Jesteśmy z mężem od dwóch lat na emeryturze. Cieszyłam się z tego faktu bo myślałam, że będzie super. Jednak myliłam się- jest koszmarnie. Dzieci wyszły już z domu, mają swoje życie(na szczęście udane). My spędzjąc na codzień tyle czsu ze sobą nie umiemy się porozumieć. Staram się robić wszystko żeby było dobrze ale mój mąż stał się bardzo wybuchowy. Po kilka razy dziennie krzyczy do mnie , wini mnię za wszystko co złe. Jednym słowem stał się domowym tyranem. Siedzi cały dzień przed komputerem . Nie mogę mieć swojego zdania na żaden temat bo już jest awantura. Gdy mu przytakuję jest chwilowy spokój. Jestem osobą wrażliwą i nie umię sobie z tym poradzić. Szlocham w kącie . Gdy mąż to zauważy to jeszcze bardziej go to irytuje. Powoli Załamuję się psychicznie i nie wiem co mam robić. Nie chcę nikogo wtajemniczć w swoje problemy. Opisuję tu w skrócie swoją sytuację. Choruję na nadciśnienie i cała ta sytuacja pogarsza mój stan. Chciałam się wybrać do psychologa ale nie wiem czy w bezpośrednim kontakcie umiałabym się tak otworzyć.
Radzę pani skonsultować się z psychologiem ! Na pewno dobrze pani zrobi wyżalenie się komuś ...
Pani mąż faktycznie zachowuję się dziwnie, ale nie ma co ukrywać bardzo dużo mężczyzną na emeryturze odbija ! Pani mąż prawdopodobie czuje się nie potrzebny i nic nie warty , dlatego stara się dowartościować - upokarzając psychicznie panią. Może powinna się pani wybrać z mężem do psychologa na terapie ? Bo przecież wina nie tkwi w pani - tylko w mężu !
Ale przecież wybuchy męża nie muszą pani psuć przyjemności z życia ! Może pani w pełni korzystać z wolności - wyjść z koleżankami na spacer , zająć się czymś przyjemnym !
A może warto by było się zastanowić nad faktem iż Mężowi brak jest zajęcia i dlatego tak się zachowuje?? może warto by było pomyśleć nad jakimś hobby?? bądź aktywniejszymi formami wypoczynku we dwoje??
Takie siedzenie w domu na prawdę doprowadza do szału więc może spacery?? wypady na większe eskapady?? Pomyślcie o tym a może to Wam pomoże!
Bardzo często tak jest, że mężczyzna na emeryturze nie daje sobie rady. Czuje się niepotrzebny, niedowartościowany. Powinien znaleźć sobie jakieś zajęcie, które sprawi, że odzyska chęci do życia i wiarę w siebie.
Jeżeli chodzi o pomoc psychologa to uważam, że to bardzo dobry pomysł. Powinna Pani powiedzieć mężowi o swojej chorobie. Proszę również zadbac o siebie. Spotykac się z koleżankami, chodzić na spacery. Wyjeżdżac z mężem na wycieczki. To na pewno pomoże Wam odzyskać dobre relacje.
Pozdrawiam
Byc moze maz,ciezko znosi fakt ,ze z czlowieka aktywnego stal sie czlowiekiem,ktory nie ma obecnie zajecia?Stad ,te Jego nerwowe zachowanie.
Brak zajęcia i ciągłe przebywanie ze sobą daje się we znaki. Nie można być 24 h na dobe razem ze sobą bo odbija po prostu. Dziewczyny dobrze radzą - poszukajcie sobie zajęcia jakiegoś
a być może się polepszy. Albo mężowi prosze znaleźć coś czym mógłby się zająć. Odciągnie go to od nerwów i wszystkiego złego.
a jakie do tej pory mieli Panstwo relacje?czy duzo czasu spedzaliscie ze soba?w jaki sposob rozmawialiscie o problemach?to bardzo wazne, zeby wiedziec jaka forma pomocy teraz zaskutkuje
witam pisksi114 przeczytalam twoj zal i meke z mezem ,bo ja tak nazywam ,bo mam to samo moj pracuje ,a tak sie zachowuje jak twoj ,to jest taki charakter nie wierze ze zmienil sie na emeryturze akurat ,tylko takie osoby maja juz w sobie agresywnosc,lubia byc w punkcie zainteresowania meczyc innych ,przeciez wie ze cierpisz slepy nie jest ,to jest cos okropnego ,ja tez sie lecze bo przez to wpadlam w depresje .
