Bycie tą trzecią...:/ - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bycie tą trzecią...:/

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 129 ]

Temat: Bycie tą trzecią...:/

Historia w ogólnym zarycie jakich wiele...ale w detalach całkowicie odmienna... Może po kolei: byliśmy już parą. Kilka lat temu. Nazwijmy to "szczeniacką miłością". Nie "pierwszą" (aż takie szczenie to ze mnie nie było) ale jednak dalej była to miłość między dwojgiem niedojrzałych emocjonalnie...o ile słowa "miłość" i "niedojrzałość emocjonalna" mogą występować w jednym zdaniu. Mniejsza o to. Było miło ale się skończyło. Życie - zdarza się. I teraz się zaczyna. Każdy z nas ułożył sobie życie. Ja w związku niesformalizowanym ale tzw. "poważnym" , on w jeszcze poważniejszym bo już mąż i ojciec.
I przechodzimy do sedna. Zaraz po naszym rozstaniu wyjechałam. Tylko że nigdy nie straciliśmy kontaktu. Za każdym razem jak wracałam na tydzień czy dłużej w rodzinne strony - widzieliśmy się. On słuchał o moich problemach i właściwie o wszystkim o czym nie mogłam z nikim innym porozmawiać i wydaje mi się że i mi wszystko mówił (chociaż o niektórych faktach z jego życoia intymnego wolałabym nie wiedziec - ale mimo to mówił mi, żeby się poradzić np, czy coś). Musze przyznać że takiego przyjaciela nie miałam nigdy. Co dziwne - przez ten cały czas gdy mnie nie było nigdy do niczego między nami nie doszło - poza zwykłym przytuleniem czy trzymaniem za ręke, tak jak to między przyjaciólmi. Ale i tak o tych naszych spotkaniach nikomu nie mówiliśmy. Wiadomo - jego dziewczyna (obecna żona) nie byłaby najszczęśliwsza z powodu naszych spotkan jak i mój chłopak napewno też by się nie ucieszył.
Pół roku temu wróciłam w rodzinne strony. Na stałe. I się zaczęlo. Zaczęło się od coraz częstszych spotkań i coraz dłuższych (chociaż i wcześniej zdarzały nam się wspólne noce - uwaga!!! TYLKO PRZY ROZMOWIE. Nawet jak byl alkohol do niczego nie dochodzilo). I przy którymś z takich spotkań gdy się żagnaliśmy nagle mnie pocałował. Odwzajemniłam. Ale tylko tyle. Albo aż. I dalej spotkania, spotkania, spotkania... a jak się nie widzieliśmy - wieczorne rozmowy (tel, gg, sms - po pare godzin). Zaczely padac hasła "o czyms więcej miedzy nami". I podczas takiej rozmowy zaproponowal parodniowy wyjazd. Tylko we dwoje. Nie martwic sie o nic o pieniadze czy cos tylko spakowac. Zgodzilam sie. Boże było cudownie. Ale NIE SPALISMY ZE SOBA!. wiem ze ciezko w to uwierzyc (nie raz  w koncu wchodzily w gre spore ilosci alkoholu)...I nie raz malo brakowalo. Az sie smialam ze widocznie go nie pociagam. Ale tu mnie zaskoczyl: stwierdzil ze nie chce zeby to wygladalo jakby mnie kupil (to on za wszystko placil) i ze jesli ma do tego dojsc to w innych warunkach a teraz chce poprostu cieszyc sie moja obecnoscia. Tak sie sobą "nacieszyliśmy" ze od powrotu nie mozemy się rozstać. Zachowujemy sie jak regularna para...
Nie wiem w zasadzie czy potrzebuje rady. Chyba nie. Bo zakochalam sie i tyle wiec zadne rady nic mi nie dadza bo i tak bede robila swoje. Wyrzuty sumienia? Jasne ze mam! Jak cholera! nie raz nawet probowalam to zakonczyc...ale mi serce na kawalki pekalo z tesknoty i gdy tylko przyjechal (bo zawsze mimo moich slow w koncu przyjechal) rzucalam mu sie w ramiona. Potrzebuje oceny. Świerzej i obiektywnej. Nadmienie ze ze swoim chlopakiem zerwalam...w momencie kiedy zdalam sobie sprawe ze zakochalam sie w tym drugim nie potrafilam juz z nim byc.
Chce tylko wiedziec: jak to wyglada...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2011-01-10 22:32:21)

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ty miałaś chłopaka i masz wyrzuty, a on? Mąż i ojciec, jak sobie to dalej wyobraża?
I czemu przed laty się rozstaliście?
Dla mnie sytuacja nie wygląda za różowo bo on ma żone i dziecko co generalnie sugerowałoby, że ma ustabilizowaną sytuacje rodzinną. Ale on sam ma chęć rozbić swoją rodzinę jak widać.

3

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ludzie... - to jest głowny powod rozstania. Ci "nie - życzliwi". Chciaż Ci "życzliwi" może nawet jeszcze bardziej do tego reke przylozyli:/ w kazdym badz razie sączyli swoj jad dostatecznie dlugo co doprowadzilo do tego ze mimo iz jedno drugiemu nic nie zrobilo  to jednak nie ufalismy sobie, "bo ktos cos powiedzial"...taka nutka niepewnosci byla. Rozlozona w dostatecznie dlugim czasie byla na tyle uciazliwa ze doprowadzila do rozstania.

4

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ma chęc...nie bojmy sie tego powiedziec: jest nas dwoje. Tez mam chec rozbic mu rodzine. Tyle ze ja niczego jego zonie nie slubowalam. Ale sam fakt ze jestem jej swiadoma robi ze mnie egoistyczna zolze...

5

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Jak to wygląda? W moim mniemaniu ma 2 strony:lepszą i gorszą.
Lepsza-jesteś szczęśliwa, zadowolona, kochasz - a to najwspanialsza rzecz na świecie jaką może odczuwać człowiek. Plusem dla Ciebie jest to, że zdajesz sobie sprawę i przyznajesz się nawet sama przed sobą, że masz wyrzuty sumienia - spojrzenie na siebie to również dużo. Jak i to, że nie zamierzałaś za plecami własnego (wtedy jeszcze) faceta kręcić na 2 strony.

Jednakże, jak to ładnie sformułowałaś w temacie... Jesteś tą trzecią i to jest ta gorsza... On nadal ma żonę. Odejdzie od niej dla Ciebie? Bo jeśli tak, to nie ma problemu, będziecie razem i szczęścia dla Was, jednakże jeśli on nie będzie umiał zakończyć małżeństwa w imię miłości do Ciebie? Jakby nie patrzeć ma rodzinę, a wobec niej jakieś zobowiązania i w pewnym momencie przyjdzie czas, kiedy radość zniknie i zastąpi ją samotność i smutek w momentach kiedy on jest z rodziną, a chciałabyś by był z Tobą.

Życie zna wiele takich historii. Jednakże odpowiedz sobie sama na pytanie...
Gdybyś Ty była matką i żoną, pozwoliłabyś aby Twój mąż odszedł od Ciebie do innej a ona zniszczyła Ci małżeństwo i rozbiła Twoją rodzinę?
Postaw się w sytuacji owej żony i dziecka...

