwycałam się wciąż na nowo przysłowiowym błękitem toni . I jak dziecko podziwia dziadka , podobnie też ja zwykle patrzyłam z podziwem na szary Monte Balto ,wznoszący się na drugim
brzegu jeziora od jego tafli położonej 64 m nad poziomem morza aż do szczytu o wysokości 2.200 m


.....
Teraz to wszystko mnie nie interesowało. Po 15 min marszu usiadłam mechanicznie na ławce , opartej o dwa cyprysy gdzie poprzedniego dnia czytałam zabawną " Pannę Teresę" Fedrera. Po raz pierwszy uświadomiłam sobie , że cyprysy to drzewa śmierci.
Na południu gdzie jest ich duzo , nigdy nie robiły na mnie takiego wrażenia.
Sięgnęłam po list.Brakowało podpisu , rękopis jednak niewątpliwie Hanki.Nie brakowało nawet literki s pisanej z dużym rozmachem oraz po francusku pisanej litery T ,do której przyzwyczaiła się w biurze na przekór panu GB)
Styl listu nie był w jej tonie , przynajmniej nie wyrażała się tak na co dzień. Potrafiła prowadzić rozmowę niezwykle ujmująco , uśmiechając się swymi błękitnymi oczyma patrzącymi znad ślicznego zadartego noska . Tylko wtedy , gdyśmy rozmawiały na tematy religijne , potrafiła stawać się jadowita i wpadać w twardy ton tego listu  sama przyswoiłam sobie teraz jej burzliwy sposób mówienia\.

"Klarko"! nie módl się za mnie.Jestem potępiona! Jeśli ci o tym pisze i podaje dokładniejsze szczegóły , nie myśl że czynie to dla naszej przyjażni. My tu nikogo nie kochamy.Piszę to bo
bo jestem do tego niejako zniewolona.W istocie chciałabym i ciebie widzieć w tym stanie kiedyś , tak jak ja jestem teraz w nim na wieki zakotwiczona.nie dziw się mojemu zamierzeniu . My tu wszyscy tak myślimy.Nasza wola skamieniała w złym.w tym ,co wy zwykle nazywacie "złym"  Nawet gdy czynimy coś dobrego" jak ja w tej chwili,otwierając
ci oczy na sprawy piekła,dzieje się to w złym zamiarze.

Czy pamiętasz jeszcze jak 4 lata temu poznałyśmy się w K.? Miałaś wtedy 23 lata i pracowałaś już pół roku w biurze , gdy tam zostałam przyjęta. Jako początkującej dałaś mi nieraz dobra rade .Ale co to znaczy dobra"?.Wówczas chwaliłam twoja "miłość blizniego".Jakie to śmieszne! Twoja pomoc była wynikiem czystego ważniactwa ,czego zresztą domyślałam się już wtedy. Nie uznajemy tu dobra u nikogo.Znasz moją młodość.
chciałam tu uzupełnić niektóre nie dopowiedziane luki.
Według zamiarów moich rodziców nie miałam się właściwie narodzić."Przydarzyło im się własnie takie nieszczęście".Moje obie siostry liczyły 14 i 15 lat , gdy ja przyszłam na świat. o,gdybym się była nie narodziła!
Gdybym teraz mogła się zniweczyć , uniknąć tych mąk. Żadna rozkosz nie dorównałaby tej , z jaką zniszczyłabym swoje istnienie,jak powłokę z popiołu , której strzępy rozpadły by sie w nicość.Ale teraz muszę istnieć, Muszę istnieć w tym stanie do jakiego się doprowadziłam.Gdy ojciec i matka jeszcze w stanie wolnym przeprowadzali się do miasta, oboje stracili łączność z kościołem.Tak było lepiej.Przyłączyli się do grona oddalonych od Boga i kościoła.Poznali się w czasie zabawy tanecznej i "musieli" się pobrać w pół roku pózniej........cdn

Podczas ślubu kościelnego pozostało na nich tylko tyle kropel święconej wody , ile w sam raz starczyło , aby matkę kilka razy pociągnąć na Msze Św. niedzielną.
sama nigdy nie nauczyła mnie prawdziwej modlitwy . oddawała się bez reszty
codziennym troskom , choć nasze położenie materialne nie było najgorsze .Takie słowa jak : modlitwa ,Msza Św.,woda święcona, Kościół - pisze z wewnętrznym niesamowitym obrzydzeniem,.Brzydzę się wszystkimi ludzmi i rzeczami w ogóle ,bo z wszystkiego wyrastają dla nas męki . Teraz każde poznanie nabyte przy zgonie , każde wspomnienie tego , co się przeżyło i widziało podobne jest do ostrego płomienia. Wszystkie wspomnienia ukazują się nam z tej strony , która w nich była łaska .
wzgardziliśmy nią.jak to dręczy! Nie jemy,nie śpimy , nie chodzimy na nogach.Z dusza obciążona kajdanami , z płaczem i zgrzytaniem zębów" mamy wzrok wbity w nasze zmarnowane życie,z nienawiścią i wśród mąk.czy słyszysz? Poimy sie tu nienawiścia,jak wodą , również w stosunku do siebie.

