Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1

Temat: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Wiele kobiet nie akceptuje swojego ciała, źle czuje się we własnej skórze i martwi tym, jak wygląda. Sięgamy po diety, ćwiczymy, poddajemy sie zabiegom, wklepujemy w skórę mnóstwo specyfików, a jednak wciąż nie jesteśmy zadowolone z efektów. Dlaczego? Dlaczego tak wiele z nas nie potrafi pokochać własnego ciała, które jest mieszkaniem dla duszy i umysłu?

A Ty? Akceptujesz, lubisz, kochasz swoje ciało? Jest ono dla Ciebie źródłem zadowolenia czy kompleksów? Jak wielki wpływ na postrzeganie siebie samej mają opinie innych ludzi?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez oczy Lwa (2015-11-07 03:16:29)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Może jestesmy próżni i dopiero po wielu latach rozumiemy co tak naprawdę ważne w życiu wartościowe? a i wokół złosliwi ludzie nie pomagają.

3

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Dla mnie po prostu szczupłe, wysportowane ciało wygląda zdrowo. Ja nie jestem zadowolony póki co ze swojego, ale pracuję mocno żeby to zmienić:) Akurat zdanie ludzi mnie nie obchodzi. Ważne, że mi nie odpowiada. Wiele lat uprawiałem sport na poziomie pół-profesjonalnym do czasu kontuzji i po prostu brakuje mi tamtego ciała, kondycji, zdrowia itd.

4

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Kiedyś przejmowałam się bardzo, tym bardziej, jeśli ktoś coś złośliwie mi wytknął. Teraz tak jak Martain, jeśli ja czuję się dobrze ze swoim ciałem, to jest ok i nie obchodzą mnie opinie innych ludzi. Co do duszy i umysłu - w zdrowym ciele zdrowy duch smile

5

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

tragedii nie ma ale wolałabym zmienić to i owo. jednak nie jest to na tyle dla mnie uciążliwe, by nie spać po nocach i zadręczać się jak by to zmienić wink

6 Ostatnio edytowany przez CatLady (2015-11-07 13:10:10)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Ja zaczęłam lubić - a właściwie zauważać - swoje ciało, gdy zaczęłam praktykować yogę. Wcześniej albo wręcz nie lubiłam, albo za wiele o nim nie myślałam. Teraz zaczyna mi się podobać, zaczynam zauważać, co może zrobić, zamiast skupiać się na niedoskonałościach. Muszę tu dodać, że mam problemy z kolanami, miałam operacje na oba, więc np bieganie nie wchodzi w grę. Czułam się przez to zawsze jak kaleka. A teraz, praktykując yogę widzę, że do czegoś tam jednak się nadaję, że jest na świecie sport dla mnie, że może mi sprawiać przyjemność.

Kosmetyki, kremy itp - lubię być czysta, pachnąca, zdrowa. Nie używam jakichś dziwnych specyfików, które mają sprawić, że zniknie tłuszczyk, bądź celulit, czy zmarszczki. Zdrowo się odżywiam, unikam słodyczy, jem dużo owoców.

Ciało staje się przyjemnością, domem dla umysłu. Zadbane zdrowe ciało równa się szczęsliwy umysł. Nie na darmo przysłowie: w zdrowym ciele, zdrowy duch.

PS. Jest to dość zabawne, bo mam 32 lata. Jak miałam 20, u szczytu młodości i urody, nie lubiłam siebie, nie akceptowałam, ukrywałam pod brzydkimi ubraniami. Teraz gdy się "starzeję" zaczynam lubić, dbać, cieszyć się nim.

7

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
CatLady napisał/a:

PS. Jest to dość zabawne, bo mam 32 lata. Jak miałam 20, u szczytu młodości i urody, nie lubiłam siebie, nie akceptowałam, ukrywałam pod brzydkimi ubraniami. Teraz gdy się "starzeję" zaczynam lubić, dbać, cieszyć się nim.

Wydaje mi się, że kiedy mamy lat naście lub tylko odrobinę więcej, to znacznie bardziej skupiamy się na walorach powierzchowności niż zaledwie kilka, kilkanaście lat później. Mało tego, miarą naszej atrakcyjności w tym okresie jest właśnie to, jak wyglądamy, dlatego też znacznie częściej i zdecydowanie mocniej przeglądamy się w oczach innych. To wtedy nabywamy kompleksów lub wręcz przeciwnie - stajemy się bardzo pewni siebie. Potem jednak dojrzewamy, do głosu zaczynają dochodzić zupełnie inne wartości, tym samym siebie (i innych) postrzegamy jako coś więcej niż tylko ładne opakowanie.