szczerze mowiac nie popieram porownywania czyjejs sytuacji do swojej nie majac dowodow na to, ze faktycznie moga byc podobne. Tym bardziej jesli to porownanie raczej nie zmotywuje do rozwiazania problemu.
ja z kolei znam osoby, ktore wlasnie po przejsciu na emeryture zaczely miec problemy w relacjach z ludzmi. Nie potrafily sie odnalezc, znalezc sobie zajecia, wypelnic czasu. Jednak zamkniecie sie, gdy pojawia sie problem i przekonanie, ze nic sie nie da z tym zrobic, to najgorsze wyjscie. Trzeba probowac, nic nie tracimy, a mozemy wiele zyskac.
pewnych spraw nie rozumie ,trzeba probowac ,przeciez ten czlowiek nie ma 20lat wie ze zona cierpi tez ,ale jej nikt sie nie pyta czy jej zle czy dobrze,przeciez oboje sa na emeryturze ,wiec teraz zona ma dbac o siebie ,i jeszcze meza ,czy na jedna glowe to nie zaduzo .
oczywiscie, jesli jednak kazde zamknie sie na siebie to nic z tego nie bedzie, jedno musi sprobowac wczuc sie w drugiego i skupic sie na tym jakimi kategoriami mysli tamta osoba. Oczywiscie, ze byc moze jest tak, ze jedna z osob widzi tylko siebie i wtedy, masz racje, nie mozemy sami siebie pozbawiac wlasnych potrzeb, jednak najpierw trzeba sprobowac porozmawiac o wlasnych uczuciach, wysluchac tej drugiej osoby, skonfrontowac jej myslenie z naszym. Przeciez z wypowiedzi rozumiem, ze przezyli wspolnie wiele lat, wychowali dzieci, wiec moze nie bylo tak od zawsze. Skad wiemy, ze maz nie zaczyna chorowac na depresje lub zaburzenie adaptacyjne. A wtedy konieczna jest pomoc.
Wiesz Marto tak jak piszesz to można sobie myśleć jak ma sie tyle lat co ty, życie i tobie zweryfikuje poglądy, jestem tego 100% pewna, a dlaczego pewna , ekspertem nie jestem ale przeżyłam już trochę lat i miałam kontakt z niejedna para która tak jak ty myślała i jakoś choroba nie wyszło.
Według mnie takie młode osóbki to nie powinny w ogóle zabierać głosu w temacie albo dokładniej czytać , pisze ze kobieta leczy się na depresje , kochający mąż powinien jej pomoc a nie ją dołować.
A ty piksi114 musisz sobie powtarzać, nie zdenerwuje mnie dzisiaj , nie wyprowadzisz z równowagi bo wiem z emu to sprawia satysfakcje, a najlepiej jakbyś i ty mogła mieć swoje zainteresowania , może w jakimś klubie seniora ?
Wiesz Marto tak jak piszesz to można sobie myśleć jak ma sie tyle lat co ty, życie i tobie zweryfikuje poglądy, jestem tego 100% pewna, a dlaczego pewna , ekspertem nie jestem ale przeżyłam już trochę lat i miałam kontakt z niejedna para która tak jak ty myślała i jakoś choroba nie wyszło.
Według mnie takie młode osóbki to nie powinny w ogóle zabierać głosu w temacie albo dokładniej czytać , pisze ze kobieta leczy się na depresje , kochający mąż powinien jej pomoc a nie ją dołować.
A ty piksi114 musisz sobie powtarzać, nie zdenerwuje mnie dzisiaj , nie wyprowadzisz z równowagi bo wiem z emu to sprawia satysfakcje, a najlepiej jakbyś i ty mogła mieć swoje zainteresowania , może w jakimś klubie seniora ?
wydaje mi sie, ze wiek nie jest gwarantem madrosci zyciowej. Glos zabierac na forum moze kazdy - nie musimy sie z kazdym zgadzac. Autorka posta nie pisze, ze leczy sie na depresje.