Najbardziej nienawidzimy Boga.chciałabym ci ułatwić zrozumienie tego . Błogosławieni w niebie muszą go kochać , ale nie są do tego zmuszani.człowiek wierzący - pisze te słowa ze zgrzytaniem zębów-który wpatruje się w Chrystusa Ukrzyżowanego,kocha Go.

Do kogo jednak Bóg zbliża się tylko jako karzący , wśród burzy-jak ku nam-sprawiedliwy i odrzucony przez nas,ten go nienawidzi cała siła woli , wiecznie! Mocą dobrowolnej decyzji odwróciliśmy się od Boga i z tym skonaliśmy w chwili odłączenia się duszy od ciała,.
Tej decyzji nie cofniemy również teraz i nie będziemy nigdy chcieli jej cofnąć.Czy ty teraz pojmujesz dlaczego piekło trwa wiecznie?Ponieważ nasz upór nigdy nie ustąpi.  Pod przymusem dodaje ,ze Bóg nawet wobec nas jest miłosierny.Mówię"pod przymusem" bo choć ten list piszę dobrowolnie , nie wolno mi kłamać ,a chętnie bym to uczyniła.
Wiele rzeczy piszę tutaj na papierze wbrew mojej woli.Musze równiez połknąć sama powódż obelg.,które pragnę tutaj wylać.Bóg okazał sie nam miłosierny dlatego , że na ziemi nie pozwolił wyżyć się naszej woli w ten sposób,jak byliśmy do tego gotowi.


Powiekszyłoby to naszą winę i karę.kazał nam umrzeć , wczesnie , jak mnie , albo
dopuścił inne okoliczności łagodzace. Teraz okazuje na milosierdzie , gdy nie zmusza nas do tego , abysmy byli blizej Niego.,jak tylko w tej odległej bramie piekielnej , co zmniejsza nasze meki. Każdy krok zbliżający mnie do Boga , sprawiłby mi wieksza mękę , niz tobie krok w stronę płonacegop stosu.

Pozeraziłas się ,gdy podczas spaceru opowiadałam ci kiedyś , co mi powiedział mój ojciec na kilka dni przed I Komunią Św.:"Staraj się córko , abyś dostała ładną sukienkę , wszystko inne i tak jest oszustwem ".Byłabym sie wówczas sama zawstydziła z powodu twego przerazenia . Teraz smieję się z tego. Jedyną rozsądna rzecza w tym całym zdarzeniu było to ze dopuszczono mnie do Komunii Sw.



Fakt , że teraz niektóre dzieci juz w siódmym roku zycia przystepują do I Komunii Św. , doprowadza nas do szału . robimy wszystko , aby ludziom zamydlic oczy , ze takie dzieci nie maja jeszcze odpowiedniego rozeznania ,.Musza najpierw popełnic kilka grzechów ciężkich, wówczas ten biały Pan Jezus juz im nie przynosi korzysci jak wtedy , gdy wiara ,nadzieja
i miłość od Chrztu jest jeszcze zywa w sercach dzieci.

Czy sobie przypominasz, że tak mysłałam juz na ziemi ? Wspominałam o swoim ojcu . czesto kłócił się z matka . Rzadko wspominałam ci o tym - po prostu wstydziłam sie.Wstyd ? Jaka to smieszna rzecz1 tu nam jest już wszystkko obojetne .Rodzice nie sypiałi w jednym pokoju . Spałam z mama . Ojciec obok w izbie , dokąd mógł wracac o kazdej porze nocy. Pił duzo wódki , przepił cały nasz majątek . Obie siostry były na posadach i mówiły ,że same potrzebują pieniędzy.Matka zaczęła pracowac zarobkowo.

... w ostatnim roku swego zycia ojciec często bił matke ,gdy mu nic dac nie chciała.Wobec mnie był zawsze dobry.
Pewnego dnia-mówiłam ci o tym- a ty byłas zgorszona moimi zachciankami-czymze sie nie gorszyłaś-nawet dwa razy musiał zanosic nowe buty do sklepu i przynosił nowe,aby je zmienić , poniewaz fason i obcasy-jak dla mnie-nie były wystarczajaco modne.
W nocy,w której mój ojciec nagle umarł na udar serca ,zdarzyło się coś,z czego nie chciałam sie nigdy zwierzac przed tobą, z obawy przed nieprzyjemnym komentarzem.
Teraz jednak powinnas sie o tym dowiedziec.Ta sprawa zasługuje na wspomnienie dlatego,że wtedy po raz pierwszy odezwał sie do mnie mój obecny duch dreczyciel..


