Moja matnia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 68 ]

1 Ostatnio edytowany przez ona..3+ (2016-03-16 20:37:30)

Temat: Moja matnia

Witam

Trochę na własne życzenie jestem w sytuacji, która poniżej opisze.
Parę miesięcy temu poznałam mężczyznę, żonaty dwójka dzieci, żona. Ja również jestem mężatką i mam dziecko. Wpadliśmy na siebie i okazało się, że po pewnym czasie zakochaliśmy się w sobie a nawet pokochaliśmy. I u mnie i u niego małżeństwo nie jest takie jakbyśmy chcieli. Ja wyszłam za mąż troszkę pod presją otoczenia, ale tez nie mogę powiedzieć, ze byłam szaleńczo zakochana w mężu. Jesteśmy razem 8 lat. I dalej Go lubię, szanuje, mamy śliczną córeczkę. On jest o wiele dłużej w związku, ale również zanikła miłość, brak współżycia (jeżeli jest to raz w miesiącu może dwa, to zależy czy Jego żona nie jest zmęczona), brak bliskości itd. Sam mówi, że jego żona jest "zimna". O rozstaniu z nią myślał już parę razy ale nigdy na poważnie, raczej jak to określił oboje machali na to ręką. Spotykamy się już jakiś czas. Ja wcześniej nie przeżyłam niczego podobnego nawet nie sądziłam, ze mogę pokochać mężczyznę. On mówi, ze mnie tez kocha, że daje mu to czego mu brakuje ale nie chodzi tylko o seks. Bardzo dobrze się rozumiemy, podobnie myślimy, i tak samo spostrzegamy świat i życie ogólnie. Ja nie chcąc tracić szansy jaką postawiło przede mną życie powiedziałam, ze jestem gotowa odejść od męża. A On, ze chce jeszcze próbować ratować swój związek, bo dzieci, bo są jeszcze jakieś uczucia, plany, cele... Tylko jego ratowanie wygląda tak, ze spędza wieczory ze mną na rozmowach  tel czy komunikator. Próbuje nabrać do tego wszystkiego dystansu. On cały czas mówi, ze nie wie jak będzie, ale wie, że mnie kocha, że spotkało Go w życiu coś szczególnego, ważnego... Czasami rozmawiamy jakby miało wyglądać nasze życie po rozwodach...Chciał czasu, więc go dostał... Jestem troszkę w takiej matni, bo z jednej strony powinnam całkowicie się usunąć dla swojego dobra z drugiej strony on w pewien sposób robi tak żeby tą naszą znajomość utrzymać, stara się żeby się spotkać choć na chwilkę. Kocham Go... Proszę o radę...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja matnia

Ale jakiej rady oczekujesz?

3

Odp: Moja matnia

Aleś Ty naiwna. Poczytaj trochę to forum. Takich historii jak Twoja tu na pęczki. Facet to zwykły tchórz. Nie licz na to, że się dla Ciebie rozwiedzie.

4

Odp: Moja matnia

Sądzisz, że misio pysio zostawi żonę? A po co, ja się pytam miałby to robić?

Zachowaj resztki godności wobec siebie samej i go zostaw.

5

Odp: Moja matnia

Jakiej... czy brnąc w to dalej czy odpuścić. Mam bardzo mieszane uczucia. Ja wiem czego chce i na czym mi zalezy on pływa w wątpliwościach, obawach itp

6

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Mam bardzo mieszane uczucia. Ja wiem czego chce i na czym mi zalezy on pływa w wątpliwościach, obawach itp

On w niczym nie pływa. Wygodnie mu. Ma posprzatane, oprane, obiad gotowy i rozrywkę na boku. Żyć nie umierać.

7

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Jakiej... czy brnąc w to dalej czy odpuścić. Mam bardzo mieszane uczucia. Ja wiem czego chce i na czym mi zalezy on pływa w wątpliwościach, obawach itp

A coś takiego, jak sumienie masz?

Przecież wiadomo, że jesteś tylko odskocznią od dnia codziennego dla tego Faceta.

8

Odp: Moja matnia

A coś takiego, jak sumienie masz?

Przecież wiadomo, że jesteś tylko odskocznią od dnia codziennego dla tego Faceta.


Mam inaczej nie miałabym tylu wątpliwości. Ale ja raczej wiem co zrobić od dawna się nad tym zastanawiam

9

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Mam inaczej nie miałabym tylu wątpliwości. Ale ja raczej wiem co zrobić od dawna się nad tym zastanawiam

Może zamiast raczej wiedzieć co zrobić to to po prostu zrób.

10 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2016-03-16 21:23:19)

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

A coś takiego, jak sumienie masz?

Przecież wiadomo, że jesteś tylko odskocznią od dnia codziennego dla tego Faceta.


Mam inaczej nie miałabym tylu wątpliwości. Ale ja raczej wiem co zrobić od dawna się nad tym zastanawiam

A jakie niby masz wątpliwości?

P.S. Jak cytujesz to:
- naciskasz "cytuj";
- albo otwierasz kwadratowy nawias i wpisujesz quote= i tutaj nick cytowanej osoby i zamykasz kwadratowy nawias,potem słowa cytowanej osoby i znowu otwierasz kwadratowy nawias i wpisujesz /quote i zamykasz nawias kwadratowy.

Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłam:)

11

Odp: Moja matnia

Duży młot ....i w głowę !!!!

12

Odp: Moja matnia

Dobry wieczór.
Co to znaczy, że kochasz? Kogo? Siebie kochasz? Męża? Jego?

13

Odp: Moja matnia
rumpel napisał/a:

Duży młot ....i w głowę !!!!

Dziękuję:)

14

Odp: Moja matnia
O'kruszynka napisał/a:

Dobry wieczór.
Co to znaczy, że kochasz? Kogo? Siebie kochasz? Męża? Jego?


Jego.

15 Ostatnio edytowany przez O'kruszynka (2016-03-16 21:56:36)

Odp: Moja matnia

popatrz, a zapomniałaś o sobie...
nie zapominaj, bo jak wtedy zdołasz kochać kogoś naprawde?

16

Odp: Moja matnia
O'kruszynka napisał/a:

Dobry wieczór.
Co to znaczy, że kochasz? Kogo? Siebie kochasz? Męża? Jego?


Jego.

17

Odp: Moja matnia

Ale pamięć mi wraca ..dlatego tu się pojawiłam

18

Odp: Moja matnia

no to pobądź SAMA ZE SOBĄ (tą w środku), żeby odzyskać pamięć i dowiedzieć się OD SIEBIE (ani od męża, ani od niego) co jest ważne, najważniejsze i mniej.
W którą stronę chcesz iść. Czy chcesz iść w ogóle, czy biec..
dostałaś zakręt od życia - nie przeskocz go okrakiem, z zamkniętymi oczami, zaciskając mocno uszy rękami.

19 Ostatnio edytowany przez rumpel (2016-03-16 22:04:22)

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:
rumpel napisał/a:

Duży młot ....i w głowę !!!!

