Witajcie.
Jestem od kilku miesięcy w związku z kobietą. Nie możemy narzekać, jest wspaniale. Co prawda jest to tymczasowo na odległość ale jesteśmy dobrej myśli. Widujemy się regularnie. Moja partnerka jest po rozwodzie, ma 15 letniego syna który mieszka z ojcem i jego nową kobietą. Ojciec chłopaka zarabia dużo, obdarowuje prezentami i ogólnie dzieciak nie może narzekać. Chodzi do elitarnego gimnazjum bo chce być * w elicie *. W szkole idzie mu różnie. Były mąż oficjalnie nie robi problemów w widywaniu się matki z synem. Czy za plecami coś robi tego nie wiem. Ponoć mściwy z niego typ.
Od jakiegoś czasu chłopak zaczyna matkę lekceważyć i zwyczajnie daje jej * psychicznie * w twarz. Są sytuacje gdy umawia się że przyjdzie do niej / ma kilka minut drogi piechotą / po czym 15 minut przed spotkaniem je odwołuje. Tłumaczenie że ma dużo lekcji itd. to zwykła wymówka. W szkole ktoś wpadł na pomysł by klasa w ramach rozwijania nauki angielskiego pojechała na tydzień do Londynu. Przez aklamację pomysł przeszedł. Nikogo nie interesuje czy Cię stać czy nie. Masz płacić i już. A jak nie to won że szkoły. Koszt 1800 zł. Moja partnerka zarabia minimalną pensję a były mąż trzy razy tyle i ma być po równo bo jak nie to on do sądu idzie. Więc młody przyszedł w Wigilię, zjadł kolację i poszedł sobie. Nie przyniósł matce NIC, nawet zwykłego drobiazgu... Dziś przyszedł, posiedział kilka godzin, a godzinę po wyjściu przysłał sms że forsa za wycieczkę jest płatna do połowy stycznia i numer konta. Wiedział o tym wcześniej ale nie usiadł jak człowiek i nie porozmawiał o tym wszystkim. Przykłady można mnożyć.
W wieku 15 lat chłopak powinien mieć swój rozum i nie traktować matki jak gówniary bo jakby nie było szacunek jej się należy i zachowanie wobec niej fair. A tak nie jest. Ona kocha go bardzo, w końcu to syn. Ale im dłużej to wszystko trwa tym bardziej niszczy ją to psychicznie. Tymbardziej że ona z nim nie raz i nie dwa o tym rozmawiała ale grochem o ścianę.. Nie mówię że to tylko wina * głupiego wieku * bo sam w nim byłem... Kocham moją partnerkę i nie jest mi obojętne że cierpi. Chcę jej pomóc i to co mogę na dany moment uczynić to robię ale wiem że tak dalej być nie może. Proszę Was o jakieś rady, sugestie bo nie wiem co zrobić a zostawić to samemu sobie nie da rady bo ona już ledwo ciągnie...
1 2015-12-27 00:47:59 Ostatnio edytowany przez johnnythorn77 (2015-12-27 00:49:08)
Ja tak z innej beczki.
Dlaczego ogólnie syn nie mieszka z matką, tylko z ojcem?
Według mojego rozumowania, to każda matka walczyłaby o swojego syna, żeby z nim byc.
3 2015-12-27 01:07:08 Ostatnio edytowany przez johnnythorn77 (2015-12-27 01:07:38)
Matka zarabia mniej. Na mniej pozwala. Jest bardziej wymagająca a ojciec wręcz odwrotnie więc jest * bardziej atrakcyjny *.
Czyli matka w końcu odpusciła sobie całą sytuację i pozwoliła synowi zamieszkac z ojcem.
A sama szuka (znalazła już) sobie nową miłośc.
W sumie nie jestem w takiej sytuacji i może nie potrafię jej sobie wyobrazic.
Ale nie wyobrażam sobie rozłączenia z jednym, czy z drugim dzieckiem.
A potem tak po prostu znalezienia sobie innej miłości.