Obiektywnie patrząc w wieku lat 20 miałam ładniejsze ciało i byłam atrakcyjniejsza, ale to właśnie teraz lubię siebie bardziej. Wtedy skupiałam się na detalach, dziś patrzę na całość, wtedy ten fakt był oczywisty, dziś muszę się bardziej napracować. Jestem dosyć wysportowana, dbam o sprawność i fizyczność, znam swoje możliwości, a ciało - podobnie jak Ty - traktuję bardziej świadomie, ale też wszelkie niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. I sądzę, że taka jest właściwa kolej rzeczy.

8

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Powtarzam nie od dziś: ciało jest opakowaniem. smile Dobrze, gdy opakowanie jest ładne (choć gusta są różne), ale wbrew pozorom nie mamy na nie zbyt wielkiego wpływu (pomijam ingerencje chirurgiczne). Znacznie ważniejszym jest zawartość. Tymczasem sporo osób za swe niepowodzenia w różnych dziedzinach życia (a zwłaszcza w relacjach damsko-męskich) odpowiedzialnością czyni wygląd. Mało zaś wkłada wysiłek w rozwój osobisty, by zmienić swe zachowania.

(...)To jest przecież czysty narcyzm – takie przekonanie, że jestem tak doskonały, że źródło problemu np. z kobietami, musi tkwić poza mną. (...)

źródło: Newsweek



Czy lubię swoje ciało? Tak, mimo że jest niedoskonałe.

9

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Tak, teraz już bardzo lubię swoje ciało, choć nie twierdzę jednocześnie, że jest idealne. Dbam o nie jak mogę, ale bez zbędnej przesady. Nie zajmuje mnie czytanie o nowych dietach, sportach i kosmetykach. Ciało byłoby dla mnie więzieniem nie z powodu wyglądu, ale wówczas, gdy przestałoby mi odmawiać posłuszeństwa.

10 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2015-11-07 15:21:22)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Oczywiscie ze zrodlo zmartwien, co nie przeczy temu ze jest domem (a raczej wiezieniem) dla duszy.

Ja nie kocham swojego ciala, chociaz wygladam ladnie (nawet bardzo). Cialo to niestety nie tylko wyglad ale tez narzedzie za pomoca ktorego czlowiek poznaje rzeczywistosc, i wyrokuje o niej na tej podstawie. Jak odczuwasz bol fizyczny od urodzenia, wszystko Cie uwiera - odbierasz swiat jako nieprzyjazne miejsce, ludzi jako potwory, uwazasz ze jest zly. Jak dostaniesz znieczulenie - ostrza dotykanych krawedzi miekna, a istoty (ludzie) ktore uwazales przedtem za diably zmieniaja sie w pluszaki. Tak to jest, moi drodzy. Mozna powiedziec ze cialo to wiezienie, i jedna z lepszych rzeczy jest uwolnienie sie z niego. Ja nie jestem katoliczka, ale uwazam ze wielu swietych chrzescijanskich mialo racje widzac cialo jako zniewolenie, jako to co utrudnia wzniesienie sie, zobaczenie prawdy, i tym samym wyzwolenie. Podobnie zreszta mowia buddysci i maja w tym duzo racji.
Jak beda Cie torturowac, zadawac meki Twojemu cialu - zrobisz najgorsze swinstwo zeby to sie skonczylo. TAK, CIALO TO KLATKA. Mozna oddzialujac odpowiednio na cialo manipulowac czlowiekiem, mozna zrobic z niego marionetke.
Bol pochodzi najprawdopodobniej z miesa, przez bol wiekszosc staje sie skur******* znecajacymi sie nad otoczeniem.
Dla uciech cielesnych, z leku przed przykrosciami cielesnymi - wiekszosc (oprocz jakichs mnichow wycwiczonych, znajacych odpowiednie techniki) posunie sie do najstraszniejszych okropienstw.

Wiedzieliscie ze niemowleta odczuwaja bol nawet przy polykaniu pokarmu, oddychaniu?

11

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
lilly25 napisał/a:

Wiedzieliscie ze niemowleta odczuwaja bol nawet przy polykaniu pokarmu, oddychaniu?

