Witam,
Chcialbym poprosic o porade.. Mozliwe ze juz podobny watek byl poruszany, niemniej jednak kazdy przypadek jest inny i chcialbym poprosic o kobieca perspektywe na dane wydarzenia:
Mam 25 lat, od kilku ladnych lat (4) mieszkalem razem z najwspanialsza dziewczyna pod sloncem.. :-)
Nagle, jak piorun z nieba spakowala swoje manatki, mowiac ze juz mnie nie kocha i w ciagu 2 godzin zniknela z naszego pieknego poukladanego zycia.. (po glebszej analizie, doszedlem do wniosku, ze ono az tak piekne moze nie bylo...).
Wiem juz co bylo w moich poczynaniach zle, czego jej moglo brakowac, i szczerze chcialbym sie zmienic na lepsze (na podstawie samoanalizy).
Staralem sie ja nie nekac setkami smsow, telefonow i nie blagac wsrod lez o powrot, bo moim zdaniem to moze wzbudzic jedynie litosc, a nie milosc nad druga osoba. Nie mniej jednak przyznaje ze pierwsza reakcja byla rozpacz, przeprosiny, duze ilosci alkoholu (co nie bylo do tej pory istota mego bytu..) no i proby kontaktu (ostatnio 1 sms na 2 dni, zregoly na ktore nie bylo odpowiedzi, wiec staram sie zaniechac wszelkiego rodzaju kontakty..moze zateskni?)
Wiem, ze nikt mi nie da gotowej odpowiedzi co mam robic, zreszta pewien plan juz mam (piekna kolacja, szczera choc nie naciskajaca rozmowa, i zmiana tego co bylo zle..), ale ciekawi mnie kilka watkow:
1., czy jest mozliwe po 4 latach pieknej milosci, nagle przestac kogos kochac (niby jest ktos inny, ale ja w ta opcje po prostu nie potrafie uwierzyc)
A teraz trudniejsze pytanie:
2., Czy jest szansa odzyskac dziewczyne, i gdzie jest granica miedzy powolnymi kroczkami ku polepszeniu sprawy, a pogorszeniem sytuacji?
3., Co sie dzieje w glowie kobiety :-P ? (wlasne przemyslenia: bylo jej zle, czegos brakowalo, wiec cierpliwie czekala, nawet moze i dawala sygnaly, a ja jak ostatni idiota nie dostrzeglem tego co jest zle, dlatego teraz zimny prysznic aby mnie obudzic LUB rzeczywista ucieczka w ramiona innego, ktory brakujace cieplo (niby) zapewni -aby tylko nikt nie wykorzystal jej.. :-( ?)
Pisze to w ten sposob, bo juz troche ochlonolem z pierwszego szoku jakim bylo to wszystko dla mnie (naprawde ja BARDZO kocham), jedynie pozostala bezsennosc (nie moge spac nocami, bo rozne mysli sie kreca w glowie, czasami bardzo zle...), powoli jednak zaczynam nabierac sil, cos w stylu "jak stary zepsules sprawe, to teraz nie rozpaczaj, tylko ja napraw!".
Nie jestem w 100% przekonany, co do slusznosci opisywania osobistych spraw na anonimowym forum internetu, jednak zywie nadzieje, ze moze ktos mi cos powie madrego..
Pozdrawiam :-)