Dziękuję:)

Proszę .....weź opamiętajj się ...wg.mnie dorośnij ........bo co za parę lat znów się w kimś zakochasz ?

20

Odp: Moja matnia
rumpel napisał/a:
ona..3+ napisał/a:
rumpel napisał/a:

Duży młot ....i w głowę !!!!

Dziękuję:)

Proszę .....weź opamiętajj się ...wg.mnie dorośnij ........bo co za parę lat znów się w kimś zakochasz ?

Nie oceniaj. Tu jest tylko malutki wycinek mojego zycia... Nie zakochuje się ot tak.

21

Odp: Moja matnia

Historia jakich wiele,tutaj na Forum.
Żadna nowość...Ty się zakochałaś,a on...on się bawi Tobą i nic poza tym.Gdyby jego małżeństwo było takie złe,to już by je rozwiązał,szczególnie po deklaracji,że Ciebie kocha.

Bzdury na resorach.

22 Ostatnio edytowany przez rumpel (2016-03-16 22:58:49)

Odp: Moja matnia

Tańcz głupia, tańcz,
swoim życiem się baw !
Wprost na spotkanie ognia leć !
Tańcz głupia, tańcz,
wielki bal sobie spraw !
To wszystko, co dziś możesz mieć"    a co jutro ????

23

Odp: Moja matnia

Moja rada - uciekaj jak najdalej.
Byłam w takiej sytuacji ponad 4 lata. Zdążyłam się rozwieść, prawie wszystko zmienić w swoim życiu, a Pan jest w takiej samej sytuacji jak na początku. Czyli biedny, nieszczęśliwy, z żoną nie rozmawia prawie w ogóle (tylko technicznie tzn. o dzieciach), seksu  to chyba przez trzy lata nie uprawiał (powtarzam to co mi mówił, a ja wierzyłam). Zerwałam ten kontakt ponieważ nie było sensu dalej go utrzymywać. Albo sprawy idą do przodu albo nie. Gdybym nie podjęła tej decyzji to układ (tak nazywam ten trójkąt bo nie wierzę że żona się nie domyślała ) trwałby pewnie jeszcze z 10 lat. I czasami mam dziwne wrażenie, że to małżeństwo przetrwało kryzys właśnie dzięki mnie ponieważ facet w ciężkich chwilach miał we mnie wsparcie a  to co się działo w domu kompletnie go nie interesowało.
Jak jest teraz? U mnie super - odżyłam, czuję się już lepiej. U niego - jakiś czas temu przypadkowo się spotkaliśmy - jak zwykle ta sama gadka, jest źle, jestem nieszczęśliwy itp. Mam tylko żal do siebie, że wcześniej tego nie zakończyłam. A co usłyszałam w odpowiedzi na zadane pytanie dlaczego tak długo musiało to trwać - "Miałem nadzieję że się uda". Argument ten sam - dzieci. Tylko dzieci były zawsze, wielokrotnie podejmowałam próbę zerwania kontaktów, a on zawsze powracał ze stwierdzeniem, że spróbuje się rozwieść. Teraz współczuję żonie  i cieszę się że tak się potoczyły nasze losy. Mnie w końcu też by okłamywał - taki charakter.
Dziewczyno postaw sprawy jasno i czekaj na jego pierwsze kroki - nie słowa. Oni potrafią pięknie mówić, a człowiek ocenia według swoich wartości - skoro ktoś mówi, że jest mu źle , że chce się rozwieść to dlaczego mam mu nie wierzyć - byłam w takiej samej sytuacji tzn. małżeństwo się rozsypało, było źle i to co mówiłam było prawdą. To co On mówił chciejstwem. Bądź twarda. O miłość się nie prosi.
Powodzenia

24 Ostatnio edytowany przez lilka.mimi (2016-03-16 23:03:29)

Odp: Moja matnia

Uciekaj póki masz szanse Ty to zakończyć.
Kiedy żona się dowie lub mu się znudzisz będziesz zupełnie nieważna. Gość zniknie jak kamfora, rozpłynie się w powietrzu, a Ty zostaniesz na samym dnie. Upokorzona, upodlona, z rozwaloną psychiką i własnym życiem. Nie będziesz wiedziała kim jesteś, ani jak się nazywasz, co było prawdą, a co kłamstwem.  To co dzisiaj wydaje się czymś wyjątkowym okaże się wielkim g...

A jeśli nie wierzysz... to postaw ultimatum smile
Ty, albo żona. Zobaczysz kogo wybierze. I nie tłumacz go, nie słuchaj żadnych bajek.
Ty przecież byś się nie wahała prawda?
Skoro tak chce ratować swoje małżeństwo, niech ratuje je bez Ciebie. Zdziwisz się jak szybko zastąpi Cię następna, albo jak nagle małżeńska miłość zakwitnie.

25

Odp: Moja matnia

Skoro Ty jesteś gotowa się rozwieść bo męża nie kochasz to zrób to. Jeżeli jednak rozwiedziesz się tylko dla swojego kochasia to jesteś zwykłym wygodnym tchórzem. On Ci mówi, że żony nie kocha, ale się nie rozwiedzie bo dalej są jakieś uczucia? Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś i sama wpadniesz na to, że NIE, NIE KOCHA CIĘ i NIE ROZWIEDZIE SIĘ.

26

Odp: Moja matnia

Rozmawiacie z kobietą, która ma gdzieś swojego męża i dziecko. Jest w amoku, motyle w brzuchu usprawiedliwiają każde świństwo. Jedyne lekarstwo to stracić wszystko, wtedy być może rozum i sumienie wrócą. Być może.

27

Odp: Moja matnia

O tak.

To zapewne wiedzą wszyscy,oprócz Autorki.

28

Odp: Moja matnia
apologises napisał/a:

Rozmawiacie z kobietą, która ma gdzieś swojego męża i dziecko. Jest w amoku, motyle w brzuchu usprawiedliwiają każde świństwo. Jedyne lekarstwo to stracić wszystko, wtedy być może rozum i sumienie wrócą. Być może.

Gdyby sumienia nie było nie byłoby mnie tu.  Tak łatwo ocenić...Doskonale zdaje sobie sprawe co robie bliskim. Pisze o tym, bo trudno mi uwierzyć,z e ludzie mogą tacy być

29

Odp: Moja matnia

Tacy? Czyli kto?
Jesteś w stanie powiedzieć mężowi co wyprawiasz, dać mu szansę poukładać sobie życie, samemu zdecydować? Nie zostawisz go dopóki nie złapiesz pewności co do kochanka. O dziecku nawet nie wspomnę. Padło chociaż jedno pytanie z Twojej strony jak pomóc mężowi, gdy straci resztę złudzeń i godności?

30

Odp: Moja matnia

To nie chęć oczyszczenia sumienia,skierował Ciebie na te Forum.

Chciałaś się pożalić,wypłakać,ocenić własne szanse,zobaczyć coś oczami ludzi postronnych.

Chcesz oczyścić sumienie?
Powiedz mężowi,że pukasz faceta na boku i już go nie kochasz.Masz w czterech literach rodzinę,bo znalazłaś...kogoś.


