Jestem z facetem od ponad 5 lat, mamy rocznego synka(nie jesteśmy małżeństwem),ale od ponad roku zaczęło się wszystko psuc.
Na początku myślałam,że to tylko taki przejściowy okres bo każdy w związku ma wzloty i upadki.
Zawsze mi mówił,że jestem najważniejsza,że mnie kocha itd, ale z biegiem czasu zaczął mi pokazywac,że jednak jest inaczej.
Przestał miec dla mnie czas, jeszcze jak byłam w ciąży to jak przychodził wieczorem zmęczony z pracy i mówił,że idzie spac to mówiłam sobie ok,kładłam się obok niego a on odwracał się do mnie plecami i sms-ował z koleżanką czy kolegą, potem było coraz gorzej.
Kiedy ja go prosiłam żeby coś zrobił zawsze odpowiadał "zaraz". Kiedyś wpadł mi łańcuszek za pralkę i poprosiłam go żeby mi go wyciągnął to czekałam dwa miesiące na to, nie prosiłam go o jakieś trudne rzeczy, prosiłam go na przykład o to żeby naprawił kontakt,wyniósł śmieci itp. i zawsze słyszałam "zaraz" i musiałam czekac kilka dni na to bądź dłużej,ale kiedy ktoś go o coś poprosił robił to od razu...
Potem zaczęły się drobne kłamstwa już nawet nie pamiętam jakie to były kłamstwa,rozmawiałam z nim na ten temat a on się tłumaczył tym,że wolał tak powiedziec dla świętego spokoju.... a do tego lubi sobie wypic. Co prawda nie awanturuje się ani nic z tych rzeczy,ale czy to źle,że chciałam żeby przestał pic i okłamywac mnie??? Ja też nie jestem święta bo ja też zawiniłam, z biegiem czasu zrobiłam się zgryźliwa, zaczęłam się wszystkiego czepiac, kłócic się z błahych powodów.... On twierdzi,że robie z niego najgorszego i że ja nigdy nie jestem winna tylko on, czy to naprawdę tak wygląda??
W nowy rok mu oznajmiłam,że między nami koniec,co prawda mieszkamy jeszcze ze sobą,ale tylko dla tego,że szukam mieszkania do wynajęcia,ale on mi to utrudnia bo cały czas mi mówi,że on nie pozwoli aby dziecko wyszło z domu i zaproponował mi żebym nadal z nim mieszkała pod jednym dachem,ale jakoś nie mogę sobie tego wyobrazic.
I zawsze jest tak,że kiedy bym nie chciała z nim porozmawiac on nigdy nie ma czasu,albo słucha mnie 5/10 jeszcze nie było tak żeby to on przyszedł i zaczął rozmowe zawsze to ja zaczynałam i wszystko się kończyło fiaskiem. Ale z innymi osobami rozmawia normalnie,z nimi potrafi znaleźc wspólny temat do rozmowy a ze mną nie...
Czy ja naprawdę robie z niego jakiegoś strasznego potwora jak on sądzi??
Czy dla naszego związku jest jeszcze jakaś szansa czy to już naprawdę koniec??