Może zacznę od początku ... Jestem młodą kobietą zaledwie 23 lata, ślub wzięłam pół roku temu po 6 latach związku z moim mężem, mamy ślicznego rocznego synka razem. Ok 10 miesięcy temu mój mąż nakłonił mnie do powrotu do Polski, która tak naprawdę jest mi obca bo wyjechałam do UK jak miałam 13 lat i tam się wychowałam. Przystałam na jego plan o rozpoczęciu biznesu w końcu mieliśmy pieniądze odłożone aczkolwiek zastrzegłam sobie że to on się tym wszystkim zajmie od A do Z. On razem z teściową obiecali mi że się mną zajmą tutaj, bo nie mam nikogo bliskiego, nie miałam też żadnych znajomych. Wszystko było świetnie do czasu kiedy pieniędzy robiło się coraz mniej na koncie - doszliśmy do wniosku że ja znajdę pracę - niestety mój zarobek dużo nie pomógł w dofinansowaniu marzenia mojego męża więc musiał wyjechać za granicę.
Jest w Dani już 2 miesiące - zostawił mi wszystko na głowie - pracę, mieszkanie z teściową oraz szfagrami, którzy się też zdecydowali przyjechać ( więc jest trochę tłoczno ), dziecko, rachunki, pieniądze. Praktycznie nie rozmawiamy - dzwoni do mnie raz dziennie a czasem wgl, kiedy już rozmawiamy to przez minute bo jest ciągle zajęty. Jak był na święta w domu na 4 dni widziałam go może ze 2 godziny bo ciągle musiał coś załatwić z kolegami itd... nie wspiera mnie wgl, a co się okazało jak tylko wyjechał cała jego rodzina odwróciła się ode mnie o 360 stopni, cały czas mają do mnie jakieś pretensję, ciężko im popilnować małego chociaż przez 5 minut żebym mogła pod prysznic wskoczyć. Ciężko jest mi ogarnąć wszystko samej bo pieniężnie też mnie nie wspiera a co ciekawe jeszcze używa moich środków na koncie do gry w kasyna ( ostatnio sprawdziłam statment ). Kocham go ale czasem się zastanawiam czy on wgl dorósł do roli męża i ojca, chciałabym z nim porozmawiać o tym ale nie mam kiedy bo na skype też w weekend nie wejdzie żeby z synem porozmawiać. A ja się po prostu duszę, sama z małym dzieckiem i pracą - czuję się jak samotna matka wiem że to dopiero dwa miesiące i nie chce przekreślać związku na straty ale co tak naprawdę powinnam zrobić w takiej sytuacji - nie stać mnie też się wyprowadzić na własne mieszkanie bo jednak nie zarabiam aż tyle a muszę i nianie opłacić, rachunki, utrzymać siebie i dziecko. A niestety dochodzą mi czasem dodatkowe opłaty niani w weekendy bo jeżeli się zdarzy że muszę iść do pracy nikt z mojego męża rodziny nie zajmie się małym przez parę godzin.
Czuję się jak bym była samotną matką, która utkneła w obcym kraju w domu pełnego ludzi, którzy mnie nie wspierają i mają ciągłe pretensję. Czy jest to tego warte - może i wytrzymam jeszcze trochę ale co dalej?
Poszukuję jakieś podpowiedzi, rady, podobnej sytuacji i co z tego wynikło? nie wiem co mam z tym zrobić. Podkreślę że jestem osobą, która nie lubi się kłócić bo wiem że i tak z tego nic nie wyniknie.