6

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Tak sie sobą "nacieszyliśmy" ze od powrotu nie mozemy się rozstać. Zachowujemy sie jak regularna para...
Nie wiem w zasadzie czy potrzebuje rady. Chyba nie. Bo zakochalam sie i tyle wiec zadne rady nic mi nie dadza bo i tak bede robila swoje. Wyrzuty sumienia? Jasne ze mam! Jak cholera! nie raz nawet probowalam to zakonczyc...ale mi serce na kawalki pekalo z tesknoty i gdy tylko przyjechal (bo zawsze mimo moich slow w koncu przyjechal) rzucalam mu sie w ramiona. Potrzebuje oceny. Świerzej i obiektywnej. Nadmienie ze ze swoim chlopakiem zerwalam...w momencie kiedy zdalam sobie sprawe ze zakochalam sie w tym drugim nie potrafilam juz z nim byc.
Chce tylko wiedziec: jak to wyglada...

Czy to oznacza, że zamieszkaliście razem? Że on porzucił swoją rodzinę?
Wygląda to tak, że rozwalasz rodzinę. Zastanowiłaś się, co robisz jego żonie i dzieciom/dziecku?
Piszesz, że nie potrzebujesz rady... Bo Ty chyba wiesz, co powinnaś zrobić. Poczytaj na forum historie innych kobiet w takiej sytuacji - zobaczysz, co Cię pewnie czeka.
Uczciwość, godność, szczerość - nic dla Ciebie nie znaczą?

7

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Uczciwośc...godność...szczerość...oczywiście ze nie sa to pojecia nie bez znaczenia. Tylko w na tym etapie zycia czuje sie jalbym stala przed wagą: na jednej szalce są te trzy w/w pojęcia a na drugiej - pojęcie szcześcia...no kurcze dziewczyny ale powiedzcie szczerze, ktora z Was nie mialaby dylematu przy takim wyborze. Bo ja naprawde nie wiem - życie jest krotkie - mam je przezyc uczciwie i szczerze czy szczesliwie? Bo w tym momencie cala ta sytuacja sprowadza sie do tego wyboru: szczescie albo .... (wstaw dowolne)

8

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Uczciwośc...godność...szczerość...oczywiście ze nie sa to pojecia nie bez znaczenia. Tylko w na tym etapie zycia czuje sie jalbym stala przed wagą: na jednej szalce są te trzy w/w pojęcia a na drugiej - pojęcie szcześcia...no kurcze dziewczyny ale powiedzcie szczerze, ktora z Was nie mialaby dylematu przy takim wyborze. Bo ja naprawde nie wiem - życie jest krotkie - mam je przezyc uczciwie i szczerze czy szczesliwie? Bo w tym momencie cala ta sytuacja sprowadza sie do tego wyboru: szczescie albo .... (wstaw dowolne)

Ja nie miałam takiego dylematu. To kłóci się z moim światopoglądem.
Nie odpisałaś - wyprowadził się z domu?

9

Odp: Bycie tą trzecią...:/

A jego żona cokolwiek wie? I duże jest jego dziecko?
Generalnie nadal myśle, że to mimo wszystko jego decyzja. A padły jakieś konkretne deklaracje z jego strony?
Zgadzam się z niekochaną72.

10

Odp: Bycie tą trzecią...:/

heh...wlasnie na tym polega "swiatopogląd"..poprzez takie kłotnie z nim ciągle się kształtuje, nie jest staly. Albo nie mam na tyle silnego charakteru by sie trzymac wlasnego:/ taka opcja tez wchodzi w gre niestety. Wczesniej tez mi sie wydawalo, ze bede wiedziala co robic "w razie czego". No i wiedzialam. Zrobilam - probowalam to zakonczyc. Ale cholernie bolalo i przyznam - nie dalam rady:/ Chcoiaz rozum oczywiscie mowil "Idz kobito do przodu nie ogladaj sie poboli poboli i przestanie" a glupie serce gdzies glowe mialo i dalej darlo sie jak stare przescieradlo:/
Co do problemu mieszkaniowego - nie. Nie wyprowadzil sie. W zasadzie zdizwilabym sie gsyby to zrobil bo mieszkaja w jego domu rodzinnym z tesciami, wiec to ona jest u niego. Sory...glupie myslenie - jest u siebie:/ (ale chodzi mi ze u jego rodzicow, chociaz jako zona ma prawo uwarzac ze jest u siebie - ech...jakoz zle mi sie to pisze:/). W sensie "zachowania jak regularna para" chodzilo mi o spedzania kazdej wolnej chwili ze soba.

11

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Co do problemu mieszkaniowego - nie. Nie wyprowadzil sie. W zasadzie zdizwilabym sie gsyby to zrobil bo mieszkaja w jego domu rodzinnym z tesciami, wiec to ona jest u niego. Sory...glupie myslenie - jest u siebie:/ (ale chodzi mi ze u jego rodzicow, chociaz jako zona ma prawo uwarzac ze jest u siebie - ech...jakoz zle mi sie to pisze:/). W sensie "zachowania jak regularna para" chodzilo mi o spedzania kazdej wolnej chwili ze soba.

Dobrze, że widzisz, że masz zapędy typowe dla tych trzecich - łatwo ci przychodzi ocenianie roli i pozycji żony.
Zatem na jakiej podstawie uważasz, że on ma zamiar zakończyć małżeństwo? A może tylko się zabawi? Albo będzie prowadził podwójne życie. Przykro mi, ale to standard - częstszy niż porzucenie rodziny.

12

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Z niekochaną72 to i ja sie zgadzam. Szkoda tylko ze teoretycznie:/ Konkretne deklaracje? a mozna w takiej sytuacji mowic o konkretach? Nie padlo haslo" w tym a tym miesiacu skladam pozew rozwodowy jesli o takie konkrety idzie. Ale haslo "rozwod" padlo...

13 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-10 23:17:14)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Z niekochaną72 to i ja sie zgadzam. Szkoda tylko ze teoretycznie:/ Konkretne deklaracje? a mozna w takiej sytuacji mowic o konkretach? Nie padlo haslo" w tym a tym miesiacu skladam pozew rozwodowy jesli o takie konkrety idzie. Ale haslo "rozwod" padlo...

Można mówić o konkretach i to nawet (o dziwo w kontekście uczciwości w tej trudnej sytuacji). A mianowicie - on mówi żonie, bierze rozwód. I żyjecie sobie szczęśliwie.
Tylko, że panowie wolą trzymać dwie sroki za ogon.

Dziewczyny w podobnej sytuacji: podeślijcie jakieś linki do Waszych opowieści.