Gdzie Ty wyczytałaś taką rewelację? Gdyby tak było, to dzieci zamiast się błogo uśmiechać przy butelce czy piersi wrzeszczałyby.A w zasadzie płakały by cały czas, no bo nawet małe dzieci żeby żyć muszą oddychać...

Ja tam bardzo lubię  swoje nieidealne ciało. Chociaż właściwie nigdy nie zastanawiam się czy je lubię czy nie lubię. Po prostu jest tyle innych, ciekawych rzeczy w otaczającym nas świecie, że moim zdaniem szkoda czasu nad zastanawiam się nad niedoskonałością lub doskonałością naszego ciała. Tym bardziej, że na jego wygląd zazwyczaj żadnego wpływu nie mamy.

12

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Sądzę, że w przypadku samych kompleksów to nie ciało jest prawdziwym więzieniem, ale umysł. Przecież osoby mające kompleksy na punkcie wyglądu będą je miały niezależnie od tego czy np. uda im się zmienić niefajną część ciała. Jeśli się uda, to coś innego przestanie się podobać. W takich przypadkach powinno się leczyć umysł, a nie zmieniać ciało.

13

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
bbasia napisał/a:
lilly25 napisał/a:

Wiedzieliscie ze niemowleta odczuwaja bol nawet przy polykaniu pokarmu, oddychaniu?

Gdzie Ty wyczytałaś taką rewelację? Gdyby tak było, to dzieci zamiast się błogo uśmiechać przy butelce czy piersi wrzeszczałyby.A w zasadzie płakały by cały czas, no bo nawet małe dzieci żeby żyć muszą oddychać...

w "Micie szczesliwego dziecinstwa" Andrzeja Samsona.

To ze niemowlaki sie smieja nic nie znaczy, kiedy przezywalam najgorsze chwile w zyciu, rowniez sie smialam z pomieszania.

14 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-11-07 16:29:45)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
lilly25 napisał/a:

To ze niemowlaki sie smieja nic nie znaczy, kiedy przezywalam najgorsze chwile w zyciu, rowniez sie smialam z pomieszania.

Niemowlaki nie przeżywają najgorszych chwil w życiu, bo niemowlaki nie myślą jak dorośli.
Niemowlaki nie myślą abstrakcyjnie.
Jak niemowlaka coś boli to płacze. Jak jest zadowolony to jest spokojny i zrelaksowany lub się śmieje.
Ty porównujesz niemowlaka do myślenia dorosłego człowieka i jest to podstawowy błąd we wnioskowaniu. Stąd wnioskowanie jest błędne. Niezadowolone niemowle które odczuwa ból/dyskomfort płacze, jak jest zadowolone to się uśmiecha. Dlatego po niemowlaku bardzo łatwo poznać, czy jest wszystko wporządku czy nie jest. W odróżeniu od dorosłych, którzy potrafią to ukrywać. Niemowlaki nie potrafią.

15

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
cslady napisał/a:

Sądzę, że w przypadku samych kompleksów to nie ciało jest prawdziwym więzieniem, ale umysł. Przecież osoby mające kompleksy na punkcie wyglądu będą je miały niezależnie od tego czy np. uda im się zmienić niefajną część ciała. Jeśli się uda, to coś innego przestanie się podobać. W takich przypadkach powinno się leczyć umysł, a nie zmieniać ciało.

No właśnie. Dlatego jest tyle chorób związanych z odżywianiem się. Niestety część społeczeństwa utożsamia zdrowie z sylwetką przedstawioną nam w mediach nie bacząc na prawidłową budowę ciała.
Ostatnio oglądałam program, gdzie szczupła kobieta przyszła na lifting brzucha, bo była po ciąży i uważała, że zwisa Jej tam skóra wink.

Chyba każdy ma kompleksy, ale ja od zawsze kochałam Swoje ciało. Jedynym kompleksem są duże piersi, bo pamiętam czasy gdzie były o wiele mniejsze i mogłam swobodnie uprawiać sporty hmm. No, ale cóż jedne będą płakały, iż są "płaskie", a inne że mają ciężar.

16

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

"80% kobiet ma zaburzony obraz własnego ciała". Zdanie kiedyś zasłyszane chyba z jakiegoś programu dokumentalnego.

17

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

I coraz więcej facetów. Jest już nawet choroba związana z przesadnym dbaniem o ciało przez facetów.