To będzie Twoje Katharsis.

31

Odp: Moja matnia

Jestem w stanie powiedzieć mężowi, zrobiłam to. Mąż wie. Wie też co do niego czuje.
Ale dziękuje Wam. Jutro kończe znajomość na boku. Z mężem postanowiliśmy,ze damy sobie szanse, terapia itd.  I tak chcialam zobaczyć sytuacje innymi oczami.

32

Odp: Moja matnia

hahahhaha...kochaś kopnął cztery słodkie literki,więc jesteśmy w odwrocie...

Czizas big_smile

33

Odp: Moja matnia

Nie kochaś nie kopnął czterech literek. Kochas jeszcze nie wie, że chce znajomość zakończyć.

34

Odp: Moja matnia

Ale dlaczemu?
Już go nie kochasz,czy nagle pokochałaś na nowo męża?

35

Odp: Moja matnia

Ani jedno ani drugie...
Ale wiem,ze warto poszukać chocby najmniejszych plusów i na ich podstawie odbudowac to co już jest. Nosiłam się z tym już od dawna. Tu łatwo jest się ocenianym...

36

Odp: Moja matnia

Trudno...podeszłaś do testu...to licz się z oceną.Rzekłabym" pała"...ale to dwuznaczne big_smile

Poprawka nie wyjdzie,no chyba,że mężuś rogacz jest wyjątkowa pipką i przyjmie Cię z otwartymi ramionami.

Tak czy siak...melanż się skończył.
Otrzep rękę,którą wyciągnęłaś z nocnika.
I nie wkładaj więcej smile
And of story.

37 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2016-03-17 17:21:42)

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Ja nie chcąc tracić szansy jaką postawiło przede mną życie powiedziałam, ze jestem gotowa odejść od męża. A On, ze chce jeszcze próbować ratować swój związek, bo dzieci, bo są jeszcze jakieś uczucia, plany, cele... Tylko jego ratowanie wygląda tak, ze spędza wieczory ze mną na rozmowach  tel czy komunikator. Próbuje nabrać do tego wszystkiego dystansu. On cały czas mówi, ze nie wie jak będzie, ale wie, że mnie kocha, że spotkało Go w życiu coś szczególnego, ważnego... Czasami rozmawiamy jakby miało wyglądać nasze życie po rozwodach...Chciał czasu, więc go dostał... Jestem troszkę w takiej matni, bo z jednej strony powinnam całkowicie się usunąć dla swojego dobra z drugiej strony on w pewien sposób robi tak żeby tą naszą znajomość utrzymać, stara się żeby się spotkać choć na chwilkę. Kocham Go... Proszę o radę...

Poradę....
hm, chyba zapomniałaś o kimś kto jest obok Ciebie.
Na dobre i na złe.

Mąż, dziecko.

Chyba zapomniałaś o kimś kto jest obok kochanka.
Na dobre i na złe.
Żona i dwoje dzieci.

Uważasz, że wśród tych wszystkich osób najważniejsze jest tylko Twoje zadowolenie, doraźne szczęście lub moze niec dłuższe zadowolenie ?

Uważasz, że masz prawo nie liczyć się z tymi wszystkimi osobami :
- Twoj mąż,
- Twoje dziecko,
- zona kochanka
- dwoje dzieci kochanka
5 osób nie ma prawa do szczęscia bo Ty chcesz je mieć i chcesz spróbowac jak długo bedzie trwało ?

Masz prawo do szczęscia, nie odbierajac go innym,
nie wchodząc z buciorami na czyjś teren.

Argumenty, że ten gościu bedzie Cie traktował jako wygodne uzupełnienie swojego małżeństwa pewnie się sprawdzą,
tak jak to bywa w większosci przypadków.
Ale nie koniecznie, niektórzy odchodzą, porzucają rodziny i odchodza do kochanek.

Ale, czy warto rozważać taką stratę ?

Ty już straciłaś.
Odcięłaś się emocjonalnie od męża a rykoszetem trafia to w Wasze dziecko.
Ono wyczuwa emocjonalny rozwód rodziców,
ma "szansę" dołaczyc w przyszłosci do grona zagubionych DDRR.

Dlaczego ?
W imie Twojego prawa do poszukiwania szczęscia ?

Jeżeli teraz, chciałabyś zerwać z kochankiem i odbudowac relacje emocjonalną z mężem,
czeka Cię dłuuuuga i wyboista droga na którą zabrałaś 100 kilogramowy plecak do dźwigania...

Może za rok bedziesz dostrzegała pozytywne cechy w mężu, moze za 2 - 3 lata zaczniesz czuć sie z nim dobrze,
Nic nie nastąpi nagle ani nawet szybko.
Jesteś i długo będziesz myślami przy kochanku, którego obraz z czasem bedzie coraz bardziej idealny - bo tylko w myslach, wspomnieniach, wyobrazeniach.
Te są bez wad.
A rzeczywistośc będzie aż nadto wadliwa....

Jeżeli nie masz pewności, że masz siłę zeby tą drogą pokonać,
to lepiej sie w nią nie wybieraj.

Poranisz siebie i nieświadomego powodów zranienia męża.
Aż dobrniecie wspólnie do decyzji o rozwodzie.

Ponadto, sa gdzieś w nas podstawowe reguły uczciwości których nie da sie zagłuszyc na dłuższą metę.
Oszukujesz męża - dasz radę powiedzić mu w oczy, że go oszukujesz ?
Przyznasz się przed sądem do tego, że to Ty jesteś winna rozpadu małżeństwa ?
Przyznasz sie przed dzieckiem, że rozbiłaś małżeństwo ponieważ szukałas swojego szczęścia w którym nie było miejsca na dziecko i jego ojca ?

Idz, próbuj, może Twój kochanek nie okaze się taki jak wiekszość kochanków,
- może odejdzie od żony,
- może Twoj związek z kochankeim okaże się szczęsliwszy niż z mężem.
- może po okresie zauroczenia pojawi sie prawdziwa milość

Ale zachowaj resztki uczciwości,
bo kiedyś zdarzy się taki moment w Twoim zyciu,
że nie będziesz mogła spojrzec sobie w lustro, z cała plejadą destrukcyjnych myśli.

A to byłaby najwieksza krzywda jaką sobie sama możesz wyrządzić.

Carpe diem,
ale nie kosztem innych ludzi.

38

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Ani jedno ani drugie...
Ale wiem,ze warto poszukać chocby najmniejszych plusów i na ich podstawie odbudowac to co już jest. Nosiłam się z tym już od dawna. Tu łatwo jest się ocenianym...

Romans to ciężka sprawa. Nie raz jeszcze za te parę miesięcy zapłacisz łzami. Łatwiej w to wejść, niż wyjść.
Ale skoro tu jesteś i tak piszesz to na 100% jestem pewna, ze wiesz że on żony nie zostawi, więc ratuj siebie. Kończ, bez powrotów, bez "co słychać?" od czasu do czasu.
Będziesz odczuwała psychiczny i fizyczny ból, będziesz chciała wrócić. Nie warto, inaczej by Cie tu nie było. Ratuj to co jeszcze możesz uratować, zobacz świat bez niego, pogódź się z tym, a jak już go nie będzie w Twoich myślach wtedy zastanów się czego Ty naprawdę chcesz od życia, czy być z mężem, czy bez.

