Piszę tu bo muszę wyrzucić z siebie gorycz rozpaczy i bezsilności .Mam 36 lat. Jestem mężatką od 15 lat ,a męża poznałam ponad 20-cia lat temu. Mamy dwie cudowne córeczki. Mąż pracuję praktycznie większą część doby , a nawet gdy już póżnym wieczorem wraca do domu to także pracuje. Nie ma więć już czasu ,siły albo ochoty choćby na rozmowę ze mną bo o niczym więcej już marzyć nie mogę. Tylko niedziele stara się poświęcić dzieciom, choć i z tym różnie bywa. Ja kiedyś pracowałam zawodowo ,a teraz od wielu już lat zajmuję się domem i dziećmi . Już nie pamiętam kiedy byłam tak naprawdę radosna i szczęśliwa. Jestem strasznie samotna i duszę się w tej swojej klatce. Odkąd pamiętam nigdy nie byłam osobą otwartą , nie potrafię zaufać ludziom, zawsze bałam się skrzywdzenia i odrzucenia. Jedyną osobą ,której zaufałam był mój mąż to od niego oczekiwałam wsparcia i zrozumienia, przyjaźni na resztę życia. Kilka lat temu przeżyłam depresję i próbę samobójczą, i wtedy to okazało się ,że nie mogę na niego liczyć. Nigdy nie uwierzył w moją depresję, nawet lekarzom. Według niego to moje wymysły i świetna gra aktorska. Dla niego moja depresja wzięła się z nudy i jakiś głupich wymysłów. Dla niego taka choroba nie istnieje. Od tamtej pory odsuwa się ode mnie coraz bardziej choć ja naprawdę bardzo się staram żyć normalnie i nie pokazywać mu ,że cokolwiek jest nie tak , staram się być idealną żoną. Kocham go nad życie, kocham swoje dzieci ale nienawidzę każdego nowego dnia, każdej nocy, każdej minuty. Zmuszam się do wstania bo wiem ,że muszę wykonać wszystkie swoje codzienne prace, muszę uśmiechać się i żyć. Tylko ,że już nie mam siły na takie życie. Chcę poczuć się kochana i szczęśliwa ale niestety wiem ,że mój mąż choć oczywiście mówi ,że mnie kocha to zapomniał co to znaczy. Nas już nic poza dziećmi nie łączy, a ja już nie wiem co mam robić , jak błagać go o to aby przypomniał sobie o mnie i spróbował zrozumieć. Chyba straciłam już wiarę w cuda i zaufanie do niego. Tak wiele różnych rzeczy się zdarzyło wciągu tych ostatnich lat. Tak wiele przykrych słów padło z jego ust,że czuję się jak niepotrzebny śmieć. I choć nie sama to jestem tak samotna ,że to tak bardzo boli.
1 2010-02-01 21:04:36 Ostatnio edytowany przez janula (2010-02-01 21:05:28)
Janulko dobrze ze tutaj trafilas!
:)
1- czy nadal jestes pod opieka lekarza?? Bierzesz leki??
2- jakie sa Twoje relacje z córkami??
3- mam pomysl choc moze Tobie wyda sie glupi- pojdz do fryzjera, wez corki do kina, sprobuj odnalezc szkolne znajomosci
4- jesli chodzi o meza- nie bede nic mowic, niech sie wypowiedza Kobiety bardziej doswiadczone. musi Cie b. bolec Jego reakcja, brak zainteresowania.
Zapraszam do netkafejek:)
Bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź. Nie nie chodzę do lekarza i nie biorę leków bo chciałam udowodnić mężowi ,że jestem silna. Ja jestem chyba tak bardzo emocjonalnie z nim związana,że jego opinia jest dla mnie najważniejsza. Córki to mój największy skarb i myślę, że żyję tylko teraz dla nich. Kontakt z nimi mam dobry tylko ,że nie mam już czasem siły uśmiechać się gdy w duszy tak wszystko boli. Niestety finansowo jestem zupełnie uzależniona od męża i czy on tego ode mnie oczekuje czy nie to czuję się w obowiązku rozliczenia się przed nim z każdej wydanej złotówki. Jestem skazana na samotność bo nawet gdybym chciała gdzieś pójść, z kimś się spotkać to ja nie mogę bo i tu są ograniczenia . Po pierwsze nie mam odwagi na spotkania z kimkolwiek ,a po drugie dzieci i obowiązki bo i z tego wyliczam się przed mężem.
4 2010-02-01 21:51:39 Ostatnio edytowany przez alaclaudie (2010-02-01 21:53:30)
Kochana ale tym tropem nigdzie nie zajdziesz!! Jak masz grype bierzesz leki bo inaczej.. serce siadnie.
Twoj maz tego nie rozumie a Ty przyjmujesz tok jego rozumowania. Jest dla Ciebie alfa i omega.
Tak wlasnie myslalam (chodzi o finanse).