Jezeli mamy podejscie, ze jemu to sprawia satysfakcje to zakladamy same zle intencje tej osoby. A jakie dowody mamy na to, ze tak wlasnie jest? czy nie pomijamy jakis znaczacych przeslanek, ze jednak czyims celem nie jest uprzykrzenie nam zycia?
Nie twierdze, ze na pewno maz autorki postu nie jest egoista i nie chce jej uprzykrzyc zycia, jedynie namawiam do nie wyciagania pochopnych wnioskow.
15 2010-01-27 18:28:03 Ostatnio edytowany przez Nicolle (2010-01-27 18:28:45)
Witam wszystkie panie i panią net-eksperta.
Bardzo zainteresował mnie ten temat . Chociaż nie jestem jeszcze emerytką ale mam ten sam problem.
Dzieci opuściły gniazdo domowe i powstała pustka -niestety.
Chociaż pracuję /a mąż bezrobotny / to już się boję jak przyjdzie mi z nim przebywać na codzień. Właśnie przerobiłam ten temat będąc na dłuższym zwolnieniu.
Już teraz nie mamy o czym rozmawiać i dochodzę sama do przyczyn tego stanu rzeczy.
My kobiety całe życie zabiegane -praca,dom ,dzieci .Mężowie po pracy bardzo zmęczeni ale imprezy żadnej nie opuszczą. Ja nie uogólniam ale tak jest w większości małżeństw niestety.
Tak więc nasi panowie nauczeni że żona zrobi obiadek, posprząta,popierze ,pójdzie na wywiadówkę.
Żona się nie buntuje i dopiero przeciera oczy ze zdumieniem jak życie przeleciało jej przez palce,że dla siebie nic nie zrobiła. A panowie nadal oczekują matkowania. I wreszcie następuje i powinno nastąpić wielkie buuuuuuuuum.
Bunt każdej z nas to dla mężczyzny szok !!!! Trzeba się wreszcie wziąść za siebie a nie ciągle usługiwać Panu I Władcy!!! To nic że będzie nas wyzywał od wariatek /właśnie to przerabiam / ale
nie dam się dalej manipulować psychicznie !!!!! I nic tu psycholog nie pomoże,trzeba się samej zmobilizować !!!!!!
Pierwszy efekt osiągnięty -- kłótnia /niby o psa/ ,wygarnięcie że nawet talerza po sobie nie umyje !!!
efekt ---- kilka dni zmywa swój talerz ale mojego nie tknie -złośliwy????
Ja jestem jeszcze młoda wiekiem i stażem malżenskim i nie mam aż takiego doświadczenia jak moje przedmówczynie. Wiem jednak jak mężczyzna na emeryturze może uprzykrzać żonie życie. Znam małżeństwo, ponad 30 lat małżenstwa. Obydwoje ledwo co przekroczyli po 50 lat. Ona aktywna zawodowo, On na wczesniejszej emeryturze. Dorabiał, ale w związku z chorobą na jakis czas musial pozostac w domu. I tak już 1,5 roku. Przez ten czas zmienił się nie do poznania. Złośliwy, pesymistycznie patrzący na świat, negatywnie nastawiony do każdego pomyslu innej osoby. Żona ma dosyc, bo stara się ciągle organizowac mu jakies wyjscia z domu, na spacery, do znajomych, krótkie wycieczki poza miasto. Niestety On ciągle mówi nie mając na twarzy nie schodzące niezadowolenie. Siedzi przed tv, albo śpi albo ględzi. Wie, że żona cięzko pracuje, w domu też musi coś zrobic, że jest zmęczona, potrzebuje milego słowa, wsparcia i powinien pomagac jej w jakis sposób. Ale niestety, taki człowiek nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Jedyny rozwiązaniem dla takiego mężczyzny jest praca. Musi wychodzic z domu, miec kontakt z ludzmi.
