Witajcie!
Trafiłem na kobiece forum, ponieważ, potrzebuje drogie panie Waszych rad i opinii. Chodzi o moją przyjaciółkę.
Znam ją od wielu lat, a właściwie ich obydwoje ją i jej męża. Marta, ponad rok temu rozstała się z nim. I oficjalnie nikt nie wie dlaczego, ale nieoficjalnie z powodu jego kochanki, i to ponoć nie jednej. Zaraz potem jak od niego odeszła zaczęła udzielać się towarzysko, przychodziła na imprezy ze znajomymi, zorganizowała parapetówkę w nowym mieszkaniu. Nasza wspólna dobra znajoma opowiadała mi o jej małżeństwie i dziwiła się, że ona z nim tyle lat była, że pewnie czekała aż dzieci dorosną. Sama Marta o mężu i małżeństwie ani słowa. Ale zdarzało jej się mówić, że zaczyna nowe życie. Ja od dwóch lat jestem po rozwodzie. Obydwoje mamy dorosłe dzieci. Często się tak składało na różnych imprezach , było tkz ,,do pary'' no i my jako dwoje bez pary, byliśmy ,,parą'', mam na myśli para do tańca. Wspólne tematy się znalazły. Kilka razy wyszliśmy razem na miasto, do restauracji. Było miło, ale ona absolutnie nie pozwalała się objąć, pocałować. Nie wypada nalegać. Ale sama wychodziła czasem z propozycją że np. ma dwa bilety do teatru, czy bym się z nią wybrał. Więc wydawało mi się wszystko w swoim czasie. Raz na spacerze, przypadkiem wpadliśmy na jej męża z jakąś kobietą, oni nas nie widzieli. Marta wpadała w istną furię, zaczęła płakać, miała atak histerii. Ledwo udało mi się ją uspokoić. Następnego dnia przeprosiła za swoje zachowanie, wytłumaczyła, że to świeża sprawa nerwy. Ok. Potem grupa znajomych organizowała wyjazd wakacyjny, ona zrezygnowała, mówiła że sprawy rodzinne, każdy rozumie. Potem ona wyjeżdżała gdzieś na wakacje. Niedawno, postanowiliśmy ze znajomymi zrobić jej niespodziankę. Idziemy z pizzą, winem, a tu w drzwiach....jej mąż, jakby nigdy nic mówi, że żony i nie ma i widać jego irytacje naszym najściem. Tak więc wszyscy się zwinęliśmy. Ona oddzwoniła do nas później wytłumaczyła, że przeprasza, że jej nie było, że ma teraz więcej obowiązków i nie będzie miała czasu.
To nie koniec historii, ale na razie opiszę tyle...
Drogie panie? Co o tym sądzicie? Co nią kierowało że znów wróciła do męża? Nie wiem co myśleć. To taka fajna babka ułożona, inteligentna, zasługuje na kogoś kto by ją kochał, szanował, nie zdradzał. Ale do niej to nie dociera. Czy można coś w tej sytuacji zrobić, jakoś jej pomóc, żeby zrozumiała jak sama na własne życzenie marnuje sobie życie?