Wygląda na to, że kasa jest tutaj na pierwszym miejscu.
I nawet z tego wynika, że stała się kartą przetargową.
Syn nie ma uczuc do matki, ba on nawet nie ma tak naprawdę i do ojca.
Ma uczucie, ale do kasy.
To tutaj tkwi błąd.
Potrzebna byłaby rozmowa jednej i drugiej strony.
Tu nie będzie mowy o szacunku, jakichkolwiek dobrych stronach, bo wszystko sprowadza się do jednego.
Matka z synem nie mieszka od niemal roku. Związek między nami trwa od jakiegoś czasu i zrodził się spontanicznie a nie by zabić samotność czy coś w tym stylu. Nie było jak mówisz że syn do ojca a ja sobie znajdę kogoś. To syn chciał się wynieść i to zrobił. Dziecko ma prawo wybrać z kim chce mieszkać. Rozmowy z synem były prowadzone przez matkę. Nie wiadomo jak z ojcem.
Możliwe że jest tak że chłopak jest pod wpływem ojca. Możliwe że jest szantaż w stylu * jak czegoś nie zrobisz to wszystko ucinam i wracasz do matki *. Więc żeby było łatwiej uderza się tam gdzie każą.
Obawiam się, że obydwoje rodzice ponoszą odpowiedzialność za wychowanie syna, przecież do pewnego wieku wychowywali go wspólnie.
Jak widać bardzo go rozpieścili jeżeli chłopak w tak roszczeniowy i bezduszny sposób odnosi się do matki.
Owszem jest w trudnym wieku, ale 15-latek ma już swój rozum i potrafi odróżnić dobro od zła, powinien też zrozumieć, co to znaczy - nie stać mnie.
Matka, oczywiście, powinna z nim rozmawiać, ale chłopak jest już na tyle zdemoralizowany i być może zmanipulowany przez ojca, że matka powinna pozbyć się sentymentów, ustalić zasady i trzymać się ich twarda ręką, może kiedyś syn zrozumie i doceni, teraz niestety nie ma raczej na co liczyć.
Jeżeli matka da się wciągnąć w rozgrywkę "kto da więcej" to i tak przegra, a przegra przede wszystkim dzieciak.
Zresztą matka, jak sądzę płaci alimenty, więc kasą dysponuje ojciec i taka powinna być odpowiedź. Skoro ojca stać na to, żeby zapisać syna do prywatnej szkoły, to niech płaci za dodatkowe atrakcje.
Matka w żadnym wypadku nie powinna wypruwać sobie flaków, żeby zadowolić synka, bo i tak nie da rady, a w ogóle to powinna w tej sytuacji pójść do psychologa, może uzyska poradę, jak ogarnąć tę sytuację.
Tak, matka płaci alimenty. Szkoła jest elitarna w sensie że najlepsi tam chodzą, olimpijczycy itd. Ona nie jest prywatna. Ale biedni tam raczej nie uczęszczają. Nie wypowiem się na temat wychowania bo nie znam tej kwestii. W czasach gdy dla 15 latka nie ma ŻADNYCH autorytetów łatwo jest nim manipulować. Tak, matka powinna być bardziej twarda i trzymać się jasnych zasad ale miłość matczyna nie siedzi cicho. Jako mężczyzna tego nigdy do końca nie zrozumiem ale Wy - kobiety z pewnością tak. Też uważam że chłopak z *tego * wyrośnie i sam sobie zdanie wyrobi ale to może nastąpić za kilka lat. Chyba że będzie na tyle niedojrzały by kiedykolwiek to pojąć.
Szkopuł w tym że matka boi się ojca dziecka. Nie mają kontaktu ale nigdy nie wiadomo co takiemu do łba strzeli. A jeśli gość ma pieniądze, może jakieś układy i się uprze to wszystko jest możliwe. A ona chciałaby mieć normalne, spokojne życie.