Witam, jeszcze troche czasu mi zostalo do tego problemu, ale zblizam sie nieublaganie. Starsze i bardziej doswiadczone w tym temacie, prosze, powiedzcie mi, kiedy dwoje ludzi pobierajacych sie z milosci, przestaje sie rozumiec, kiedy zauwazamy te puste przestrzenie miedzy nami i kiedy zaczyna nam brakowac tematow do rozmowy. Nie chcialabym ugrzasc w takim zwiazku na starosc. Jak zatrzymac i wzmocnic te cudowna nic porozumienia miedzy malzonkami, skad brac tematy do rozmowy, jak rozniecic na nowo uczucie i podtrzymywac je do konca? Macie jakies pomysly?
witam wszystkich. rowniez mnie zaciekawil post, chociaz dopiero jestem 6 miesiecy po slubie. Problem poki co na szczescie wydaje mi sie malo realny w moim zyciu, chociaz malzenstwo nasze jest bardzo nietypowe. Ja poruszam sie na wozku, choruje od urodzenia na zanik miesni i w zasadzie sama przy sobie niewiele moge zrobic, nie mowiac juz o codziennych rzeczach, ktore sa do zrobienia w domu, ktore zazwyczaj robi kobieta w domu. Dla mnie po prostu kubek z herbata czasem jest za ciezki. Maz pracuje, ja tez, z tymze ja mam firme w domu.
Staram sie zeby nie bylo wszystko na glowie meza, organizuje kogos kto przyjdzie zeby posprzatac, obiad rowniez organizuje z pomoca czyjas, kiedy widze, ze juz jest zmeczony poprosze przyjaciolki czy siostre czy mame, zeby przyszla pomoc mi w sprawach "wokol siebie", zeby Pawel mial np tydzien wolnego w czynnosciach tego typu. Ale wydaje mi sie, ze rozumiem co ma na mysli net-ekspert. Najwazniejsze, zeby wsluchac sie co mysli druga osoba, co ja motywuje do takiego zachowania, moze czuje sie sama ze soba zle i przez to doluje innych. Oczywiscie to jest zle zachowanie, ale moze niekoniecznie od razu zly czlowiek...
Ja ze swoim mezem baaardzo duzo rozmawiamy przede wszystkim o tym co myslimy, co czujemy i mamy taka zasade, ze gdy zrobi ktores z nas komus przykrosc to zanim zalozymy zla intencje musimy wykluczyc wszelkie inne mozliwosci.
Przez to wszystko wiem jak wazne jest, zeby obie osoby ciagle sie staraly. Zeby obie angazowaly sie w to, zeby bylo dobrze. Mam wrazenie, ze wiele kobiet, ktore tu pisze przyzwyczaily mezow do wyreczania, byc moze twierdzily, ze same zrobia lepiej, a teraz sie okazuje, ze maja dosyc. A to partnerstwo powinno byc glowna zasada. Nigdy nie jest tak, zeby jedno drugiemu nie moglo pomoc. Trzeba duzo o tym rozmawiac, jasno komunikowac, nie zakladac, ze ktos wie co my chcemy, myslimy. Mam nadzieje, ze wszystkie problemy przy checi sa do rozwiazania. Nie do przejscia sa tylko takie, ktore od nas nie zaleza, ale przy wsparciu innych tez mozna je przetrwac i nawet dzieki nim wiele sie nauczyc ![]()
20 2010-01-28 13:37:53 Ostatnio edytowany przez miszmasz (2010-01-28 21:59:56)
Już kiedyś na innym forum przerabiałam ten temat, młode osoby , zakochane mężatki nie mogły zrozumieć że tak może być że po latach 30, 35 czy więcej a często nawet mniej zaczyna wszystko powszednieć. Nie mogły pojąć że w natłoku zwykłych przyziemnych spraw gdzieś płomienne miłość ucieka , oczywiście nie dotyczy to wszystkich małżeństw , bo są i takie które do późnej starości sie kochają , szanują i są dla siebie dobrzy, ale tych smutnych, samotnych w e dwoje jest jednak więcej . Trudny temat bo młodej osobie trudno zrozumieć że to kobiety sa tymi incytatorami rozmów , rozwiązywania trudnych tematów i szukania kompromisów. A po latach tego intensywnego szukania przychodzi moment że im najzwyczajniej sie nie chce. Proszę zauważyć ż ew internecie, na forach mało jest kobiet starszych tych szczęśliwych z mijającego czasu, z nic nierobienia , bo tym które się spełniają w rodzinie, ktore potrafią czerpać sile tylko z miłości do np.wnuków,one nie maja potrzeby siadanie do komputera.