39

Odp: Moja matnia
lilka.mimi napisał/a:

na 100% jestem pewna, ze wiesz że on żony nie zostawi, więc ratuj siebie. Kończ, bez powrotów, bez "co słychać?" od czasu do czasu.
Będziesz odczuwała psychiczny i fizyczny ból, będziesz chciała wrócić. Nie warto, inaczej by Cie tu nie było. Ratuj to co jeszcze możesz uratować, zobacz świat bez niego, pogódź się z tym, a jak już go nie będzie w Twoich myślach wtedy zastanów się czego Ty naprawdę chcesz od życia, czy być z mężem, czy bez.

Lilka,
Czy Ty naprawdę uważasz, że warto ratować tylko siebie?
Że w tej historii warto wybierać tylko to co dogodniejsze dla autorki?

40

Odp: Moja matnia

No to nie wiem i nie zrozumiem, dlaczego ludzie zakochują się w zajętych osobach, mnie to się jak żyje nie przytrafiło, a miało gdzie i kiedy, no i wiek dobry.

Zajęte dla mnie nie istnieje, ot taka to filozofia.

Zona go "nie rozumi", za to kochanka tak, tylko kochanka zaczyna oczekiwać i już nie jest tak niebiańsko i wesoło jak na początku, w sumie to samo co za stara zrzędliwa zona, po cholerę robić rewolucje w życiu.

41

Odp: Moja matnia
redapples napisał/a:

No to nie wiem i nie zrozumiem, dlaczego ludzie zakochują się w zajętych osobach, mnie to się jak żyje nie przytrafiło, a miało gdzie i kiedy, no i wiek dobry.

Zajęte dla mnie nie istnieje, ot taka to filozofia.

Zona go "nie rozumi", za to kochanka tak, tylko kochanka zaczyna oczekiwać i już nie jest tak niebiańsko i wesoło jak na początku, w sumie to samo co za stara zrzędliwa zona, po cholerę robić rewolucje w życiu.

Oj tam. Żona "nie rozumi", nie kochają się od lat, związek istnieje tylko na papierze, są ze sobą tylko dla dobra dzieci, sypiają w osobnych (najczęściej nie istniejących) sypialniach, a za miesiąc wszystkie sprawy formalne będą już załatwione.
Taka bardziej bajka, czyli karton network. Niektórzy dają się na to złapać.
Bo chcą.

42

Odp: Moja matnia
Secondo1 napisał/a:
lilka.mimi napisał/a:

na 100% jestem pewna, ze wiesz że on żony nie zostawi, więc ratuj siebie. Kończ, bez powrotów, bez "co słychać?" od czasu do czasu.
Będziesz odczuwała psychiczny i fizyczny ból, będziesz chciała wrócić. Nie warto, inaczej by Cie tu nie było. Ratuj to co jeszcze możesz uratować, zobacz świat bez niego, pogódź się z tym, a jak już go nie będzie w Twoich myślach wtedy zastanów się czego Ty naprawdę chcesz od życia, czy być z mężem, czy bez.

Lilka,
Czy Ty naprawdę uważasz, że warto ratować tylko siebie?
Że w tej historii warto wybierać tylko to co dogodniejsze dla autorki?

Nie. Uważam, że Twój post jest całkowicie rozsądny i masz sporo racji smile
Jednak uważam, że kobiety uwikłane w romans w pierwszej kolejności niech zawalczą o siebie.
Nie o szczęście z mężem, czy z kochankiem. O siebie, o to kim są.

43

Odp: Moja matnia
lilka.mimi napisał/a:
Secondo1 napisał/a:
lilka.mimi napisał/a:

na 100% jestem pewna, ze wiesz że on żony nie zostawi, więc ratuj siebie. Kończ, bez powrotów, bez "co słychać?" od czasu do czasu.
Będziesz odczuwała psychiczny i fizyczny ból, będziesz chciała wrócić. Nie warto, inaczej by Cie tu nie było. Ratuj to co jeszcze możesz uratować, zobacz świat bez niego, pogódź się z tym, a jak już go nie będzie w Twoich myślach wtedy zastanów się czego Ty naprawdę chcesz od życia, czy być z mężem, czy bez.

Lilka,
Czy Ty naprawdę uważasz, że warto ratować tylko siebie?
Że w tej historii warto wybierać tylko to co dogodniejsze dla autorki?

Nie. Uważam, że Twój post jest całkowicie rozsądny i masz sporo racji smile
Jednak uważam, że kobiety uwikłane w romans w pierwszej kolejności niech zawalczą o siebie.
Nie o szczęście z mężem, czy z kochankiem. O siebie, o to kim są.

Jasne, na kij komu szczęście męża czy dzieci. Niech walczy o siebie.
Co za shit.

44

Odp: Moja matnia

Taa, i niech mąż sprobuje nie zrozumieć, nie wybaczyć albo jakieś rozterki mieć.

45

Odp: Moja matnia
Secondo1 napisał/a:
ona..3+ napisał/a:

Ja nie chcąc tracić szansy jaką postawiło przede mną życie powiedziałam, ze jestem gotowa odejść od męża. A On, ze chce jeszcze próbować ratować swój związek, bo dzieci, bo są jeszcze jakieś uczucia, plany, cele... Tylko jego ratowanie wygląda tak, ze spędza wieczory ze mną na rozmowach  tel czy komunikator. Próbuje nabrać do tego wszystkiego dystansu. On cały czas mówi, ze nie wie jak będzie, ale wie, że mnie kocha, że spotkało Go w życiu coś szczególnego, ważnego... Czasami rozmawiamy jakby miało wyglądać nasze życie po rozwodach...Chciał czasu, więc go dostał... Jestem troszkę w takiej matni, bo z jednej strony powinnam całkowicie się usunąć dla swojego dobra z drugiej strony on w pewien sposób robi tak żeby tą naszą znajomość utrzymać, stara się żeby się spotkać choć na chwilkę. Kocham Go... Proszę o radę...

Poradę....
hm, chyba zapomniałaś o kimś kto jest obok Ciebie.
Na dobre i na złe.

Mąż, dziecko.

Chyba zapomniałaś o kimś kto jest obok kochanka.
Na dobre i na złe.
Żona i dwoje dzieci.



Uważasz, że wśród tych wszystkich osób najważniejsze jest tylko Twoje zadowolenie, doraźne szczęście lub moze niec dłuższe zadowolenie ?

Uważasz, że masz prawo nie liczyć się z tymi wszystkimi osobami :
- Twoj mąż,
- Twoje dziecko,
- zona kochanka
- dwoje dzieci kochanka
5 osób nie ma prawa do szczęscia bo Ty chcesz je mieć i chcesz spróbowac jak długo bedzie trwało ?

