Witam Was.
Tak w skrócie - moja matka (48 lat) związała się 10 lat temu z facetem, którego znała jeszcze z czasów liceum.
Miał on wtedy żonę i dwójkę dzieci, mimo to był z moją matką (nie rozwiódł się do dziś), jego żona znała moją mamę.
Często się kłócili, do dzisiaj pamiętam niektóre kłótnie i jakieś dziwne sytuacje. Parę lat później zdradził moją matkę z młodszą kobietą. Byli ze sobą przez parę miesięcy, potem wrócił do mojej matki, potem znowu był z tamtą panną, potem z moją matką - i tak przez jakieś 7 lat. Okłamywał moją matkę, nie szanował jej, ona też nie była pewnie święta, ale on bardziej przesadzał.
Teraz znowu zniknął (ok miesiąc temu) i moja matka mówi, że to już koniec jej życia, że nie ma marzeń, że nie lubi nic robić sama, że tak bardzo go kocha, że niby wie, jaki był, ale to jednak prawdziwa miłość i się tego nie wyzbędzie.
Dodam, że nie pracuje, nie ma żadnej pasji, teraz po prostu siedzi w domu i bawi się w jakieś domowe obowiązki, ale jest bardzo nieszczęśliwa i przekonana o końcu swojego życia.
Zabija mnie to, że bez niego nie widzi sensu w czymkolwiek, odbija się też to na mnie i na mojej siostrze, chociaż staramy się od tego odciąć.
Może kiedy zobaczy, że nie tylko my uważamy, że to chora sytuacja, to coś zrozumie.
Niestety nie chce iść do żadnego terapeuty.
Być może trochę chaotycznie to wszystko brzmi, ale napisałam to teraz na świeżo po jej kolejnym płaczu, zestresowana i zasmucona tą sytuacją, nie mam już siły.
Dzięki za Wasze opinie w tym temacie, miłego wieczoru!