Cześć, do tego działu zawitają osoby takie jak ja... samotne.. Mam dosyć samotności... Nic się w moim życiu nie dzieje, taka pustka... w moim wieku rówieśnicy piszą z dziewczynami, śmieją się, rozbawiają je, spotykają i spędzają miło czas... później zazwyczaj z tego coś jest... u mnie tego nie ma... Stanąłem w miejscu... dookoła znajomi przestają być singlami tylko ja się zatrzymałem w miejscu, mam w życiu trochę problemów, rodzicę się nie dogadują zresztą od dawna, sprawy osobiste np. takie, że ostatnio policja mnie odwiedziła i jeszcze do szkoły przyjechała... takie tam pierdoły... Nie mam dużo znajomych, mam grupkę przyjaciół i czuję, że ona też się oddala, w tej paczce są 3 osoby, właściwie powinienem napisać 4 ale ta 4 taka już bardziej oddalona bo ma tam swoją 'paczkę' koleżanka chodzi z kumplem a drugi kumpel to kujon chociaż na takiego nie wygląda i kuje cały czas, kiedyś mi powiedział, że gdyby nie to to by zwariował, mieszka na wsi ma paru kolegów z którymi się spotyka/koleżanki więc on nie ma prawa się czuć samotny tak jak ja, kiedy najlepszy kumpel zaczyna mieć własne życie ze swoją dziewczyną która zresztą również się oddala ode mnie (przyjaciółka) ogólnie wygląda to tak, że jak ja nie napiszę to niestety odzewu z ich strony nie dostanę... Czyli zostaję sam... to jest smutne ale trzeba żyć dalej... Dobrze, że mam zajęcie oprócz szkoły (LO) ćwiczę na siłowni, od 4stycznia wchodzę na redukcję IF i będę właściwie się tym zajmował żeby nie zwariować, postanowienia na nowy rok to : -Być bardziej otwartym na ludzi, -Bardziej dbać o siebie,-Zrobić dobrą formę,-Poznawać ludzi,-Być miłym,uprzejmym..
Nie chcę być sam, w mojej szkole jest wiele singielek, ale jak do nich podejść, zagadać... To nie jest takie proste, gdybym zresztą to zrobił to gdybym zauważył, że zaczyna ona się mną interesować (tak sobie rozmyślam teraz - rozmyślam o tym z 2,3 mieś codziennie o tym - o tych sprawach) to pomyślałbym, że sobie ze mnie jaja robi z koleżankami itd. Mam wrażenie, że znajomi mnie nie rozumieją inaczej zachowuję się przy rodzicach - kuzynie ogólnie rodzicach a inaczej przy nich, zaczyna mi trochę odbijać tzn. gadam głupoty albo jak jestem zmęczony to nakręcam się że jestem zmęczony xd i potem zamulam przez cały dzień i gadam głupoty...
Czuję się odstawiony na bok maksymalnie jak to jest możliwe, czuję taką pustkę chciałbym mieć taką bliską osobę do której mogę się przytulić - ona również do mnie, mogę na niej polegać jak i ona na mnie, pełne zaufanie,zrozumienie... po prostu takie ciepło, troska... Wiecie jak to jest, widząc jak dookoła wszystkim się układa, jeżdżą ze znajomymi tam i tam a ja siedzę w miejscu i jeszcze oni się oddalają... Jestem sam jak palec i taka jest prawda... Moje poczucie humoru zanikło... zresztą zacząłem obgryzać paznokcie... nie golę się bo po co... Nie uczę się tyle co powinienem i mam o połowę słabsze oceny... Jestem po prostu przygnębiony, jak myślę o tym że zaczynam zostawać sam bez znajomych to mnie zaczyna nerwoból kuć, czasami sercę... co weekend widzę na fb zdjęcia jak byli gdzieś tam i gdzieś tam, żę ktoś sie umówił na coś tam, jakaś domówka,jakieś pierdoły a ja siedzę w domu to mnie szlak trafia. Się [wulgaryzm] to wszystko zajmę się nauką ból przeżyję, będę dalej ćwiczył wyjadę na studia do Wawy(400km od mojej miejscowości) i jakoś tam będę żył. Nie wiem jak poznawać nowych ludzi, jak poznawać dziewczyny. jak dziewczyną nowo poznaną sobą zainteresować, obawiałbym się napisać do takiej przykładowo w ten sam dzień wieczorem albo na drugi dzień. Męczy mnie ta sytuacja i chyba zrobie tak jak napisałem... poddaję się, nie mam już wiary, ani nadziei, zostaje samotne życie, muszę się wyrwać z tego piździdołka (mieszkam w mieście 15-20 tyś. mieszkańców).
Przez tą samotność wpadam w dziwne zauroczenia, byle dziewczyna którą znam z widzenia zaprosi mnie na fejsie (ah jak to beznadziejnie brzmi) a ja sobie już wyobrażam nie wiadomo co... Ale lipa
do 2kl. gim nie zależało mi na przyjaźni, teraz to jest priorytet...
