Cześć,
to pytanie zadręcza mnie od dawna.
Dlaczego młodzi faceci po 20stym roku życia, do powiedzmy 27-28 potrzebują koleżanek, przyjaciółek - takich matek.
Mam takie 3 przykłady. Zwykle są to koleżanki najbardziej pijące w towarzystwie, taki matki dla każdego- znające każdego.
Zawsze myślałam, że jeśli facet chce to zadzwoni , że nigdy nie powinien się nikt wtrącać w jakąś relację, a tu zonk.
Mam 3 przykłady takich relacji.
1) Mam koleżankę pijaczkę, imprezowiczkę ale ogarniętą życiowo, zadowodo. Jest bardzo pewna siebie, ma duże mniemanie o sobie, jest chamska do ludzi ale ja wiem że ona po prostu taka jest- ja ją toleruję jako jedna z nielicznych bo nie daję sobie jej w kaszę dmuchać. Zwykle ludzie się jej boją a ja ją powiedzmy , zaakceptowałam. jednak wkurzam się bo ona bardzo przejmuje się innymi.
Ma znajomego, który zarywał do niej w wakacje, ale ona traktowała go jako przyjaciela. Nawet na jego rozmowy o byciu razem odpowiedziała, że nie chce. Jednak chwali go jako przyjaciela za to, że jest inteligentny, ogarnięty, ale też mu matkuje. Chodzi z nim na zakupy, chodzi z nim do kina, teatru, na wesela. Jak on miał dziewczynę ona byłą zazdrosna- mimo, że nic od niego nie chciała- a teraz on już nie ma dziewczyny
Ciągle o nim mówi per przyjaciel, żeby nie palił tyle trawy, strofuje go, kłóci się z nim a nic od niego nie chce. On jej ufa, mówi, że jest jego bliską koleżanką.
2) Ta sama koleżanka i jej drugi kolega. On teraz prawdopodobnie kręci z moją siostrą. Jednak nie stara się tyle i ona nie czuje się jako jego dziewczyna. Powiedział jej, że traktuje tamtą koleżankę jako kumpla przyjaciela i że zawsze ona może na niego liczyć, on będzie podjeżdżał w środku nocy do niej, będzie ją pocieszał po nieudanych związkach itp. Jednak on ją traktuje jak kumpla i ja ani moja siostra nie możemy tego zrozumieć, że bardziej gloryfikuje ją niż moją siostrę.
A ona tak samo : sama organizuje mu czas, chodzi z nim na zakupy, spędza z nim czas, bo akurat ma wyj***ne i ma ochotę gdzieś wyjść. Ona tak robi z wieloma chłopakami. Dla mnie to znak ostrzegawczy bo facet może się przyzwyczaić...
3) Inna koleżanka. Zna jednego znajomego, z którym kręciłam i coś między nami było pół roku temu. Ona niby nie przed nim ostrzegała, ona dziwnei zachowywała się kiedy my byliśmy razem, albo była zazdrosna albo matkowała . Ona mu matkowała , chodziła z nim i z innymi kolegami do kina. Organizowała muc zas, przychodziła do niego na picie, palenie- on tak samo do niej. Aż w końcu zaczął zarywać do mnie i nie wyszło. Teraz oczywiście ja jestem odstawiona na bok a oni nadal się spotykają jak kumple z jej chłopakiem i z innymi znajomymi. Martwi mnie takie zachowanie.
Ja od zawsze uważałam, że ludzie to jednostki indywidualne. Uważałam, że jak ktoś się zakocha czy coś to nic nie przeszkodzi uczuciu. Że facet nie potrzebuje niańki, że nie potrzebuje koleżanki do spędzania czasu. I ja nie wiem czy mam rację czy nie.
Bo może ja i moja siostra się mylimy. Bo my w towarzystwo tych obu chłopaków wpadłyśmy tak z nikąd. I od razu zaczęli na nas zwracać uwagę bo byłyśmy nowe. A one znały ich od 5-3 lat. I teraz nie wiem. Zwykle widzę po znajomych, że jest tendencja do 'nie bierz dupy z grupy'. Jednak czasem zastanawiam się czy faceci nie są leniwi, nie stają się leniwi przez to, że mają takie przyjaciółki do organizowania czasu, do wpadania na picie, palenie- jak kumple.
Nie wiem co jest, ale ten chłopak mojej siostry z jednej strony mówił, że nie rozumie czemu ona jest przeciwko jego koleżance i traktuje ją wrogo a zdrugiej strony nadal gloryfikuje ją bardziej niż moją stostrę, podjeżdża pod jej dom, spędza z nią czas, chodzi z nią na imprezy- a z moją siostrą to jest bardziej oficjalne.
Czy to nie jest tak, że młodzi mężczyźni do 25-27 roku życia potrzebują partnerki przyjaciółki? A dopiero później ok 30 roku życia są na tyle dojrzali, że mogą sami sobie wybrać?
Ja nadal uważam, że ta koleżanka u mnie w moim przypadku zadziałała na naszą niekorzyść. Podobno oni sobie o wszystkim gadają,i nie dziwiłabym się gdyby nie to, że ona mogłaby jakieś kłamstwo o mnie powiedzieć. Nie chcę robić jakiś dziwnych mezaliansów, ale po prostu nie wiem jak w takich sytuacjach się zachowywać. Kiedy jest towarzystwo i jakiś dany chłopak ma koleżankę, dobrą znajomą z którą się kumpluje, pisze spędza czas.
Pewnie powiecie, że jeśli dziewczyna jest na tyle silna psychicznie i mądra nie powinna się z towarzystwa usuwać- ale ile można. Czasem aż jest idiotycznie, bo taki chłopak lata za przyjaciółką na imprezie a nie za 'potencjalną kandydatką' i wtedy emocje podpowiadają, że po pijaku wychodzą prawdziwe uczucia....
Ale ja nie wiem. Mam z tym problem. Ja nigdy nie 'friendzonowałam' facetów. Zawsze byłam z boku i nigdy nie byłam taką 'kumpelą' która rozmawiała z chłopakami o ich problemach w związku. Nigdy nie byłam taką matką, któa ogarnia wszystkich facetów z grona. A widzę, że moi koledzy lubią takie dziewczyny. I to mnie denerwuje bo spada mi pewność siebie.
Czy ja mam rację czy może się mylę? Jak Wy, odnosicie się do takich zachowań. Proszę o rady osoby starsze, które powiedzmy przeżyły wiek 25-27 lat. Bo ja naprawdę nie wiem co mam myśleć.
I jeszcze jedno. Czy nie za dużo analizuję? Czy może powinnam sobie robić otoczkę z każdego kolegi i sama im organizować czas? Nigdy nie miałam takiej potrzeby otaczania się facetami kiedy jestem singielką. Zawsze robię swoje i zastanawiam się czy to facetów nie odstrasza
Bo widze, że koleżanki kiedy są w związku alienują się z towarzystw, nie imprezują. A kiedy są same chodzą ciągle do miasta i imprezują na domówkach.
A ja robię i to i to sama. ![]()