....Spałam w pokoju przy matce.Jej regularny oddech zdradzał głeboki sen.Nagle usłyszałam,że mnie ktos woła po imieniu.Nieznany głos pytał: "co będzie ,gdy ojciec umrze?" Nie kochałam już ojca , odkąd tak brutalnie odnosił sie do matki .Wówczas wogóle nikogo własciwie nie kochałam .Byłam przywiązana tylko do niewielu ludzi.,którzy byli dla mnie dobrzy.Miłość bez widoku na doczesny zysk zyje jedynie w duszach , które sa w stanie łaski.Ja do nich nie należałam. Dlatego nie zdając sobie sprawy,skąd pochodzi tajemnicze pytanie,odpowiedziałam:Przecież nie umiera!Po krotkiej przerwie powtórzyło sie to samowyrazne pytanie.Przeciez nie umiera!-wyrwało mi sie z niechecią.wezwano mnie jeszcze po raz trzeci:Co będzie gdy ojciec umrze?Przed moimi oczami staneły przezycia,jakie często ojciec wracał pijany,wyprawiał awantury i bił matkę do krwi,jak nas poniżał przed ludżmi. pod wp[ływem tego krzyknełam ze złością: " Dobrze mu tak!" Potem wszystko ucichło .
Nazajutrz,gdy matka chciała posprzatac w pokoju ojca,drzwi były zamkniete.Okolo południa wywazono drzwi.ojciec na wpół ubrany,lezał martwy.Musiał się zaziębić przy schodzeniu do piwnicy po piwo.


Chorował już od dłuższego czasu
Czy wobec tego Bóg uzaleznił od woli dziecka , dla którego zmarły był przecież stosunkowo dobry ,przedłużenie czasu na nawrócenie się?

Marta K.razem z tobą namówiła mnie,abym wstąpiła do Zwiazku dziewczat.Nigdy nie ukrywałam swego zdania,że pouczenia kierowniczek były zbytnio nasladowaniem proboszcza.
Gry były zabawne.Jak wiesz , wkrótce wodziłam w nich rej....Dawało mi to zadowolenie.Podobały mi sie także wycieczki.Kilka razy uległam namowom.bym przystapiła do spowiedzi i komuni sw..Właściwie nie miałam sie z czego spowiadać .Grzeszne mysli czy rozmowy nie miały dla mnie zadnego znaczenia,a do grubszych rzeczy jeszcze nie dorosłam.Powiedziałas kiedys "Hanko , jesli nie bedziesz sie modliła , bedziesz stracona "Modliłam sie-rzecz jasna-mało , z niechecią.  Miałas rzeczywiście racje,.wszyscy ,którzy płona w piekle , nie modlili sie lub modlili sie za mało.Nigdy nie wierzyłam we wpływ złego ducha.



...Teraz zaś składam świadectwo , że na takich ludzi ,jaką ja wtedy byłam,wywiera
potężny wpływ.Tylko wiele modlitwy ze strony innych i mojej własnej ,złączonej z ofiara i cierpieniem,mogło mnie wyrwac z jego niewoli
...I to również tylko z biegiem czasu.Chociaż mało jest zewnętrznie opetanych , za to mówi się o wewnetrznie opetanych.
Diabeł nie może pozbawić wolnej woli tych , którzy poddaja sie jego wpływom,lecz niejako za kare , za zasadnicze odwrócenie sie od Boga.Bóg dopuszcza , że "zły" zakłada w nich swe gniazdo.
Nienawidzę również diabła.mimo to ,podoba mi sie ,gdyz usiłuje mnie zgubić , on i jego pomocnicy , na poczatku czasów upadłe duchy.jest ich miliony


...Błąkają sie po ziemi gestym tłumem,niczym rój komaró ,a wy sie tego nawet nie domyslacie.Nam , potepionym ludziom nie przyznano prawa do kuszenia was , to kompetencja upadłych duchów.Za każdym razem ,ilekroć ściągaja dusze ludzką do piekła ,potęguje sie ich męka. ale czegóż nie czyni nienawiść.!
Modlitwa jest pierwszym krokiem do Boga i pozostanie decydujacym.Szczególnie modlitwa do tej ,która była Matka Chrystusa , a której imienia nie wymieniamy. Nabożeństwo do Niej pozbawia diabła wielu dusz , które z pewnością wpadłyby w jego rece. Z wściekłościa pisze dalej -ponieważ muszę ..Modlitwa jest najłatwiejszą rzeczą , która człowiek może dokonać na ziemi.I własnie do tej najłatwiejszej rzeczy Bóg przywiazał zbawienie. Kto modlił sie wytrwale , temu Bóg z czasem daje tyle światła i wzmacnia go do tego stopnia ,że nawet najbardziej upadły grzesznik może sie w koncu całkowicie podnieść z upadku,gdyby nawet tkwił po szyję w błocie. w ostatnich latach życia nie modliłam się właściwie wcale , pozbawiajac się w ten sposób łask , bez których nikt nie będzie zbawiony