18

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
Martainn napisał/a:
lilly25 napisał/a:

To ze niemowlaki sie smieja nic nie znaczy, kiedy przezywalam najgorsze chwile w zyciu, rowniez sie smialam z pomieszania.

Niemowlaki nie przeżywają najgorszych chwil w życiu, bo niemowlaki nie myślą jak dorośli.
Niemowlaki nie myślą abstrakcyjnie.
Jak niemowlaka coś boli to płacze. Jak jest zadowolony to jest spokojny i zrelaksowany lub się śmieje.
Ty porównujesz niemowlaka do myślenia dorosłego człowieka i jest to podstawowy błąd we wnioskowaniu. Stąd wnioskowanie jest błędne. Niezadowolone niemowle które odczuwa ból/dyskomfort płacze, jak jest zadowolone to się uśmiecha. Dlatego po niemowlaku bardzo łatwo poznać, czy jest wszystko wporządku czy nie jest. W odróżeniu od dorosłych, którzy potrafią to ukrywać. Niemowlaki nie potrafią.


Wlasnie dlatego ze niemowlaki nie mysla (w klasycznym tego slowa znaczeniu) cierpia MOCNIEJ. Kiedy nie umiesz ubrac doswiadczenia w slowa, podzielic na przeszlosc, i przyszlosc jestes bardziej zanurzony w chwili, wiec jesli cos Cie boli, uwiera, to ten bol, meka zdaje Ci sie WIECZNY, masz wrazenie ze sie nie skonczy, bo nie nauczyles sie jeszcze ze wszystko mija. To jak pieklo. Tak maja chyba tez zwierzeta. Niemowleta,  i zwierzeta zyja bardziej tu i teraz, ma to swoje wady,  i zalety, sa w pewnym sensie uwolnione od leku potencjalnie zlej przyszlosci, i obciazone brakiem mozliwosci uciekania/pocieszania sie mysla "to minie" gdy im zle.

Gdy malo rozumiesz, nie wiesz co sie wokol Ciebie dzieje meczysz sie mocniej, bo ta meka nie ma uzasadnienia, i konca (tak Ci sie wtedy wydaje), dorosly wie (albo moze raczej wierzy?) ze kazdy bol kiedys sie skonczy, chocby poprzez smierc, ponadto usprawiedliwia sobie istnienie zla (w sensie cierpienia, krzywdy) jakims glebszym sensem, a niemowle tego nie potrafi.


Wracajac do tematu : mozna czuc sie w swoim ciele zle nie z powodu wygladu, ale roznych boli, niewygody, kogos moze jego cialo uwierac, spinac, draznic, jak zle uszyta sukienka. Ja tak mialam, i czasami nadal miewam. Mozna byc zlym na cialo za brak sily fizycznej, za to ze to cialo ulega wszelakim pokusom, ze instynkty biora gore, ze popycha czlowieka do robienia rzeczy, ktorych on jako czysty rozum nigdy by nie zrobil.

Zadziwiajace, ze w takich tematach ludzie skupiaja sie tylko na wygladzie, nie rozwazajac w ogole trudniejszych kwestii o ktorych wspominalam.
Czy nie jest zniewoleniem ze moje cialo lgnie do roznych rzeczy, ktorych ja sobie moge nie zyczyc?
czy nie jest zniewoleniem, ze moje cialo ciagle sie o cos dopomina, a gdy tego nie otrzyma, potrafi dowalic?
czy nie jest to ponizeniem dla czlowieka ze musi chodzic wydalac, robic rozne ohydne rzeczy?
czy nie jest ponizeniem dla ducha ze cialo dreczone celowo przez dreczycieli doprowadzi zazwyczaj do tego ze torturowany zdradzi swoje idealy w zamian za zakonczenie mak?

Mam sobie cialo, mozna robic ze mnie marionetke, mamic rozkoszami cielesnymi, i straszyc fizycznymi katuszami, czy to nie zniewolenie?

Czy chrzescijanie, i buddysci nie maja racji w pewnych kwestiach?