3 2016-01-01 02:19:23 Ostatnio edytowany przez Olinka (2016-05-01 00:23:46)
Nie palę,nie piję... zdrowo się odżywiam, staram się być uprzejmy,taktowny... jakoś być wesołym - udawane... moi znajomi nawet nie wiedzą, że sie czuje samotny... nawet bardzo... Ostatnie wydarzenia w moim życiu dały mi do zrozumienia, że życie jest zbyt krótkie by tracić czas i nie działać, ale właśnie... działanie jest najtrudniejsze. Co do tej policji, to nigdy nie miałem problemów z prawem, zawsze byłem takim niby grzeczny...
-----------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim, bo w ten sposób łamiesz Regulamin Forum. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj".
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
Szczerze sam nie wiem co ci doradzić czytam twój wpis i szczerze niczego ci nie brakuje jedynie tych znajomych. Powiem ci tak na siłownie też chodze i fitness (crossfit, trx itd) w takich miejscach też wporzo ludzi można poznać, kwestia zagadania i podjecie ryzyka oraz być obojętnym na to że możesz zostać odrzuconym:) tez miałem z tym problem ale jest coraz lepiej, samodoskonalenie naprawde daje rezultaty. Zobacz masz postanowienia i super realizuj je, pracuj nad sobą, trenuj. Ludzie są różni raz trafisz na wporzo raz na całkowitych idiotów ale nigdy się nie poddawaj. Im bardziej będziesz zagadywał tym coraz lepiej będziesz się czuł i wzrośnie twoja pewność siebie aż w końcu będzie to dla ciebie naturalne zachowanie. Na pewno nie chodz przymulony bo ludzie to wyczuwają, obierz sobie to co ci sprawia przyjemność i zawsze z rana to rób. Mi np sprawia frajdę bieganie z psem wiesz endorfiny buzują i dzień o wiele lepiej się zaczyna. Panne też znajdziesz i utrzymuj kontakt ze znajomymi, powalcz a jeśli odczujesz że oni nie chcą to zbastuj i nie rób z siebie idioty:)
Pozdro i powodzenia
kwestia zagadania i podjecie ryzyka oraz być obojętnym na to że możesz zostać odrzuconym:)
To jest bardzo cenna uwaga. Za każdym razem pomyśl sobie, że przecież nie wszyscy muszą Cię lubić, ba, nawet nie wszyscy muszą chcieć podjąć rozmowę, ale to NICZEGO Ci nie ujmuje. Teraz prawdopodobnie podchodzisz do tego zadaniowo, jesteś spięty, nadmiernie kontrolujesz każdy ruch i każde słowo, przez co stajesz się sztuczny i mało wiarygodny, a ludzie tego nie lubią. Nie lubią, bo rozmowa staje się ciężka, jakby wymuszona, trąci sztucznością. Nie podchodź do każdej pogawędki "o niczym" jak do zadania na bardzo wysokim poziomie, od którego zależy cała Twoja przyszłość (celowo wyolbrzymiam). Ludzie naprawdę są mili i fajni, ale trzeba ich do siebie czymś przekonać, a najlepsza jest naturalność, a tę naprawdę można wyćwiczyć.
(...) staram się być uprzejmy,taktowny... jakoś być wesołym - udawane...
Kluczowe tutaj słowo to przymiotnik "udawane". No właśnie. Nadmierna, udawana uprzejmość, koncentracja na tym, aby być nienagannie poprawnym, taktownym, przypadkiem kogoś nie urazić (zwykle, aby go do siebie nie zrazić), potrafi być mocno irytująca. To z kolei na dłuższą metę działa odpychająco, czyli niestety dokładnie odwrotnie niż to sobie zapewne założyłeś.
Przez tą samotność wpadam w dziwne zauroczenia, byle dziewczyna którą znam z widzenia zaprosi mnie na fejsie (ah jak to beznadziejnie brzmi) a ja sobie już wyobrażam nie wiadomo co...
Typowa, zgubna zresztą, postawa desperata.
Spójrz na ten dział i zobacz ilość postów. Jak widzisz, nie ma nas "samotnych" wcale tak mało. Tylko samotni się nie chwalą, nie wrzucają co chwile zdjęć na fb i nie afiszują się swoimi smutkami. Mnie fb też dawno zaczął denerwować. Nawet myślałam nad jego usunięciem, ale nie wyszło więc aktualnie staram się ograniczać. Myślałam, że tylko w szkole tak jest.. Ale niestety w pracy nie czuję się o wiele lepiej. Też większość gdzieś jeździ i to mnie również przytłacza. Kobiety 50 letnie mają ciekawsze życie od mojego
. Jednak nic z tym nie mogę zrobić mimo próbowania. Staram się uśmiechać, być pozytywna. Jednak nigdy żaden chłopak do mnie nie zagadał i brak znajomych jak i brak faceta także doskwiera i mnie.