tu nie otrzymujemy juz żadnych łask lecz gdybysmy je nawet otrzymali ,odrzucilibysmy je z szyderstwem.Wszystkie wahania duszy za życia ziemskiego ustały na drugm
swiecie. U was na ziemi człowiek może ze stanu grzechu powrócić do łaski,a potem
łaskę utracic przez grzech,często ze słabości,niekiedy ze złości.
ze śmiercia kończy sie ten taniec w góre i w dół,oparty o niedosko-
nałość ziemskiego człowieka .Stan końcowy jest osiągniety. Z przybywaniem lat zmniejszają sie te skoki.Prawda,że aż do smierci mozna być zwróconym do Boga ,albo pokazywac mu plecy.Lecz prawie ze
automatycznie człowiek decyduje się swoimi ostatnimi ,przebrzmiewającymi poruszeniami woli tak przed skonaniem,jak do tego przyzwyczaił sie za życia.
dobry albo zły nawyk stał sie druga naturą.to porywa go za soba.
Tak było ze mną.od lat żyłam odwrócona od Boga ,stąd przy ostatnim wołaniu łaski
zdecydowałam sie przeciwko Bogu.


Nie to że , że często grzeszyłam stało sie moja zguba,lecz to.,że nie chciałam się podnieść z upadku.
Często namawiałaś mnie do słuchania kazań i czytania poboznych książek.Nie mam na to czasu-brzmiała moja odpowiedz.Czyż miałam jeszcze potęgować swoja wewnętrzna niepewność? Zresztą musze stwierdzic ,że pewnego razu byłam juz blisko tego
np.na krótko przed moim wystapieniem ze Związku Dziewcząt
.Wówczas byłoby mi niezmiernie ciężko wkroczyć na inna drogę.
Czułam sie wtedy niepewna i nieszczęśliwa,lecz przed nawróceniem
stał mur.Pewnie nie domysliłas sie tego.Przeczuwałam ,ze mogłoby tak być , ale swiat i diabełi poządliwość ciała-wszystko trzymało mnie już mocno w pazurach.Mimo ,że chodziłam szlakami dalekimi od Boga
,On kroczył za mna.Wyrównywałam drogę na działanie łaski przez naturalne uczynki miłości,wykonywane rzadko ,kierowane skłonnością mego wrodzonego uspsobienia
.Czasem Bóg zwabił mnie do koscioła .Czułam wtedy jak gdyby tesknotę za utraconym
domem. Gdy po całodziennej pracy w biurze pielegnowałam chorą matkę z pewnego
rodzaju poświeceniem,to boże zachety działały na mnie mocno.
Pewnego razu-było to w kościele szpitalnym-dokad zabrałas mnie w czasie przerwy obiadowej -opanowało mnie takie wzruszenie.


że tylko jeden krok dzielił mnie od mojego nawrócenia.Płakałam.Potem jednak
radości tego świata przelewały sie falami poprzez wołanie łaski.

Oswiadczenie ,że religijność jest sprawą uczucia-jak to w biurze
wszyscy częstyo powtarzali-odrzuciłam natchnienie łaski .Raz upomniałas
mnie ,że zamiast uklęknąć ,zrobiłam tylko niewyrażny dryg.
uważałaś to za przejaw lenistwa. Widocznienie domyslałas się, że juz wtedy nie wierzyłam w obecność Chrystusa w sakramencie. Lecz w sposób często naturalny
,tak jak się wierzy w burze,ktoorej skutki sa dostrzegalne.

w tym czasie utworzyłam sobie własna religię.Byłam zdania ,że po śmierci dusza Przechodzi do innej istoty,.W ten sposób wedruje bez końca.tak
mówiono zawsze w naszym biurze.tak załatwiałam niepokojące pytanie odnośnie życia pozagrobowego. i nie przejmowałam sie nim,.dlaczego nie
przypominałaś mi przypowieści o bogaczu i łazarzu?
Jezus Chrystus natychmiast po smierci jednemu każe iść
do piekła , a drugiemu do nieba.Ale ccccóż byłabyś osiągnęła? Nic więcej
jak z całą resztą twojej bigoteryjnej gadaniny. Z wolna utworzyłam sobie własnego
Boga wyposażonego na tyle,by nazwać go bogiem,oddalonego odemnie
tak, aby nie trzeba było utrzymywać z nim stosunków,na tyle mglistego


By go mozna było według potrzeby bez zmiany religii rozciągnąć
do rozmiarów panteistycznego boga świata,wzglednie
widzieć w nim deistycznego pyszałka.Taki bóg nie potrafi mi darowac nieba , ani odrzucić mnie do piekła. Zostawiłam go w spokoju.Na tym polegała moja adoracja
w stosunku do niego.
' Co się kocha, w to sie chetnie wierzy".Z czasem uznałam,że jestem dość przekonana o swojej religii.Można było z tym żyć.