Masz prawo do szczęscia, nie odbierajac go innym,
nie wchodząc z buciorami na czyjś teren.

Argumenty, że ten gościu bedzie Cie traktował jako wygodne uzupełnienie swojego małżeństwa pewnie się sprawdzą,
tak jak to bywa w większosci przypadków.
Ale nie koniecznie, niektórzy odchodzą, porzucają rodziny i odchodza do kochanek.

Ale, czy warto rozważać taką stratę ?

Ty już straciłaś.
Odcięłaś się emocjonalnie od męża a rykoszetem trafia to w Wasze dziecko.
Ono wyczuwa emocjonalny rozwód rodziców,
ma "szansę" dołaczyc w przyszłosci do grona zagubionych DDRR.

Dlaczego ?
W imie Twojego prawa do poszukiwania szczęscia ?

Jeżeli teraz, chciałabyś zerwać z kochankiem i odbudowac relacje emocjonalną z mężem,
czeka Cię dłuuuuga i wyboista droga na którą zabrałaś 100 kilogramowy plecak do dźwigania...

Może za rok bedziesz dostrzegała pozytywne cechy w mężu, moze za 2 - 3 lata zaczniesz czuć sie z nim dobrze,
Nic nie nastąpi nagle ani nawet szybko.
Jesteś i długo będziesz myślami przy kochanku, którego obraz z czasem bedzie coraz bardziej idealny - bo tylko w myslach, wspomnieniach, wyobrazeniach.
Te są bez wad.
A rzeczywistośc będzie aż nadto wadliwa....

Jeżeli nie masz pewności, że masz siłę zeby tą drogą pokonać,
to lepiej sie w nią nie wybieraj.

Poranisz siebie i nieświadomego powodów zranienia męża.
Aż dobrniecie wspólnie do decyzji o rozwodzie.

Ponadto, sa gdzieś w nas podstawowe reguły uczciwości których nie da sie zagłuszyc na dłuższą metę.
Oszukujesz męża - dasz radę powiedzić mu w oczy, że go oszukujesz ?
Przyznasz się przed sądem do tego, że to Ty jesteś winna rozpadu małżeństwa ?
Przyznasz sie przed dzieckiem, że rozbiłaś małżeństwo ponieważ szukałas swojego szczęścia w którym nie było miejsca na dziecko i jego ojca ?

Idz, próbuj, może Twój kochanek nie okaze się taki jak wiekszość kochanków,
- może odejdzie od żony,
- może Twoj związek z kochankeim okaże się szczęsliwszy niż z mężem.
- może po okresie zauroczenia pojawi sie prawdziwa milość

Ale zachowaj resztki uczciwości,
bo kiedyś zdarzy się taki moment w Twoim zyciu,
że nie będziesz mogła spojrzec sobie w lustro, z cała plejadą destrukcyjnych myśli.

A to byłaby najwieksza krzywda jaką sobie sama możesz wyrządzić.

Carpe diem,
ale nie kosztem innych ludzi.


Nie, nie zapomniałam kto jest obok mnie. Gdyby tak było już dawno nie byłoby mnie przy boku męża.
A uważasz, ze nasze szczęścei nie jest ważne? Lepiej jak dziecko widzi, ze matka jest nieszczęśliwa i ojciec również?. To dzieci tez widzą, pomimo tego, ze rodzice są razem.
Wiesz moja mama też nie odeszłą od taty z podobnych powodów, bo unieszczęsliwiła by za dużo osób, a i tak to robiła zostając. Widziałam jak udają szczęśliwe małżeństwo, jak się kłócą czasami, jak mama cierpi... I wiesz wolałabym z perspektywy czasu żeby się rozeszli, przynajmniej ona nie miałaby teraz depresji i nerwicy,,, Ale na pierwszy rzut oka super małżeństwo, nie pił nie bił itd więc dobry prawda? Tylko chodziło zupełnie o coś innego.
Nie siedze na chmurce i wiem, ze gdybym zdecydowała się na życie z kochankiem czeka mnie codzienność, jak każdego...
Ehh troche ręce opadają jak wszystko spłycacie...
Pisząc posta nie oczekiwałam głasków. Być moze moja historia jest jedną z wielu a może nie, tego już wiedzieć nie będę.
Z drugiej strony dlaczego zakładać, ze każdy kłamie?

46

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Ehh troche ręce opadają jak wszystko spłycacie...
Pisząc posta nie oczekiwałam głasków. Być moze moja historia jest jedną z wielu a może nie, tego już wiedzieć nie będę.
Z drugiej strony dlaczego zakładać, ze każdy kłamie?

Postanowiłaś rozpieprzyć swoje życie i dozgonnie zniszczyć szczęście swojego dziecka.
Tak trzymaj.
My spłycamy?
Świetny dowcip.

47

Odp: Moja matnia
emde napisał/a:
ona..3+ napisał/a:

Ehh troche ręce opadają jak wszystko spłycacie...
Pisząc posta nie oczekiwałam głasków. Być moze moja historia jest jedną z wielu a może nie, tego już wiedzieć nie będę.
Z drugiej strony dlaczego zakładać, ze każdy kłamie?

Postanowiłaś rozpieprzyć swoje życie i dozgonnie zniszczyć szczęście swojego dziecka.
Tak trzymaj.
My spłycamy?
Świetny dowcip.


Nie. Postanowiłam zostać przy dziecku i mężu. Wczoraj już o tym pisałam. Proszę przeczytać wcześniejsze posty... a w sumie jak chcesz.
Temat uważam za zakończony.

48

Odp: Moja matnia

A co uważasz za spłycanie? Dopuszczenie się zdrady, skrzywdzenie męża, dziecka, "ratowanie" małżeństwa, bo tak trzeba, wypada, najmniej stracisz, wynajdywanie super usprawiedliwień dla zwykłego świństwa? Nazywaj rzeczy po imieniu.
Wygląda na to, że powielasz życie swojej matki, zupełnie bezrefleksyjnie. Nie przyszło Ci do głowy, że problem tkwi tylko w Tobie? Nie w mężu, a w Tobie. Przeszkadzało Ci coś w Twoim małżeństwie? Co zrobiłaś, by pokonać te przeszkody? Czekałaś, aż mąż zmieni się w księcia z bajki? A on bidulek się nie domyślił. Więc niech teraz żyję w poczuciu bycia mniejszym złem, dzieciak niech uczy się, że nie warto w związku mieć zasady. Przecież będzie i tak nieszczęśliwe. Niech następne pokolenie z rodziny podtrzyma tradycję. Chcesz być z mężem z litości? Chyba niewiele gorszych rzeczy można zrobić bliskiej osobie.
Zrób coś kobieto ze sobą, podejmujesz tragiczne decyzje.

49

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Temat uważam za zakończony.

Temat uważaj za cokolwiek.
Ale jeżeli udało by ci się chociaż na chwilę kiedykolwiek uruchomić mózg, to postaraj się skorzystać z tego doświadczenia.

