witam. Szybkie pytanie.
Czy to normalne, że facet będąc w związku utrzymuje dosyć mocne kontakty z kobiety pozostając w sferze koleżeńskiej jednoczesnie kompletnie nie okazując uczuć swojej partnerce? Ja rozumiem, że nie mamy siebie na wyłączność, ale jakaś hierarchia chyba powinna być? "Mam koleżanki, ale Ty jesteś dla mnie najważniejsza"? Gdy facetowi nie wystarcza adoracja i wsparcie swojej kobiety, którą umówmy się, ze już zdobył, tyko szuka podniet w postaci zdobywaniu coraz to więcej koleżanek i im poświęca więcej uwagi, chociaż nie więcej może nie, ale jednak bardziej angażuje się w ich znajomość to o czym to świadczy? To jest jakiś głębszy problem w głowie, czy tkwi w związku w którym nie kocha swojej kobiety nie wiem po co?
Jest wtedy wielki problem w głowie tej kobiety, że tkwi w relacji bez szacunku.
Na dzień dzisiejszy również uważam się za żałosną osobę, ale już taka jestem, tkwie w związkach bez przyszłości czekając aż jest na prawdę źle, zamiast rozstać się gdy są ku temu pierwsze symptomy.. Myślę, że ma to jakieś podstawy z domu. Jestem zakompleksiona i tyle. Ale nie, ja walczę, tłumaczę go, że w domu rodzinnym nie okazuje się uczuć, więc on też nie umie, a też nie chciałam być heterą, która zabrania kontaktu jakiegoś z innymi ludźmi, również płci przeciwnej,bo taki związek też mnie nie interesuje.. Wmawiałam sobie, że ja sobie coś wmawiam, że to normalne, ale z perspektywy czasu widzę, że to nie jest normalne. Zawiódł poważnie moje zaufanie w tamtym roku, trzeba było się wtedy rozstać, bo nie potrafił go odzyskać a wręcz przeciwnie, starał się tydzień a od tamtej pory ten związek idzie tylko w dół.. i doszło do tego, że 11 miesięcy do ślubu, a ja zastanawiam się nad odwołaniem go, bo ciężko być w związku w którym jestem sprzątaczką, służącą, praczką, kochanką, ale księżniczką nie jestem chociażby przez 10 minut tygodniowo. Dla innych znajduje czas, na sms, na telefon, na spotkanie na mieście, ja jak przyjeżdżam ciągle oglądam jego tyłek od tyłu, bo pracuje przy komputerze, wiecznie czymś zajęty, wiecznie jest coś ważniejszego, o miłym smsie w ciągu dnia czy na rozpoczęcie tego dnia, zeby się zrobiło człowiekowi miło, to mogę oczywiście zapomnieć, a ile to roboty..
Byłam już w długoletnim związku, wtedy była wielka miłość, a zero dogadania się, wieczne kłótnie, praktycznie codzienne, w końcu rozstanie, które bardzo ale to bardzo przezyłam. Teraz jestem w zupełnie odwrotnej sytuacji.. Dogadujemy sie w innych sferach życiowych bardzo dobrze, mało kiedy się kłócimy, no ale miłości za wiele tu chyba nie znajdziemy.. jest tak po prostu nijak.. ja już się chyba po prostu poddałam, on już wiele miesięcy temu przestał starać i tak sobie tkwimy w takim nie wiadomo co..
Miałam podobnie. Dwa kilkuletnie związki. W pierwszym dogadywaliśmy się świetnie, sex był bardzo fajny, ale chłopak kompletnie nie do życia, całe życie mógłby mieszkać z mamą i bratem, zadłużał się, pożyczał ode mnie pieniądze i nie oddawał, rodzina go też wykorzystywała. Obiecywał wiele razy, że "coś z tym zrobi", że zamieszkamy razem, że mnie tak bardzo kocha. Dwa razy mieliśmy wynająć razem mieszkanie, to była jego inicjatywa, ja nie naciskałam na nic, a potem mnie wystawiał i uciekał do mamusi i brata, bo on jednak nie jest gotowy teraz na takie poważne życie i prosił o kolejną szansę, że kocha i tęskni i chce być ze mną i ja jestem dla niego najważniejsza i by mnie na rękach nosił... Drugi facet przeciwieństwo tamtego, zaradny życiowo, z odciętą pępowiną i chciał żebym się do niego wprowadziła i żebyśmy jak najszybciej ustalili datę ślubu. Ale sex był beznadziejny, a poza tym chciał mnie ustawiać, wszystko co robiłam było nie tak, on wiedział najlepiej, moje pomysły były głupie, jak miałam do czegoś zapał - to mnie zniechęcał, a jak nie maiłam na coś ochoty to próbował mi narzucać i wmawiać że będzie mi się podobało. Częste kłótnie. Zostawiłam jednego i drugiego. I pojawił się Pan nr 3 - mój obecny mąż
Różni się od nr 1 i od nr 2 trochę, a część cech mają wspólne - te które mi się podobały, które ceniłam. Los się do mnie uśmiechnął. Do trzech razy sztuka i się udało
Jestem szczęśliwa i proporcjonalnie daję od siebie tyle, ile otrzymuję od męża, czyli dajemy sobie dużo. Nie dlatego że musimy, ale dlatego bo chcemy, bo się kochamy i szanujemy, na dobre i na złe.
Więc jeśli czujesz, że coś jest nie tak, to zastanów się nad tym ślubem. Bo lepiej jest się rozstać przed ślubem, tak jak ja to zrobiłam i dać sobie szansę na szczęście ![]()
A ile czasu byłaś z partnerami w poprzednich związkach?