Mężczyzną w starszym wieku, oczywiście nie generalizuje, bo są różni mężczyźni też, ale większości wystarczają cieple kapcie i pilot od telewizora. Prowadziłam kiedyś rozmowy z osobami uczęszczającymi na zajęciach dla seniorów i wszystkie jednogłośnie stwierdzały, bo były to kobiety że ich mężowie nie maja ochoty opuszczać pieleszy domowych, że są źli że one wychodzą i ich zostawiają samych, a za nic nie dali się namówić na wyjście z domu. one skarżyły sie na złośliwość mężów, na gnuśnienie.I żadne próby rozmów nie odnosiły skutku, wtedy to pierwszy raz usłyszałam ze mężczyźni rozwijają sie do 20 roku życia a później to już tylko rosną ![]()
Może troszkę odbiegłam od tematu ale ale to wszystko ma wpływ na zachowanie mężczyzn, im po latach po prostu nie chce się rozmawiać, dyskutować i nic zmieniać, osiągnęli stagnacje i jest im po prostu tak wygodnie.
więc wszystkie młode kobiety które nie chcą w późniejszych latach czuć sie odepchnięte, odstawione na boczny tor już teraz powinny pracować na to żeby ich mężowie się nie zmienili, a jak to zrobić, najprościej nie pokazywać jakie to jesteście zaradne i potraficie wszystko zrobić same, właśnie 2far2c jest na najlepszej drodze żeby osiągać tą małżeńską harmonie. I teraźniejszemu pokoleniu będzie łatwiej to osiągnąć, bo nie wyniosły z domu tej służalczości jaką miały kobiety kiedyś, mąż, pan i władca, jemu wszystko .
Zgadzam się z całkowicie z tym co napisała Miszmasz !!!!!
Jak chciałam rozmawiać ze swoim mezem to powiedział że on jest za stary żeby go wychowywać !!!!
Więc traktuję go jak powietrze ,widocznie jemu to lepiej pasuje !!!!????
dziękuję bardzo za wsparcie i wiele pożytecznych rad. Zdecydowałam się zapisać na tzw.uniwersytet III-go wieku .Poznam tam nowych ludzi i rozwinę swoje zainteresowania. Podzielę się wrażeniami . Pozdrawiam wszystkich
Ja,jeszcze nie jestem na emeryturze,ale juz nie długo. Zaczynam miec podobne problemy, co ty "piksi"
Właściwie z mężem mieszkamy razem i obok siebie.Owszem odzywamy sie, czasem jedziemy razem na wieksze zakupy,ale nie ma wspolnych tematów,przemyślen.Śpimy i żyjemy w osobnych pokojach, ale wspólnym mieszkaniu. On nie chce ze mna , ani ja znim-rozmawiać.
Łączy nas troche działka, która uwielbiamy razem.Jak mam doła. i chcę być sama, to uciekam tam, i przechodzi. Tak ,że doskonale rozumiem "piksi"i wiem ze to nie tylko jej problem,ale w tym wieku wiecej par gubi sens życia.A młodzi muszą jeszcze troche poczekać żeby to zrozumieć.
pozdrawiam
Maria
Trafiłam na ten wątek przypadkiem i bardzo mnie zinteresował, bo i ja jestem w jesieni zycia. Ja emerytka i mąż 60-letni, jeszcze pracujący. Jesteśmy małżeństwem z 33-letni stażem. Dla mnie moja emerytura jest wybawieniem, od trzech lat cieszę się nią, czuję się jak na wakacjach. Mam poczucie, że odzyskałam swoje zycie, robię co mi sie podoba.