14

Odp: Bycie tą trzecią...:/

na zadnej podstawie...wrecz przeciwnie - prawdopodobnie gdyby mial taki zamiar to zwyczajnie pokazalby zonie nasze smsy czy rozmowy...a tego nie robi wiec jesli nawet jakis "zamiar" juz sie w jego glowie ksztaltuje (a wydaje mi sie ze tak jest) to jest to dalej tylko zamiar...rozmawialismy na ten temat - ponoc przyczyna jest tu glownie opieka nad dzieckiem i mozliwosc jej utraty w wypadku wyjscia na jaw "nas"...wiem - czekam nie wiadomo na co:/

15

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ja na twoim miejscu odsunęłabym się w tym właśnie momencie. Niech facet uporządkuje tez swoje zycie. Nie chodzi o to zeby robić wielką burze, ale skoro tak bardzo sie do ciebie zblizyl to z pewnoscia od zony sie odsunął. Ok, milosc rodzi sie rowniez w takich okolicznosciach, przegieliscie, zblizyliscie sie tak bardzo, lecz wyjdz z tego z twarza. W ten sposob nie bedziesz tą gorszą, trzecia, ta dla ktorej ma czas tylko po godzinach, etc.  A poza tym ofiary w ludziach, mają dziecko... Niedawno poznalam faceta ktoremu eks zona utrudnia kontakt z dziecmi, bo tak bardzo go nienawidzi za bol, ktory jej wyrzadził zdradą, klamstwami itd. Moim zdaniem najlepiej w tej sytuacji byloby gdyby odszedl od niej w jaknajdelikatniejszy sposob, by nie obwiniala was za to. Dla w miare zdrowj przyszlej relacji. I pamietaj ze bierzesz go z calym majdanem, czyli juz tatusia smile Stawiając sie na miejscu jego zony, mhmm juz nie chcialabym miec takiego meza!
ale to tylko moj punkt widzenia;) pozrawiam

16

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

na zadnej podstawie...wrecz przeciwnie - prawdopodobnie gdyby mial taki zamiar to zwyczajnie pokazalby zonie nasze smsy czy rozmowy...a tego nie robi wiec jesli nawet jakis "zamiar" juz sie w jego glowie ksztaltuje (a wydaje mi sie ze tak jest) to jest to dalej tylko zamiar...rozmawialismy na ten temat - ponoc przyczyna jest tu glownie opieka nad dzieckiem i mozliwosc jej utraty w wypadku wyjscia na jaw "nas"...wiem - czekam nie wiadomo na co:/

Że chyba na cud?

17

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ales Ty brutalna. Dobrze w sumie tego mi trzeba. Moze i na cud. Bo sie chyba zdarzaja...

18

Odp: Bycie tą trzecią...:/
netkag napisał/a:

A poza tym ofiary w ludziach, mają dziecko... Niedawno poznalam faceta ktoremu eks zona utrudnia kontakt z dziecmi, bo tak bardzo go nienawidzi za bol, ktory jej wyrzadził zdradą, klamstwami itd.

No wlasnie....i o to chodzi glownie...

19 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-10 23:33:45)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Ales Ty brutalna. Dobrze w sumie tego mi trzeba. Moze i na cud. Bo sie chyba zdarzaja...

I z tą nadzieją możesz czekać długie lata, wiesz?
Czy nie masz wątpliwości, że on nie jest godny zaufania? Skoro potrafi oszukiwać żonę, dlaczego nie miałby zrobić tego samego Tobie?
Zerknij do wątku poniżej: "Byłam kochanką, odeszłam." Zobaczysz, na jakie życie chcesz się skazać.

20

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Z mojej strony błogosławieństwa nie dostaniesz. Rozbijasz małżeństwo. Unieszczęśliwisz niczemu winne dziecko. Gdyby nie Twoja osoba, prawdopodobnie żyliby długo i szczęśliwie.

Z Twoich postów, aż bije po oczach, że decyzję i tak już podjęłaś!!!

Zachowaj choć odrobinę empatii wobec żony Twojego ukochanego i usuń się na jakiś czas z Jego życia. Bęęęędzie bolało, serce będzie Ci pękało, ale pozwól, aby decyzję o rozwodzie z żoną podjął sam!!!

21 Ostatnio edytowany przez koma5 (2011-01-10 23:55:17)

Odp: Bycie tą trzecią...:/

dlaczego nie miałby zrobić tego samego Tobie?

A może juz kiedyś zrobił? Może to niekoniecznie tylko gadanie ludzi?

Twierdzisz, że coś już sobie postanawia...coś już kiełkuje w jego głowie odnośnie rozwodu...

Skąd ta pewność? Byli tacy, którzy już szli do sadu z pozwem, juz kupowali dodatkowe walizki, aby się spakować...Tymczasem żona zachodziła w ciążę, szczęścia nie było końca.

Ja myślę, że to, iz ona mieszka w domu jego rodziców niczego nie załatwia.
Żeby się nie zdziwił. Znajomy zdradził zonę. Małżeństwo się rozpadło, a mieszkali w domu jego rodziców. Dziewczyna została w domu teściów, przepisali jej połowę domu, a zdrajca musiał sie wynieść. Tak też bywa...

Ja widzę, że Ty już zdecydowałaś. Dla Ciebie szczęście jest tylko wtedy, kiedy to jest Twoje szczęście. Żona i dziecko są poza jego zasięgiem.

Pytasz, jak to widać. Otóż: on nie odejdzie od zony, będzie Cie trzymał w niepewności jeszcze długo. Będziesz tą trzecią...Ale skoro to jest dla Ciebie szczęście??
W końcu dla tak wielkiej miłości możesz dokonać całopalnej ofiary???
wink

Ja nie wierzę facetom, których stać na zdradę rodziny. Dla mnie to gwizdki.

22 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-11 00:10:22)

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Jedna z dziewczyn ma "przyczepiony" fajny cytat:
"każda kobieta zasługuje na to żeby byc czyjąś księżniczką 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku a nie tylko kilka godzin w tygodniu"
Daje do myślenia, prawda?

Wkleję Ci też pewien fragment - ostrzegam, może zaboleć.

Zazdrość napisał/a:

(...) Jedynie co mozemy zrobic to nie przerzucac odpowiedzialnosci za swoje czyny na innych
Zonaty kochanek ponosi odpowiedzialnosc za swoja zdrade. Kochanka zonatego ponosi odpowiedzialnosc za swoje uczucia lokowane w niewlasciwej osobie.
Problem w tym, ze my (juz widzac chorobe i umiejac ja nazwac) nie potrafimy trafic do osob uzaleznionych. One same musza do tego dojsc. To tak jak z nami  Same musialysmy dojsc. Ona tez dojdzie. Moze musi usunac jeszcze dwie ciaze, i spedzic z 15 swiat w samotnosci, i 15 wakacji bez niego, moze musi zobaczyc jak jego zona rodzi mu chciana coreczke... i to bedzie cos czego nie wytrzyma... zacznie plakac i zajrzy do "dlaczego zdradzani sa gupi" albo "grupa wsparcia dla kochajacych za bardzo".. lub inne. Teraz ona jest na etapie ZAPRZECZANIE. Same to mialysmy.

Cala glupota kochanek polega na tym, ze nie chca przyjac do wiadomosci, ze sa tez zdradzane... Z ZONA... i co gorsza to zona jest chroniona przed bolaca prawda... kochanka nie... bo jest pomiotlem w tym zwiazku. Dlaczego facet traktuje kochanke jak pomiotlo? Nie wiem...mowia: bo ze wzgledu na dzieci (ha! ha!) mamy kredyt, to moja zone zabije... a wiec kochanko badz mi workiem na moja sperme... na noc wroce do zony... bo nie z dziecmi chyba spia Ci co ze wzgledu na dzieci zostaja przy zonie?