W obecnym związku na pewno największym problemem jest to, że my praktycznie nie rozmawiamy na poważnie. Zawsze moje rozpoczęte rozmowy kończą się fiaskiem.. Albo głupimi żarcikami, albo fochem, bo czuje się atakowany. No to ja nie wiem już co mam robić. Stwierdziłam, że chyba ostatni raz rozpocznę rozmowę, powiem co mi się nie podoba i nie może być tak dalej, a potem niech on się zdeklaruje co uważa o tym wszystkim. Jeśli nadal będzie utrzymywał, że wymyślam i doszukuje sobie sama problemów to chyba mamy czarno na białym..
W innym wątku Pan pisze o małżeństwie z rozsądku, że nie czuje chemii do swojej żony i uświadomił to sobie po kilku latach. Może mamy tutaj tak przykład? Nie chce za kilka lat być tą żoną..
ivonkaa, właśnie chciałam zaproponować Ci przeczytanie wątku o którym wspominasz. W tym wątku autor przyznaje, że prawie wszystko między nim, a żoną jest ok, tylko brakuje chemii z jego strony, no i seks średni i jest to na tyle istotny problem, że on myśli o rozwodzie.
Z Twoich słów wynika, że w Waszym przypadku tych minusów jest znacznie więcej.
Nie trzymaj się faceta, który Cię nie szanuje i unieszczęśliwia. Nie licz na to, że będzie lepiej, jeśli podstawowy warunek, czyli komunikacja nie istnieje. Sama piszesz, że facet Cię zbywa gdy próbujesz rozmawiać. Nie napisałaś jak długo jesteście razem, ale wynika z tego, że zbyt długo.
Piszesz, że przyjeżdżasz do niego, czyli nie mieszkacie razem, a on nawet wtedy nie ma dla Ciebie czasu? To jak to wygląda, przyjeżdżasz do niego i obsługujesz go, a on umawia się na spotkania z innymi kobietami? Dajesz się wykorzystywać.
Nie myl tolerancji ze zgodą na lekceważenie Ciebie i Twoich uczuć. Nie licz też na szczęśliwy związek z mężczyzną, który otacza się licznym gronem przyjaciółek, traktując własną partnerkę jak piąte koło u wozu. Nawet, gdyby dbał o Ciebie, to nigdy nie czułabyś się dobrze w tłumie jego przyjaciółek. To nie są zdrowe układy, bo w sytuacji, gdy następuje kryzys w związku, taki biedny misio często szuka pocieszenia u "przyjaciółki", zwierza się zdradzając tajemnice także intymne i często znajduje pocieszenie daleko wykraczające po za relacje koleżeńskie.
Uważam też, że umawianie się na indywidualne spotkania z innymi kobietami jest dość śliskie, zwłaszcza gdy zaniedbuje partnerkę. Nawet, gdyby między Wami było super, to jesteś jedną z wielu.
Cóż można sobie pomyśleć - nie jesteś dla niego na tyle atrakcyjna, żeby spędzać z Tobą czas, to co będzie po ślubie? Na pewno nie lepiej, zawsze będziesz walczyć o uwagę z tłumem jego koleżanek, to chore.
Przestań sobie wmawiać kompleksy, dasz radę. Już raz Cię zawiódł (zdradził?) i raczej nie widać, żeby się starał.
Przestań o niego walczyć, to bez sensu, zdystansuj się, zacznij spotykać z innymi ludźmi, odstaw go na boczny tor, tak jak on Ciebie.
Radziłabym Ci odwołać ten ślub, jeśli już teraz nie jesteś szczęśliwa, to naprawdę licz się z tym, że po ślubie będzie jeszcze gorzej.
witam. Szybkie pytanie.
Czy to normalne, że facet będąc w związku utrzymuje dosyć mocne kontakty z kobiety pozostając w sferze koleżeńskiej jednoczesnie kompletnie nie okazując uczuć swojej partnerce? Ja rozumiem, że nie mamy siebie na wyłączność, ale jakaś hierarchia chyba powinna być? "Mam koleżanki, ale Ty jesteś dla mnie najważniejsza"? Gdy facetowi nie wystarcza adoracja i wsparcie swojej kobiety, którą umówmy się, ze już zdobył, tyko szuka podniet w postaci zdobywaniu coraz to więcej koleżanek i im poświęca więcej uwagi, chociaż nie więcej może nie, ale jednak bardziej angażuje się w ich znajomość to o czym to świadczy? To jest jakiś głębszy problem w głowie, czy tkwi w związku w którym nie kocha swojej kobiety nie wiem po co?
Mam pytanie czy ty masz rozum. Olej go nie skupia uwagi wyłącznie na tobie . Otacza się koleżankami ja mam to samo
8 2016-08-03 23:07:59 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-03 23:10:43)
oczywiście, że hierarchia powinna być, to podstawa! Zawsze pierwsza powinnas być Ty a nie jakieś lasencje na gruncie towarzyskim.
Jak facet woli zabawiać koleżanki zamiast skupiać się na potrzebach swojej kobiety, czyli Tobie to świadczy to o tym, że nie jest Twoim facetem, tylko facetem użyteczności publicznej. A po grzyba Ci taki typ? Zawsze będziesz robić za ogona a powinnas być oczkiem w jego głowie. Bo na to zasługujesz! Nikt Ci łaski nie robi, że z Tobą jest.
Pamiętaj, że poczucie własnej wartości to nie problem Twojej przeszłości a wybór Twojej przyszłości.
Jest wtedy wielki problem w głowie tej kobiety, że tkwi w relacji bez szacunku.
BRAWOOO!