Jedno mogło tylko jej skręcic kark-długie ,głebokie cierpienie.
a takie cierpienie nie przyszło.Czy teraz pojmujesz co to znaczy: "kogo
Bóg kocha,tego nawiedza cierpieniem!"

Pewnego lipcowego dnia zwiazek dziewczat urzadził
wycieczkę do A. sama wycieczka podobała mi sie,ale ta
idiotyczna gadanina i swietoszkowatość! Od niedawna inny
obraz stał na ołtarzu mojego serca.nie ten , ktory przedstawiał
Matke Łaski bożej w A. Był to obraz gładkiego Maksa z
sasiedniego domu towarowego. Krótko przedtem flirtowalismy kilka razy
W te niedzielę zaprosił mnie na wycieczke. Ta , z która zwykle obcował,
lezała w szpitalu.Dobrze wiedział ,że rzuciłam na niego okiem.
Wówczas nie przyszło mi jeszcze na myśl, aby za niego wyjść
za mąż.Był co prawda zamożny,uważałam jednak że był zbyt uprzejmy
dla róznego rodzaju dziewcząt.


Jak dotad pragnełam mimo wszystko męża tylko dla siebie.
Chciałam byc nie tylko kobieta, ale jedyna kobieta .Pewnego
rodzaju naturalna uczciwość cechowała mne zawsze.
Przerazała mnie mysl , że również "porzadni" ludzie mogą dostac sie
do piekla ,jesli zyja na tyle nieporzadnie , aby schodzic Bogu z drogi.
W czasie wspomnianej wycieczki niedzielnej Maks przescigał samego siebie
w grzecznościach. Nie prowadzono tam klerykalnych rozmów jak wśród nas.
Następnego dnia robiłaś mi w biurze wymówki ,dlaczego nie wybrałam sie z wami do A.
Opowiedziałam ci wtedy , jak przyjemnie spedziłam niedzielę


Twoje pierwsze pytanie brzmiało " Byłas na Mszy Św .?"- głupia , jakże mogłam byc skoro wyjazd był umówiony na godzine 6.
Czy pamietasz jeszcze z jakim rozdrażnieniem dodałam: " Bóg nie myśli tak
małostkowo , jak wasze klechy"!"
Teraz musze wyznać : Bóg przy całej swej nieskonczonej dobroci , jest
dokładniejszy niz oni wszyscy. po owej pierwszej wycieczce z Maksem,
przyszłam jeszcze raz na zebranie Zwiazku kolo Bożego narodzenia, z okazji
uroczystości gwiazdkowych .Wewnetrznie stałam sie już dla was obca. Kino
,zabawy taneczne , wycieczki -jedno nastepowało po drugim.

Kilka razy pokłóciłam sie z Maksem , umiałam go jednak zawsze do
siebie na nowo przywiązać. zbyt niewygodna była dla mnie rywałka , która po powrocie
ze szpitala zachowywała się jak szalona. Własciwie na moje szczęście
,gdyż mój wytrawny spokój robił potężne wrażenie na Maksa.
i w końcu rozstrzygnął sprawę na moja korzyść. potrafiłam przed nim zepsuc jej opinie.
Mówiłam o niej z chłodem , na zewnątrz rzeczowo , a wewnątrz bluzgałam jadem.
takie uczucie i postępowanie- to znakomite przygotowanie sobie piekła.
to szatanizm w najscislejszym tego słowa znaczeniu. po co to opowiadam ? Aby zdac ci sprawę w jaki sposób ostatecznie oderwałam sie od Boga.

