Może ktoś też ma takie odczucia,bo zastanawiam się co jest nie tak
Mianowicie,jeżeli nie mam partnera,osoby do której jestem przywiązana, coś do niej czuje,zależy mi etc. to totalnie nie mam ochoty na "solo". Nie sprawia mi to wtedy żadnej "psychicznej" przyjemnosci. Musze mieć kogoś o kim mogę wtedy pomyśleć, fantazjowac etc. Niektórzy mają pewnie tak,że przyjemnosci im sprawia fantazjowanie o kimś znanym np. albo o poprostu osobie płci przeciwnej. No a ja tak nie mam. Musi być ta konkretna osoba z którą coś mnie łączy. Wtedy nie trzeba mnie namawiać i "zmuszać". Chęć przychodzi bardzo szybko, ciało i dusza jest usatysfakcjonowana. A tak, bez kogoś bliskiego sercu no to mogiła. Ni da się. Tzn da się ale przyjemnosci żadnej.Wychodzi na to ze przykładem duża wagę do sfery seksualnej i głębszej relacji z kimś innym. Ktoś też może tak ma?