Mój problem polega na tym że się ciągle czymś zamartwiam.Konkretniej o moją rodzinę i przyjaciela którego traktuję jak brata.Boję się że coś im się może stać ich śmierci itd.
O siebie aż tak się nie zamartwiam bo myślę że sobie poradzę,ale o nich się boję.
Mój przyjaciel mi powtarza żebym w końcu zaczęła myśleć o sobie i ułożyła sobie jakoś życie a nie cierpiała za innych.Próbowałam już tak robić,ale ja najzwyczajniej w świecie tak nie umiem,nie umiem być obojętna na krzywdę w przypadku moim najbliższych wtedy czuję się źle sama ze sobą.Gdy wydarzy się coś złego to mam do siebie żal że mnie tak akurat nie było i nie pomogłam.Ludzie tego nie rozumieją że jak można nie myśleć o sobie tylko o innych
Do tego ostatnio coś złego wydarzyło się u kogoś dla mnie bliskiego.Chodzę ciągle podenerwowana zamartwiam się co będzie dalej.Są momenty że zaczynają mi się trześ ręce i nogi,robi mi się strasznie gorąco,szybciej bije mi serce i nie mogę zasnąć.
Nie wiem czy ktoś mnie tutaj zrozumie i ma podobny problem