Zreszta nie dochodziło zbyt czesto do ostatecznych spoufaleń między mna
a Maksem . Zrozumiałam ,że poniżam się w jego oczach ,jezeli mu pozwolę przedwcześnie
wypic sie do końca .Stąd moja wstrzęmieżliwość wobec niego W gruncie
rzeczy jednak ,ile razy uważałam to za korzystne , byłam gotowa na wszystko
Musiałam zdobyć Maksa . Nie odstraszyła mnie od tego żadna cena.Ponadto
z biegiem czasu pokochalismy się ,gdyz oboje posiadalismy niejedna zaletę,która szanowaliśmy wzajemnie.Byłam sprytną , pilną i dobrą towarzyszką w zabawie
W ten sposób ujęłam Maksa mocno w rece, także zawładnęłam nim całkowicie
,przynajmniej w ostatnich miesiącach przed ślubem. Na tym polegał mój odwrót od Boga.
Wyniosłam stworzenie do godności bożyszcza. Nigdzie nie dochodzi sie do tego w takiej
pełni ,jak w miłości do człowieka drugiej płci ,jeżeli ta miłość ugrzężnie
w doczesności. To stanowi jej mrok ,odcień i jad


Adoracja ,którą oddawałam sobie przez Maksa ,stała się dla mnie żywa religią.
Był to czas , gdy w biurze w sposób jadowity atakowałam religię,chodzenie do kościoła,księży,odpusty,modlitwe różańcową itp.
Usiłowałam mniej lub więcej inteligentnie stawać w obronie tych spraw.
Nie przeczuwałam widocznie ,że w istocie nie chodziło mi wcale o te sprawy.szukałam
raczej oparcia przeciwko mojemu sumieniu. Wówczas takie oparcie było mi
jeszcze potrzebne , aby mój odwrót móc uzasadnić również rozumem W
gruncie rzeczy buntowałam sie przeciwko bogu Nie wiedziałas o tym,Uwazałas
,
mnie wciąż za katoliczkę i chciałas , aby mnie wciąż tak nazywano.

Płaciłam nawet podatek kościelny.Pewnego razu zabezpieczenie zaplecza nie moglo mi przecież szkodzić-myślałam.
Twoje odpowiedzi były nieraz prawne,.Ześlizgiwały sie po mnie , bo nie wolno
ci było miec racji.W obliczu tego rodzaju poprzecinanych stosunków miedzynami ,ból
naszego rozstania sie był nikły,gdy nas rozłączyło moje małżeństwo ,.

Przed slubem przystapiłam jeszcze raz do spowiedzi i komunii Św.
Taki był przepis.co do tego bylismy z mężem zgodni.Czemu nie
mieliśmy zadośćuczynić tej formalności? wypełnilismy ja jak kazda inną.
Nazywacie to niegodnym przyjeciem.Po owej "niegodnej Komunii" czułam więcej spokoju sumienia. Była to zresztą ostatnia.

Nasze życie małżeńskie w ogólności przebiegało dość harmonijnie


...We wszystkich punktach bylismy zgodni,również w tym ,że nie będziemy sie
obarczać ciężarem dzieci..wprawdzie mój mąż chciał mieć dziecko -oczywiście tylko jedno.
Potrafiłam go jednak odwieść od tego. suknie , piekne meble ,nakrycia do herbaty,wyjazdy
samochodem i podobne rozrywki były mi bliższe . Czas między ślubem a moją nagłą śmiercią był rozkosznym rajem na ziemi.
co niedziela wyjeżdżalismy ,wzglednie bylismy na odwiedzinach u krewnych męża.
\Swej matki wstydziłam sie nieraz\...
Tak samo jak i my płynęli oni po powierzchni życia.Rzecz jasna - nie
czułam sie szczęśliwą wewnętrznie,mimo że na zewnątrz mogłam
być niewiem jak uśmiechnięta.Cos nie okreslonego nieustannie gryzło mnie
wewnetrznie.Chciałabym ,by po śmierci ,która oczywiscie długo
jeszcze nie miała nastapić,skończyło sie wszystko.Jest tak,jak to
w jakims kazaniu słyszałam w dzieciństwie,że Bóg nagradza wszystko dobro
które człowiek spełnia. Jesli go nie może nagrodzić za grobem,czyni to
na ziemi...
Otrzymałam niespodziewany spadek po cioci Karolinie.
Mężowi poszczęściło się , otrzymał znaczną podwyżkę
poborów.Mogłam nasze nowe mieszkanie wspaniale
urządzić.
Myśli religijne pojawiały sie jeszcze gdzieś na dalekim horyzoncie.
Kawiarnie w mieście ,hotele.w których mieszkalismy w czasie
podróży,nie zbliżały nas do Boga. Wszyscy którzy tam byli ,żyli tak
jak my,od zewnątrz na wewnątrz-nie odwrotnie.

Gdysmy w czsie podróży zwiedzili słynną Katedrę ,szukalismy zadowolenia
w estetycznych formach mistrzowskich dzieł.religijne tchnienie,którym promie-
niowały szczególnie sredniowieczne dzieła,potrafiłam zneutralizować w ten sposób..