23

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Swietny cytat!! Polecam trzymanie się go.

24

Odp: Bycie tą trzecią...:/

"Cala glupota kochanek polega na tym, ze nie chca przyjac do wiadomosci, ze sa tez zdradzane... Z ZONA... i co gorsza to zona jest chroniona przed bolaca prawda... kochanka nie... bo jest pomiotlem w tym zwiazku. Dlaczego facet traktuje kochanke jak pomiotlo? Nie wiem...mowia: bo ze wzgledu na dzieci (ha! ha!) mamy kredyt, to moja zone zabije... a wiec kochanko badz mi workiem na moja sperme... na noc wroce do zony... bo nie z dziecmi chyba spia Ci co ze wzgledu na dzieci zostaja przy zonie?"

Z poziomu bylej kochanki podpisuje sie pod tym wszystkimi konczynami hmm
Nam sie wydaje, ze jestesmy wazne, bo facet zdradzil swoja kobiete dla nas. Wiec to musi byc wazne, a tymczasem wcale wazne nie jestesmy. Jestesmy tylko odskocznia, ktorej nawija sie makaron na uszy. Skrot myslowy, ktorego teraz nie chce mi sie rozwijac. Ale tekst Zazdrosci jak zwykle prosty, i jak zwykle celny...

25 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-01-11 00:27:51)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

na zadnej podstawie...wrecz przeciwnie - prawdopodobnie gdyby mial taki zamiar to zwyczajnie pokazalby zonie nasze smsy czy rozmowy...a tego nie robi wiec jesli nawet jakis "zamiar" juz sie w jego glowie ksztaltuje (a wydaje mi sie ze tak jest)

Tutaj trafne jest stwierdzenie niekochanej72, że skoro okłamuje żonę i nie mówi jej o romansie to Ciebie też zbywa byle słówkami, a Ty wierzysz jak głupia

WhatIsLife napisał/a:

ponoc przyczyna jest tu glownie opieka nad dzieckiem i mozliwosc jej utraty w wypadku wyjscia na jaw "nas"...

To pokazuje, że zależy mu na dziecku i nie chce stracić z nim kontaktu... A wiadome jest, że jeśli wyjdzie na jaw Wasz romans to wybacz, ale bedzie mu ciężko. Jednakże widać, że liczy się z rodziną i nie chce jej stracić...


Ty naprawdę nie umiesz postawić się w sytuacji innych. Mówię Ci pomyśl co Ty byś zrobiła na miejscu jego żony?!
Zastanów się poważnie czy warto... Wiem co czują porzucane kobiety i ich dzieci, dlatego jak dla mnie Twoje zachowanie i nawet brak zastanowienia się, tylko podejmowanie decyzji w rozmachu sprawia, że widzę w Tobie osobę, której zadanie bólu innym sprawia przyjemność. Tobie zależy tylko na własnym szczęściu, budowanym na nieszczęściu innych. Tyle, że jeśli w końcu on powie Ci, że to był tylko przelotny romans i on nigdy nie odjedzie od żony dopiero poczujesz cierpienie innych, a takowa sytuacja może się spełnić. I ciekawe co wtedy powiesz??!!

Jedna z dziewczyn była "tą trzecią" i poszła po rozum do głowy. Tobie radzę to samo. Zanim zostaniesz skrzywdzona.


Zgadzam się z cytatem wrzucony przez niekochana72, naprawdę oddaje ducha całej tej sytuacji

26

Odp: Bycie tą trzecią...:/

prawda. dobry cytat. dal mi do myslenia. Tylko prosze o deinicje "odpowiedzialnosci za uczucia"... bo to dosc niezrozumiale dla mnie... Generalnie wychodze z zalozenia ze nie da sie nad nimi zapanowac....wiec jak w gre wchodzi odpowiedzialnosc? odpowiadam owszem za to ze nie powiedzialam "nie" na propozycje spotkan czy za to ze odwzajemnilam pocalunek. Odpowiada sie za czyny. Jak moge poniesc odpowiedzialnosc za cos nad czym nie panuje. Bo to uczucia rządzą czlowiekiem czy czlowiek uczuciami?

27

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Czyli generalnie" wszystcy na "nie"... naprawde nie ma jednego "happy - ending" wśrod historii zdrad? dla obu stron?

28

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ty nie starałaś się panować nad sytuacją, a więc i rodzącym sie uczuciem.

To tak, jak by polewać sie wrzątkiem i dziwić się, że sparzył dłoń, choć się tego nie chciało przecież.

- Wpadłaś?
- Po co tam lazłaś? Na co liczyłaś?

29

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Czyli generalnie" wszystcy na "nie"... naprawde nie ma jednego "happy - ending" wśrod historii zdrad? dla obu stron?

Zdarzaja sie, bo gdyby do nich nie dochodzilo to nie byloby tylu rozwodow... Wiekszosc zon, ktore tutaj sie udzielaja zostaly porzucone przez partnerow, ktorzy jednak postanowili sobie ulozyc zycie z inna kobieta.

30

Odp: Bycie tą trzecią...:/
koma5 napisał/a:

Ty nie starałaś się panować nad sytuacją, a więc i rodzącym sie uczuciem.

Przyznaje. Moje starania w celu zapanowania nad tym byly znikome. Chociaz nie dokonca tak to wygladalo bo wiadomo ze przy okazji "zwyklych" jeszcze na poczatku spotkan czlowiek nie mysli o zadnym rodzacym sie uczuciu, nawet jak juz ono kielkowalo chyba jeszcze o tym do konca nie wiedzialam. a jak juz przyszlo i rozsiadlo sie na dobre...hm... wtedy to juz moglam zapomniec o zapanowaniu nad czymkolwiek.

31 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-11 00:45:30)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

prawda. dobry cytat. dal mi do myslenia. Tylko prosze o deinicje "odpowiedzialnosci za uczucia"... bo to dosc niezrozumiale dla mnie... Generalnie wychodze z zalozenia ze nie da sie nad nimi zapanowac....wiec jak w gre wchodzi odpowiedzialnosc? odpowiadam owszem za to ze nie powiedzialam "nie" na propozycje spotkan czy za to ze odwzajemnilam pocalunek. Odpowiada sie za czyny. Jak moge poniesc odpowiedzialnosc za cos nad czym nie panuje. Bo to uczucia rządzą czlowiekiem czy czlowiek uczuciami?

Człowiek tym różni się od zwierzątek, że ma rozum i wolna wolę - trzeba korzystać z tych darów.
Czy uważasz, że niezdolność panowania nad emocjami Cię rozgrzesza? To ułomność, a nie cnota.

32

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Czyli generalnie" wszystcy na "nie"... naprawde nie ma jednego "happy - ending" wśrod historii zdrad? dla obu stron?

Pewno są...

Drugi mój kolega zdradził zonę, a potem był happy - end dla nowej miłości.
Zostawił starą z 6- letnią córką.
Właśnie wczoraj dowiedziałam się, że córka - już pełnoletnia, tegoroczna maturzystka - wykrzyczała mu wszystkie swoje żale. Zakazała dzwonić, kontaktować się...i znając ją jestem pewna, że dotrzyma słowa.

