To... skomplikowane. Byliśmy sobie bliscy, nawet bardzo. Skrzywdziliśmy się w sumie nawzajem, jedno po drugim, postanowiłem powiedzieć coś, rzucić na jedną kartę, byłem przygotowany na koniec. O dziwo nie nadszedł. Nie chciała mnie puścić. Tamtego dnia wracałem autem do domu z pracy, zaczęliśmy rozmawiać i 5 godzin przejeździłem z miejsca w miejsce, kontynuując rozmowę...na początku zaczęła się tak, że musimy się rozstać w tej chwili, zaczęły się wątpliwości z jej strony, wyszło, że nie kończymy bo zbyt bliscy sobie jesteśmy, zbyt ważni, że nie wyobraża sobie ona jutra beze mnie. Następne kilka dni bywało niezręcznie w mailach, telefonach, bywało też, jakby nic się nie stało. Po kilku dniach bardzo mocno się pokłóciliśmy. Ja musiałem parę godzin później z rana lecieć w delegację, kilka lotów samolotem, praca na mnie wykończyła i po powrocie do hotelu zapragnąłem z nią porozmawiać. W słuchawce usłyszałem płacz, szlochanie, wycieranie nosa, jedyne co powiedziała to, że jest źle. Musiałem iść na kolację z szefem, znowu praca. W trakcie kolacji sms, że płakała, bo mnie traci, że już sie nie odezwie, że byłem ważny. Po powrocie zadzwoniłem. Spokojniejsza, po chwili rozmowy znowu zaczęła płakać..mówiła, że mam na siebie uważać, dbać o siebie i że jutro juz nie bedziemy rozmawiac. Minął kolejny dzien pracy i długiej podróży powrotnej. Czułem, że jej cieżko i nie potrafiłem od tak zostawić. Zadzwoniłem, ale później sie pokłóciliśmy, to było niepotrzebne, ale stanęło, że damy sobie troche czasu i zobaczymy co bedzie dalej... Nastepnego dnia po prostu nie wytrzymałem/ nie wytrzymaliśmy obydwoje...chociaż sprowokowałem to, posypała się miedzy nami fala jadu. Wieczorem napisała, że nie chce mnie znać, wysłała mi bardzo czuły list, który napisała w dniu, w którym wracałem z delegacji. Płakałem gdy go czytałem, w pracy ciezko bylo sie powstrzymac, odpisywałem jej. Okazało się, że mimo całej krzywdy, ona nadal bedzie myslec o mnie, ale juz nie bedziemy sie ze sobą kontaktować. Że nie moze byc taka samolubna, ze korciło jąi nosiło, że nie rozmawialismy, że teskni... Po wszystkim co złe wczoraj z mojej strony, ona płakała i ja..gdy ostatnie słowa sobie mówiliśmy. Czuję się okropnie, że M. płakała tyle razy z powodów związanych ze mną. Próbowałem sie do niej dodzwonic dzis, bez skutku. Twardo zakończyła.