Ze oburzałam się na jakis uboczny szczegół w czasie odwiedzin
np.na brudne ubranie albo nieporadność braciszka zakonnego,który
nas oprowadzał,"na skandal",że niby pobożnimnisi sprzedaja likier
na wieczne dzwonienie na nabożeństwa,gdzie chodzi tylko o
zarobienie pieniedzy.
W ten sposób potrafiłam odrzucić łaskę ,ile razy pukała do mnie.
Szczególniej puszczałam wodze mojemu niezadowoleniu przed
pewnymi starodawnymi obrazami piekła,umieszczonymi na
cmentarzach i gdzie indziej.


..gdzie diabeł smaży dusze w czerwonym żarze a jego towarzysze
z długimi ogonami przywlekaja mu nowe ofiary..Klarko ,pieklo mozna w wykonaniu
przerysować,ale nigdy nie dopuścic sie co do tego przesady.
Szczególnie zawsze krytykowałam ogień piekielny. Wiesz ,jak w czasie
rozmowy o tym trzymałam ci zapałke pod nosem pytając ,czy tak
pachnie?Szybko zgasiłas płomyk.Tu go nikt nie zgasi.
Mówie ci,że ogień , o którym mówi biblia,nie oznacza wyrzutów sumienia.
ogień jest ogniem.Trzeba dosłownie pojmować słowa Chrystusa:
"Idzcie odemnie przeklęci w ogień wieczny"-dosłownie..

Pytasz ,jak duch moze byc dotkniety ogniem materialnym.
Jak bardzo cierpi dusza na ziemi ,gdy palcem dotyka płomieni!
Przecież dusza się nie pali,a jednak jakie katusze przechodzi cały
człowiek! Podobnie tutaj nasze dusze związane sa ogniem według
naszej istoty i naszych zdolności.Nasza dusza jest pozbawiona
naturalnej swobody:nie mozemy myslec co chcemy i jak chcemy.


Nie patrz idiotycznie na te słowa,bo ten ogień,który wam nic
nie mówi,spala mnie a nie niweczy.

Nasza największa męka polega na całkowitym uswiadomieniu
sobie,że nigdy nie bedziemy oglądali Boga.

Jakże to może dręczyć,chociaż na ziemi było człowiekowi
takie obojętne!Póki nóż leży na stole , człowiek jest obojetny,
widzi jego ostrze,ale nie czuje go..Ale wbij nóż w ciało a krzykniesz z bólu.
Teraz czujemy brak Boga ,przedtem widzielismy Go tylko.
Nie wszystkie dusze cierpią jednakowo.Imzłośliwiej kto grzeszył,tym bardziej przygniata
go utrata Boga

...,dławi nadużycie stworzeń.Potępieni katolicy cierpią bardziej niż
innowiercy,gdyż najczęściej więcej otrzymali i zdeptali swiatła łaski.
Kto więcej wiedział,cierpi dotkliwiej,czuje ostrzejszy ból,od tego,
który upadł ze słabości.Lecz nikt nie cierpi wiecej,niż na to zasłuzył.
Oj gdyby to nie było prawda,miałabym powód do nienawiści.
Powiedziałas mi kiedyś ,że nikt nie dostanie sie do piekła mimo woli,nie wiedząc o tym.
Miało to być objawione jakiejś swietej.Śmiałam się z tego,potem
jednak ukryłam sie znów za oswiadczeniem,jak gdyby za okopami.
W razie potrzeby bedzie chyba dość czasu do zmiany swej postawy-mówiłam
sobie po cichu.Tak rzeczywiście jest.

Przed moim nagłym koncem nie zaznałam piekła takim,jakim ono jest.


...Nikt z żywych go nie zna.Zdawałam sobie jednak sprawe
"gdy umrzesz,pójdziesz w zaswiaty w stanie odwrócenia się od Boga.
Poniesiesz konsekwencje"

Nie uczyniłam odwrotu-jak już powiedziałam-opanowana
przyzwyczajeniem , kierowana ta regularnością,z którą
ludzie działają tym bardziej,im sa starsi.Tak własnie doszło
do mojej smierci.tydzień temu-mówie według waszej rachuby
-bo stosując miare męki,mogłabym również dobrze już 10 lat
plonąć w piekle -a więc tydzień temu w niedzielę
urządziliśmy wycieczkę z mężem.Była to ostatnia wycieczka z mężęm.

Dzień był słoneczny.Czułam się tak dobrze.,jak rzadko kiedy
Ogarnęło mnie niesamowite uczucie szczęścia.
Nagle w drodze powrotnej mężą oslepia pędzony samochód.
Stracił panowanie nad kierownicą .Jezus-przeszło mnie całą,nie jako
modlitwa,tylko krzyk.Scisnął mnie miazdzący ból.W porównaniu
jednak z dzisiejszym bólem ,tamten był bagatelą.Potem
straciłam przytomność.to dziwne ,że własnie tego poranka
nasuneła mi sie myśl: Mogłabyś dzis znowu pójść na Mszę Sw.  Brzmiało to jak błaganie.