19 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-11-07 21:59:00)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Nieśmiało chciałem przypomnieć, że sam Samson mówił, że to są tylko tezy oparte na wyobrażeniach, a nie prawda objawiona:)
Moje trzymiesięczne niemowlę jest bardzo pogodne, rzadko płacze, rzadko marudzi, ciągle jest zadowolone. non stop się uśmiecha i z nami rozmawia. Nie ma powodów żeby mu było źle.
Moim zdaniem to nie ciało jest zniewoleniem. W dzisiejszych czasach prawdziwym zniewoleniem jest chęć posiadania. Czym więcej mamy, tym więcej chcemy mieć. Stajemy się niewolnikiem chęci posiadania. Po to pracujemy, po to wypruwamy sobie żyły, żeby tylko kupić kolejny do niczego nie potrzebny gadżet. Tak, to moim zdaniem jest problem dzisiejszego świata.
Ja ze swojego ciała zadowolony nie jestem do końca, ale też nie obrzydza mnie. Jest nieźle. Mogłoby być lepiej. Ale to zależy tylko ode mnie.

20 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-07 22:30:38)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Wydaje mi się, że kiedy mamy lat naście lub tylko odrobinę więcej, to znacznie bardziej skupiamy się na walorach powierzchowności niż zaledwie kilka, kilkanaście lat później. Mało tego, miarą naszej atrakcyjności w tym okresie jest właśnie to, jak wyglądamy, dlatego też znacznie częściej i zdecydowanie mocniej przeglądamy się w oczach innych. T

Zgadza się. Pamiętam siebie w tamtym okresie. Nie miałam nadwagi, bo zawsze gdzieś tam był sport -swego czasu nawet wyczynowo, za to były kompleksy - mnóstwo kompleksów. Zwłaszcza, że nie mam typowo słowiańskiego typu urody, bardziej cyganka tongue choć dziś odkąd przestałam się tak "bratać" ze słońcem to wrócił mój naturalny odcień skóry, czyli lekko blady.

Dzisiaj nie miałabym na tamtym tle żadnych kompleksów. Wiadomo, człowiek młody i durny wink

Obiektywnie patrząc w wieku lat 20 miałam ładniejsze ciało i byłam atrakcyjniejsza, ale to właśnie teraz lubię siebie bardziej.

A to ja, paradoksalnie, mam dzisiaj lepsze ciało niż wtedy. Dlatego, że wtedy nie wiedziałam "jak to się robi", a sport był dla sportu nie dla sylwetki wink Teraz się to trochę zmieniło i jest pół na pół co najmniej. Ale zdecydowanie bardziej siebie lubię w dzisiejszym wydaniu. Moment przeistoczenia się mentalnie z dziewczynki w kobietę chyba zrobił tu najwięcej.


Ciekawe, bo wczoraj przypadkiem natrafiłam na świetny materiał a propos tego tematu, idealnie się w niego wpisuje.
https://www.youtube.com/watch?v=Y-iOOnOBLOk  nic dodać, nic ująć wink

21

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
Olinka napisał/a:

A Ty? Akceptujesz, lubisz, kochasz swoje ciało? Jest ono dla Ciebie źródłem zadowolenia czy kompleksów? Jak wielki wpływ na postrzeganie siebie samej mają opinie innych ludzi?

Akceptuje i kocham swoje cialo. Napewno nie jest dla mnie zrodlem kompleksow, a jesli chodzi o zadowolenie...ciezko powiedziec, bo nie zastanawiam sie nad tym za czesto i nie ogladam swojego ciala. Ostatnio wystepowalam pol naga i kiedy zobaczylam sie na ekranie pomyslalam 'hej, wygladam calkiem dobrze'

Malo kiedy slysze jakies przytyki czy negatywne opinie co do mojego wygladu , prawie zawsze takie rzeczy mowia kobiety i prawie zawsze mowia na temat mojego malego biustu.
Ja sama nigdy nie mowie nikomu takich rzeczy, bo jestem nauczona z domu zeby nie krytykowac cudzego wygladu. Nigdy nie mialam i nadal nie mam ,  wymagan co do wygladu innych. Zle obciete wlosy, tluszczyk na brzuchu, blizny, brzydkie tatuaze, krzywe nosy i inne 'wady' to wlasnie to co ja lubie.


Lubie swoje cialo i twarz, duzo bardziej teraz niz kiedy bylam mlodsza. Wygladam troche bardziej nawiedzenie, jeszcze bardziej pasuje do gotyckich romansow.

22

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
NinaLafairy napisał/a:

Lubie swoje cialo i twarz, duzo bardziej teraz niz kiedy bylam mlodsza. Wygladam troche bardziej nawiedzenie, jeszcze bardziej pasuje do gotyckich romansow.

