Witam. Mam 30 lat jestem matka 2 dzieci i 7 lat po ślubie, od kilku miesięcy po urodzeniu dziecka cos zaczęło sie miedzy nami psuć. Mój maź zaczął sie upijać do nieprzytomności, wiedząc ze nienawidzę gdy on pije potrafił wracać lub czasami nawet nie wrócić po libacjach z kumplami. Tych sytuacji było kilka. On pracuje za granica, wraca po 3 tyg na tydzień i odstawia takie cyrki. Niby mówi ze mnie kocha i już nie będzie i ciagle robi to samo. Jakieś 2 miesiące temu zabalował tak ze nie wrócił do domu, pijany urzędował po mieście i pózniej spał na działce, cała noc sie martwiłam, dzwoniłam i prosiłam by wrócił do domu a on mi mówi ze jeszcze gdzieś idzie, zgubił laczka, pijany jak beka... Rano pojechałam na ta działkę wyzwalam ze ma mi sie na oczy nie pokazywać, pózniej nie rozmawialiśmy 3 tyg. Gdy wrócił ja sama zaczęłam rozmowę, obiecał ze odetnie sie od kumpli i nie będzie pił, przez tydzień było cudownie, był kochany, sex 3 razy dziennie, [wulgaryzm] wyjechał i gdy wrócił na 2 tyg do domu uświadomiłam go ze dostałam prace, był zły, ale ja nie odpuściłam, chce iść do pracy i być samodzielna bo na niego nie zawsze moge liczyć wracając do przeszłości, rzucał przelotnie jakieś teksty ze go w [wulgaryzm] robię, ze będę z szefem więcej czasu spędzać jak z nim, puszczałam to drugim uchem, akurat przez tydzień miałam okres nie kochaliśmy sie, pózniej bolały mnie korzonki i sie przeziębiłam i nie miałam ochoty na sex to tez mi wyrzucał ze pewnie jak wyjedzie to będę sie kochać, tez to olewałam, ale w 1 tyg jak był zdążył sie znowu upić ale wrócił do domki obiecał ze do końca wyjazdu nie tknie alkoholu, w piątek był u kolegi w szpitalu, który leży tam 4 tydzień na zapalenie trzustki i przezywał to strasznie, ze to od picia, ze on już nie będzie, a w sb zły bo nie dostał dupy, wyszedł rano i sie upił, wydzwaniał do mnie ze musimy iść na terapie, ze sami sobie nie poradzimy, poprosił żebym po niego przyjechała, ze już nie będzie pił, spakowałem dzieciaków i pojechałam, a on ledwo na nogach sie trzymał i nie chciał ze mną wrócić, ostrzegam go ze jak nie wsiądzie to koniec, a on i tak został, po godz przywiózł go jakiś kumpel i tarzał sie pół godziny pod blokiem, w końcu nie wytrzymałam i zeszłam na dół i poprosiłam jego kumpla żeby zawiózł go do mamusi, a on po pół godz przyjechał i zaczął sie pakować w walizki, wyzywać,z łapami do mnie ze mam mu dać klucze od auta, umierałam sie ze dam je trzeźwej osobie to darł sie, przyszła jego siostra to zaczął ja wyzywać, dałam jej kluczyki, a on z zadowoleniem, pomóż mi siostra a ona niech [wulgaryzm] i poszli. Następnego dnia przyjechał po resztę rzeczy, przyjeżdża codziennie do dzieci, powiedział ze to koniec ze będzie płacił na dzieci, ja z nim nie rozmawiam, ale jak tylko wyjdzie rycze jak bóbr, nie radzę sobie z emocjami. Dzisiaj rano chciał rozmawiać, ale ja wychodziłam do pracy i nie chciałam, bo bałam sie ze sie rozrycze, popołudniu jak wróciłam z pracy poszłam do łazienki a on uciekł i powiedział ze jutro bedzie miał chwile, a jutro wyjeżdża.... Długi ten tekst i głupi, ale takie głupie mam życie...nie wiem co robić..chyba ja sie przyczyniłam do tego jak on sie zachowuje, unikałam seksu po urodzeniu syna, byłam wiecznie przemęczona, dziecko które śpi tylko pół godz w dzień i trzeba je cały czas nosić,a do tego cały dom na głowie, pózniej mu zafundowałam nieziemska dawkę seksu, a pózniej znów nic....[wulgaryzm] czy wszystko u tych idiotów musi sie kręcić wokół dupy?
Rozumiem emocje, ale na forum obowiązuje regulamin, nie używaj wulgarnego języka.
Mod. Anemonne