50

Odp: Moja matnia

tutaj jest swiat idealny i dlatego malzenstwa zawsze sie kochaj i zyja dlugo i szczesliwie....oops tylko jakim cudem piszacy sa rozwodnikami?
tez uwazam, ze kochanek nie jest dla ciebie- choc z innych powodow- gdyby cie chcial to nie pisalabys tutaj na tym forum.
wiekszosc facetow, ktorzy wchodza w romans to tchorze, ale w ich opowiesciach jednak jest sporo prawdy- prawdy o upierdliwej i roszczeniowej zonie- z tym, ze oni nigdy nic z tym nie zrobia- dlatego wybieraja romans.

51

Odp: Moja matnia

Troll....mąż  wie, że dawała na boku i ot tak postanowił zadziałać z terapią  małżeńską:p
Z dnia na dzień, pstryk big_smile
Ehhhhh.
Btw. odejdź, jeśli nie jesteś trollem i nie kochasz. Ale odejdź od męża, nie do kochanka.
Dla  dzieci nie warto udawać szczęśliwego małżeństwa. Dzieci wiedzą. W przyszłości będą powielać  błędy (znasz to?).
Chcesz dla córki swojego losu?

52

Odp: Moja matnia

Moralnosc....fajnie sie o niej mowi, jesli temat nie dotyczy nas prawda Szanowni Forumowicze?. Autorka szuka rady, wsparcia, a nie wykladow o moralnosci. To dorosla osoba i zasady moralne zna. I to jej zakichany przywilej przestrzegac ich lub nie. Fakt to niezaprzeczalny, ze zle zrobila, najpierw sie zakochujac a potem dopiero rozmawiajac z mezem o gasnacym zwiazku. Tutaj bylo odwrotnie, wiec blad Autorki. Jesli serce nie kocha, jesli milosc wypalila sie...trzeba o tym szczerze ze soba porozmawiac, wiem ze to arcytrudne, ale trzeba. To konieczne aby moc probowac ukladac sobie zycie z kims innym. Bez wyznania sobie ze uczucia zgasly, kazda inna znajomosc bedzie tylko romansem, przygoda...a przeciez nie o to chodzi Szanownej Autorce...? Moja rada...z mezem lepiej zakoncz...juz zbyt wiele sie zdarzylo i nie wierze, ze Wasza milosc jest na tyle mocna by dzwigac ten ciezar...nawet po terapii. Ustalcie, ze zanim corka troche podrosnie, pozostaniecie ze soba ale kazdy bedzie mial prawo do swoich przyjaciol i znajomosci...albo zakonczcie to od razu, jesli tak nie potraficie. Obydwa wyjscia beda dobre dla Waszego zycia  i dobra Waszego dziecka...i zeby dziecko jak najlagodniej zapoznalo sie z prawda...mi sie udalo, wiec wiem, ze to mozliwe. Natomiast podzielam zdanie Szanownych Forumowiczow odnosnie tego faceta, od niego juz tylko jak najdalej, niech maz widzi, ze powodem rozstania jest naprawde wygasla milosc a nie ON. Poza tym zgadzam sie rowniez z pogladem, ze ON nie zostawi rodziny dla Ciebie...mozesz byc jeszcze szczesliwa, ale najpierw pozalatwiaj sprawy malzenskie, a potem dopiero szukaj tego wymarzonego.
Przepraszam za brak polskich liter.

53 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2016-03-19 10:21:15)

Odp: Moja matnia

Screwdriver, autorka  zdecydowała się pisać  na forum, a to miejsce publiczne.
Widzisz , tu trafiają ludzie o różnych doświadczeniach, często Ci zdradzeni i skrzywdzeni. Skąd Ci przyszło do głowy, ze będziemy głaskać, pocieszać i radzić  osobie pokroju założycielki tematu?
Właśnie dlatego, że moralność większości uczestników forum jest na innym poziomie niż tej pani,  mamy prawo odmówić  porad.
I wiesz, moralności można się nauczyć, można ją zrozumieć i wiele/-u z nas to forum pomogło  stać się lepszym człowiekiem. Nie przez klepanie po plecach, a przez porządny opieprz.
Zauważ też, że to forum różni się od innych. Tu nie ma hejtu dla hejtu. Tu krytyka jest bardzo konstruktywna, jeśli ma się trochę oleju w głowie.

54

Odp: Moja matnia

Ja jednak uwazam ze moralnosc to indywidualna sprawa kazdego z nas. Powinnismy uczyc sie jej w czasach wchodzenia w doroslosc a nie wtedy gdy mamy juz pewne nalecialosci i kazdy wie, ze ciezko sie zmienic pod wplywem paru postow na forum. Dlatego uwazam ze merytoryka wypowiedzi ma wieksze znaczenie. Errare humanum est...

55

Odp: Moja matnia

Nie tylko forum, przede wszystkim traumatyczne przeżycia i empatia pod wpływem czegoś .
Tak , moralność to  baza,  która powinna być ukształtowana gdzieś na samym początku, ale nie zawsze tak  jest, wierz mi . Znam to z doświadczenia.  Czasem  trzeba porządnie dostać po dupie, żeby poprzestawiały się nam klepki.

56 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2016-03-19 16:32:13)

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Nie, nie zapomniałam kto jest obok mnie. Gdyby tak było już dawno nie byłoby mnie przy boku męża.
A uważasz, ze nasze szczęścei nie jest ważne? Lepiej jak dziecko widzi, ze matka jest nieszczęśliwa i ojciec również?. To dzieci tez widzą, pomimo tego, ze rodzice są razem.
Wiesz moja mama też nie odeszłą od taty z podobnych powodów, bo unieszczęsliwiła by za dużo osób, a i tak to robiła zostając. Widziałam jak udają szczęśliwe małżeństwo, jak się kłócą czasami, jak mama cierpi... I wiesz wolałabym z perspektywy czasu żeby się rozeszli, przynajmniej ona nie miałaby teraz depresji i nerwicy,,, Ale na pierwszy rzut oka super małżeństwo, nie pił nie bił itd więc dobry prawda? Tylko chodziło zupełnie o coś innego.
Nie siedze na chmurce i wiem, ze gdybym zdecydowała się na życie z kochankiem czeka mnie codzienność, jak każdego...
Ehh troche ręce opadają jak wszystko spłycacie...
Pisząc posta nie oczekiwałam głasków. Być moze moja historia jest jedną z wielu a może nie, tego już wiedzieć nie będę.
Z drugiej strony dlaczego zakładać, ze każdy kłamie?

o mężu pisałaś niewiele :

ona..3+ napisał/a:

I u mnie i u niego małżeństwo nie jest takie jakbyśmy chcieli. Ja wyszłam za mąż troszkę pod presją otoczenia, ale tez nie mogę powiedzieć, ze byłam szaleńczo zakochana w mężu. Jesteśmy razem 8 lat. I dalej Go lubię, szanuje, mamy śliczną córeczkę.

o kochanku znacznie więcej....

Nie piszesz o mężu, że stosuje przemoc, że nie dba o rodzinę i Ciebie.