33

Odp: Bycie tą trzecią...:/
Median napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Czyli generalnie" wszystcy na "nie"... naprawde nie ma jednego "happy - ending" wśrod historii zdrad? dla obu stron?

Zdarzaja sie, bo gdyby do nich nie dochodzilo to nie byloby tylu rozwodow... Wiekszosc zon, ktore tutaj sie udzielaja zostaly porzucone przez partnerow, ktorzy jednak postanowili sobie ulozyc zycie z inna kobieta.

Wlasnie chcialabym poznac opinie "tej trzeciej" ktora stala sie "ta jedyna"...jesli moge to w ten sposob ujac...jak to wyglada z tej perspektywy.

Bo w role żony wbrew opiniom - potrafie sie wczuc...napewno nie dokonca bo przyznaje nigdy nie bylam zdradzona (chociaz oszukana przez faceta owszem).

34

Odp: Bycie tą trzecią...:/
koma5 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Czyli generalnie" wszystcy na "nie"... naprawde nie ma jednego "happy - ending" wśrod historii zdrad? dla obu stron?

Właśnie wczoraj dowiedziałam się, że córka - już pełnoletnia, tegoroczna maturzystka - wykrzyczała mu wszystkie swoje żale. Zakazała dzwonić, kontaktować się...i znając ją jestem pewna, że dotrzyma słowa.

no to #### pięknie:/ kupie metr sznura plus obwód szyi...

35

Odp: Bycie tą trzecią...:/

http://www.netkobiety.pl/t7236.html

pocztytaj, tutaj jest duzo informacji na temat roli kochanek, ich spostrzezenia, cierpienie, mocowanie sie itp

36

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:
koma5 napisał/a:

Ty nie starałaś się panować nad sytuacją, a więc i rodzącym sie uczuciem.

Przyznaje. Moje starania w celu zapanowania nad tym byly znikome. Chociaz nie dokonca tak to wygladalo bo wiadomo ze przy okazji "zwyklych" jeszcze na poczatku spotkan czlowiek nie mysli o zadnym rodzacym sie uczuciu, nawet jak juz ono kielkowalo chyba jeszcze o tym do konca nie wiedzialam. a jak juz przyszlo i rozsiadlo sie na dobre...hm... wtedy to juz moglam zapomniec o zapanowaniu nad czymkolwiek.

Kochan, nos Ci rośnie wink Gdyby to było niewinne, to nie ukrywalibyście waszych spotkań przed swoimi partnerami, prawda?

37

Odp: Bycie tą trzecią...:/

A ja polecam post poprzedniczki, ale pod innym tytułem

http://www.netkobiety.pl/t6967.html

38 Ostatnio edytowany przez WhatIsLife (2011-01-11 00:49:17)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
niekochana72 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

prawda. dobry cytat. dal mi do myslenia. Tylko prosze o deinicje "odpowiedzialnosci za uczucia"... bo to dosc niezrozumiale dla mnie... Generalnie wychodze z zalozenia ze nie da sie nad nimi zapanowac....wiec jak w gre wchodzi odpowiedzialnosc? odpowiadam owszem za to ze nie powiedzialam "nie" na propozycje spotkan czy za to ze odwzajemnilam pocalunek. Odpowiada sie za czyny. Jak moge poniesc odpowiedzialnosc za cos nad czym nie panuje. Bo to uczucia rządzą czlowiekiem czy czlowiek uczuciami?

Człowiek tym różni się od zwierzątek, że ma rozum i wolna wolę - trzeba korzystać z tych darów.
Czy uważasz, że niezdolność panowania nad emocjami Cię rozgrzesza? To ułomność, a nie cnota.

Mylisz pojęcia. Nad emocjami to ja sie staram panowac nad uczuciami nie potraie. Emoje są to chwilowe i bardzo silnie przeżywane odczucia na skutek jakiegos przeżycia np. strachu czy gniewu. Uczucia śa (przynajmniej w założeniu) trwalsze.


WhatIsLife napisał/a:
koma5 napisał/a:

Ty nie starałaś się panować nad sytuacją, a więc i rodzącym sie uczuciem.

Przyznaje. Moje starania w celu zapanowania nad tym byly znikome. Chociaz nie dokonca tak to wygladalo bo wiadomo ze przy okazji "zwyklych" jeszcze na poczatku spotkan czlowiek nie mysli o zadnym rodzacym sie uczuciu, nawet jak juz ono kielkowalo chyba jeszcze o tym do konca nie wiedzialam. a jak juz przyszlo i rozsiadlo sie na dobre...hm... wtedy to juz moglam zapomniec o zapanowaniu nad czymkolwiek.

Kochan, nos Ci rośnie wink Gdyby to było niewinne, to nie ukrywalibyście waszych spotkań przed swoimi partnerami, prawda?

Nie do konca. Nam sie wydawalo naprawde ze to sa spotkania na tle kolezenskim. Zwykle spotkanie i pogaduszki co slychac. "przy okazji "bycia w poblizu".. Fakt nie informowania o tym partnerow tlumaczylismy...troską o nich (myslenie typu: jak to takie niewinne to po co kogokolwiek denerwowac).

Dopiero teraz sie okazuje ze bagatelizowalismy te spotkania....

39

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Słuchaj zrozumiałe są spotkania raz na jakiś dłuższy czas, ale coraz częstsze, do późnych godzin nocnych, oraz ten wyjazd...
Troska o partnerów... Już to widzę...
Wiedz jedno, on nie zostawi dla Ciebie żony, bo ma taki kaprys. Ty jesteś tylko i wyłącznie dodatkiem do jego może nudnego życia (podobno zwierzał Ci sie z problemów), wiec wszystko ukłąda się w całość. Dla niego rodzina to jak bezpieczna przystań, z której raz na jakiś czas odpływa by sobie zaszaleć. Ale wiedząc jak sobie zniszczy życie, straci dziecko itp nie bedzie chciał ryzykować, a jedynie utrzymać to jak najdłużej w tajemnicy przed żoną

40

Odp: Bycie tą trzecią...:/
monia_3103 napisał/a:

Słuchaj zrozumiałe są spotkania raz na jakiś dłuższy czas, ale coraz częstsze, do późnych godzin nocnych, oraz ten wyjazd...
Troska o partnerów... Już to widzę...
Wiedz jedno, on nie zostawi dla Ciebie żony, bo ma taki kaprys. Ty jesteś tylko i wyłącznie dodatkiem do jego może nudnego życia (podobno zwierzał Ci sie z problemów), wiec wszystko ukłąda się w całość. Dla niego rodzina to jak bezpieczna przystań, z której raz na jakiś czas odpływa by sobie zaszaleć. Ale wiedząc jak sobie zniszczy życie, straci dziecko itp nie bedzie chciał ryzykować, a jedynie utrzymać to jak najdłużej w tajemnicy przed żoną

wlasnie jest odwrotnie... ta przystania to chyba ja jestem

41

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Fakt nie informowania o tym partnerow tlumaczylismy...troską o nich (myslenie typu: jak to takie niewinne to po co kogokolwiek denerwowac).
Dopiero teraz sie okazuje ze bagatelizowalismy te spotkania....