9 2015-12-27 10:52:16 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-12-27 10:53:27)
Też uważam że chłopak z *tego * wyrośnie i sam sobie zdanie wyrobi ale to może nastąpić za kilka lat.
Oczywiście, że wyrośnie - na snoba.
josz dobrze radzi. Chłopak jest rozpuszczony jak dziadowski bicz. 15-latek to nie dzieciak, nie da się cukierkami albo tabletem przekupić.
Gówniarz po prostu został przyzwyczajony przez rodziców do pewnego pułapu materialnego i teraz to wykorzystuje.
Na miejscu matki płaciłabym alimenty i NIC poza tym. Do czasu, aż gnojek zmądrzeje.
Poza tym, alimenty to są pieniądze na potrzeby dziecka - w tym również na zachcianki, więc niech tatuś z alimentów pół wycieczki opłaci.
Cyniczna, dzięki za opinię ale w poście napisałem że on opłaci pół wycieczki i ona ma pół płacić bez względu na to ile zarabia. Kasa ma być a jak nie to...
Ogromnym błędem jest to, że rodzice nie komunikują się ze sobą w sprawie dziecka.
Dziecko wykorzystuje sytuację - rzecz najnormalniejsza pod słońcem. Twoja partnerka jest niesamowicie bierna - niestety, biernością nie uzyska upragnionego spokoju.
Nie, nie wszystkie kobiety rozumieją taką matczyną miłość - ślepą, bezradną, głupią. Mądra miłość czasem wymaga postawienia się, wprowadzenia zasad, konsekwentnego ich przestrzegania. Bo mądra miłość kieruje się dobrem dziecka. Spełnianie wszelkich zachcianek i godzenie się na totalny brak szacunku wobec osoby matki nie służy dobru dziecka.
Cyniczna, dzięki za opinię ale w poście napisałem że on opłaci pół wycieczki i ona ma pół płacić bez względu na to ile zarabia. Kasa ma być a jak nie to...
Wiem, że napisałeś - ja Ci tylko piszę, że ona płaci alimenty na takie właśnie rzeczy.
Niech się zbuntuje i tyle - dorosła jest, niech się broni, a nie biernie daje pompować z kasy.
A jak nie to... co? Co jej zrobią? No właśnie nic. Niech sobie nie da wciskać kitu.
To już nie dziecko może być za późno teraz trzeba by to naprawić mocnego zdecydowanego działania.
To przede wszystkim kwestia podejścia psychicznego do sprawy, ustalenie zasad i konsekwentne ich realizowanie. Też próbuję jej to wpoić, tak jak to że nie należy się bać niczego bo tak naprawdę nic nie można jej zrobić.
Matka powinna stanowczo odmówić partycypowania w kosztach tego wyjazdu, ze względów oczywistych, nie ma takich pieniędzy.
Popełni kolosalny błąd, zapożyczając się na przykład, bo chłopak z pewnością nie doceni gestu i poświęcenia, mało tego, za chwilę zażąda kolejnego haraczu.
Tak to niestety działa.
Matka musi mu zabezpieczyć tydzień ferii i miesiąc wakacji. Jeżeli teraz się zapożyczy, to jak sfinansuje mu np.letni obóz, gdy koszty to od 1500 zł wzwyż?
Nie podoła, a i tak nie kupi sobie miłości syna, właśnie to powinna sobie uświadomić.
Jeżeli się postawi w/w kwestii, musi liczyć się z fochem i obrazą oraz odstawieniem na jakiś czas (do ferii) i musi sobie z tym poradzić.
Ojciec sam sobie kręci bicz, wychowując w taki sposób syna, dodatkowo nastawiając go przeciw matce, bo jakimż trzeba być bucem, żeby wypuścić dzieciaka na wigilię do matki i nie zainteresować się czy chłopak ma choćby drobiazg w ramach podarunku.
Takie wychowanie zemści się też na ojcu.
Tymczasem matka powinna przetrzymać ten trudny czas i konsekwentnie prostować, mocno juz skrzywionego syna.