Mam chłopaka od ponad pół roku. Oboje jesteśmy w szkole średniej. Nasz związek początkowo był bardzo dziwny, ponieważ trzymaliśmy się na dystans. Przytulanie i całowanie było na porządku dziennym, jednak brak było jakichkolwiek czułych słów, nawet powiedzenia zwykłego "kocham Cię". Miałam wrażenie, że jestem jedynie jego zabawką, jedną z wielu, którą próbuje wykorzystać. Często mi mówił "Oo ta ma fajną dupę" albo "chodź pokażę ci najładniejszą dziewczynę w szkole". Pisał z wieloma dziewczynami, nie widział, że cierpię z tego powodu.
Pod koniec sierpnia napisałam mu, że chyba lepiej by było jakbyśmy juz nie byli razem, bo ja będę w klasie maturalnej i nie dam sobie rady z natłokiem obowiązków. Oczywiście to nie był jedyny powód, gdyż jego zachowanie wciąż mnie irytowało. Nie chciałam z nim całkowicie zrywać kontaktu, bo wiedziałam ze jest bardzo fajnym chłopakiem, ale nie nadaje się do związku, byc moze dlatego, ze jeszcze do niego nie dojrzał. Mimo to, on wciąż chciał być ze mną. Za kazdym razem mówiłam mu "ale my już nie jestesmy razem", jednak on nie zwracał na to uwagi. Przychodził do mnie na każdej przerwie w szkole, wciąż pisał całymi dniami, zabieral mnie do miejsc, w których bylibyśmy niewidoczni by moc się ze mną całować. Oczywiście, że było to bardzo miłe, ale wciąż czułam jakies rozdarcie wewnętrzne, ze tak nie powinno być.
Pewnego dnia pokłóciliśmy się i to bardzo. Był na imprezie, napisałam mu, ze bardzo zle sie czuje, on kompletnie to olał i napisał ze u niego jest swietnie, ze juz wszyscy są pijani. Bardzo sie wkurzyłam. Przestałam mu odpisywać na wiadomości. Następnego dnia przyszedł po mnie po zajęciach, odprowadził do domu, chwile z nim pogadałam, ale wiedziałam, ze nie moge mu tego od tak wybaczyć wiec poszłam do domu i zamknęłam przed nim drzwi. Tłumaczył sie tym, ze był pod wpływem pisząc ta wiadomość (chociaz sam mowil, ze nigdy sie nie napił i nigdy tego nie zrobi). Pod koniec dnia, zaczęło mi sie go robić żal, bo pisał jak to sie zle czuje, wiec przeprosiłam go, ze niepotrzebnie wyolbrzymilam sprawę. Zaczęliśmy pisac i wtedy on napomknął, ze będąc ze mną spotkał sie tylko raz z inna dziewczyna. Wiedziałam o tym spotkaniu, ale myslalam, ze była to jego wieloletnia przyjaciolka a nie nowo poznana osoba (zbieżność imion). Strasznie sie wkurzyłam. Nie powiedział mi o tym, dopiero po fakcie napomknął ze był z koleżanka w Kawiarnii. Działo sie to w momencie kiedy miedzy nami nie było najlepiej, bo mój tata chorował, musiałam sie opiekować babcią, a on uważał ze go olewam i był zły na to, ze opiekuje sie rodziną. Wyszło na to, ze zamiast poprawić sytuacje, on wolał szukać pocieszenia w ramionach innej dziewczyny, co mnie strasznie zabolało. Uzasadniał to spotkanie tym (sam je zainicjował) ze chciał ja pocieszyć po zerwaniu z chłopakiem. Sam mi mowil, ze będąc ze mną nie wyobraża sobie żebym miała sie spotkać z kimś innym, nawet z przyjacielem, a on sam to zrobił, nawet nie mowiac mi o tym. Dzien pozniej porozmawialiśmy o tym w szkole, on sie popłakał i ja sie rozkleiłam. Po tym wydarzeniu bardzo sie do siebie zbliżyliśmy. On zaczął mi powtarzać jak bardzo mnie kocha, po tym zdarzeniu przyszedł do mnie niespodziewanie z różą i ponownie sie rozkleiłam. nie poszedł do szkoły tylko po to zeby przyjsc do mnie, bo byłam chora. Ostatnio powiedziałam mu, ze sie zle czuje, wiec szybko przyleciał pod mój dom. Widac, ze zaczął sie starać, ale ja straciłam do niego zaufanie. Czuje, ze jest to jedynie chwilowe zachowanie, tylko po to, aby odbudować moje zaufanie wobec niego. Uważam, ze ludzie nie zmieniają sie z dnia na dzien i ja mu po prostu nie wierze. Skoro teraz taki jest, dlaczego nie był taki sam na poczatku? Uważa, ze zrozumiał co to znaczyć kochać, co to jest prawdziwa miłość. Jednak ja nie chce z nim byc. Czuje, ze wróciłam do niego z litości, bo byłam zbyt naiwna. Ostatnio będąc u niego w domu zobaczyłam zdjecia ów koleżanki z ktora sie spotkał (m.in. ze skype'a, a ze mną nigdy na nim nie rozmawiał). Raz mi mowil, ze pisał z nia do drugiej w nocy kiedy ja juz dawno poszłam spac. Ona czesto przynosiła mu herbatę do szkoły, widziałam jak razem rozmawiali na przerwach siedząc we dwoje. najgorsze jest to, ze ja wciąż cierpię, on tego nie rozumie, mowi ze obraziłam sie na głupie spotkanie ktore było 4 miesiące temu. Nie chce z nim byc, choć jest to dla mnie bardzo ciężkie, bo bardzo sie zżyliśmy. Co o tym sądzicie? Czy słusznie bedzie postawić na swoim i zakończyć związek?
