fatum? pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: fatum? pomocy

Witajcie,

Chciałam się zapytać co sądzicie o mojej sytuacji, może ktoś mnie nakieruje czemu wciąż jestem porzucana przez facetów. W tym momencie jestem kompletnie załamana, zostawił mnie mężczyzna którego wciąż niesamowicie kocham.

A mianowicie moja historia z nim wygląda tak:
Poznaliśmy się kilka lat temu, akurat po rozstaniu z moim poprzednim facetem. On też został porzucony przez dziewczynę kilka tygodni wcześniej. Mieliśmy wspólne grono znajomych, spędziliśmy wspólnie sylwestra. Od razu bardzo go polubiłam ale nie patrzyłam na niego jak na obiekt pożądania, ani też na potencjalnego faceta. Nie podobał mi się wizualnie, choć uwielbiałam jego charakter. To był chyba jedyny chłopak, który (jak uważałam) miał podobne jak ja spojrzenie na związek. Nasza znajomość utrzymywała się na stopie koleżeńskiej. Ja byłam samotna około 2 lat, nie byłam kompletnie gotowa na związek, byłam w rozsypce po moim poprzednim facecie. On w ciągu kilku miesięcy od swojego rozstania znalazł sobie dziewczynę. Nasi znajomi nie lubili jej, była zimna, rzadko się uśmiechała a Jego traktowała co najmniej źle. Zostawiała go co kilka miesięcy, on zawsze o nią walczył, czasem wtedy pisał do mnie, widać było że sprawia mu ona przykrość. Nie potrafiłam zrozumieć jak można tak traktować takiego świetnego faceta.
No i przyszły walentynki, kilka dni przed ta dziewczyna kolejny raz go zostawiła. Na początku pisał do niej smsy typu: "zawsze będę Cię kochał itp". Później chyba odpuścił, przyjechał do mnie do Warszawy ze znajomymi. I jakoś tak wyszło, że wyznał mi że zawsze się mu podobałam, pocałowaliśmy się. Od tamtej pory zaczęliśmy być razem. Ja na początku byłam bardzo ostrożna, nie dopuszczałam go w 100% do siebie, prosiłam aby zwolnił tempo. Ale on zakochał się we mnie do szaleństwa. Zaczęłam wierzyć, że może jeszcze nie wszystko zaprzepaszczone, że może w końcu znalazłam tą wielką miłość i faceta który będzie mnie kochał mimo wszystko. Przez pierwsze miesiące było cudownie. Kupował mi kwiaty, mówił że kocha, że nigdy nie czuł niczego takiego do dziewczyny, że jest nas pewien, że będzie cierpliwy i się nie rozstaniemy, że jemu się dziewczyny nie nudzą i zawsze walczy o związek. Po kilku miesiącach znalazł pracę w Warszawie. I postanowił się do mnie wprowadzić. Moje mieszkanie jest malutkie, poza tym nie byłam gotowa jeszcze na zamieszkanie z facetem. Ale z drugiej strony chciałam aby się wyrwał z naszego rodzinnego miasta, żył bardzo biednie, nie miał nawet porządnej łazienki.. Więc zgodziłam się aby tu zamieszkał, lecz podkreśliłam (i pamiętam to dokładnie pomimo tego, że wmawia mi teraz że tego nie mówiłam), że powinien sobie wkrótce znaleźć pokój. Nie poruszył więcej nawet tego tematu, mieszkał ze mną dalej. Do momentu przeprowadzki nigdy się nie kłóciliśmy, lecz gdy się wprowadził zaczęła mnie irytować jego obecność. Nie tyle co sama obecność, lecz przestał zwracać kompletnie na mnie uwagę. Co prawda jestem ciężką dziewczyną jeżeli chodzi o związki, ale znał doskonale moją przeszłość, wiedział że miałam traumatyczne przeżycia jeżeli chodzi o facetów właśnie. Ale kochałam go i wymagałam od niego również tej miłości. Już po kilku tygodniach, a nawet dniach od przeprowadzki, przestał ze mną chodzić do łóżka. Ja mam duży temperament, jeżeli o to chodzi i bardzo tego potrzebuję, chyba w taki sposób okazuję moją miłość. Zaczęłam być poirytowana, denerwowałam się o każdą głupotę. Ale mówiłam mu, że potrzebuję seksu, że to dla mnie normalne w związku i czemu on