O mnie to się podoba smile

23

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Brakuje mi tu jednego określenia: ja najczęściej postrzegam ciało jako NARZĘDZIE. Do komunikacji ze światem, pracy, do osiągania celów, do odczuwania przyjemności itp., itd. Nie jest dla mnie ani więzieniem, ani domem dla duszy - jeśli już to jest sługą umysłu smile Chociaż odwrotnie też to działa.

Miałam, oczywiście, kompleksy na punkcie wyglądu, ale od zawsze zachwycały mnie możliwości mojego "narzędzia". I lubiłam rzucać mu wyzwania. Teraz ono się odgrywa i rzuca wyzwania w moim kierunku: a to zrobi mi paskudną skórę, a to spuchnięty łokieć, a to zafunduje wściekły ból dowolnego fragmentu. Teraz jest trochę jak z krnąbrnym dzieckiem - kocha się mimo wszystko big_smile

24 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2015-11-08 15:24:57)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
Martainn napisał/a:

Nieśmiało chciałem przypomnieć, że sam Samson mówił, że to są tylko tezy oparte na wyobrażeniach, a nie prawda objawiona:)
Moje trzymiesięczne niemowlę jest bardzo pogodne, rzadko płacze, rzadko marudzi, ciągle jest zadowolone. non stop się uśmiecha i z nami rozmawia. Nie ma powodów żeby mu było źle.

To co napisalam w ostatnim poscie nie opieram tylko na slowach Samsona, a wlasych podejrzeniach-przemysleniach. Wydaje mi sie ze niemowle jest w takiej samej sytuacji jak osoba sparalizowana, jest calkowicie zdane na laske innych, nie rozumie co sie z nim dzieje, jest bardziej zanurzone w chwili obecnej przez co chwilowy bol wydaje mu sie cierpieniem bez konca itd.

Do tematu : jesli chodzi o wyglad to moje cialo podoba mi sie wizualnie, o czym niejednokrotnie wspominalam zreszta. Mam dzieciece, subtelne rysy twarzy (okragle oczy, biala cere, pelne usta) przez co nadal mimo 26 lat prosza mnie czesto o dowod osobisty. Jestem szczupla, mam wciecie w talii, drobne rece, i dobrze wykrojone nogi. Jestem uzalezniona od ciaglego ogladania swojej twarzy w lustereczku, i czerpie z tego przyjemnosc, co wskazywaloby na narcyzm. Wspominalam tez o tym ze chetnie pocalowalabym swojego klona. Co do innych czesci ciala, to ich raczej z takim maniakalnym zaangazowaniem jak twarzy nie ogladam, bo generalnie uwazam twarz za najciekawszy element wygladu czlowieka.

Przyznam sie ze gdzies tak okolo 11-14 roku zycia myslalam ze mam zbyt wydatne usta, i rozwazalam nawet operacje plastyczna zwezajaca je, ale potem te same usta oczarowaly mnie, i teraz widze ze wcale za duze nie sa, tylko wlasnie idealne, pelne (ale nie nazbyt), i ladnie wyciete. Kiedys (w czasach wczesnego nastolectwa) mialam dziwna obsesje, i brzydzila mnie w pewnym sensie kobiecosc u siebie, i innych. Akceptowalam (i pragnelam byc) jak osoby ktore sa plaskie jak deska, z mega waskimi ustami, waskimi, meskimi biodrami, koniecznie suchymi wargami, w meskiej odziezy. Obwiazywalam sie bandazem zeby nie bylo widac mi piersi, gdyz niestety zwracano na nie uwage (zbyt wczesnie dojrzalam sad ). Wszystko to wzielo sie u mnie z ambiwalentnego stosunku do seksualnosci, z ktora fizyczne oznaki kobiecosci mi sie kojarzyly. Pragnelam byc aseksualna, ale nie udawalo mi sie to niestety. Potem to zniknelo (to w jaki sposob jest zbyt skomplikowane aby wytlumaczyc w dwoch-trzech slowach) i to co uwazalam wczesniej za odpychajace, czyli kobiecosc, uznalam za najpiekniejsze.


W pewnym momencie zycia (gdy przeszlam na druga strone barykady) zaczelam wrecz przesadzac z eksponowaniem swojej kobiecosci, bylam brana po wygladzie za dziwke (swoja droga pochlebialo mi to, bo czuje do dziwek sympatie) co juz naprawilam (stonowalam), ale nadal jestem, i stylizuje sie na dziewczeco/kobieco najczesciej.

