Będę bardzo wdzięczna jeśli ktoś to przeczyta i mi doradzi, nie wiem co mam robić. Proszę.
Byłam z chłopakiem ponad 3 lata. Znamy się trochę dłużej. Poznaliśmy się w ostatniej klasie gimnazjum, tak, wiem jak to brzmi. No ale zaczęliśmy się do siebie zbliżać, często ze sobą rozmawialiśmy. Tak minęło pół roku kiedy bardzo się zaprzyjaźniliśmy, mogłam mu powiedzieć o wszystkim, zauroczyłam się. Później zakochałam. Dosłownie dwa dni po tym jak zrozumiałam swoje uczucia, on wyznał mi swoje. Że po prostu się we mnie zakochał. Związaliśmy się.
Poszliśmy do jednego liceum i do jednej klasy - w moim rodzinnym mieście jest tylko jedno dobre liceum. Z każdym dniem zakochiwałam się coraz bardziej. Minęły 3 lata. Matura i najdłuższe wakacje życia, kiedy byliśmy praktycznie nierozłączni. Może trzy lata to nie jest długo ale dorastaliśmy razem. Mogę szczerze powiedzieć że do tej pory to były najlepsze lata mojego życia, wcześniej... no jestem trudną osobą a on pozwolił mi pokochać samą siebie.
Czas na studia - to samo miasto, inne uczelnie po dwóch stronach miasta, nie mieszkaliśmy razem a godziny zajęć uniemożliwiały częste spotkania. Od 2 tygodni zaczęło coś się psuć... Bardzo chciałam się spotkać i porozmawiać.
Spotkaliśmy się w ten piątek. Zerwał ze mną. Powiedział, że już się wypaliło i nie czuje do mnie tego samego co wcześniej. Kiedy spytałam się czy mnie kocha powiedział że nie, ale nie prosto w oczy. Strasznie przy tym płakał, nigdy go takiego nie widziałam, mówił że jestem cudowną osobą, że mu na mnie zależy, że nie chce byśmy przestali rozmawiać ale że nie możemy być razem bo jego uczucia uległy zmianie. Chciałam do domu, on odprowadził mnie pod samą klatkę a całą drogę w autobusie mówił że jestem cudowna, przytulał mnie. Spotkaliśmy się w niedzielę, mówił to samo co w piątek, znów strasznie płakał ale powiedział że nie ma już o co walczyć bo niektórych rzeczy nie da się naprawić. Ciągle przepraszał że tak bardzo mnie zranił. Stanęło na tym że będziemy utrzymywać kontakt, ja sama nie wiedziałam czego chcę. Tzn wiedziałam, żeby do mnie wrócił ale przecież to wg niego jest niemożliwe.
Cały czas się do mnie odzywa a ja, no cóż, odpisuję, rozmawiamy o codziennych sprawach. Nie wiem co mam robić. Nie wiem nawet co się dzieje, nie wiem co mu się stało. Wszyscy moi znajomi i rodzina są w szoku. Dodam, że on jest przerażony swoimi studiami, wybrał trudny kierunek.
Co powinnam zrobić? Co powinnam myśleć?
Wiem że ten post to chaos ale nie potrafię nawet pozbierać myśli.