mnie nie chce nawet dotknąć (jedynie raz na tydzień, czasem dwa - a przecież to był dopiero początek związku). Druga sprawa to były mecze. Potrafił spędzić całe popołudnie grając w fifę albo oglądając mecze. Nie mieliśmy wiele wolnego czasu aby go spędzić razem, ale gdy już się nadarzała taka okazja to mój facet oglądał mecz. Zawsze. Dzień w dzień wracał z pracy, grał w fife, szedł spać. A ja płakałam. Mieliśmy sporo sprzeczek tego typu, miałam do niego żal że nie poświęca mi czasu, że nigdy nie ma pieniędzy aby mnie zabrać do głupiego kina, na urodziny nie dostałam prezentu. Trzecia sprawa to kłótnie o poglądy, był bardzo fanatyczny w niektórych osądach, lubił oceniać ludzi po narodowości. I próbowałam to w nim zwalczyć. Aż w końcu chyba coś w nim pękło. Miesiąc temu chciał się ze mną rozstać, mówił że kompletnie nie pasujemy do siebie, że jestem piękną i inteligentną dziewczyną, że mogę mieć każdego, że on nie może mi dać tej miłości na jaką zasługuję i że moje myślenie się również jemu udzieliło (z tym, że byłam niepewna, nazbyt ostrożna itp). Mówił, że już nie ma uczuć i chce być sam. Ja go prosiłam abyśmy jeszcze spróbowali, przeprosiłam że byłam jędzą, nie chciałam wszystkiego od razu skreślać, powiedziałam że go bardzo kocham. Zgodził się, pomieszkał ze mną do końca października.. Serce mi w czasie tej "próby" pękało, marzyłam tylko aby podszedł, przytulił mnie i powiedział że kocha i że wszystko będzie dobrze. Nie było tak, było ciężko, on był bardzo smutny. Oczywiście wciąż  cały czas grał w gierki. Wyprowadził się, ja przed jakiś czas nie kontaktowałam się z nim (jedynie w mieszkaniowo-finansowych sprawach), myślałam że w końcu może się obudzi. A dziś usłyszałam: nie kocham Cię. I świat mi się zawalił.
I stąd moje pytanie: czemu notorycznie jestem porzucana przez facetów? Była dziewczyna mojego byłego chłopaka jest raczej średnią dziewczyną, nie za piękna, była dla Niego wredna, oschła, traktowała go jak zabawkę, nigdy podobno nie podeszła, nie przytuliła się, nie chciała seksu, czasem nie rozmawiali kilka dni. On walczył i się starał, chciał jej się nawet oświadczyć, o swoją poprzednią dziewczynę też się starał tylko nie o mnie. I nie potrafię tego zrozumieć. Jestem ładną dziewczyną, na brak zainteresowania ze strony męskiej publiczności nie narzekam, jestem inteligentna i mam dobre serce. I potrafię dużo zrobić dla mojego mężczyzny. I nie jestem zakochana w sobie ale serio myślę, że byłam jego najlepszą dziewczyną.
Poprzedni chłopak też mnie zostawił ze względu na różnice kulturowe, jeszcze wcześniejszy zdradził mnie i popełnił samobójstwo..
On nie chce się już ze mną kontaktować, mieszka w Warszawie z kolegą i o dziwo, na mieszkanie pieniądze ma.. Powiedział mi dziś, że on bardzo długo nie chce mieć dziewczyny, że musi pobyć sam i że mnie nie kocha.. Ja rozpaczam, raz przez utraconą miłość a dwa, że MUSI być ze mną coś nie tak skoro facet tak bardzo zaangażowany w związki ode mnie odszedł.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: fatum? pomocy

Chciałam jeszcze dodać, że każdy z moich chłopaków miał jakieś problemy rodzinne/trudne dzieciństwo, ja zresztą też.. może w tym tkwi sedno.. że wybieram emocjonalne kaleki

3

Odp: fatum? pomocy

Zastanów się czym ciebie przyciągnął na początku bo sądzę że własnie w tym momencie zrobiłaś błąd. Jeżeli to zrozumiesz, to nie będziesz powtarzać tego błędu. Kobiety podejmują decyzję w ciągu kilku sekund czy ktoś jej pasuje czy nie. Najczęściej decyzja tak szybko podjęta jest nieodpowiednia

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024