Martainn napisał/a:lilly25 napisał/a:To ze niemowlaki sie smieja nic nie znaczy, kiedy przezywalam najgorsze chwile w zyciu, rowniez sie smialam z pomieszania.
Niemowlaki nie przeżywają najgorszych chwil w życiu, bo niemowlaki nie myślą jak dorośli.
Niemowlaki nie myślą abstrakcyjnie.
Jak niemowlaka coś boli to płacze. Jak jest zadowolony to jest spokojny i zrelaksowany lub się śmieje.
Ty porównujesz niemowlaka do myślenia dorosłego człowieka i jest to podstawowy błąd we wnioskowaniu. Stąd wnioskowanie jest błędne. Niezadowolone niemowle które odczuwa ból/dyskomfort płacze, jak jest zadowolone to się uśmiecha. Dlatego po niemowlaku bardzo łatwo poznać, czy jest wszystko wporządku czy nie jest. W odróżeniu od dorosłych, którzy potrafią to ukrywać. Niemowlaki nie potrafią.
Wlasnie dlatego ze niemowlaki nie mysla (w klasycznym tego slowa znaczeniu) cierpia MOCNIEJ. Kiedy nie umiesz ubrac doswiadczenia w slowa, podzielic na przeszlosc, i przyszlosc jestes bardziej zanurzony w chwili, wiec jesli cos Cie boli, uwiera, to ten bol, meka zdaje Ci sie WIECZNY, masz wrazenie ze sie nie skonczy, bo nie nauczyles sie jeszcze ze wszystko mija. To jak pieklo. Tak maja chyba tez zwierzeta. Niemowleta, i zwierzeta zyja bardziej tu i teraz, ma to swoje wady, i zalety, sa w pewnym sensie uwolnione od leku potencjalnie zlej przyszlosci, i obciazone brakiem mozliwosci uciekania/pocieszania sie mysla "to minie" gdy im zle.
Gdy malo rozumiesz, nie wiesz co sie wokol Ciebie dzieje meczysz sie mocniej, bo ta meka nie ma uzasadnienia, i konca (tak Ci sie wtedy wydaje), dorosly wie (albo moze raczej wierzy?) ze kazdy bol kiedys sie skonczy, chocby poprzez smierc, ponadto usprawiedliwia sobie istnienie zla (w sensie cierpienia, krzywdy) jakims glebszym sensem, a niemowle tego nie potrafi.
Wracajac do tematu : mozna czuc sie w swoim ciele zle nie z powodu wygladu, ale roznych boli, niewygody, kogos moze jego cialo uwierac, spinac, draznic, jak zle uszyta sukienka. Ja tak mialam, i czasami nadal miewam. Mozna byc zlym na cialo za brak sily fizycznej, za to ze to cialo ulega wszelakim pokusom, ze instynkty biora gore, ze popycha czlowieka do robienia rzeczy, ktorych on jako czysty rozum nigdy by nie zrobil.
Zadziwiajace, ze w takich tematach ludzie skupiaja sie tylko na wygladzie, nie rozwazajac w ogole trudniejszych kwestii o ktorych wspominalam.
Czy nie jest zniewoleniem ze moje cialo lgnie do roznych rzeczy, ktorych ja sobie moge nie zyczyc?
czy nie jest zniewoleniem, ze moje cialo ciagle sie o cos dopomina, a gdy tego nie otrzyma, potrafi dowalic?
czy nie jest to ponizeniem dla czlowieka ze musi chodzic wydalac, robic rozne ohydne rzeczy?
czy nie jest ponizeniem dla ducha ze cialo dreczone celowo przez dreczycieli doprowadzi zazwyczaj do tego ze torturowany zdradzi swoje idealy w zamian za zakonczenie mak?
Mam sobie cialo, mozna robic ze mnie marionetke, mamic rozkoszami cielesnymi, i straszyc fizycznymi katuszami, czy to nie zniewolenie?
Czy chrzescijanie, i buddysci nie maja racji w pewnych kwestiach?