Zupelnie inna sprawa jest zlosc jaka zywie do swojego ciala ze wzgledu na rozne dolegliwosci bolowe. Jestem troche "popsuta" od wewnatrz ze wzgledu, powiedzmy na eksperymenty jakie na sobie przeprowadzalam, wielokrotnie przeklinalam cialo za bol fizyczny ktory sprawial ze nienawidzilam wszystkiego, i rozwazalam samobojstwo (to dawna sprawa, juz minelo). Mialam nieprzyjemnosc obserwowac latami roznych cierpiacych fizycznie ludzi, i widzialam do jakich zachowan potrafi doprowadzic cierpienie cielesne, stad taki, a nie inny stosunek u mnie do ciala (cialo-wiezienie).

25 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-11-09 08:55:30)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
lilly25 napisał/a:

To co napisalam w ostatnim poscie nie opieram tylko na slowach Samsona, a wlasych podejrzeniach-przemysleniach. Wydaje mi sie ze niemowle jest w takiej samej sytuacji jak osoba sparalizowana, jest calkowicie zdane na laske innych, nie rozumie co sie z nim dzieje, jest bardziej zanurzone w chwili obecnej przez co chwilowy bol wydaje mu sie cierpieniem bez konca itd.

Tyle, że wtedy nadal poruszasz się w świecie wyobrażeń-przemyśleń osoby dorosłej. A wiemy doskonale, że niemowlę tak nie myśli przynajmniej do 2 roku życia. Wiemy, że do pewnego momentu noworodek nie odczuwa złości, smutku, radości. Nie zna takich uczuć. To się kształtuje z czasem. Dlatego interpretowanie odczuć niemowlaka na podstawie wyobrażeń dorosłych powstałych na podstawie doświadczeń dorosłych jest niepoprawne. Poprawne byłoby gdyby udało się odtworzyć co myśli w takim czasie niemowlę, a tego jeszcze nikomu się nie udało dokonać. Natomiast wiemy, że ocenianie odczuć niemowlaka przez pryzmat odczuć osoby dorosłej jest błędne. Osoba sparaliżowana zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń, wie że można żyć inaczej, że można żyć bez cierpienia. Niemowlę tego nie wie, bo nigdy nie doświadczyło innego stanu. Takiej wiedzy nabiera z czasem, z doświadczeniem.

26

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
Martainn napisał/a:
lilly25 napisał/a:

To co napisalam w ostatnim poscie nie opieram tylko na slowach Samsona, a wlasych podejrzeniach-przemysleniach. Wydaje mi sie ze niemowle jest w takiej samej sytuacji jak osoba sparalizowana, jest calkowicie zdane na laske innych, nie rozumie co sie z nim dzieje, jest bardziej zanurzone w chwili obecnej przez co chwilowy bol wydaje mu sie cierpieniem bez konca itd.

Tyle, że wtedy nadal poruszasz się w świecie wyobrażeń-przemyśleń osoby dorosłej. A wiemy doskonale, że niemowlę tak nie myśli przynajmniej do 2 roku życia. Wiemy, że do pewnego momentu noworodek nie odczuwa złości, smutku, radości. Nie zna takich uczuć. To się kształtuje z czasem. Dlatego interpretowanie odczuć niemowlaka na podstawie wyobrażeń dorosłych powstałych na podstawie doświadczeń dorosłych jest niepoprawne. Poprawne byłoby gdyby udało się odtworzyć co myśli w takim czasie niemowlę, a tego jeszcze nikomu się nie udało dokonać. Natomiast wiemy, że ocenianie odczuć niemowlaka przez pryzmat odczuć osoby dorosłej jest błędne. Osoba sparaliżowana zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń, wie że można żyć inaczej, że można żyć bez cierpienia. Niemowlę tego nie wie, bo nigdy nie doświadczyło innego stanu. Takiej wiedzy nabiera z czasem, z doświadczeniem.

Skad wiesz ze noworodek nie odczuwa zlosci, smutku, radosci? Czemu niby nie zna takich uczuc wg Ciebie?

To ze ktos nie doswiadczyl nigdy innego stanu (tutaj - stanu bez tego rodzaju cierpienia) nie znaczy ze odpowiadu mu jego polozenie.