1 2015-12-29 12:31:09 Ostatnio edytowany przez bilbobaggins555 (2015-12-29 13:32:32)
Słusznie moim zdaniem.
Powinien uszanować Twoją decyzję. Podjął próbę walki, ale jeśli widzi , że nic nie zdziała powinien ustąpić.
zapędzal mnie w kozi róg by moc się ze mną całować.
hihi, poetycko i pięknie
![]()
troszkę zła interpretacja tego powiedzenia, ale co tam ![]()
Tak mi właśnie cos nie pasowało z tym kozim rogiem
juz to zmieniam ![]()
A tam, nie przejmuj się
Ładnie wyszło ![]()
A tam, nie przejmuj się
Ładnie wyszło
Haha, dziękuję
W każdym razie, co sądzisz o tym co napisałam, odpuścić sobie takiego chłopaka czy dać mu szansę?
" Jednak ja nie chce z nim byc. Czuje, ze wróciłam do niego z litości, bo byłam zbyt naiwna"
Zdałaś już sobie sprawę z tego że nie chcesz z nim być - że straciłaś zaufanie do niego.
Ranił Cię dłuższy czas i w tamtym czasie też go potrzebowałaś a go nie było zwłaszcza że "Tata ci chorował babcią musiałaś się zajmować" w tedy powinien cię wpierać , podtrzymać na duchu.
Całowanie ciebie jak nikt nie widzi? To tak jakby się ciebie wstydził przed ludźmi
Moim zdaniem bardzo dobrze zrobiłaś zostawiając go. Jesteś wartościowym człowiekiem który zasługuje na szacunek od drugiej osoby. Lepiej zrezygnować i poczekać na kogoś lepszego niż brać byle co:)
Ach, te dylematy młodości ![]()
Cóż radzić... nie podchodź do tego zbyt poważnie... baw się, kochaj, rozstawaj, zaczynaj od nowa
teraz masz na to czas...
poznawaj nowe osoby, zbieraj nowe doświadczenia...
nie obrażaj się, ale też nie traktuj niczego zbyt poważnie... jego potraktuj jako przyjaciela...
I przy tym nie trać z oczu tego co teraz dla Ciebie jest naprawdę ważne - szkoły, studiów, mądrych wyborów...
pewnie piszę jak mamusia, co? ![]()
" Jednak ja nie chce z nim byc. Czuje, ze wróciłam do niego z litości, bo byłam zbyt naiwna"
Zdałaś już sobie sprawę z tego że nie chcesz z nim być - że straciłaś zaufanie do niego.
Ranił Cię dłuższy czas i w tamtym czasie też go potrzebowałaś a go nie było zwłaszcza że "Tata ci chorował babcią musiałaś się zajmować" w tedy powinien cię wpierać , podtrzymać na duchu.
Całowanie ciebie jak nikt nie widzi? To tak jakby się ciebie wstydził przed ludźmiMoim zdaniem bardzo dobrze zrobiłaś zostawiając go. Jesteś wartościowym człowiekiem który zasługuje na szacunek od drugiej osoby. Lepiej zrezygnować i poczekać na kogoś lepszego niż brać byle co:)
Dokładnie
nie wiem jak mogłam być tak głupia i dać się mu pokierować... Wczoraj sam przyznał, że szukał kogoś komu będzie mógł się zwierzyć, bo przeżywał załamanie nerwowe, co mnie rozbawiło... Jak ja go potrzebowałam to go nie było, uciekał do innych osób tym samym raniąc mnie coraz bardziej.
Ach, te dylematy młodości
Cóż radzić... nie podchodź do tego zbyt poważnie... baw się, kochaj, rozstawaj, zaczynaj od nowateraz masz na to czas...
poznawaj nowe osoby, zbieraj nowe doświadczenia...
nie obrażaj się, ale też nie traktuj niczego zbyt poważnie... jego potraktuj jako przyjaciela...I przy tym nie trać z oczu tego co teraz dla Ciebie jest naprawdę ważne - szkoły, studiów, mądrych wyborów...
pewnie piszę jak mamusia, co?
Może i trochę jak mamusia, ale to co mówisz jest słuszne ![]()
Ach, te dylematy młodości
Cóż radzić... nie podchodź do tego zbyt poważnie... baw się, kochaj, rozstawaj, zaczynaj od nowateraz masz na to czas...
poznawaj nowe osoby, zbieraj nowe doświadczenia...
nie obrażaj się, ale też nie traktuj niczego zbyt poważnie... jego potraktuj jako przyjaciela...I przy tym nie trać z oczu tego co teraz dla Ciebie jest naprawdę ważne - szkoły, studiów, mądrych wyborów...
pewnie piszę jak mamusia, co?
Może i trochę jak mamusia, ale to co mówisz jest słuszne ![]()
To nie był ani związek ani miłość. Tylko wydawało się wam że był.
To nie był ani związek ani miłość. Tylko wydawało się wam że był.
Po czym to stwierdzasz?