Moje "nie" przecięło wątek myśli jasno i stanowczo
...Raz trzeba z tym wreszcie skończyć.Biorę na siebie wszystkie skutki.
Teraz je ponoszę. Wiesz juz o tym co się stało po mojej smierci,los
mojego męża i mojej matki ,co działo się z moimi zwłokami i proces mojego
pogrzebu-wszystko tu jest mi znane dokładnie przez naturalne
poznanie,jakie tu mamy.Co sie dzieje na ziemi,o tym wiemy tylko jakby
przez mgłę.Znamy jednak to,co w jakis sposób było nam bliskie.
Dlatego też widzę twój pobyt w X.

W chwili skonania zbudziłam sie nagle w ciemności.
Zewsząd byłam jednak otoczona swiatłem przenikliwym.
Było to na tym samym miejscu ,na którym leżały moje
zwłoki.Wszystko odbyło sie jak gdyby w teatrze.


...gdy nagle gasną wszystkie lampy,kurtyna sie rozsuwa i oczom
ukazuje sie niespodziewana sceneria .sceneria mojego życia.Moja dusza
pokazała mi sie jak gdyby w lustrze.zdeptane łaski od młodości
aż do ostatecznego"nie"wobec Boga.
Czułam sie jak morderca,któremu w czasie rozprawy sądowej pokazuje się jego
zabita ofiare.
Żałować?-Nie!wstydzić się?-Nie! Nie potrafiłam jednak wytrzymać pod okiem odrzuconego przezemnie Boga. Pozostało mi tylko jedno:ucieczka! Jak Kain uciekł przed zwłokami
Abla,tak porwało mi duszę na skutek widoku tej obrzydliwości.
To był sąd szczegółowy.niewidzialny Sędzia powiedział:"Idż precz!" Wówczas moja dusza jak siarkowo żółty cień spadła w miejsce wiecznej meki.


........Tak skończył sie list Hanki.Ostatnie słowa prawie były
nieczytelne,do tego stopnia były zniekształcone.-Sam list zas rozsypał
mi sie w rekach w popiół.Lecz nagle,cóż to?Wśród ostatniego
brzmienia ostrych słów listu,który czytać sie zdawałam,odezwał
się łagodny ton dzwonu.Zerwałam się.Leżałam w pokoju.
Poranna zorza czerwieniła sie w oknie.z kościoła parafialnego
dochodził odgłos dzwonu na "Anioł Pański".

Czy wobec tego to wszystko było tylko snem?
Nigdy nie odczuwałam tak pociechy,płynącej z modlitwy.
"Anioł Pański",jak po tym sennym widzeniu.
Powoli odmówiłam trzykrotnie "Zdrowas Maryjo.."Nagle
zrozumiałam: muszę trzymac sie Jej,błogosławionej Matki Pana,
muszę czcic Maryję,jeżeli niechce dzielić losu duszy...

...która przedstawiając mi ten stan , chociaż tylko we śnie,nigdy
nie bedzie oglądała Boga.


Drżąc z przerażenia wstałam,ubrałam sie szybko i śpieszyłam
Po schodzach do Kaplicy domowej.Serce waliło mi jak młotem.
kilku gości klęczących obok mnie,spojrzalo na mnie.
Mogli pomyśleć,że widocznie jestem zaspana na skutek szybkiego biegu
po schodach.

po południu starsza ,zyczliwa pani z Budapesztu ,doswiadczona
cierpieniem,nieporadna jak dziecko ,krótkowzroczna w sprawach
duchowych,zwróciła mi uwagę uśmiechając sie: "Proszę pani,
Pan Jezus nie życzy sobie obsługi wykonywanej ze zbytnim pośpiechem"
Odrazu jednak zauważyła,że coś innego musiało mnie niepokoić..

i wciąż jeszcze niepokoiłododała życzliwie : "Nic nie powinno
cie niepokoić.Czy zna pani to powiedzenie Św. Teresy?"Nic nie powinno cię przerażać.wszystko mija -tylko Bóg pozostaje Ten sam.
Cierpliwością wszystko osiągniesz.Kto posiada Boga,temu nic nie może brakować.Bóg sam
wystarcza".
podczas gdy cicho i jakoś bez chęci pouczania szeptała mi te słowa,zdawało mi sie jak gdyby czytała w mojej duszy:"Bóg,tylko On wystarcza!"


Tak,niech mi wystarcza tu na ziemi
i tam za grobem .Chcę go tam kiedys
posiąść.choćby to wymagało nie wiem
jak wielu ofiar.nie chcę być w piekle.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Przypowieść o Aniołach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024