Znam stany w ktorych nie mysli sie jezykiem, w ktorym nie dzieli sie na przeslosc/przyszlosc, w ktorym istnieje tylko tu, i teraz, i pamietam dokladnie ze wtedy bol (nawet niewielki) czyni istnienie pieklem. Dlaczego? bo nie mozesz uciec nawet myslami wstecz/do przodu, bo nie wiesz ze jest cos takiego jak mozliwosc zmiany, jak koniec, przerwanie tego co jest. Bo nie wiesz ze da sie wyjsc z koszmarnego tu i teraz.

Wiem, ze nie moge na 100% miec pewnosci ze tak wlasnie niemowleta maja, ale wszystko na to wskazuje (to samo inne zwierzeta).

Jesli niemowle nie odczuwa wedlug Ciebie zlosci, przykrosci itd. to czemu tak wazna jest opieka, i delikatnosc matki w tym okresie?

27 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-11-09 21:00:36)

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?
lilly25 napisał/a:

Skad wiesz ze noworodek nie odczuwa zlosci, smutku, radosci? Czemu niby nie zna takich uczuc wg Ciebie?

Z badań naukowych. Te uczucia pojawiają się dopiero wraz z rozwojem mózgu. Początkowo wszystko jest związane JEDYNIE z komfortem fizycznym. Emocje kształtują się później. Np. przywiązanie dopiero w drugim półroczu życia. Na początku chodzi tylko o znajomość sytuacji.

Jesli niemowle nie odczuwa wedlug Ciebie zlosci, przykrosci itd. to czemu tak wazna jest opieka, i delikatnosc matki w tym okresie?

To nie jest wg. mnie. Tylko według mądrzejszych ode mnie, którzy tym się zajmowali. Dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. A dlaczego dobrze się czuje przy matce? Bo zna jej zapach, zna głos. Przecież dziecko na początku praktycznie nie widzi, ale jak się odezwie matka lub ojciec który często gadał do brzucha to dziecko się uspokaja. Nie rozumie co się do niego mówi, ale są to dla niego znajome dźwięku. U niemowlaka wszystko co jest mu znane powoduje, że czuje się bezpiecznie. Początkowo nawet nie rozróżnia tonu głosu. Dopiero po jakimś czasie zaczyna. Początkowo dziecko nie regauje negatywnie na nieznajome osoby. Wszystkie ogląda z zaciekawieniem. Dopiero po jakimś czasie pojawia się np. uczucie zawstydzenia. Dziecko nie krzyczy bo się złości czy jest mu smutno. Początkowo to tylko sygnały o tym, że jest głodne, jest mu niewygodnie, ma mokrą pieluchę. Chodzi tylko o komfort fizyczny. Sam mam małe dziecko i widzę, że rady tych ludzi znakomicie działają na moją małą. Więc raczej mają rację. Gdyby dziecko non stop odczuwało ból i miało poczucie beznadziejności swojej sytuacji i braku końca cierpienia to płakało by non stop i marudziło. A zdarza mu się to bardzo rzadko. Kiedy faktycznie coś je zaboli, odczuwa dyskomfort.
Więc skoro to ciągłe cierpienie to dlaczego non stop nie płacze, a minuty płaczu i marudności można policzyć na rękach dwóch rąk, a momenty uśmiechu, oglądania wszystkiego z zaciekawieniem wypełniają prawie cały dzień?

28

Odp: Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Dziś dowiedziałam się, ze jedna z moich koleżanek z pracy - już druga!!! - zdecydowała się na powiększenie biustu! Jak ja tego nie rozumiem. Pierwsza robiła to w UK, kosztowało ją to, jak twierdzi ok. £4000. Nie pojmuję jak można aż tak bardzo nie lubić siebie, by wydać taką bajońską sumę, do tego zmarnować 2 tygodnie urlopu. Jakbym ja miała zbędne 4 tysie i 2 tygodnie, z którymi nie mam co zrobić, to pojechałabym sobie na Kubę albo do Chorwacji. Jak bardzo źle trzeba się czuć ze sobą, by zdecydować się iść pod nóż??

Pisałam wyżej, że zaczynam lubić swoje ciało - są jednak jego części, których nie lubię, ale nie do tego stopnia, by poddawać się operacjom, wydawać niepotrzebnie pieniądze. Jak bardzo trzeba być nieszczęśliwym we własnej skórze, by coś takiego robić...

Nie rozumiem tego w ogóle...

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nasze ciało - dom dla duszy czy źródło zmartwień?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024