No teraz to masz mega długi nochalek big_smile
Jeśli cos jest niewinne, to nie mamy potrzeby ukrywania tego.
A możesz napisać, dlaczego uważałaś, że te spotkania mogą zdenerwować Waszych partnerów?

42

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ha dobre sobie... Dom i rodzina to przystań, Ty jesteś tylko jednym z portów do których przybija aby na chwilę odpocząć. Aby uwolnić się od problemów i zapomnieć o tym wszystkim.

Wiesz ostatnio doszłam do wniosku, że słowa to jedno, a czyny odzwierciedlające słowa to drugie. Widzisz w Twoim przypadku są tylko słowa, bo poczynań aby zmienić ową sytuację ze strony Twojego lubego nie widać. Zamiary powiadasz... Może i są, ale w Twojej głowie, a on tylko je podkręca mówiąc o tym...

43

Odp: Bycie tą trzecią...:/
niekochana72 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Fakt nie informowania o tym partnerow tlumaczylismy...troską o nich (myslenie typu: jak to takie niewinne to po co kogokolwiek denerwowac).
Dopiero teraz sie okazuje ze bagatelizowalismy te spotkania....

No teraz to masz mega długi nochalek big_smile
Jeśli cos jest niewinne, to nie mamy potrzeby ukrywania tego.
A możesz napisać, dlaczego uważałaś, że te spotkania mogą zdenerwować Waszych partnerów?

Bo nasi parterzy wiedza o sobie. znaczy sie jego zona wie ze kiedys bylam ja i to bylo dosc powazne i bardzo dlugo czula sie z mojej  strony zagrozona. i co do mojego partera dziala to podobnie.

44

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Fakt nie informowania o tym partnerow tlumaczylismy...troską o nich (myslenie typu: jak to takie niewinne to po co kogokolwiek denerwowac).
Dopiero teraz sie okazuje ze bagatelizowalismy te spotkania....

No teraz to masz mega długi nochalek big_smile
Jeśli cos jest niewinne, to nie mamy potrzeby ukrywania tego.
A możesz napisać, dlaczego uważałaś, że te spotkania mogą zdenerwować Waszych partnerów?

Bo nasi parterzy wiedza o sobie. znaczy sie jego zona wie ze kiedys bylam ja i to bylo dosc powazne i bardzo dlugo czula sie z mojej  strony zagrozona. i co do mojego partera dziala to podobnie.

Ale co miało ich zdenerwować? I dlaczego?

45

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Zastanawiam się, po co Ty chcesz być marionetką w niby związku?? Przecież to uwłacza godności kobiety. Bycie kochanką, tą trzecią, czekanie aż facet pstryknie palcem i biegnąc na spotkanie. Czysta manipulacja. I Ty się na to godzisz... Pytanie dlaczego? Bo niby jest mu np źle w małżeństwie? To by odszedł od żony i dziecka, rozwód i dopiero wtedy na spokojnie mógłby się z Tobą "na legalu" spotykać, a tak to ukrywanie... Zastanów się czemu tak postępuje??

46

Odp: Bycie tą trzecią...:/
niekochana72 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

No teraz to masz mega długi nochalek big_smile
Jeśli cos jest niewinne, to nie mamy potrzeby ukrywania tego.
A możesz napisać, dlaczego uważałaś, że te spotkania mogą zdenerwować Waszych partnerów?

Bo nasi parterzy wiedza o sobie. znaczy sie jego zona wie ze kiedys bylam ja i to bylo dosc powazne i bardzo dlugo czula sie z mojej  strony zagrozona. i co do mojego partera dziala to podobnie.

Ale co miało ich zdenerwować? I dlaczego?

No zwykle kiedy "obecna" dowiaduje sie o tym ze jej facet spotyka sie z "byla" nie nalezy do najszczesliwszych z tego powodu. Zwlaszcza kiedy ten facet w calym zyciu byl tylko w dwoch powaznych zwiazkach - najpierw z "byłą" po ktorej zapanowała "obecna". Tym bardziej jesli obecna dlugo nie mogla przebolec "bylej"...to chyba dosc standardowe nie potrzebuje wyjasnien. Sama przerabialam wątek zazdrości o przeszlosc i mimo swiadomosci irracjonalnosci tej zazdroscni nie zawsze mozna sobie z nia poradzic.

47

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Bo nasi parterzy wiedza o sobie. znaczy sie jego zona wie ze kiedys bylam ja i to bylo dosc powazne i bardzo dlugo czula sie z mojej  strony zagrozona. i co do mojego partera dziala to podobnie.

Ale co miało ich zdenerwować? I dlaczego?

No zwykle kiedy "obecna" dowiaduje sie o tym ze jej facet spotyka sie z "byla" nie nalezy do najszczesliwszych z tego powodu. Zwlaszcza kiedy ten facet w calym zyciu byl tylko w dwoch powaznych zwiazkach - najpierw z "byłą" po ktorej zapanowała "obecna". Tym bardziej jesli obecna dlugo nie mogla przebolec "bylej"...to chyba dosc standardowe nie potrzebuje wyjasnien. Sama przerabialam wątek zazdrości o przeszlosc i mimo swiadomosci irracjonalnosci tej zazdroscni nie zawsze mozna sobie z nia poradzic.

Znów nos Ci rośnie. Nie chcesz chyba powiedzieć, że obawy jego żony były irracjonalne?

48

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Sama przerabialam wątek zazdrości o przeszlosc i mimo swiadomosci irracjonalnosci tej zazdroscni nie zawsze mozna sobie z nia poradzic.

Mowilam tu o sobie. Obawy jego zony jak widac okazaly sie...intuicją?

49

Odp: Bycie tą trzecią...:/

wlasnie jest odwrotnie... ta przystania to chyba ja jestem

Pełna klasyka!

Żona go nie rozumie...już nie mają o czym rozmawiać...ich drogi rozeszły się już dawno...blebleble

50

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Sama przerabialam wątek zazdrości o przeszlosc i mimo swiadomosci irracjonalnosci tej zazdroscni nie zawsze mozna sobie z nia poradzic.

Mowilam tu o sobie. Obawy jego zony jak widac okazaly sie...intuicją?

Sądzę, że ona (w odróżnieniu od Ciebie) po prostu nie przekłamywała rzeczywistości. Widziała, że Wasza znajomość jest zbyt bliska.

