Witam,
mój problem polega na tym, że od pewnego czasu w ogóle nie mam chęci do życia... Studiuję dwa kierunki, mam dwie prace.... Ogrom materiału do nauki mnie przytłacza... nie potrafię się skoncentrowac, cierpię na bezsennośc a chcąc wykorzystac ten czas na naukę okazuje się, że po prostu nawet nie myślę o tym co czytam....
Dużo pracuję, dlatego też nie narzekam na pieniądzę...od pewnego czasu zauważyłam, że znaczna częśc moich znajomych wykorzystuje mnie wręcz pod tym względem....Wobec powyższego straciłam zaufanie do ludzi i nie wierzę w ich bezinteresownośc- nawet nie chce mi się z nikim spotykac, ponieważ wiem, jaki jest ich ukryty cel...
Spotykałam się z mężczyznami ale odniosłam wrażenie, że zależy im tylko i wyłacznie na więzi fizycznej... Trudno mi dostrezc jakiekolwiek oznaki zaangażowania emocjonalnego i w związku z tym przy pierwszej okazji, gdy udaje mi się dostrzec, że zaczynam się bardziej angażowac niż partner- kończę znajomośc, ponieważ nie chcę cierpiec...
Straciłam wiarę w ludzi, wiarę w to, że można stworzyc zdrowy związek oparty na szacunku i zaufaniu- a tym samym jakąkolwiek motywację, żeby dalej sobie jakoś radzic...:/