Mam 22 lata. Przez ostatnie 4 lata byłam w dwóch związkach, jeden trwał 2,5 roku, a drugi 1,5. Ten drugi był chyba tak na prawdę prawdziwą miłością, ale niestety półtora miesiąca temu rozstałam się z chłopakiem. Dlaczego? Z powodu kłótni, ciągłego braku czasu dla mnie, braku bliskości, bycia razem, randki tylko we dwoje, spędzenia razem czasu. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam. Stwierdził, że mam ,,pojebany charakter", ,,że miłość to nie tylko chodzenie za rączkę, a on chce być wolny". Okropnie to zabolało, przede wszystkim z jednego bardzo ważnego powodu. Dałabym mu wszystko co mam, a wszystko co robiłam tylko dla niego, żeby był ze mną szczęśliwy. Nie wymagałam nigdy od niego niczego, a i tak było źle. Teraz jestem sama, ale samotność mnie bardzo przygnębia. Ratunkiem są imprezy, rozmowa ze znajomymi, ale praktycznie wszyscy mają kogoś, a ja jestem sama. Jest o wiele lepiej teraz niż na samym początku mojej samotności, ale zawsze łza się w oku kręci, gdy przychodzi weekend, czy wieczór i nikt nie zadzwoni i nie przyjedzie. Jest pewien mężczyzna, który bardzo mnie interesuje, ale niestety on jest kolegą mojego byłego, a po drugie sam jest po dwóch nieudanych związkach i pewnie dlatego nie bardzo jest mną zainteresowany. Czasami już sama nie wiem co mam ze sobą robić, to wszystko mnie bardzo przytłacza. Nigdy nie pomyślałam o samobójstwie, bo nie umiałabym tego zrobić, ale siedzieć w czterech scianach cały tydzień, czy czekac na sobotę, by móc pójsć na imprezę staje się bezsensu...
Po pierwsze nie powinnaś szukać miłości na sile, na lekarstwo po byłym bo nic dobrego z tego nie wyjdzie... Po drugie powinnaś znalezc sobie jakies hobby, cos co lubisz robić i pomoże ci to nie myslec i zapomnieć
moze jakis kurs,moze sport to juz wszystko zalezy od Ciebie. Pamiętaj! Jesli oddajesz cala siebie w zwiazku to na koniec zostajesz bez zwiazku i bez prawdziwej siebie. Moze warto odnowic stare znajomości, moze zaczac dbać bardziej o rodzine. Zycze powodzenia i znalezienia sensu w życiu
pozdrawiam
Paulina chyba wiele z nas przeszlo cos podobnego, sama mam zblizony bagaz doswiadczen. Najlepsze co mi sie przytrafilo to zrozumienie, ze jesli ja nie bede szczesliwa z sama soba, to z nikim nie bede. Zajmij sie soba - zrob wlosy, paznokcie, pomysl o sobie, wyplacz sie, najedz pysznosci, zrob trening, leniuchuj. Zaslugujesz, zeby sie troche odbic od dolka w ktorym jestes - w koncu ile mozna byc przygnebiona?
Ooo to widze ze masz podobny charakter do mojego
Tez to slyszalam wielokrotnie, dlatego trzeba sie nauczyc filtrowac to co sie slyszy, a nie chlonac jak gabka. Chyba dosc powaznie udalo im sie zachwiac Twoja samoocena hm? ;> Masz pelno czasu, a gwarantuje ci ze jak zajmiesz sie soba, to ludzie wokol zaczna to zauwazac - Ty zyskasz pewnosc siebie, a moze i przyciagniesz tym jakiegos wartosciowego mezczyzne - tego Ci zycze. Pozdrawiam!
(...) i już sama nie wiem co mam ze sobą robić (...)
Zrezygnować z takich, toksycznych, zachowań:
(...) Dałabym mu wszystko co mam, a wszystko co robiłam tylko dla niego, żeby był ze mną szczęśliwy. Nie wymagałam nigdy od niego niczego (...)
Miłość nie polega na byciu podnóżkiem, na stawianiu drugiej osobie ołtarzy. Bycie z kimś, kto siebie traktuje za nic jest - dla zdrowego człowieka - upiorne. Twój eks będąc w związku, chciałby być wolnym człowiekiem. Nie chciał wejść do klatki (choćby złotej) i zatrzasnąć za sobą drzwi. Nic dziwnego. Przeczytaj:
Najtrudniejsze, ale i najpiękniejsze w miłości jest jej współistnienie z wolnością. Dać komuś miłość, partnerowi, dziecku czy przyjaciołom, nie odbierając jednocześnie jego powietrza, jego obszaru wolności. Niczego nie narzucać, nawet samego siebie, to najtrudniejsze zadanie.