To niby dlaczego uważasz, że dziecko bedzie miało złe wzorce, będzie oglądało nieszczęsliwych rodziców ?

Ostrzegałam Cię przed takim scenariuszem, w którym dziecko wychowywałoby sie w  atmosferze Emocjonalnie Rozwiedzionych Rodziców.
Emocjonalnie oddalonych od siebie.

To Ty oddaliłaś się emocjonalnie od męża, i to z Twojego powodu panuje między Wami emocjonalny rozwód.
Dalsze utrzymywanie przez Ciebie takiego stanu emocjonalnego oddalenia od męża doprowadzi do tragedii.

Nie wystarczy zerwać z kochankiem, teraz trzeba na nowo nawiązać więź z mężem.
Inaczej, lepiej od razu odejść i nie ustawiać się w roli kata związku, który zastanawia sie kiedy go formalnie zabić.
Bo nieformalnie to już zabiłaś Wasze małżeństwo.

To teraz na Tobie spoczywa obowiązek wskrzeszenia związku,
jeżeli chcesz zostać z mężem.

Jeżeli nie chcesz podejmować się tego obowiązku, to lepiej od razu powiedzieć sobie  : by,by.

Rozwód formalny czy emocjonalny tak samo tragicznie wpływa na dziecko.
A fundowanie sobie i drugiej osobie życia w piekle... po co ?
 

Ty zniszczyłaś, Ty musisz przejąc na swoje barki ciężar odbudowy małżeństwa.
Nie czujesz się na siłach,  nie masz na to ochoty, nie czujesz takiego obowiązku - to rozejdźcie się.


Pytasz, czy szczęście nie jest ważne :
- TAK, jest ważne,
dlatego konieczne jest uświadomienie sobie, że te szczęście budujemy sobie sami i sami je sobie zaprzepaszczamy.

druga sprawa o której trzeba pamiętać :
- nie zbuduje się swojego szczęścia na nieszczęściu innych.

57

Odp: Moja matnia
Screwdriver napisał/a:

Moralnosc....fajnie sie o niej mowi, jesli temat nie dotyczy nas prawda Szanowni Forumowicze?. Autorka szuka rady, wsparcia, a nie wykladow o moralnosci. To dorosla osoba i zasady moralne zna. I to jej zakichany przywilej przestrzegac ich lub nie. Fakt to niezaprzeczalny, ze zle zrobila, najpierw sie zakochujac a potem dopiero rozmawiajac z mezem o gasnacym zwiazku. Tutaj bylo odwrotnie, wiec blad Autorki. Jesli serce nie kocha, jesli milosc wypalila sie...trzeba o tym szczerze ze soba porozmawiac, wiem ze to arcytrudne, ale trzeba. To konieczne aby moc probowac ukladac sobie zycie z kims innym. Bez wyznania sobie ze uczucia zgasly, kazda inna znajomosc bedzie tylko romansem, przygoda...a przeciez nie o to chodzi Szanownej Autorce...? Moja rada...z mezem lepiej zakoncz...juz zbyt wiele sie zdarzylo i nie wierze, ze Wasza milosc jest na tyle mocna by dzwigac ten ciezar...nawet po terapii. Ustalcie, ze zanim corka troche podrosnie, pozostaniecie ze soba ale kazdy bedzie mial prawo do swoich przyjaciol i znajomosci...albo zakonczcie to od razu, jesli tak nie potraficie. Obydwa wyjscia beda dobre dla Waszego zycia  i dobra Waszego dziecka...i zeby dziecko jak najlagodniej zapoznalo sie z prawda...mi sie udalo, wiec wiem, ze to mozliwe. Natomiast podzielam zdanie Szanownych Forumowiczow odnosnie tego faceta, od niego juz tylko jak najdalej, niech maz widzi, ze powodem rozstania jest naprawde wygasla milosc a nie ON. Poza tym zgadzam sie rowniez z pogladem, ze ON nie zostawi rodziny dla Ciebie...mozesz byc jeszcze szczesliwa, ale najpierw pozalatwiaj sprawy malzenskie, a potem dopiero szukaj tego wymarzonego.
Przepraszam za brak polskich liter.


Dzięki za odrobine zrozumienia, nie zw głaski

58

Odp: Moja matnia

Secondo 1 o mężu pisałam mniej, bo uznałam ,że to nie jest konieczne.
Ale to nie było tak, że poznałam kochanka a potem odsunęłam się od męża. To było odwrotnie. Z mężem o rozstaniu rozmawialiśmy już pół roku temu i temat cały czas się przewijał i przewija. Próbowaliśmy i próbujemy. To jak jest w naszym związku jest winą obojga. Po prostu już jakiś rok temu odsunęliśmy się od siebie. Żadne z nas nikogo nie miało. Mąż uznał, ze jeśli jesteśmy w sensie ja i córka to tka już będzie i nastąpiła stagnacja... było wiele prób z mojej strony bez skutku. Doszło do tego, ze nie mieliśmy o czym już nawet rozmawiać. Zaczęliśmy żyć bardziej obok siebie niż ze sobą.  Długo by pisać...
Oczekiwałam rady  czy kopa ale miała i miał on dotyczyć tylko sytuacji z kochankiem. Wartości moralne mam poukładane. Dlatego pisałam wcześniej o spłycaniu... Historie są różne niekoniecznie proste prawda?
My z mężem doszliśmy do porozumienia. I  możecie pisać, ze frajer itd ale wszystkiego nie wiecie...Do takich ocen jakie tu się pojawiają nie odważyłabym się, bo żyje z nikim w czterech ścianach...

Chciałabym już zamknąć ten temat ale nie potrafię;P

59

Odp: Moja matnia

Secondo, mocny post.
Ona, pewnie, że historie są różne i niekoniecznie proste. Czasami jednak stopień ich pokomplikowania w głowie osoby zaangażowanej nijak się ma do rzeczywistej komplikacji. Stąd dobrze się czasami skonfrontować. Szkoda, że oddzielasz sprawy związane z kochankiem od skutku jaki ta relacja miała dla Twojej rodziny. To jak zostałaś potraktowana przez tego faceta wynikało przecież tylko i wyłącznie z tego na co sama pozwoliłaś.