51

Odp: Bycie tą trzecią...:/

WhatIsLife mi sie tez wydawalo, ze jestem przystania, a bylam niestety tylko portem, jak wspomniala monia. Zastanow sie - jesli facetowi by zalezalo to tak na zdrowy rozum - nie uwazasz, ze chcialby podjac jakies radykalne kroki, aby z Toba byc na legalu? Faceci to tchorze, ktore chca miec ciastko i zjesc ciastko. Jesli mezczyznie naprawde zalezy to przeniesie gory, zeby byc z kobieta, ktora faktycznie kocha i nie ma wtedy dla niego rzeczy niemozliwych.
W moim przypadku wygrala "obecna", ktora okazala sie byc czyms pewnym, stabilnym i jesli nawet bylam (jak twierdzil) kims waznym to jednak tylko tym cholernym portem. Niestety otrzezwialam, kiedy wybral obecna, ktora dala mu ultimatum - albo ona albo ja. Do tej sytuacji nie doszloby, gdybym wczesniej wlazla na to forum, a dziewczyny spuscilyby mi manto. Szybciej bym otrzezwiala i nie dopuscila do sytuacji, w ktorej to on zarzadza i kontroluje. I to ja bym go zostawila, a nie on "kogos waznego". Jak sobie przypominam teraz te teksty to mam mdlosci, a jeszcze wieksze, gdy pomysle, ze bylam najzwyczajniej w swiecie marionetka. Stracilam czas, siebie i do tej pory nie moge sobie z tym poradzic. Zabral mi stanowczo za duzo, bo na to pozwolilam, a zycie wiedzie u boku kobiety, z ktora zostal. I to ja lize rany, a nie on. A to wszystko dlatego, ze nie potrafilam zapanowac nad swoimi uczuciami i nie mialam kogos, kto powiedzialby mi "dziewczyno, zatrzymaj sie, odpusc, zobacz co on wyprawia".

Wiem, ze kazdy musi przekonac sie na swoich bledach, doznac upokorzenia, aby zrozumiec, ale sprobuj to wszystko jeszcze raz przemyslec.

52

Odp: Bycie tą trzecią...:/
niekochana72 napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:
WhatIsLife napisał/a:

Sama przerabialam wątek zazdrości o przeszlosc i mimo swiadomosci irracjonalnosci tej zazdroscni nie zawsze mozna sobie z nia poradzic.

Mowilam tu o sobie. Obawy jego zony jak widac okazaly sie...intuicją?

Sądzę, że ona (w odróżnieniu od Ciebie) po prostu nie przekłamywała rzeczywistości. Widziała, że Wasza znajomość jest zbyt bliska.

Jak mogla wiedziec jak nie wiedziala wogole o jakiejkolwiek znajomosci... Tu raczej chodzilo o to ze wiedziala ze kiedys bylismy zbyt bliscy sobie wiec lepiej nie kusic losu i prewencyjnie trzymac nas z daleka od siebie zebysmy sobie czasem nie przypomnieli jak blisko kiedys bylismy. Mialaby racje gdyby jej ta prewencja sie udala.

Dobra...przeczytalam to co napisalam i zdalam sobie sprawe w jaki sposob sie o niej wypowiadam...(chyba widze ją jako tą złą podczas gdy zaczynam sobie uświadamiać że to ja jestem czarnym charakterem tej bajki). Mimo wszystko pozostawie ten tekst w ramach skruchy.

53

Odp: Bycie tą trzecią...:/
koma5 napisał/a:

wlasnie jest odwrotnie... ta przystania to chyba ja jestem

Pełna klasyka!

Żona go nie rozumie...już nie mają o czym rozmawiać...ich drogi rozeszły się już dawno...blebleble

Jak podczas pewnej rozmowy:
Ona:Dlaczego mnie zdradziłeś?
On:Tak wyszło
Ona:Co znaczy ?tak wyszło?
On:Nie wiem. Oddaliliśmy się od siebie
Ona:Kiedy?Nie pokazałeś nic.Każdego dnia rozmawiamy, spędzamy czas ze sobę. Byłam każdego dnia przy Tobie jako przyjaciel i matka naszych dzieci.Kiedy?
On:Nie wiem, zwyczajnie poczułem chęć bycia z kimś innym
Ona:Jaka ona jest?W czym jest lepsza?
On:W niczym i we wszystkim
Ona:To znaczy?
On:Śmieje się inaczej niż Ty, zawsze ma czas gdy o niego poproszę, zawsze na mnie czeka i ma mnóstwo energii.
Ona:A we mnie co złego było?
On:Nic
Ona:Więc czemu zdradziłeś?
On:Bo tak wyszło.przepraszam
Ona:Co zamierzasz?Odejść?
On:Nie, tu jest mój dom, moje miejsce i wy.

Wydaje mi się, że tak to się zakończy, a żona owszem nic nie zrobiła, aby ich związek poległ big_smile

54

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Median wierz mi nic by to nie zmienilo jakbys weszla na forum... Czlowiekowi zawsze sie wydaje ze jest tym jednym wyjatkiem na milion. Jeśli mam byc błedem - to chociaż chce być marginesem błedu w statystyce "nie warto być trzecią"

55 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-11 01:39:38)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

Median wierz mi nic by to nie zmienilo jakbys weszla na forum... Czlowiekowi zawsze sie wydaje ze jest tym jednym wyjatkiem na milion. Jeśli mam byc błedem - to chociaż chce być marginesem błedu w statystyce "nie warto być trzecią"

Myślę, że jednak Median lepiej wie, czy to by coś zmieniło.

Ty nie chcesz dopuścić do siebie prawdy - Median to zrobiła. Jest o wiele, wiele dalej niż Ty. Ona już wie. I chce Ci pomóc - a Ty nie słuchasz.
Któż Ci lepiej doradzi jak nie osoba, która była w podobnej sytuacji?
Median, sorki że odpowiedziałam za Ciebie smile

56

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Ze swojej strony moge Ci tylko zyczyc, abys tu nie powrocila po porady...

57

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Jak juz pisalam na poczatku. nie jestem tu po porady. zaznaczylam to wyraznie. Jestem tu po ocenę sytuacji, bo z nią sobie nie radzę. I za nią dziekuje. Przyznam ze wylano mi pożądny kubeł zimnej wody na łeb.

58

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

i
Jak mogla wiedziec jak nie wiedziala wogole o jakiejkolwiek znajomosci...

Żony nie są idiotkami, wiesz? Znamy swoich mężów i potrafimy zauważyć (niektóre wcześniej, inne później), że coś się dzieje.
To tylko kochankom wydaje się, że są tacy sprytni i dobrze się maskują.

59 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-01-11 01:57:33)

Odp: Bycie tą trzecią...:/
WhatIsLife napisał/a:

nie jestem tu po porady. .

Chodziło o porady, jeśli nie będzie happy endu....

Wiesz, empatia nie jest Twoją najmocniejszą stronę - takie mam wrażenie. Nawet nie zauważyłaś, że tym, co napisałaś mogłaś sprawić przykrość Median.
Chciała Ci pomóc, opowiedziała swoja historię, pomimo iż to nadal dla niej bardzo bolesna sprawa. A Ty?
"Nie przyszłam tu po porady".
Chyba tak w ogóle raczej myślisz o sobie - jako pierwszej, prawda?
Dlatego tak trudno Co zrozumieć swoją winę. Bo Ty w tym wszystkim jesteś najważniejsza...

60

Odp: Bycie tą trzecią...:/
niekochana72 napisał/a:

Myślę, że jednak Median lepiej wie, czy to by coś zmieniło.