Przeciez nie jestes maszyna!!!!! Maz rozumiem jest apodyktyczny i wszystko w domu jest "pod niego"?
Jezeli tak to musisz byc od Niego sprytniejsza- ps.: jest mozliwosc zeby wiedzial ze udzielasz sie na forum??
Nie biorac lekow -robisz krzywde sobie i dzieciom.
Odpowiadanie na posty jest moja specjalnoscia ![]()
Odezwij sie do nas szybko!
Pozdrawiam
:)
Wiem ,że jestem bezsilna . Co najdziwniejsze on przy różnych okazjach gdy czasem chcę mu powiedzieć co się dzieje twierdzi,że przeciez mi nikt niczego nie zakazuje ale to tylko słowa . Wczoraj gdy chciałam uzyskać odpowiedź i dążyłam mocniej niż zwykle usłyszałam "zamknij się", a potem bez słowa wyszedł na wiele godzin z domu i wrócił w nocy. Ja nigdy nie mogłabym nigdy sobie na to pozwolić. Mnie zawsze ogranicza wiele rzeczy no i odpowiedzialność za dzieci. Jestem benadziejnie głupia ale mimo to nie wyobrażam sobie by go nie było.
A jeśli chodzi o to czy może przeczytać to co tu piszę to wierzę,że nie bo inaczej nie odważyłabym się na to by pisać. Uznałby mnie za kompletna idiotkę.
Nie mogę brać leków .Dowiedziałby się. Wówczas gdy depresja była w zenicie musiałam przez trzy miesiące uczestniczyć w terapii na dziennym oddziale otwartym . Trzy miesiące , przez osiem godzin dziennie, a mąż nie mógł na mnie patrzeć . Sądzę,że to wciąż w nim tkwi, tak jak i we mnie.
Bardzo nie podoba mi sie to co piszesz.
moimm zdaniem powinnaś po pierwsze zlać męża ciepłym moczem i zrobić czasem to na co masz ochotę - masz do tego zupełne prawo.
Na Twoim miejscu rozejrzałabym się za jakąś pracą. Bo dostałabym chyba kota
po za tym poszłabym też do psychologa i opowiedziała mu to wszystko co opowiedziałaś nam na forum
Pozdrawiam ![]()
Przykro mi to pisać, ale sama sobie kobieto taki los zgotowałaś. Cały swój świat ograniczyłaś do męża. Świadomie piszę, ze do męża, nie do rodziny, bo wg mnie mąż jest dla Ciebie ważniejszy niż córki.
Janula, nie wiem co Ci poradzić. Za bardzo dałaś się omotać pajęczyną ograniczeń, za bardzo jesteś zależna od męża. Twój mąż poznał 20 lat temu inną kobietę - bardziej samodzielną, niezależną a przez to bardziej interesującą. Teraz stałaś się dla niego meblem, kucharką, sprzątaczką i guwernantką - istotą całkowicie uzależnioną od niego. Nie mówię, że on jest bez winy, bo jak najbardziej ponosi winę za tę sytuację - nie będę rozpisywać się dlaczego, bo chciałabym skupić się na Tobie. Mąż jest przeciwny Twojemu leczeniu z prostego powodu - ma w domu ubezwłasnowolniony przedmiot, dobrze mu z tym i boi się, zeby przedmiot nie zaczął myśleć...
Kobieto, ratuj swoje życie. Pomyśl o córkach - czy chcesz, żeby miały takie życie jak Ty? Przecież one wzorce wyniesione z domu rodzinnego przeniosą do własnych domów! Będą popychadłami swoich dominujących partnerów i jeszcze będą święcie przekonane, że tak musi być - bo skąd mają wiedzieć, że jest inaczej? Poza tym faktem niezaprzeczalnym jest, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci. Ograniczyłaś swój świat do męża więc najwyższy czas go nieco rozszerzyć. Niestety obawiam się, że bez fachowej pomocy psychologa nie dasz rady. Potrzebujesz przyjaciół, zajęcia (czyt.pracy), rozrywek. Córki masz już duże, nie musisz ich niańczyć całodobowo - wprost przeciwnie - one mogą Ci pomóc wyjść do ludzi. Popracuj nad zaufaniem do ludzi - jak dla mnie przyjaźń to uczucie trwalsze niż miłość i warto mieć przyjaciół.
Pierwszy krok już zrobiłaś - napisałaś tu na forum. To oznacza, że tak naprawdę zdajesz sobie sprawę z potrzeby kontaktu z innymi ludźmi.
Janula, zrób coś! Dla siebie i dla swoich córek. Czyli zacznij od wizyty u psychologa. Masz tak zdeptane poczucie własnej wartości, że sama sobie nie poradzisz. Tabletki na dłuższą metę nie pomogą - Tobie potrzebna jest inna terapia.
Trzymam kciuki, żebyś zrobiła jakiś krok w dobrą stronę.