Pisze, bo od jakiegos czasu czytam rozne posty na tym forum i widze, ze dziewczynom pisanie tutaj przynosi ulge.
Postaram sie przedstawic swoja historie w skrocie. Mam 38 lat. Mieszkam z mezem w Stanach. Nie mamy dzieci. We wrzesniu moj maz sprowokowal dosc powazna awanture, w ktora zamieszana byla jego matka, ktora z roznych powodow od dawna mnie nie lubila. Cala sytuacja byla wredna manipulacja z jego strony, ale matka oczywiscie wziela jego strone. Czulam sie okropnie upokorzona po tej sytuacji, ale jako ze jego rodzice musieli zostac jeszcze w naszym domu jeszcze tydzien (normalnie mieszkaja na Florydzie), staralam sie robic dobra mine do zlej gry. Po tej awanturze maz musial wyjechac (jego praca polega na czestym podrozowaniu) i po kilku dniach przez telefon zerwal ze mna malzenstwo. Oczywiscie obwinil mnie za wszystko, podkreslal jaki jest ze mna nieszczesliwy, jaka ja jestem wybuchowa i ze on ze mna juz nie chce byc, bo "spalilam" sie przy jego matce. Nie moglam w to uwierzyc. Probowalam rozmawiac, plakalam, tak przez caly miesiac, bo moj maz musial zostac przez miesiac na Florydzie gdzie odnawia nasz dom. Nic nie dzialalo. Zachowywal sie wyjatkowo wrednie, jakbym byla obca osoba. Kazal mi szukac innego faceta, mowil mnostwo przykrych tekstow.
Po jego powrocie mialam jednak wciaz nadzieje, ze jakos sie ulozy. Rozmawialismy, nawet wyladowalismy w lozku, ale nic sie nie zmienilo. Patrzyl na mnie jak na obca osobe. I wtedy po paru dniach odkrylam na jego laptopie otwarta wyszukiwarke z biletami lotniczymi do Sao Paolo w Brazylii i rozmowy na Skypie z kobieta stamtad. Byly pelne czulosci, planow o wspolnym domu, dzieciach i psie. No i oczywiscie wirtualnego seksu. Od razu zrobilam mezowi awanture. Na poczatku zaprzeczal, a potem stwierdzil, ze i tak sie przeciez miedzy name nie ukladalo (nie bylo to prawda, mielismy swoje problemy, ale ostatni rok byl wyjatkowo dobry) . Utrzymywal, ze zaczal ten zwiazek po tym jak sie ze mna rozstal.
Bylam w stanie po kilku dniach znalezc ta kobiete na facebooku, bo zrobilam kilka screenshotow z rozmow na skypie z jej imieniem i zdjeciem. Zdjecia na facebooku wprawdzie nie do konca przypominaly to na skypie, ale kliknelam na link do jej strony internetowej (zajmuje sie rozprowadzaniem kosmetykow i suplementow znanej amerykanskiej marki) i moim oczom okazala sie kobieta ze skypa. Na swoim profilu deklarowala ze jest w zwiazku od maja, a w sierpniu pisala o tym jaka jest szczesliwa ze poznala milosc (cale szczescie facebook ma opcje tlumaczenia z portugalskiego;-)). Nie mialam watpliwosci ze chodzi o mojego meza. Maz po moich naciskach w koncu przyznal sie ze rozmawia z nia od jakiegos czasu. Bylam wsciekla, bo w lecie staralismy sie o dziecko, odnawialismy lazienke, bylismy na wakacjach...W momencie gdy ona chwalila sie swoja miloscia na fb, bylismy na romantycznym weekendzie za miastem. Masakra. Zrobilam awanture i kupilam na swieta Bozego Narodzenia bilet do Polski. Do tego momentu chyba caly czas mialam nadzieje ze jakos sie miedzy name ulozy.
On poczul chyba troche wyrzuty sumienia albo bal sie ze wszystkim opowiem o jego oszustwie (zawsze bylo dla niego bardzo wazne co mysla o nim inni ludzie) i obiecal ze sie mna zaopiekuje i bedzie przy mnie. Nagle zaopiekuje... Po tym jak traktowal mnie jak ostatniego wroga dopoki nie wiedzialam o niczym.
W rezultacie z jego zaopiekowania nic nie wyszlo, bo w miedzyczasie sie poklocilismy pare razy, a ja napisalam kilka wiadomosci do Brazylijki o tym, ze maz ja oszukiwal. Maz zachowywal sie jakbyo zadnych wiadomosciach nie wiedzial. Ona nie reagowala choc wyslalam jej swojego maila i telefon. Prze facebooka tez probowalam sie skontaktowac, ale dopiero ostatnio stalo sie to mozliwe, bo facebook zaczal powiadamiac o wiadomosciach spoza kregu przyjaciol. W zeszla srode wyslalam jej kilka naszych zdjec i maila. Odpisala zebym dala jej spokoj bo bedzie rozmaiac z prawnikiem i ze spotyka sie z kims innym, nie moim mezem. I moze bym i uwierzyla gdyby nie to ze maz wyjechal do Teksasu i nagle jego telefon przestal odpowiadac i wiadomosci przestaly dochodzic. Przyszla wazna informacja z banku i probowalam sie dodzwonic, a telefon zaczal mi odpowiadac po portugalsku. Wiedzialam juz ze jest w Brazylii.
Od kilku dni przezywam istny horror. Niby juz nie chce z nim byc po zdradzie, ale jego wyjazd tam mnie dobil. Nie wiem jak sobie poradzic z bolem. Mamy dwa wspolne domy. Niby mielismy razem mieszkac chwile, zeby poczekac ze sprzedaza i nie stracic, ale stwierdzam ze nie moge juz chyba na niego patrzec. On sobie jest tam i swietnie sie bawi a ja przezywam traume. Najgorsze sa weekend i swieta. Miotam sie strasznie. Chcialam zapytac dziewczyny i kobiety ktore byly w podobnej sytuacji ile mniej wiecej trwa stan bolu-pol roku, rok czy wiecej? W tej chwili marze glownie o tym zeby ten bol sie skonczyl, ale boje sie, ze juz nigdy nie bede miala sily zyc normalnie nie mowiac o mozliwosci o zaufaniu komus i ulozeniu sobie zycia.