Ty nie chcesz dopuścić do siebie prawdy - Median to zrobiła. Jest o wiele, wiele dalej niż Ty. Ona już wie. I chce Ci pomóc - a Ty nie słuchasz.
Któż Ci lepiej doradzi jak nie osoba, która była w podobnej sytuacji?
Median, sorki że odpowiedziałam za Ciebie smile

nie, w porzadku, nie ma problema wink
Tylko nie wiem czy jestem dalej. Dalej o tyle, ze wiem, jak ta cudowna, jedyna, wspaniala "milosc" potrafi sie gorzko skonczyc. Po prostu dotarlo do mnie, ze faceci, ktorzy godza sie na romans to sciemniacze. Powtorze - facet, ktory naprawde sie zaangazuje -  podejmie konkretne decyzje. Nie bedzie mamic miesiacem, dwoma, nie bedzie mowic, zebym poczekala, bo jego obecna teraz ma kiepska sytuacje zawodowa, albo boli ja glowa. Po prostu odchodzi. W przypadku, kiedy uzywa wczesniej wspomnianych zwrotow lub tych, ktore oznaczaja odciagniecie decyzji w blizej nieokreslonym czasie to po prostu zwykla SCIEMA!

Kolejna rzecz - skoro facetowi jest tak zle z obecna to po co z nia jest hę? Skoro tak mu z nia zle to powinien odejsc, sam... nieprawdaz? Jesli jest mi z kims zle to odchodze, jesli wkurza mnie moja praca to odchodze, jesli wkurza mnie jakis sklep to wiecej do niego nie pojde. Proste? Proste! Wiec jesli byloby mu zle to odszedlby nie czekajac na to, az ktos pojawi sie na horyzoncie. Owszem, moze byc tak, ze ktos sie boi samotnosci, ale w momencie, w ktorym pojawia sie inna osoba w jego zyciu to bez zastanowienia powinien podjac decyzje o odejsciu.

Nastepna sprawa - wygrywam, facet zostawia obecna. Co dalej? Podejrzewam, ze zylabym w ciaglym strachu i podejrzeniach, ze pewnego pieknego dnia odejdzie do kochanki. Skoro raz to zrobil i mu sie udalo to skad pewnosc, ze nie zrobi tego drugi raz? Przeciez bylam przy tym, gdy dzwonil do niej i opowiadal bajki na temat tego, gdzie jest i co robi....klamal znakomicie. Podejrzenia by mnie zezarly i cos mi sie wydaje, ze z braku zaufania rozwalilabym predzej czy pozniej ten zwiazek.


Co by zmienilo, gdybym weszla na forum? Chociazby to, ze bylam w tym sama. Spotykalismy sie po kątach, nikt o tym nie wiedzial. Nikt z moich znajomych o nim nie wiedzial. Przeciez kochanka to ZŁOOOO! To, w jaki sposob i co mowil moglam tylko sama sobie interpretowac, niestety zinterpretowalam blednie. Siedzac na forum, juz po fakcie, po rozstaniu (chociaz adekwatne okreslenie to porzucenie jak smiecia) pozalowalam, ze nie znalazlam sie tu wczesniej, bo podawalam pewne fakty, ktorymi bylam zaslepiona, a dziewczyny podawaly mi interpretacje jego zachowan itd. Wiem, ze to moze brzmiec idiotycznie, ale to naprawde otwiera oczy. I gdybym w trakcie o tym pisala to mialabym jakas alternatywe. Hm..nie wiem, czy dobrze tlumacze, ale prosta rzecz dla przykladu - mowil, ze obecnej powie za miesiac, bo teraz stracila robote i nie chce jej dokladac problemow. Ja myslalam o tym, ze ok - on jest szlachetny, rozumiem, bo tez byloby mi ciezko zostawic potencjalnego obecnego w takiej sytuacji. Zaloze sie, ze dziewczyny przedstawily by to w zupelnie inny sposob, ktorego ja po prsotu nie widzialam. O to chodzi - o to, ze bylam slepa i ufalam, wierzylam, ze bedzie dobrze i nie mial kto mna potrzasnac.

61

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Przepraszam Median w takim razie jesli sprawilam Ci przykrosc. Rzeczywiscie chyba empatia nie jest moja mocną stroną. Tylko ostatnio tak wiele czasu spedzam na odganianiu od siebie natretnych mysli ze to nie wyglada tak jak powinno, ze chyba nie mam juz sil zeby myslec jeszcze o kims...tym bardziej ze ubralas w slowa dokladnie wszystkie moje obawy:/ heh...myslalam ze jestem wyjatkowa w swoim "przezywaniu" tego a tu znalazl sie ktos kto dokladnie powiedzial to co niedopowiedziane i...auć. Troche mnie wytrzaskano po buźce:/

62 Ostatnio edytowany przez Median (2011-01-11 02:25:30)

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Nie sprawilas mi przykrosci tylko wkurzylam sie, bo spowodowalas, ze wszystko znowu rozgrzebalam piszac o tym wszystkim. Bo w jakims sensie chce Cie uchronic przed tym, co sama caly czas przezywam. Bo do tej pory jestem rozpieprzona i nie moge sie pozbierac, a przeciez chcialam tylko kochac i byc kochana.

Nie powiem Ci co masz zrobic, ta decyzja nalezy tylko i wylacznie do Ciebie. Pomysl o konsekwencjach obu decyzji. Bo mam wrazenie, ze doszlas juz do momentu, w ktorym kazda decyzja bedzie trudna. I niech to bedzie Twoja decyzja, a nie jego.
Mozesz zaryzykowac i postawic mu ultimatum - jesli bedzie sie wahac to sprawa dla Ciebie bedzie oczywista.

63

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Median, jesteś dobrym człowiekiem big_smile

64

Odp: Bycie tą trzecią...:/

w ktorym punkcie? big_smile

65

Odp: Bycie tą trzecią...:/

Median z miłą chęcia bym mu ultimatum postawila...ale za bardzo sie boje:/ Boje sie co bedzie jak wybierze ją, boje sie co bedzie jak wybierze mnie (!!!) a jeszcze bardziej sie boje w tym tkwic dluzej bo juz mam...jak ja to nazywam "wieczorne mysli" (czemu nie moge przy nim codziennie zasypiac, albo czemu nie moge sie przy nim budzic) albo czemu nie jemy razem sniadan:/ Tchorz jest ze mnie niesamowity ale wlasnie sama wiesz czego sie najbardziej boje - tego co Ty masz teraz...juz mnie boli (juz kiedys mnie bolalo wlasnie jak sie z NIM rozstalam) i nie wiem jak dam rade znowu to przezyc...I wlasnie zalozylam ten wątek w celu chyba dowiedzenia sie czy jest sposob unikniecia etapu "Zajeb### boli"...wczesniej wydawalo mi sie ze nie ma takiego sposobu...teraz juz to wiem:/ Tylko wiesz...prawda jest taka ze odkad sie rozstalismy oficjalnie(to juz pare ladnych lat) to...nigdy sie z tym nie pogodzilam...i przeraza mnie to ze i teraz moge przez kolejne n-lat tego zalowac...A nie dam rady za cholere udawac kolejne kilka lat ze mam (za przeproszeniem) wyjeb### na niego,a tak naprawde zagryzac zęby jak tylko ktos powie jego imie....

Posty [ 1 do 65 z 129 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bycie tą trzecią...:/

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024