Witam
Trochę na własne życzenie jestem w sytuacji, która poniżej opisze.
Parę miesięcy temu poznałam mężczyznę, żonaty dwójka dzieci, żona. Ja również jestem mężatką i mam dziecko. Wpadliśmy na siebie i okazało się, że po pewnym czasie zakochaliśmy się w sobie a nawet pokochaliśmy. I u mnie i u niego małżeństwo nie jest takie jakbyśmy chcieli. Ja wyszłam za mąż troszkę pod presją otoczenia, ale tez nie mogę powiedzieć, ze byłam szaleńczo zakochana w mężu. Jesteśmy razem 8 lat. I dalej Go lubię, szanuje, mamy śliczną córeczkę. On jest o wiele dłużej w związku, ale również zanikła miłość, brak współżycia (jeżeli jest to raz w miesiącu może dwa, to zależy czy Jego żona nie jest zmęczona), brak bliskości itd. Sam mówi, że jego żona jest "zimna". O rozstaniu z nią myślał już parę razy ale nigdy na poważnie, raczej jak to określił oboje machali na to ręką. Spotykamy się już jakiś czas. Ja wcześniej nie przeżyłam niczego podobnego nawet nie sądziłam, ze mogę pokochać mężczyznę. On mówi, ze mnie tez kocha, że daje mu to czego mu brakuje ale nie chodzi tylko o seks. Bardzo dobrze się rozumiemy, podobnie myślimy, i tak samo spostrzegamy świat i życie ogólnie. Ja nie chcąc tracić szansy jaką postawiło przede mną życie powiedziałam, ze jestem gotowa odejść od męża. A On, ze chce jeszcze próbować ratować swój związek, bo dzieci, bo są jeszcze jakieś uczucia, plany, cele... Tylko jego ratowanie wygląda tak, ze spędza wieczory ze mną na rozmowach tel czy komunikator. Próbuje nabrać do tego wszystkiego dystansu. On cały czas mówi, ze nie wie jak będzie, ale wie, że mnie kocha, że spotkało Go w życiu coś szczególnego, ważnego... Czasami rozmawiamy jakby miało wyglądać nasze życie po rozwodach...Chciał czasu, więc go dostał... Jestem troszkę w takiej matni, bo z jednej strony powinnam całkowicie się usunąć dla swojego dobra z drugiej strony on w pewien sposób robi tak żeby tą naszą znajomość utrzymać, stara się żeby się spotkać choć na chwilkę. Kocham Go... Proszę o radę...