Mamy po 23 lata, jesteśmy razem 6 lat i mamy 1,5 roczną córeczkę. Mieszkamy razem, on pracuje, ja zajmuję się domem i córką, której świadomie nie chcieliśmy oddać do żłobka z powodu opóźnienia rozwojowego i podejrzenia autyzmu.
Właściwie nie wiem od czego zacząć, więc przejdę do rzeczy. Między nami od dłuższego czasu nie jest za dobrze, wczoraj mieliśmy dość poważną awanturę, która tak naprawdę zaczęła się o nic. Powiedzieliśmy sobie kilka słów za dużo, m.in. że już nie chce wziąć ze mną ślubu, na co ja mu przyklasnęłam, że jeśli nawet bym go wzięła to bym popełniła największy błąd w życiu. Naszym (chyba) największym błędem jest, że nie szanujemy się, potrafimy mówić sobie rzeczy, których nie powinniśmy. Kolejnym problemem jest to, że on nie potrafi rozmawiać, a ja lubię wszystko sobie na bieżąco wyjaśniać, przegadywać problemy. Zawsze jak zaczynam rozmowę chcąc coś wyjaśnić, przegadać to słyszę, że ZNOWU się o coś czepiam, coś wymyślam i zaczyna się złościć, irytować chcąc jak najszybciej zakończyć temat. Ostatnio mamy ciężki okres, bo mamy mało czasu dla siebie - wychodzi do pracy jak śpię i wraca późno wieczorem, często jest tak, że nie widzi córki po 2-3 dni bo ona już śpi. Cały dom jest na mojej głowie, leczenie córki, rehabilitacja i ogólny rozpad psychiczny. Całymi dniami siedzę sama, nie mając z kim pogadać. Ostatnio mniej się angażuje w życie rodzinne nawet jak jest w domu - kiedyś więcej robił przy córce, teraz wszystko robię ja. Nie wychodzi z własną inicjatywą, wszystko muszę mu mówić, dawać wskazówki co, gdzie, kiedy, jak zrobić. Rozchorowałam się w weekend i zamiast mnie odciążyć w domu, zająć się córką, musiałam ja wszystko robić, np. nakarmić, wykąpać córkę podczas gdy on grał na telefonie leżącna łóżku. Najśmieszniejsze jest to, że 2h przed mieliśmy na ten temat "rozmowę" - powiedziałam, że mógłby więcej mi pomagać, a mimo to chora, z gorączką ja zajmowałam się córką. Albo się sam nie domyśla, albo robi to specjalnie bo mu na mnie nie zależy. A ja jestem zmęczona ciągłym mówieniem mu co ma/może zrobić. Wiem, że mnie kocha i naszą córeczkę, ale chyba oboje się pogubiliśmy. Oboje nie mieliśmy pełnego domu w dzieciństwie i chcemy go stworzyć naszej córeczce, ale gdy widzę czasami co się między nami dzieje to płakać mi się chce - nie chcę żeby moja córka wychowywała się, jak ja, bez ojca. Ciężko mi czasami z tym wszystkim, a z nim tak jak wspomniałam, ciężko pogadać, wygadać się... Brakuje mi tego wsparcia. Czasem mam wrażenie, że się automatycznie zamyka przed jakąkolwiek rozmową. Nie mam mu się jak zwierzyć ze swoich problemów, bo od razu przybiera skorupę. Męczy mnie to coraz bardziej. Wydaje mi się, że ma problem z rozmową, bo matka go tego nie nauczyła - wychowywała go sama, często nie miała dla niego czasu, o poważnych rozmowach nie wspominając, traktowali się z dystansem. Nie pamiętam kiedy zrobił coś specjalnie dla mnie - jakąś niespodziankę, miłą rzecz, cokolwiek. Tak jak pisałam nie wychodzi sam z inicjatywą, za to wyjście z kumplami potrafi zaplanować na tydzień do przodu. Ostatnio jest mi ciężko, masa problemów, a wsparcia z jego strony brak. Martwię się o córkę, bliska mi osoba umiera na raka, nie mam się nawet komu wygadać, przyjaciółka coraz częściej o mnie zapomina. Jak zaczynam mówić o sobie to słyszę z jego strony, że jemu też jest ciężko, że jest przemęczony, za dużo pracy, pogoń za pieniądzem... Od razu odbija piłeczkę.
Co robić? Jak ratować ten związek? Nie mam jak z nim porozmawiać - a nawet jak jakoś się uda, że zacznie ze mną gadać to i tak poprawa z naszej strony jest na dzień, dwa... Potem wraca wszystko to samo. Kłótnie o byle co, brak szacunku, brak wsparcia, brak rozmowy... Czuję się samotna w tym związku. Jestem zmęczona ciągłą walką między nami. Oboje mamy wybuchowe charaktery, ale zawsze to ja walczyłam o nas. W swoim 6letnim związku mamy na koncie rozstanie - on mnie zostawił, zdradził mnie na początku związku (podobno tylko przez pocałunek, ale jednak) - zawsze to ja wybaczałam, starałam się, walczyłam, ale jestem już zmęczona. Martwi mnie to, czuję że oboje jesteśmy sobą zmęczeni, ale jak to naprawić?
Żeby dać inny obraz jego dodam, że zawsze powtarzał, że to ja jestem kobietą z którą chce być, że chciałby mieć ze mną jeszcze jedno dziecko żeby mieć taki "książkowy domek", że chciałby wziąć ze mną ślub, itd. Piszę to żeby ktoś czytający nie wykreował sobie tylko tego "złego" przedstawionego jego obrazu.