Witajcie mam już prawie 23 lata a jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, byłam i nadal jestem choć już nie w tak dużym stopniu nieśmiała, poza tym moja samoocena była i jest nadal na poziomie bardzo marnym. Mam dość duże kompleksy związane z moim wyglądem jestem strasznie chuda przy wzroście 172 cm ważę zaledwie 54kg i niestety mam taką przemianę materii że bardzo trudno mi jest przytyć, dodatkowo mam pełno problemów rodzinnych co dodatkowo mnie wyniszcza i chudne z nerwów.
Ale przejdę do sedna, poznałam miłego chłopaka, lecz z góry wiedziałam ,że jest on zainteresowany nie mną a moją koleżanką, nie ukrywał tego, podrywał ją. Wybraliśmy się we troje na dyskotekę, normalnie jak znajomi, lecz wiem, że M. liczył ze strony mojej koleżanki na coś więcej... Koleżanka nie była w stosunku do niego fair, nie podobało mi się to zachowanie, ale cóż ja będe się wtrącać w nie swoje sprawy. On myślal że ona nikogo nie ma i ją podrywał ( ona wybrała się na dyskoteke bez swojego chłopaka). Wiem że liczył że będą ze sobą. W rzeczywistości chodzi ona z pewnym chłopakiem, zaledwie od miesiąca ale stwierdziła że nie jest go do końca jeszcze pewna i wcale nie musi mu się spowiadać że pojechała na dyskoteke ze znajomymi. Nie wiem dlaczego ona mu tego nie wyjawiła że ma chłopaka nie mam pojęcia. Następnie on do niej wypisywał, ale ona nic z nim nie chciała, powiedziała mu zeby wykasował jej numer z telefonu i o niej zapomniał. Nie wiem dlaczego kolezanka się tak zachowuje, dodam że znam się z nią od paru miesiecy. Ostatnio zapytała się mnie czy by mogła podać mój numer M. Zgodziłam się, ponieważ fajny chłopak, miło się rozmawia z nim. Napisał do mnie pare dni temu, piszemy sobie jest całkiem ok. Za pare dni mamy się spotkać, i właśnie tu zaczynają się schody...
Jak piszemy przez kom jest ok, mamy o czym rozmawiać, ale boję się jak to będzie w rzeczywistości w sytuacji sam na sam. Bo wtedy co się widzieliśmy to było nas troje, koleżanka dużo mówiła, on mówił a ja jak to ja słuchałam mało dodając od siebie. Generalnie ja jestem taka że lubie słuchać i ewentualnie coś dodać od siebie, ale prowadzić z kimś rozmowy nie umiem a już w szczególności w sytuacji sam na sam i to jeszcze z chłopakiem( jestem nadal wstydliwa boje się że będzie duży niezręcznych cichych momentów). Tym bardziej przy osobach które mało znam paraliżuje mnie strach nie wiem o czym wypada mówić a o czym nie. Może poddacie jakieś pomysły o czym rozmawiać? Wiem, że pewnie wytrzeszczacie oczy ze zdumienia przed monitorem że kobieta w tym wieku ma takie denne problemy, no ale niestety je mam i chce jakoś się z nimi uporać. Nigdy nie mialam chłopaka, więc się też nigdy nie całowałam, nie mówiąc już o poważniejszych rzeczach typu seks.
Także w relacjach damsko- męskich jestem kompletnie zielona. Nawet nie wiem na której randce wypada się calować, wiem że na to nie ma żadnego schematu że każdy powinien decydować o tym osobiście, myśle ze napewno 1 i 2 randka odpada ale co dalej to juz nie wiem. Nie chce tez dać się wykorzystać, nawet przez taki głupi pocałunek.
Te wszystkie problemy są przez to że w mojej psychice tkwi przekonanie,że jestem osobą nic nie wartą,złą, niezasługującą na nic dobrego. Od najmłodszych lat mój ojciec regularnie obrzuca mnie obelgami, utwierdza w przekonaniu że nic nie jestem warta, a także znęcał się niekiedy fizycznie. Wiem że powinnam z tym iść do psychologa , mam taki zamiar ale najpierw musze sobie inne osobiste sprawy poukładać. Wiem, że nie powinnam się przejmować tym co mówi ojciec, ponieważ sama znam swoją wartość i wiem że nie jestem taka jak on mówi, ale przekonałam się o tym dopiero niedawno a to poniżanie trwa od wielu wielu lat i wyryło się w mojej psychice.
Przez całe te relacje z ojcem, i ogólnie męzczyznami w mojej rodzinie ( wielu z nich się nade mną znęcali psychicznie - brat oraz wujek - ale to juz inna historia do opisania) boje się tych kontaktów z mężczyznami. Potrzebuje poczucia bezpieczenstwa i bycia kochaną, ale jednocześnie boje się tego. Nigdy tego nie zaznalam ze strony ojca i boje się ze choć moge być kiedy z M. to kiedyś mnie porzuci. Wiem że każdy z nas boi się odrzucenia, ale ja tego się boje panicznie.
Co doradzicie mi w tej sytuacji , jak mam tym wszystkim pokierować, by udało się stworzyć związek ? Ja wiem ze to jeszcze za wczesnie, bo dopiero jestesmy na etapie poznawania się od podstaw ale chce już wiedzieć.
Jak się wyluzować, nie być sztywną w jego towarzystwie? ( bo ja ogolnie to jestem gaduła, a le w obecności osob które znam kupe lat), a teraz wiem ze bede małomówna.
Mam jeszcze problem mieszkaniowy. Pochodze z biednej rodziny, gnieździmy się w 2 mieszkaniach ( kuchnia i pokój, bez łazienki) w 5 osób. Pracuję, ale nie stać mnie na wynajem mieszkania.. Chciał już do mnie do domu przyjechać, odwiedzić, ale musiałam się wykręcić bo gdzie ja go przyjme? Tak sie wstydze, że nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak ja mam mu powiedziec o tych warunkach mieszkaniowych i gdzie się spotykac ?
Co o tym wszystkim myślicie ?