Ale z obserwacji wiem, że mężczyźni po przejściu na emeryturę dziwaczeją, tracą sens zycia, bo jednak ich dotychczasowa aktywność miała miejsce poza domem. A w domu nie maja co robić ze sobą, ze swoim czasem, więc swoja frustrację wyładowują na żonie. Widziałam jak męczyła się moja matka po przejściu ojca na emeryturę. Ojciec zrobił się okropny, zrzędził, czepiał się wszystkiego, no, zyć się z nim nie dało. Cała jego aktywność skupiała się na oglądaniu telewizji.
10 lat temu postanowiliśmy z mężem polepszyć sobie warunki mieszkaniowe. Mąż optował za kupnem mieszkania w mieście, ja wolałam wybudować dom na wsi. Stanęło na moim, dlaczego? Zapytałam męża "co będziesz robił w tym mieszkaniu w bloku, gdy juz będziesz na emeryturze?".
Stanął jak wryty, bo go olśniło. Nie bylo więcej dyskusji na ten temat, zaczęlismy budowę domu, w którym jest wszystko to, co pozwala mężowi realizować swoje pasje i to co pozwala mi czuc się dobrze. Mąż jest majsterkowiczem, więc jest warsztacik. Uwielbia komputery i elektronikę, więc jeden pokój w domu jest tylko i wyłącznie do jego dyspozycji. Tam ma swoje kable i straszny bałagan i niech sobie ma. Mamy duży ogród, duzy trawnik i mnóstwo pracy przy tym.
Mąż marzy o emeryturze, ma mnóstwo planów z nią związanych. I nie są to plany na leżenie na kanapie, ale na pracę w domu i ogrodzie. No i oczywiście dwa razy w roku podróze po Europie.
Nieraz wracamy do tego momentu "olśnienia" i mąż mówi, że to był strzał w dziesiątkę, bo gdy użył wyobraźni i zobaczył siebie w tym mieszkaniu na którymś tam piętrze, obijającego się o ściany od rana do wieczora, to słabo mu się zrobiło.
Teraz jesteśmy przygotowani na jego emeryturę.
Tak jak pisałam, mąż jeszcze pracuje, ale gdy wraca z pracy szaleje w warsztacie, w ogrodzie, albo coś robi z komputerami i kablami. Czy jest między nami porozumienie? Alez oczywiście, że jest! Mamy dla siebie zrozumienie i mnóstwo tolerancji dla swoich pasji i zainteresowań. Oczywiście nie ma tak jak w młodości, gdy potrafiliśmy patrząc sobie w oczy i trzymając za rece przegadac długie godziny. My wszystko o sobie wiemy, znamy się jak łyse konie, rozumiemy się bez słów. Tak, dyskutujemy czasem zażarcie o polityce, o zyciu, ale zwykle każde z nas zajmuje się tym czym chce i lubi. Nie ma przymusu wspólnych wyjazdów na zakupy czy wspólnego oglądania telewizji, a nawet wspólnych, pod rączkę wyjść do rodziny czy znajomych. Jeśli chcesz jechać ze mną, proszę bardzo, a jeśli nie, jadę sama i nie mam do ciebie pretensji, że wolisz w tym czasie iść z psem na spacer. Nie ma przymusu i nie ma nudy, chociaż dzieci wyfrunęły z domu. Syn jest żonaty, ma swoją rodzinę, córka niby jeszcze pomieszkuje w domu, ale w zasadzie więcej jej nie ma niz jest. Jest lekarką, więc albo jest na dyżurze w szpitalu, albo do pózna w poradni, a w weekendy wyjeżdża ze swoim narzeczonym.
Kobieta na emeryturze sobie radzi, bo jej uwagę zajmuje dom, dzieci, wnuki, rózne drobiazgi, ale dla mężczyzny to duży problem i jesli nie zagospodaruje nadmiaru wolnego czasu czymś co lubi, to albo szybko popadnie w chorobę, albo w taką frustrację, że zatruje zycie sobie i żonie. Mężczyźnie nie wystarczają długie dysputy z żoną o tym, że wnuczek ząbkuje, albo co dzisiaj będzie na obiad. Facet potrzebuje wyzwań zarówno wtedy gdy jest młody jak i stary, potrzebuje robić cos konkretnego. Z tego czerpie radość i satysfakcję i to go utrzymuje w dobrym zdrowiu i zadowoleniu z życia.