Witam!
Mam specyficzny dylemat.
Przez 2 lata w liceum siedziałam w ławce (a były to takie łączone ławki 4 osobowe) z pewnym kolegą (będę nazywała go X). Siedzieliśmy obok siebie z własnej woli. Byliśmy kolegami, dobrze się dogadywaliśmy aczkolwiek nie byliśmy przyjaciółmi (to z powodu różnicy zamożności - X jako że pochodził z majętnej rodziny obracał się w swoim kręgu przyjaciół; nigdy jednak nie obnosił się z tym faktem). I tak minęły lata liceum, poszliśmy na studia. Tak się to wszystko ułożyło, że trafiliśmy do tego samego miasta (nie było to miasto w którym się uczyliśmy w liceum) ale na różne uczelnie. Raz na jakiś czas odwiedzamy się (aktualnie jesteśmy na 4 roku studiów). Wiem, że Pan X jest od pewnego czasu (ok. 8 miesięcy) w związku z pewną dziewczyną. Ja od ponad 1,5 roku też jestem z kimś związana.
Mój problem jest taki: że w trakcie nauki w liceum podkochiwałam się w Panu X. On o tym nic nie wie (w owym czasie parokrotnie i on i ja byliśmy w młodzieńczych całkiem nieudanych związkach) ale ja chcę mu o tym powiedzieć. Problem w tym, że nie wiem jak. Dziwny jest sam fakt, że chcę mu o tym powiedzieć. Pan X - przystojny, ułożony, pomysłowy, męski.... kompletnie przeciwieństwo mojego obecnego partnera. Jedyne co ich łączy to imię.
Pan X niezmiennie od tych 7 lat jest moim ideałem. Wiem że w liceum nie miałam u niego "żadnych szans", podobnie jest i teraz (chodzi głównie o atrakcyjność fizyczną, a raczej o jej brak).
Wiem, że to strasznie dziecinne, ale ja chyba mam nadzieje na iście hollywoodzkie zakończenie tej historii. Nadzieja nie oznacza rozsądku. Dlatego za każdą taką myśl nieustannie karcę się w duchu.
Dodatkowo istotnym elementem tej układanki jest to, że mojego obecnego partnera już chyba nie kocham - jestem z nim po trochu z przyzwyczajenia, i ze strachu przed przyszłością (lata lecą, trzeba myśleć o małżeństwie - a nikogo innego nie ma na widnokręgu). Ale jestem z nim w tej materii szczera - wie co do niego czuję i liczy, że etap zauroczenia znowu powróci.
Proszę Was o takie chłodne spojrzenie na mój problem. Mile widziane też konstruktywne słowa krytyki.