Hej kobietki,
mój problem może się większości z Was wydawać błahostką, ale tak sobie ostatnio dużo rozmyślałam i w mojej głowie zaczęła kiełkować pewna myśl. Otóż zauważyłam, że mój chłopak nigdy nie inicjuje żadnej rozmowy na temat naszej wspólnej przyszłości. Jesteśmy ze sobą od prawie 2 lat i mieszkamy razem od ponad roku. Dodam, że on jest ode mnie starszy (25 lat) i na początku naszego związku wydawało mi się, że ma bardzo poważne podejście do związku i będzie chciał czegoś zobowiązującego. Niestety z czasem okazało się, że jest inaczej... Mam takie dziwne wrażenie, że przestało mu aż tak zależeć albo po prostu się "przyzwyczaił", że zawsze jestem na wyciągnięcie ręki. Każda nasza dotychczasowa rozmowa o małżeństwie, czy dzieciach jest rozpoczynana przeze mnie. Na początku nawet tego nie zauważyłam, ale teraz wszystko stało się dla mnie jasne. On nigdy nie podchodzi do tych rozmów z entuzjazmem, zawsze odpowiada na moje pytania wymijająco. Na żadne pytanie nie jest w stanie odpowiedzieć w miarę konkretnie. W ogóle to wygląda na wyraźnie znudzonego myślą o planowaniu ślubu, czy wychowywaniu dziecka. To dla mnie trudna sytuacja, bo nie ukrywam, że po takim czasie w związku chciałabym wiedzieć na czym stoję i czy on w ogóle "uwzględnia" mnie w swoich planach na przyszłość. Nie chodzi mi o to, żeby brać ślub w pośpiechu albo decydować się od razu na dziecko. Chodzi mi tylko o rozmowę, jakieś wspólne planowanie i dzielenie się przemyśleniami. Kiedyś zapytałam go, kiedy jego zdaniem byłby najlepszy czas na dziecko. Po długich przemyśleniach odpowiedział, że za jakieś 7-8 lat... Dla mnie to zdecydowanie za długo. Wiem, że najpierw należy się ustatkować finansowo, ale moim zdaniem takich kwestii jak dziecko czy ślub nie powinno się tak czysto kalkulować, lecz podejść do tego z pewnym romantyzmem... Co o tym sądzicie?