60

Odp: Moja matnia

Głupia jesteś..i tyle w temacir

61

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Witam

Trochę na własne życzenie jestem w sytuacji, która poniżej opisze.
Parę miesięcy temu poznałam mężczyznę, żonaty dwójka dzieci, żona. Ja również jestem mężatką i mam dziecko. Wpadliśmy na siebie i okazało się, że po pewnym czasie zakochaliśmy się w sobie a nawet pokochaliśmy. I u mnie i u niego małżeństwo nie jest takie jakbyśmy chcieli. Ja wyszłam za mąż troszkę pod presją otoczenia, ale tez nie mogę powiedzieć, ze byłam szaleńczo zakochana w mężu. Jesteśmy razem 8 lat. I dalej Go lubię, szanuje, mamy śliczną córeczkę. On jest o wiele dłużej w związku, ale również zanikła miłość, brak współżycia (jeżeli jest to raz w miesiącu może dwa, to zależy czy Jego żona nie jest zmęczona), brak bliskości itd. Sam mówi, że jego żona jest "zimna". O rozstaniu z nią myślał już parę razy ale nigdy na poważnie, raczej jak to określił oboje machali na to ręką. Spotykamy się już jakiś czas. Ja wcześniej nie przeżyłam niczego podobnego nawet nie sądziłam, ze mogę pokochać mężczyznę. On mówi, ze mnie tez kocha, że daje mu to czego mu brakuje ale nie chodzi tylko o seks. Bardzo dobrze się rozumiemy, podobnie myślimy, i tak samo spostrzegamy świat i życie ogólnie. Ja nie chcąc tracić szansy jaką postawiło przede mną życie powiedziałam, ze jestem gotowa odejść od męża. A On, ze chce jeszcze próbować ratować swój związek, bo dzieci, bo są jeszcze jakieś uczucia, plany, cele... Tylko jego ratowanie wygląda tak, ze spędza wieczory ze mną na rozmowach  tel czy komunikator. Próbuje nabrać do tego wszystkiego dystansu. On cały czas mówi, ze nie wie jak będzie, ale wie, że mnie kocha, że spotkało Go w życiu coś szczególnego, ważnego... Czasami rozmawiamy jakby miało wyglądać nasze życie po rozwodach...Chciał czasu, więc go dostał... Jestem troszkę w takiej matni, bo z jednej strony powinnam całkowicie się usunąć dla swojego dobra z drugiej strony on w pewien sposób robi tak żeby tą naszą znajomość utrzymać, stara się żeby się spotkać choć na chwilkę. Kocham Go... Proszę o radę...


Rozumiem, co czujesz, bo też wyszłam za mąż pod presją i bez przekonania. Mniejsza o szczegóły, bo nie są tu istotne. Romanse jednak dla mnie nie istniały, jak z kimś jestem, to jestem, nie ma żadnej dyskusji. Po prostu odeszłam, gdy stwierdziłam, że z tej małżeńskiej mąki chleba nie będzie (kłótnie, awantury i wzajemne niezroumienie - w wielkim skrócie)i żyję w pojedynkę.
Dziwię się jednak, że ludzie tak bezwolnie poddają się emocjom, zachowują się tak, jakby na nic nie mieli wpływu. Zwolnić się z odpowiedzialności jest bardzo wygodnie.
Ten Twój facet wyraźnie gra na dwa fronty. Też go rozumiem, takie sytuacje są trudne, sama zanim odeszłam, bardzo się wahałam. Ale uwierz, taka sytuacja może potrwać lata, zanim on podejmie męską decyzję. Jeśli nie postawisz sprawy stanowczo - wóz albo przewóz, on może nigdy nie odejść od żony, a Ciebie traktować jak psychoterapeutkę i pogotowie seksualne.
Szanuję odmienne stanowiska i cudze uczucia, a więc i Twoje, ale ja bym się wycofała. Jeśli ten facet ma "jaja", na coś się zdecyduje. Cokolwiek to będzie, będzie lepsze niż stan zawieszenia. Nie chciałabym też nigdy przyłożyć ręki do rozbicia cudzej rodziny. Niech to będzie jego decyzja.

62 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2016-03-21 09:43:23)

Odp: Moja matnia

Powiem brutalnie i przepraszam, jeśli kogoś urażę: ludzie wieszają się na drugim człowieku. Nie puszczą jednej gałęzi, zanim złapią drugą. Wygodne: nie wyjdzie z kochankiem (kochanką), zawsze można awaryjnie wrócić do starego związku. Nie jest taki jak by się chciało, ale daje względne poczucie bezpieczeństwa. Byle tylko samodzielnie za nic nie odpowiadać, byle nie zostać bez nikogo.

63

Odp: Moja matnia
ona..3+ napisał/a:

Witam

A On, ze chce jeszcze próbować ratować swój związek, bo dzieci, bo są jeszcze jakieś uczucia, plany, cele..

... Jestem troszkę w takiej matni, bo z jednej strony powinnam całkowicie się usunąć dla swojego dobra z drugiej strony on w pewien sposób robi tak żeby tą naszą znajomość utrzymać, stara się żeby się spotkać choć na chwilkę. Kocham Go... Proszę o radę...

Chyba określił się dość wyraźnie - chce ratować związek, coś go w tym związku nadal trzyma. Może miłość do żony? Może do dzieci? A może zwykły praktycyzm. Przeczytałam kiedyś, że praktycyzm jest jednym z głównym powodów, dla których faceci żenią się. Żona urodzi, ugotuje, upierze, posprząta. Dużo by ryzykował, gdyby miał to rzucić. Musiałby być naprawdę pewny, że warto, że tego chce.

A żona po tym, jak już ugotuje, upierze, posprząta, jest zmęczona, więc nie ma siły na seks. Dlatego jest kochanka. Dlatego też on stara się utrzymać tę znajomość nie inwestując w nią za dużo.

64 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2016-03-21 20:08:19)

Odp: Moja matnia

Z Twojego opisu wnioskuję, że faktycznie coś czujesz do tego faceta, że w Twoim związku to pewnie od początku bardziej przyzwyczajenie albo zaniedbaliście związek. Z jego strony za to widać, że nie chce odejść od żony, więc jego słowa o miłości nie są wiele warte. Jak się kocha, to wie się czego chce. Taka niepewność nie jest dobra dla nikogo. Odpuść sobie, bo będziesz cierpieć jeszcze bardziej, a sama zastanów się czy Twoje małżeństwo ma sens, bo na siłę nie ma co razem być. No, a to, że źle postępujesz to wiadomo, ranisz swojego męża, nie wie o tym, ale to jest zawsze ranienie drugiej osoby. Jeżeli naprawdę między Wami nie ma miłości, to lepiej rozwieść się niż, by być nieszczęśliwą i do tego dziecko też cierpi jak rodzice się nie kochają.

65 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2016-03-21 23:21:14)

Odp: Moja matnia

"Jeżeli naprawdę między Wami nie ma miłości, to lepiej rozwieść się niż, by być nieszczęśliwą i do tego dziecko też cierpi jak rodzice się nie kochają"
A jak ma być między nimi miłość, jeżeli Ona przelala całe swoje uczucia na faceta spoza małżeństwa?

Zostały tylko zgliszcza, nawet wspomnienia zostały wykasowane.

Żeby odbudowac Te uczucie trzeba z jej strony dużej pracy, mnóstwo chęci, cierpliwości i konsekwencji.

Po 3 latach marazmuu mogą pojawiać się pierwsze jaskółki.

O ile mąż wytrzyma....


Jeżeli Ona,nie ma ochoty, nie czuję obowiązku wykonania takiej pracy nad sobą, to dzieci na pewno odczują emocjonalny rozwód z ojcem który im zafundowala.
Wtedy nieważne czy rozwód prawny, czy emocjonalny będzie miał taki sam wpływ na rozwój dzieci i ich dorosłe życie.

Posty [ 1 do 65 z 68 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024